Menu :


Link :: 05.01.2006 :: 23:06
3 - ?? februarius 5002

Demeter cz. 8, 9

Sesja Drejkowa

BY ANTONIO

Pokład krążownika liniowego Jego Cesarskiej Wysokości. Duża, wygodna kajuta. Wysoka, barczysta postać, krążąca energicznie po pomieszczeniu. Z insygniami komodora. Co chwila zmieniająca tempo marszu, trasę, czasem dobywająca rapiera, jedynie by wykonać kilka markowanych ciec i na powrót zagłębić go w pochwie. W drugiej ręce trzyma niewiele urządzenie, do którego mówi. Rozszerzone źrenice. W pomieszczeniu, sądząc po starannie ułożonych książkach na półkach, zazwyczaj panuje porządek. Portret Cesarza na honorowym miejscu. Tym razem jednak biurko jest zawalone świeżymi dokumentami. Zdjęciem salutującego mu przystojnego lihalana w mundurze porucznika floty rodowej. Baron Manuel Trynidad. Oraz dozownikiem z oznaczeniem C9 N13 N.

- Do raportu: Opuściwszy orbitę Ateny i zakończywszy tam działania dyplomatyczne ruszyliśmy do bazy Kotów – Dumy...

Przełączenie przycisku na urządzeniu.

- Dzienniki Gwiezdne: Odbyła się tutaj długa narada gdzie się udać po Atenie. Optowałem za rozdzieleniem się – byłbym nie krępowany złą wola niektórych na Aresie i Afrodycie. Na szczęście dla Cesarstwa ruszyliśmy razem.

Pierwszy przycisk.

- ...okazała się nią być baza w pasie asteroidów, powstała z połączenia okrętów, drednota i kilku mniejszych jednostek, należących niegdyś do 12 floty, doskonale ufortyfikowane. Zostaliśmy przyjęci na Dumie. Poznaliśmy organizacje kotów: społeczeństwo indywidualistyczne, nie mające żadnej władzy odgórnej, sprawy bieżące omawiają na zebraniach, gdzie każdy decyduje za siebie. Posiadają także ogromne pokłady wiedzy – głownie z czasów przedrepublikanskich – a także wielkie możliwości produkcyjne eliksiru, liczone w tonach dziennie!

Drugi.

- I chwała im za to, bowiem tylko dzięki temu nasi chorzy ludzie przeżyli! Bardzo ludzcy ci koci – zaoferowali bezinteresownie ogromne pokłady eliksiru i obiecali pomoc w odkryciu problemu wirusa nas trapiącego. Aha – byłbym zapomniał! Lecąc na Dumę akurat trafiliśmy na zebranie – ceremonie nadania imienia za zasługi jednemu z kotów. Złożyliśmy własne propozycje imienia. I jaka była moja radość, gdy z grona pochlebczych czy śmiesznych nazwisk wylosowane i wybrane zostało przedstawione przeze mnie. Admirałowi Nimitzowi, chlubie starej Tery, oddano zasłużona cześć, a przez to wszystkich Flotom Gwiezdnym.

- Raport: Zarysowawszy kotom nasze stanowisko, wyruszyliśmy. Chcieliśmy podjąć rozmów z Mechanistami. Pan Connard skontaktował się z nimi jeszcze. Była to formalność, wiec uznaliśmy ze poradzi sobie z tym sam. Błędne założenie, przez jego nieudolny szantaż mechaniści zademonstrowali swoje możliwości – spuszczając jedna z wind orbitalnych na Demeter. Zginęło od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy ludzi...

- Dzienniki: Że też liga nie wprowadziła takiego systemu karania błędów jak Floty. Wtedy ludzkie życie nabrałoby cenę!

- ...za co odpowiada Pan Connard. Poniżej załączam nagranie z rozmowy. Zostawiliśmy mechanistów – aby swobodnie wydobyć z Demeter zaginiony z korwety wahadłowiec.
Przyjęliśmy dawne zaproszenie na Aresa. Społeczność zorganizowana militarystyczne, wysoki prymitywizm, szczególnie w stosowanej gwarze...

- Dzienniki: Doskonale porównanie do pewnego staroterranskiego filmu – Mad Max.

- Raport: Wszystko podporządkowane wodzowi – Lordowi Niszczycielowi, istniejącemu na prawdę. Zaprosił nas na posiłek. Z pewnych faktów (ignoruje wszystkich delegatów poza mną – jakby ze względu na aurę pilota), słów, oraz wreszcie demonstracji siły na jednym z poddanych potwierdziły się wcześniejsze przypuszczenia: to jest NAJPEWNIEJ Kosiarz. Przeszliśmy do konkretów. Wspomniał o swoim celu, hodowli doskonalej rasy ludzkiej, której dokonuje od kilkuset lat na Aresie. Nie zdradził jednak, do czego są mu potrzebni. Następnie zademonstrował nam obecne efekty swoich działań – walka dwóch uzdolnionych „czempionów” – potężnych derwiszów, posiadających nawet pewne cechy Kosiarzy.

- Po tej demonstracji towarzysze zdecydowali się opuścić Aresa – w i trudno się dziwić takiemu rozsądkowi. To nie ich jednak obowiązkiem będzie tam wrócić i podjąć się negocjacji...ale dobra, kończmy!

- Wreszcie Afrodyta. Warunki atmosferyczne rzeczywiście uciążliwe, choć ładowanie jest możliwe. Ojciec Oktawian zbadał powierzchnie planety okultystyczne i stwierdził obecność demonów. Po utracie kilku sond, pomimo wcześniejszych zamysłów podboju, zostawiliśmy planetę do późniejszej eksploatacji, choćby jako miejsce treningu dla sil cesarsko-kościelnych.

- Dzienniki: Poznaliśmy wszystko i wszystkich w układzie. Teraz ostateczna konfrontacja miedzy naszymi żądnymi zysków i chwały rękoma...

Trzeci, czerwony przycisk został naciśniety. Urządzenie zamigało i zgasło. Zostało odrzucone na biurko.

- Dobra, koniec! Teraz może zrobimy ćwiczenia gotowości bojowej. Albo nie – wpierw pójdę na strzelnice. Przecież jest dopiero 4 w nocy czasu pokładowego.


Komentuj (4)


Link :: 06.01.2006 :: 21:54
14 aprilis - 2 maius 5002

Dolina cz 3 i 4

Sesja wewnątrztygodniowa

BY LEILA

Pałac Cesarski został zupełnie odcięty od reszty świata. Nikt nie ma najmniejszego pojęcia, co się dzieje. Szybko zaczynają szerzyć się pogłoski o śmierci Cesarza. Niepokoje społeczne przybierają na sile – wszelkie siły porządkowe zostają postawione w stan najwyższej gotowości. Na ulicach samozwańczy prorocy wieszczą rychłą zagładę albo nadejście wybawcy z „Apokryfów Zebulona”. Pojawiają się ludzie otwarcie wyrażający antycesarskie poglądy. Nikt nie wierzy w emitowaną holoprojekcję z Alexiusem wracającym do zdrowia.
Moebius usiłuje dowiedzieć się, co tak naprawdę miało miejsce w pałacu i gdzie podziali się Askar, Varia i Leila, niestety nawet jemu nie udaje się uzyskać informacji.
Dopiero po 4 dniach do swojego apartamentu wraca Askar. Niedługo potem pojawia się tam Manuel Trynitad LiHalan, który zamyka się z Askarem w pokoju. Jakieś dwie godziny później obaj przyjaciele w stanie wyraźnie wskazującym udają się na miasto.
Rankiem dnia następnego Leila przyjeżdża do „askarowa”, gdzie czekają na nią Vasilij, Moebius i Laura. Baronessa zdaje im krótką relację i wypytuje o wieści z miasta. Rozmowę przerywa przybycie...przywiezienie Askara, który najwyraźniej dobrze się bawił poprzedniej nocy. Po zadbaniu o należytą dokumentację tegoż wydarzenia nowo mianowany hrabia zostaje położony spać. Budzi się nad wyraz szybko i koniecznie chce widzieć z Varią, która przyjeżdża natychmiast, sądząc, że coś mu się stało.
Przez następne kilka dni sytuacja na planecie powoli się uspokaja. Wszyscy wracają do swoich spraw. „Prace wykopaliskowe” na ziemiach Laury postępują. Askar z Varią i Leilą znikają na kilka dni. W międzyczasie wynajęta przez Laurę ekipa dokopuje się do wejścia. Wprawdzie jest ono bardzo solidnie zabezpieczone, jednak znalezienie odpowiedniego fachowca nie jest problemem. Laura, Vasilij, Moebius i nie odstępujący ani na krok LiHalanki Tomashi schodzą do budynku. Niestety tuż po wejściu aktywuje się – wciąż sprawny system zabezpieczeń. Moebius używając dalekowidzenia „rozgląda się” po niższych poziomach a potem decyduje wybrać na zwiad. Niestety bardzo szybko musi się wycofać – ucieczka omal nie kończy się dla niego bardzo źle. Szczęśliwie unika rozprasowania przez pędzącą windę – kończy się na pęknięciu kości.
Potrzebny jest ktoś, kto będzie potrafił włamać się do systemu. Vasilij nie zna się na programowaniu aż tak dobrze, szczęśliwie udaje mu się skontaktować z kolegą ze studiów. Po krótkiej rozmowie, w czasie której inżynierowie wspominają stare studenckie czasy Hendricka zaprasza Vasilija na kolację. Inżynier przychodzi na nią wraz z Leilą. Hendrick jest zainteresowany propozycją. Wysyła samemu sobie zaproszenie na szkolenie (bycie mężem kobiety, w firmie rodziny której się pracuje ma swoje ujemne strony) i obiecuje w ustalonym terminie pojawić się na miejscu.

...

W wyznaczonym czasie wszyscy z wyjątkiem Varii czekają na inżyniera. Zjawia się punktualnie. Zastosowany w muzeum system budzi jego zainteresowanie – w zamian za złamanie haseł dostępu chce otrzymać rdzeń jednostki odpowiedzialnej za ochronę kompleksu. Obiecuje zainstalowanie zastępczego systemu na własny koszt. Laura po negocjacjach przyjmuje jego ofertę. Hendrick zabiera się do pracy i niedługo później nareszcie mogą zejść na niższe poziomy budynku. Z dokumentacji wynika, że w muzeum zgromadzono najwięcej materiałów historycznych – duża ekspozycja dotyczyła kolejnych konsulów II Republiki, oraz jej sektorów (wszyscy, którzy mogą kopiują sobie mapę Republiki, zawierającą także krótkie opisy poszczególnych planet), była też wystawa tematyczna poświęcona Urth i... sztuce uryjskiej. W jednym z katalogów Moebius znajduje notkę z konferencji – na zdjęciu widać prelegentkę. Która wygląda niemal dokładnie tak, jak Varia. Oczywiście wszystkich najbardziej intryguje sztuka uryjska – schodzą więc do magazynów i rozpakowują skrzynie. Zgromadzone tam znaleziska pochodzą głównie z jednego z zaginionych obecnie światów, niegdyś zamieszkałego przez „gadziokształtnych”. Ekspozycja poświęcona Św. Terze zawiera z kolei kryształy z zapisem holoprojekcji różnych zabytków.
Laura zamierza tego dnia pozałatwiać formalności prawne, a potem zabrać się za inwentaryzację. Leila oferuje pomoc – umawiają się na 6 rano dnia następnego.
Niespodziewanie do wszystkich docierają zaproszenia na imprezę organizowana przez „Złotą Dziesiątkę”. Pojawiają się Vasilij, Leila, Moebius i Laura. Nieco później - a dokładnie chwilę po ogłoszeniu, że Cesarz naprawdę ma się dobrze pojawia się Askar. Niedługo po nim przychodzi Varia, którą wyraźnie coś gryzie. Popijawa trwa w najlepsze.

Nazajutrz rano pod muzeum pojawia się Leila. Laura jest już w środku. Obie zabierają się do pracy, zaczynając oczywiście od dzieł urów. Okazuje się, że oprócz rzeźb jakimś cudem znajdują się tutaj nagrania. Leila odkrywa, że może rozszerzyć zasięg swojego słuchu. Następna w kolejce jest Urth – starożytne zabytki są naprawdę fascynujące.

Wieczorem ma miejsce spotkanie u Askara dotyczące spraw związanych z Ligheim. Varia kontaktuje się z Elestrą (Mazzarin jest niedostępny) i niedługo potem wszyscy udają się od Archiwum, gdzie zostają im udzielone informacje dotyczące hongi Tomagawy, sytuacji na planecie, konkurencyjnych hong, kapsuł i podjętych przez różne strony związanych z nimi działań oraz rezultatów dotychczas przeprowadzanego dochodzenia. Kapsuły okazują się niemal niewykrywalne konwencjonalnymi metodami. Istnieją rytuały teurgiczne pozwalające na wykrywanie symbiontów, niestety od czasu afery z Komnatą Manifested Light znikło z BII. Askar wpada na pomysł, by poprosić o pomoc dowódcę wojsk Stygmatu - Lucindę Dulcineę, która przybyła na BII na uroczystości związane z rocznicą koronacji.

Następnego dnia hrabia wraz z Laurą udają się do Lucindy, która umożliwia im spotkanie z siostrą Paulą. Siostra godzi się nauczyć amalteankę rytuału.



Komentuj (0)


Link :: 06.01.2006 :: 21:56
2,3 maius 5002

Pieśń żałobna cz 1

Sesja wewnątrztygodniowa

BY LEILA

Pagoda i otaczające ją ogrody są przepiękne. Nie mogę oprzeć się pokusie powiększenia obrazu, obrócenia, zajrzenia „do środka” budowli. Po raz setny powtarzam sobie, że mam tutaj robić inwentaryzację - i tak nie zdążę przejrzeć zawartości 15 000 kryształów. Co najwyraźniej nie przeszkadza mi sięgnąć po następny. „Pani Leilo” W drzwiach pojawia się jeden z ochroniarzy obiektu. Czy to cos ważnego? Okazuje się, że u Askara czeka na mnie wiadomość z AMANu. Ciekawe... mam nadzieję, że to nie zniecierpliwiony baron...nie, sądzę, że tak dużo czasu jeszcze nie minęło...więc przypomnieli sobie o mnie... jakiś kolejny projekt...
Na miejscu czeka na mnie koperta. Otwieram ją dość ostrożnie...w środku jedna tylko karteczka a na niej wykaligrafowane starannym pismem „Nie masz po co wracać na Stos. Nikita”. Czyżby... Odpędzam od siebie myśl o Yrianach... Nie. Nie może chodzić o nich. Po prostu nie może. Ile mogła wiedzieć.. o asteroidzie... o kuli... Nie masz po co...ależ mam. Mam... wiesz, czego tylko żałuję...że jesteś zbyt silna i jeśli cię spotkamy będziemy musieli zabić możliwie szybko (zakładając oczywiście, że to nam się powiedzie) a ja tak chętnie powyrywałabym twoje rude kłaki jeden po drugim...pomyślałam powyrywałabym.. nie, to marnotrawstwo, najchętniej ucinałabym tak po kawałku...centymetrowym...w przerwach maczając w soli...
Kontaktuję się z Askarem i wysyłam mu zdjęcie listu. Słyszę przekleństwa Varii, a potem... ktoś wbiega do pokoju, słyszę urywane zdania. Kosiarz...w bezpiecznym domu Lux Splendor...przesyłka „Dla Varii”...potem cisza...przedłużająca się cisza...”Co tam jest?” szepczę, chociaż domyślam się, co może być. Szczątki jednej z sióstr Ewy. Askar każe mi czekać.

Kosiarz. Wspomnienia, znów te cholerne wspomnienia. Jeszcze raz przed moimi oczami przewija się ta sama scena...powraca tamto uczucie.
Natychmiast dzwonię do Vasilija. Niech przyjeżdża. Najlepiej natychmiast. Musimy się trzymać razem... wtedy mamy chociaż jakiekolwiek szanse. Mijają długie minuty, w czasie których chyba z kilkadziesiąt razy oczyma wyobraźni widzę Kosiarza wteleportowywującego się do mieszkania Vasilija. Jedyna nadzieja, że nie jesteśmy dla nich ważni. Uff... nareszcie. Zbieramy się w jadalni. Przedstawiam sytuację. Askar powinien już być.. Co do... Znowu pewnie pojechali gdzieś z Varią. Czekamy. Czekamy. Co tam się stało?

Komunikat. Byli w Oku, ponoć udało się zdobyć informacje, gdzie znajduje się kryjówka Kosiarza. Askar zamierza tam lecieć i sobie zapolować. Zapewne braciszkowi wydaje się, że oto jeszcze jeden rajdzik, po którym dołączy Drapieżcę do listy trofeów. Varia chce, byśmy lecieli tam z nimi by, jak to określa „nauczyć się i nabrać wprawy”. Moebius zapala się do pomysłu – już teraz, zaraz lecieć... Vasilij nie ma ochoty słusznie tłumacząc, że na nic się nie przyda. Widzę jak odruchowo przesuwa ręką po piersi. Varia próbuje mu coś wyrzucać. O nie! NIGDY, PRZENIGDY już nie chcę oglądać Vasilija w pobliżu Kosiarza! Niech sobie szasta życiem Askara. Mielibyśmy tam jakoby „zdobywać doświadczenie” Chce mi się śmiać...jak ona sobie to wyobraża...szkółka zabijania Kosiarza. Dobre. Ja za to wiem doskonale jak wygląda konfrontacja z Kosiarzem. Konfrontacja... znów nieodpowiednie słowo...należałoby raczej powiedzieć: bycie dopadniętym przez Kosiarza. Bo tak to wygląda i czuję to niemal namacalnie.

Znowu tam jestem.
Stoję na metalowej platformie wyładowczej naprzeciw niego i patrzę, jak zabija Vasilija.
Jak wydziera z niego życie, sekunda po sekundzie.
Nie mogę zrobić nic, zupełnie nic, absolutnie nic.
Na twarzy Kosiarza niemal znudzenie. To nawet nie jest walka.
Przejmująca, kompletna, całkowita bezradność.
Żadnego sposobu. Żadnej szansy.
Bezsilne oczekiwanie na śmierć.

Tak więc lecę walczyć z Kosiarzem. Zbyt się go boję, żeby postąpić inaczej. Jeżeli nie stanę z własnym strachem twarzą w twarz już zawsze będę uciekać.

Velani pożycza mi jeden ze swoich kombinezonów. Nie zabieram ze sobą żadnej broni. Wiem, że nie ma to najmniejszego sensu. Tylko Askar ma szansę go zranić. Jeśli uda mu się dostać odpowiednio blisko – to będziemy tam tylko po to, by asystować i podziwiać kolejne, bohaterskie zwycięstwo Askara... Ale Kosiarz nie jest głupi i raczej nie da się podejść. O ile oczywiście nie jest tak, że na miejscu zamiast Drapieżcy czeka na nas miła bombka. Lecimy.

Na miejscu czeka na nas Askar z oddziałem komandosów. Varii nie ma. Czyżby zmieniła zdanie odnośnie zdobywania doświadczenia? Kryjówka Kosiarza jest na dole. Kto schodzi?
Vasilij wręcza Moebiusowi swoją(lepszą) tarczę. „tylko jest na niej napisane „wróć mi” – żartuje.

„Ty też mi wróć” dodaje żegnając się ze mną. Chciałabym, naprawdę chciałabym. Jednocześnie wiem doskonale, że jeżeli Kosiarz zaatakuje bezpośrednio mnie – zabije. Prawdopodobieństwo zaś, że tego nie zrobi jest niskie, z czego jasno sobie zdaję sprawę.
Jestem więc świadoma tego, co czeka nam nie na dole. Nie ma się nad czym zastanawiać Idziemy.

Korytarz. Kolejne drzwi – a raczej śluza. Otwieramy. W tej samej sekundzie – strumień parzącego gazu. Odskakujemy. Stojący blisko Moebius zasłania twarz ręką, na której momentalnie pojawiają się paskudne rany.
Szczęśliwie mają maski gazowe i rękawice. Starczy dla kobiety dowodzącej żołnierzami, mnie, Moebiusa i Laury. Co zrobić z Tomashim, który za nic nie chce zostawić Laury. LiHalanka dyskutuje z nim chwilę, w końcu zostaje. Schodzimy głębiej. „Trzymaj się mnie” szepczę od Moebiusa. Osobiście uważam, że możemy stanowić całkiem dobry duet – jesteśmy dość silnymi psionikami – jedno z nas może atakować a drugie rozpraszać. Dodatkowo Moebius nieźle walczy. Cholerny gaz. Prawie nic nie widać. Do tego maski ograniczają widoczność jeszcze bardziej. Jesteśmy na jego terenie. Zmuszeni do grania według jego reguł.

Większe pomieszczenie. Musi gdzieś tu być. Krąży i wybiera pierwszą ofiarę. Ruch...Kobieta rzuca się do przodu, znika w zielonkawych oparach...chwilę później – straszny, urwany krzyk. Jej krzyk. Znajdujemy ją – rozdarty kombinezon, rozcięta skóra, wypalone gazem wnętrzności. Nic nie możemy zrobić. Gaz. O tym nie pomyślałam. Teraz nawet nie musi nas poważnie ranić. Wystarczy, że uszkodzi kombinezon.
Ruch. Askar rzuca się do przodu. Widzę niewyraźne sylwetki, zbyt niewyraźne. Krótkie zwarcie – Askar atakuje, ale napotyka na tarczę. Ledwo unika ciosu monopazurów Kosiarza.
Drpaieżca atakuje szybko, niewiarygodnie zręcznie i znika. Stojący obok mnie Moebius nagle zgina się w pół, dławi.
Cisza...opary gazu...czekanie...czy pozwolimy mu całkowicie decydować? Ale przecież mogę... jeśli mogłam tak robić ze słuchem, czemu nie spróbować ze wzrokiem. Koncentruję się tłumacząc sobie, że to fale tylko nieco dłuższe od widzialnego światła...
Jest...tam – widzę jego sylwetkę, choć i tak dość słabo. Przesyłam obraz Askarowi. Brat wykorzystuje moją informację. Tym razem to on się zaczaja. Wyskok. Pazur Proroka rozjarza się błękitnym światłem. Krótkie zwarcie, kolejne uderzenie trafia w tarczę.
Znów czekamy. Nagle czuję gęstniejącą wokół mnie moc...Zanim sobie to jeszcze w pełni uświadomię blokuję. Ha, nie spodziewałeś się tego, co?
Ciekawe, co teraz zrobisz?
Askar rzuca się w moja stronę, popycha...zanim zdołam się odwrócić słyszę, jak coś ciężkiego uderza o ziemię. Brat klnie – po raz kolejny nie udało mu się przebić tarczy.

Krzyki na korytarzu. Biegniemy tam wszyscy. Tomashi trzymający w rękach to, co pozostało z jego katany. Kosiarz zwracający się w stronę Laury. Askar rzuca się w jego stronę, tnie – tym razem przebija się, jednak zadaje tylko niewielką ranę. Ur zaczyna znikać (hmm – zazwyczaj robił to szybciej) Krzyk Askara w mojej głowie „rozpraszaj”.

Koncentruję się raz jeszcze i...eksplozja bólu, czerń przed oczami, dobrze znany posmak krwi w ustach a potem...

Stoję naprzeciw Kosiarza. Wokoło – pusto, aż dziwne – czy to wciąż BII? Ur patrzy na mnie. „To był twój brat?” Nie opowiadam, uśmiecham się tylko krzywo.

Myśli - jakby nie moje - biegną gdzieś tam, bocznym torem, analizują sytuację. Za chwilę spróbuję go zabić. Druga myśl – a może psioniczny pojedynek. Wiem, że nie mam z nim szans. Spoglądam mu w twarz. Pustka. Nie ma już strachu, bezradności, upokorzenia. Myśl, że oto za chwilę umrę dziwnie mnie nie obchodzi. Tak, jakbym nagle zupełnie przestała zastanawiać się nad tym, co będzie za kilka sekund. Czy to miał na myśli mędrzec, mówiąc że wieczność jest teraz? Czy to jest oświecenie? Tak bardzo chciałam porzucić siebie, chwilami byłam już strasznie zmęczona... Przestrzeń. Ja. Kosiarz. Jasna sytuacja. Tylko tyle. Nic więcej – we mnie i poza mną. Wolność. Wciąż na niego patrzę, rozumiem już skąd się wzięło określenie Drapieżcy przecież on jest... piękny, pięknem prężącej się do skoku skerry.

„powiedz mu, że spotkamy się jeszcze”

Pierwszym, co widzę jest Vasilij...”Uciekaj” – krzyczę w myślach, wiedząc przecież, że nie zdołałby uciec. Gdzie jestem? Co się dzieje? Więc żyję...dziwne... Kosiarz zniknął – tym razem na dobre. Vasilij obejmuje mnie, wtulam się w niego, dziękując w myślach, że tutaj jest. Po chwili przychodzi Askar. „W porządku, siostra?” rzuca nawet nie patrząc w moją stronę. Odpowiadam twierdząco, po czym mówię o wyzwaniu Kosiarza. Chyba nie mamy już tutaj nic do roboty.

Wołanie

Komentuj (11)


Link :: 09.01.2006 :: 01:33

23 - 28 februarius 5002

Wyprawa na Skey, cz. 12, 13, 14 (Raven)

Sesja niedzielna

BY TRZY PAZURY

Duch wojownika

Pierwszą zasadą bycia wojownikiem jest obrona słabszych, którym służysz. Nie ma drugie zasady. Jeśli zginą Ci których obiecywałeś bronić, zawiodłeś. Jeśli będziesz za słaby by wypełniać obowiązek wobec nich, zawiodłeś. Droga wojownika jest krętą ścieżką po której kroczysz samotnie. Twoi wrogowie zamieniają się w towarzyszy broni, towarzysze broni w wrogów. Ty nie masz myśleć, ty masz działać. Ty nie masz zastanawiać się nad sensem swoich zadań, masz je wypełniać. Droga wojownika to droga którą podążasz samotnie. To sposób życia w harmonii z własnym działaniem. Nie popełniasz błędów, zawodzisz. A wtedy wojownik przestaje być wojownikiem a staje się istotą bez celu. Droga wojownika to droga którą podążasz.

Duch kapłana

Zasady nie istnieją. Istnieje tylko twa wola i istota która jej przewodzi. Istota niepojęta więc i jej zasad nie jesteś w stanie pojąć. Ścieżka kapłana to ścieżka ciągłych błędów, które uświadamiasz sobie gdy jest za późno. Kapłan idzie drogą której nie zna, idzie ufając że ona istnieje. Kapłan się stara lecz nigdy nie zrozumie idei. Ale się stara. Schodzisz z drogi gdy przestajesz jej ufać. Istniejesz ty, Istota oraz inni. Gdy zdradzone zostaną tobie fragmenty ścieżki widzisz je takie, jakimi są. I nigdy nie przestajesz wierzyć w siebie, inaczej schodzisz z drogi i przestajesz być tym kim jesteś. Stajesz się istotą bez celu. Droga kapłana to droga którą podążasz.

Duch Boga

Kim jesteś? Gdzie przebywasz? Po co? Znasz odpowiedzi lecz nie możesz ich przekazać. Zawsze będziesz lecz nigdy z kimś. Po co istnieć? Czemu patrzeć? Dlaczego pomagać? Znasz odpowiedzi lecz nie możesz ich przekazać. Jak pomagać? Nie wiesz! I wiesz zarazem. Czemu żyjące istoty nie są narzędziami w Twych rękach? Wiesz to i akceptujesz. Akceptacja to to, czym jesteś. I nigdy nie będziesz niczym mniej.

Wojownik

Spędzenie czasu w ambasadzie ludu Skey to strata czasu. Nic się nie dzieje, nie ma miejsca na działanie. O! Pojawia się jakiś przybysz. Mówią że Hazat. Jak to dobrze, że zabrałem ze sobą literaturę na taką okazję. No tak, typowo Hazat żądający spotkania ze Starszym Statku. Typowy snobistyczny znanoświatowiec uważający się za centrum wszechświata. Może tak zagrać mu na nosie? Rozmowy, rozmowy, rozmowy. Starsi statku przygotowują naradę. Ale głupi ten Hazat, za to długo potrafi patrzeć w oczy. Trzeba się z nim zmierzyć by ustalić starszeństwo. Świetnie, Aida interweniuje cobym się nie wychylał. Najwidoczniej nie czas na to. Więc siedzę i mówię. Ktoś kiedyś powiedział, że język to najważniejsza z broni. Nie mylił się. Mamy sytuację, trzeba załatwić tych co trzeba, tych co grozili dowództwu. Nie ma sprawy! Do tego mnie wykuto. Rozmowy trwają, przybysz żąda pomocy nie oferując nic w zamian. Wybywa. Starsi statku informują mnie o kolejnym wrogu....

Bóg

Pustka to wielka przestrzeń. Przestrzeń nie będąca przestrzenią. Można przez nią widzieć, można też zamknąć oczy. Trójka się otwiera, obserwuję swe jestestwo, jestestwo i to co poza nim. Słyszy, widzi... i czuje. Myśli przepływają szybko, fakty ustawiają się w porządku. Pojawia się cel, nieuchwytny jak skrzydła ćmy. Trójka się zamyka, pojawiają się cztery kolejne. Mija czas nieuchwytny dla zegarów atomowych. Słudzy wiją się w swoich domach. Wiedzą!

Kapłan

Demon czai się w ciemnym słońcu. W przestrzeni materialnej! To niedopuszczalne! Wyczuwam ból w sercu, brzemię któremu nie jestem w stanie sprostać. Trwa rozmowa wokół mnie, Aida i Starszy Statku śmieją się z własnego działania. Że tak późno. W sam raz chyba, wcześniej bym zawiódł. Czy rodząc się, zgodziłem się na to? No cóż, chyba nie miałem wyjścia. Wszyscy mówią o sposobach działania. Działania? Gdybym wiedział co mam osiągnąć pomógł bym im. Czemu przed oczami widzę mgłę?

Wojownik

Przynoszą nam wieści o śmierci służby. Czas działania, patrzę na Aidę. Postanawiam uczynić to co trzeba by chronić. Wiem kto zabił, kobieta której poszukujecie. Przekazuje wiadomość, którą daje poznać starszemu statku. Hazat przybywa ponownie. Na naradę. Milczy. Starszy Statku także milczy. Więc mówię jak to widzę. Że atak nie miałby sensu, że należy działać siłą, która została nam ofiarowana. W końcu dochodzą do konkluzji którą im nakreśliłem. Przybyły milczy. Czasem milczenie jest cnotą lecz, moim zdaniem, nie teraz. Przybywa informacja o śmierci ludzi Hazata. Ten przenosi się do ambasady Skey. A zegar tyka.

Kapłan

Czemu ścieżka wiary jest kręta. By chronić innych sam muszę czynić co mi nakazano. Patrzący, przebacz mi moją pychę! Niech stanie się wiedza, tam gdzie były tylko martwe ciała. Niech jej zła część pochłonie tylko mnie. Czy w ten sposób nie będzie dla mnie lepiej?

Wojownik

Czas na wnioski. Wrogowie - “ambasada Kurga” pod egidą Fingisvold. Dokładniej – kobieta która przejęła władzę nad ambasadorem powyższej planety. Cel – wyeliminować placówkę zakonu. Sposób – poznać wroga. Proste, łatwe i przyjemne. Starszy Statku zobowiązuje się pójść na Alting, zebranie najważniejszych ludzi na Raven. Ja i Aida przy nim. Ma spojrzeć swym trzecim okiem na to, co się dzieję wśród wrogów. Hazat idzie z nim, ma wyzwać kogoś na pojedynek. Kogo? Nieważne, czy ja jestem jego niańką by się tym przejmować?

Kapłan

Pojednanie umysłów to trudna sprawa. Jedna z najtrudniejszych. Lecz jeśli cel jest szlachetny to i działanie będzie udane. Więc chronić tego, któremu ochrona jest zbędna. W sercach ludzi czają się pająki. Czarne pająki. Czym jest ich władca, że wiara wygląda jak plugawa ironia? Czuję wsparcie, lecz nie pochodzi ono od tego który Spogląda i Pilnuję. Od niego czuję tylko narastający nacisk.

Wojownik

Hazat wyzywa na pojedynek swego rywala. Hazat zwycięża bo wraca cały. Aida decyduję się na działanie. Staram się wspierać ze wszystkich sił, lecz nie jestem politykiem. Może kto inny na moim miejscu postąpiłby lepiej? Lecz wątpliwości nie są częścią mojej osoby. Czas je odrzucić.

Kapłan

Po co to wszystko? Obserwuję, jak On to robi. Widzę, to co On też widzi. Nacisk narasta. Zrywam okowy swego umysłu. Mam dość. Nigdy więcej! Patrzący wybacz, nie podołałem.

Bóg

Oczy otwierają się znowu. Obserwator powiedziałby – boleśnie. Lecz to nie jest prawda! Oczy otwierają się bo mają się otworzyć. Wyczuwają stratę. Czują zbyt wiele strachu. Zamykają się. Inne wprowadzają inne piony do gry. Jak zawsze.

Wojownik

Mija czas. Wszystko działa. Istnieje plan. Wmieszane zostają osoby trzecie. Wystosowane zostają noty dyplomatyczne które zlikwidować mają niebezpieczeństwo. Tym razem Kurga okazują się towarzyszami broni. Powinno się udać.

Kapłan

Muszę odpocząć, przemyśleć. Aida prosi mnie na spotkanie. Mówi mi o Zakonie Czarnej Gwiazdy tyle, ile uważa za stosowne. Wierze jej. Przecież wiara w ludzi to ostatnie co mi zostało. Pyta czy chcę pomóc. Odpowiadam, że nie. Pyta czy pomogę. Pomogę. Widzę po niej, że ona także została w to wmieszana. Lecz oni, Aida i Starszy Statku, są czyści. Tak bardzo czyści w wierze. Czy ja też kiedyś taki zostanę? Nadchodzi czas przemyśleń. Czy naprawdę warto? Czy ludzie są tego warci? Czy mój naród jest tego warty?

Jest.

Bóg

Oczy otwierają się znowu. Patrzą pytająco. Zgadzają się że żelazo zostało wykute. Sprawdzają.

Wojownik

Plan został doprowadzony do końca. Na Altingu zostaje przegłosowane wydanie zdrajców. Fingisvold się zgadza. Starszy Statku i Hazat udają się tam i są świadkami przekazania ciał. Następuje szczęśliwe zakończenie.

Kapłan

Czemu to dzieję się tak jak się dzieje? Nie rozumiem drogi którą podążać się zdecydowałem. Patrzący! Odpowiedz na moje pytanie, błagam Cię o Twą wiedzę i mądrość! Tyś jest świadkiem wszystkiego co sie działo, dzieje, i dziać będzie. Widzę.... rzeź, Skeyowie zabijani, wojownicy, starszyzna, dzieci. Setki, tysiące, setki tysięcy.... Patrzący! Czemu? Czemu teraz? Padam na ziemie. Staram się pamiętać, staram się zrozumieć. Biegną. Krzyczę. Fingisvold, Skeyowie, masakra. Sprawdzić chce kiedy. Nie wiedzą. Czym jest technologia jeśli nie są wstanie odpowiedzieć na moje pytania?

Trzy Pazury

Aido, wybacz że podzieliłem się z Tobą swą wizją. Wybacz że wciągnąłem Cię w sprawy swoje. Lecz to moi bracia. Zawsze będą nimi a Patrzący powiedział mi co się stanie. Czy ten kto widzi przyszłość nie jest jej winien?

Dzięki Ci Aido za Twą pomoc. Za wsparcie, za działanie do którego nie byłem zdolny. Za próbę zniszczenia kuriera z wiadomością do ataku. Dzięki Ci za wsparcie którego mi udzieliłaś, chociaż nawet o tym nie wiesz. Czy te podziękowania przejdą mi kiedyś przez usta? Nie wiem....

Ten który zszedł ze swej drogi.

 

 


Komentuj (1)


Link :: 09.01.2006 :: 11:10
Do: hrabina Marisa Wolverton, Centralne Archiwum Cesarskie, Nowa Aleksandria (wraith@imparch.newalex.imp)

Od: doktor Carmain Jaxa, Wydział Wojen Pająków, Centralne Archiwum Cesarskie, Byzantium Secundus (jaxa@imparch.b2.imp)

CC: Wydział IV, Biblioteka Główna Centralnego Archiwum Cesarskiego, Nowa Aleksandria (wiv@bg.imparch.newalex.imp)

Temat: Wstęp do raportu

Mija czwarty rok moja od kiedy otrzymałem od Ciebie pani pozwolenie na przylot Strefy Zamkniętej Starej Stolicy z rozkazem poszukiwania pozostałości po starych archiwach Cesarstwa Feniksa i Bibliotece Horacego. Te zniszczone podczas Wojen Unifikacyjnych kompleksy miały zawierać zdaniem specjalistów z Uniwersytetu im. Augustusa Wolvertona informacje na temat intersujacego mnie okresu historycznego. Jak dobrze wiesz pierwsze trzy lata badań przyniosły niewielkie sukcesy. Dane dotyczące wczesnych przygotowań do wojny były ulotne i otrzymywane tylko za pomocą technik postkognicyjnych. Prawdziwy przełom nastąpił dopiero rok temu, gdy grupie ukarskich robotników udało dostać się do bunkra ukrytego w podziemiach jednego z budynków Starego Pałacu. Wewnątrz znaleziono kompletne archiwum zebrane moim zdaniem przez jednego z wczesnych historyków konfliktu. Wewnątrz znaleźliśmy kilka tysięcy dokumentów i kryształów, a na nich raporty, mnemoimprinty, psi-zapisy dotyczących samych wojen i okresu je poprzedzającego. Treść tych dokumentów obraca się wokół grupy kilkunastu (jak wydaje się na obecnym stadium badań) osób mających żywy wpływ na przebieg wojen.
Gdy tylko udało nam się wydobyć, przenieść i posegregować badania (co moja pani nie było zadaniem łatwym zważywszy na niewielki personel jakim dysponuje) rozpoczęliśmy odtwarzanie historii tamtego okresu. Początkowo próbowałem samemu interpretować znaleziska i opatrywać je własnym komentarzem, lecz jak wiesz styl mojego pisania jest dość toporny i nie artystyczny dlatego w dalszych dokumentach pozostawiłem niezmienione zapisy autorów. Dla twojego ułatwienia dodałem tekstom autorów i orientacyjne daty. Ciekawostką na która na pewno zwrócisz uwagę jest to ze z niektórymi jak ja to nazwałem „raportami” zwiane są zapisy myślowe samych autorów i high towarzyszy. Daje to lekturze dodatkowy wydźwięk i pozwala czasem poczuć się jak uczestnik wydarzeń.
Fragment który udało nam się do tej pory przebadać i który Ci pani wysyła dotyczy okresu pomiędzy lipcem 5001 a początkiem maja 5002. Większość z zapisów jest bardzo emocjonalna lecz ich wartość historyczna jest niezaprzeczalna. To dzięki nim możemy poznać prawdziwy przebieg wydarzeń które doprowadziły do układów z Oro’ymami i Ludem Skey tak ważnych dla późniejszego przebiegu wojen. Prześledzić kulisy dojścia do władzy na Aylonie cesarskiego rodu Al-Rashidów i być świadkami pierwszej, świadomej transmisji przez sathranet dokonanej przez ludzi.
Razem z raportami posyłam Ci panie częściowe dossier poświęcone niektórym z „bohaterów” znalezionego archiwum. Dane na temat pozostałych są w znacznej rozsypce, ale obiecuje zebrać je do czasu następnego rocznego raportu. Ach tak byłbym zapomniał. Jedno z dossier zebrał mój kolega po fachu i przyjaciel ze studiów Simeon Draken badający nekropolie Odrodzonego Kordeth. Natrafił tam na ciało jednego z bohaterów moich archiwów. Poza dossier w twoich rekach pani wylądują szkice i rysunki (autorstwa samych „bohaterów” albo ich otoczenia) a także trzy zeskanowane papierowe książki z tamtego okresu „Boksytowy Król i tajemnica uryjskiej statuetki”, „Boksytowy Król i córka kalifa” i pełna brutalnej i nieludzkiej przemocy „Bajeczka Moebiusa”
Kończąc raport proszę o zainteresowanie moimi badaniami Cesarza. Być może spowoduje to przydzielenie dodatkowych funduszy na moje badani i pozwoli mi na rozszerzenie składu mojego zespołu.

Z wyrazami najgłębszego szacunku,
doktor Carmain Jaxa



Komentuj (6)


Link :: 18.01.2006 :: 17:42
5 - 18 februarius 5002

Demeter cz. 10

Sesja Drejkowa

BY ANTONIO

Dzienniki Gwiezdne, rejestr z dn. 10 februarius 5002:
- Lecimy do Wrót. Wreszcie! - można by rzec. By odeskortować obserwatorów, którzy uznali ze zakończyli swoja misje, oraz prosić o posiłki, by kontynuować moją. Jako że mam teraz nieco czasu, zajęci są bowiem głownie moi prawnicy, pora uzupełnić Dzienniki. Jeszcze cztery dni temu byłem pewien, ęe dalsze wydarzenia będą tylko formalnością, bo ja i wiarygodni obserwatorzy się dogadaliśmy. Wynikły jednak pewne komplikacje. Mogę być posadzony o brak obiektywizmu przy ich opisywaniu, poproszę więc osobę całkowicie postronną. Panie Clauswitz, mógłby pan to, co prosiłem? Tutaj się mówi, a jak pan zakończy, ten czerwony przycisk...

Szum. Niski, basowy głos:
- Nazywam się Johan Clauswitz i na prośbę komodora Antonio opiszę przebieg ostatnich dni na Demeter. Zacznę od tego, jak piątego lutego baron Manuel Trynidad obudził się w medlabie. Choć przy tym nie byłem, widziałem nagrania. Pragnął rozmów i układów z panem Connardem, ten jednak nie był skory. Wszyscy więc obserwatorzy i komodor rozeszli się do swoich kajut.
Komodor długo siedział przy maszynie myślącej. Następnego dnia wszyscy zebrali się w sali odpraw. I rozpoczęto rozmowy. Baza mechanistów – rzekł ojciec Oktawian jako khalinti – jest pełna demonów i heretyków. Powinna wiec do rozstrzygnięcia przypaść pod opiekę kościoła. Jako ze jednak jest on podzielony, a jego możliwości ograniczone, zatem Cesarz, ostoja prawa i porządku, weźmie bazę pod kuratele, i zadba o rozwiązanie problemu. Koty, wedle słów o. Oktawiana, są przemienionymi. Także wiec powinien się nimi opiekować kościół, i z podobnych co wyżej powodów protekcja ich obłoży Cesarz. Próbowano tez poruszyć sprawę produkcji kotów i praw do handlu z nimi. Jednak przy twardym sprzeciwie Connarda i kpt. Vivan, braku szans na kompromis, pominięto tą kwestię. Dopiero później załatwił ją komodor indywidualnie, w drodze powrotnej z układu odwiedziwszy kotów i zapewniwszy Cesarstwu: dalsze dostawy eliksiru dla chorych marines, oraz zawierając wstępny układ na wyłączność dostarczania produkcji eliksiru miedzy kotami a Cesarstwem, co stanowi zabezpieczenie na wypadek wojny. Przy okazji też Lud zgodził się wypożyczyć klucz na Goliata Cesarstwu – kiedy tylko ich statek wróci z systemu.
Podczas rozmów podzielono także pas Fativy, zajęty do tego czasu w większości przez korwety FC i 12 floty, a więc należący do Cesarza. Reprezentanci przychylili się do pretensji rodu Hazat i Li halan, którzy otrzymali po 20% pasa. Po drobnych sporach, na prośbę kpt. Vivan i p. Connarda, przyznano im także 20% do podziału miedzy Ligę i hongę Gailbreth.
Muszę też powiedzieć, że w tym czasie przeprowadzono próbę skoku z powrotem na Rimpoche, przez dotychczas nie działające wrota. Udało się, kuriery poleciały z rozkazami. Należało wiec zebrać delegacje z Ateny. XII Flota, Rząd Tymczasowy, wreszcie brzemienna w skutki, a obfita w wydarzenia wizyta u Gesarów i kwestia bereł. Powód, dla jakiego komodor wołał bym relacje składaj ja, jako osoba postronna i obiektywna. Na przypałacowym lądowisku z wahadłowca wysiedli: markiza AnnaMaria Bursanda, p. Connard (bez Voroxa-ochroniarza), baron Manuel ze świtą (dwa Voroxy, adept Bractwa Malachasz) komodor Antonio wraz ze mną. Na wahadłowiec załadowała się skromna – jak na standardy tego rodu – grupa przedstawicieli. Nas zaś przyjęto wystawnym, obiadem. Były wyśmienite pieczęcie, tort z...ach tak, komodorze, przepraszam. No więc jak mówiłem, posiłek. A po nim wszyscy poza arcyksięciem Gerardem wyszli. On wyciągnął na stół trzy berła elekcyjne i także opuścił salę.
Komodor i Markiza nie zareagowali, baron Trynidad zdecydowanym ruchem podniósł wszystkie przedmioty. P. Connard usiłował oczywiście je mu wyrwać, lecz nie zdążył. Baron przekazał je adeptowi Malachiaszowi, polecając piecze nad nimi. Connard, zrozpaczony brakiem prywatnego zysku, korzyści, ten...przepraszam Sir. Więc jak mówiłem, Connard rozpoczął wytaczanie długich formuł prawnych, żądając w nich jednego berła. Mimo iż jego roszczenia nie miały podstaw, bo komodor i markiza zrzekli się praw na rzecz barona, zdołały wpłynąć na adepta Malachiasza. Biedny, bo utracił wiarę w Kościół w skutek wizyty u kotów, dał się zmanipulować i wystąpił przeciw swojemu opiekunowi, podnosząc na niego rękę nawet! Dopiero odwoławszy się do autorytetu, baron Trynidad przywołał go do porządku. Ale zdesperowany zakonnik zamiast oddać posłusznie berła, wyrzucił je. Szarpanina, markiza opuściła salę. Komodor, w trosce o bezpieczeństwo obserwatorów został, nie reagując jednak, bo nikt nie prosił go o to. Baron zdołał utrzymać dwa berła, lecz Connard wyrwał mu jedno. I wtedy właśnie, nastąpiła nieoczekiwana sytuacja, przyczyna wielu późniejszych problemów, rzekomy atak okultystyczny. Nagle Connard zesztywniał, najpewniej pechowo w skutek awarii jakiegoś cyberwszczepu, ogarnęły go drgawki, padł na podłogę. Berło niemal wypuścił z rąk, przejął je baron. Moim zdaniem oszczerstwa o ataku to, bardzo podobne zresztą do inżyniera...

Spokojny, chłodny głos. Z oddali:
- Panie Clauswitz, fakty...

Bas, głośny:
- Tak, przepraszam, zapominam się. Chciałem tylko nieco retoryki, aby to ładnie brzmiało komodorze. Ale rozumiem. A więc. Stan ten szybko opuścił Connarda, który jednak, zły na siebie, odrzucił ofertę pomocy komodora.
Powrót na okręt. I lot w stronę Wrót. Wspominana wizyta u kotów. Mniej więcej wtedy pojawiły się te oskarżenia o atak okultyzmem. P. Connard odwoływał się nawet do sojuszu Cesarza z Ligą, przysparzając przez kilka dni ogromu roboty Cesarskim prawnikom, analizującym sytuację pod względem prawnym. Chyba to trwa nadal, prawda sir? Ech...tak myślałem. W każdym razie – to chyba tyle. Przepraszam jeszcze raz za ubarwienia, ale przecież wydaje mi się, że to musi ładnie brzmieć, sir. Ten przycisk teraz?

Johan Wolfsan Clauswitz Kamehameha (4977-5008): kawaler rodu KHH, wybitny mówca, por. FC, komandor Floty KHH. Wieloletni adiutant admirała Antonio Dulcinea, odwołany z funkcji w skutek oskarżeń o karierowicz. Zginął podczas dowodzenia pierwszym okrętem, korwetą „Incitatus”, prawdop. na skutek własnych błędów.

Komentuj (5)


Link :: 19.01.2006 :: 20:30
3, 4 maius 5002

Pieśń żałobna cz 2

Sesja wewnątrztygodniowa

BY LEILA

Wracamy w niewesołych nastrojach. Czy Kosiarze nie mają żadnych słabych punktów? Niczego, co dałoby się w ten czy inny sposób wykorzystać? Zamierzamy wybrać się jutro do Mazarina, by zasięgnąć informacji.
Tymczasem powraca kwestia Ligheim. Wprawdzie Laura nauczyła się rytuału, ale przecież nie będziemy przeszukiwać planety wieżowiec po wieżowcu. Pojawia się pomysł urządzenia opartego na zmodyfikowanym czujniku psi, które byłoby w stanie wykrywać symbionty. Vasilij potrafiłby coś takiego skonstruować, jednak do tego potrzeba funduszy. I to niemałych. Trzeba będzie udać się do Archiwum z prośbą o refundację. Askar z Varią zastanawiają się nad poproszeniem o pomoc Komnatę. Tylko co bylibyśmy w stanie zaoferować w zamian za współpracę i na ile moglibyśmy jej zaufać. Z pewnością symbiont potrafi zlokalizować innych przedstawicieli swojej rasy. Pytanie, czy zrobiwszy to byłby lojalny wobec nas, czy raczej wybudziłby wszystkie larwy, by w ten sposób zapanować nad planetą. Dochodzimy do wniosku, że zwracanie się do Komnaty jest zbyt ryzykowne. Tak więc pozostaje kwestia urządzenia a – już na miejscu – współpracy z agentami, Hongą Gailbreath i Inżynierami.

Dzień następny. Vasilij kontaktuje się z „inżynierskim” wydziałem Archiwum. Jego szefowa zgadza się udostępnić posiadane przez Archiwum informacje o Kosiarzach. Idziemy tam wszyscy. „Biuro” pani inżynier znajduje się na niższych poziomach Archiwum. Przedzieramy się do niego przez remontowane korytarze. Na miejscu – całe mnóstwo kabli, sprzętu, szczerzący się do mnie holo-kot i wielofunkcyjny asystent. Oraz pani inżynier (z rodziny Casparich), która najwyraźniej zna już Vasilija. Pytamy o wyniki sekcji z Keth – wprawdzie w części brałam udział, ale nie zostałam do końca badań, bo musieliśmy lecieć w Mrok. W sprawie badań organizmu – niewiele nowego. Odnaleziono zmieniony obszar mózgu prawdopodobnie związany ze zwiększeniem potencjału psionicznego, oraz stwierdzono, że Kosiarze są w stanie przetwarzać ogromne ilości okultystycznej energii. Okazuje się także, że na niezwykłą wytrzymałość ich skóry składa się nie tylko nietypowa struktura, ale i moc, którą Kosiarze uruchamiają przed bitwą. Do tej pory nie udało się schwytać jednego z nich żywcem. Doktor nie ukrywa, że miałby ochotę na wiwisekcję. Cesarscy pragną informacji – nie tylko po to, by bronić się przed Drapieżcami, ale także, by spróbować „ulepszyć” swoich żołnierzy. Przeraża mnie to - nawet jeżeli wygramy wojnę to nie będzie koniec. Chociaż Atlanci zostali pokonani nigdy tak naprawdę nie zeszliśmy ze ścieżki Drapieżców. Wciąż pragniemy dominacji, władzy, mocy. Tak jak oni zbuntowali się przeciwko terrorowi, by stać się tym, kim byli ich dawni „panowie” tak i my możemy powtórzyć ten schemat po raz kolejny. Koło się zamyka.
Archiwum pracuje nad inhibitorem dla Kosiarzy. Skonstruowano specjalne pociski, coś na kształt mono-strzykawek. Niestety nikt nie ma pojęcia, jak to działa w praktyce. Możemy przetestować. Cesarscy godzą się udostępnić nam prototyp broni, pod warunkiem ze pojedzie z nami ich strzelec.

Mamy trop – Kosiarza widziano, jak próbował dostać się do rezydencji pewnego szlachcica. Nie został wpuszczony, grzecznie odszedł po czym po pół godzinie pałac wybuchł. Okazuje się, że jego właściciel był jednym z dawnych przyjaciół Giorgija. Jeśli Kosiarz działa z polecenia Nikity, bardzo prawdopodobne, że będzie szukać azylu u starych znajomych Decadosa. Na planecie obecnie przebywa dwoje z nich – duchowny należący do Chorali oraz była kurtyzana, obecnie baronowa.

Tym razem przygotowujemy się staranniej. Archiwum udostępnia nam dużo lepsze tarcze i zdalnie sterowane karabiny maszynowe, towarzyszy nam także ich snajper – Rycerz Poszukujący z rodu Dołgorukich. Lux Splendor pożycza okruchy duszy. Lecimy do pałacyku księdza. Na miejscu lokaj grzecznie informuje nas, że jego pan pojechał na koncert. Jeśli mówi prawdę a my zaatakujemy pałac zostaniemy pociągnięci do odpowiedzialności. Jest sposób, żeby sprawdzić, czy Kosiarz jest w pobliżu – użyję dalekowidzenia i oszacuję odległość na podstawie zużytej energii. Ujemną strona tego rozwiązania jest to, że chwilę potem Kosiarz może znaleźć się zdecydowanie ZA blisko. Niemniej jesteśmy na to względnie gotowi. Koncentruję się i...ciemność widzę. Chyba piwnica. Gdzieś blisko. Varia widzi ślad mocy wskazujący na rezydencję. Będziemy wkraczać.

Uprzedził nas. Z rezydencji wychodzi służący i kieruje się w stronę naszego skoczka. Askar rozprasza koncentrującą się nad nim moc i w tym momencie człowiek wybucha. Następna jest pokojówka – trzyma w ręce nóż. Varia używa mocy, jednak przeładowuje ją. Pokojówka zabija się na naszych oczach. Doskonale rozumiem, że gdybym szybciej podjęła decyzję o działaniu być może zdołałabym go powstrzymać. Trzeci człowiek – tym razem posłaniec.

Kosiarz proponuje Askarowi pojedynek. Jeden na jednego. Bez tarcz.

Spotykają się w pałacowym ogrodzie. Błyska smuga aktywowanego Pazura. Dziesięć kresek światła wystrzela z dłoni Kosiarza. To będzie krótka walka, jak dla mnie – jedna, lub dwie wymiany ciosów. To przecież mono – unikasz, albo przecina cię na pół. Atakują szybko, zbyt szybko, bym dostrzegła więcej niż rozmyte sylwetki i kreślone przez ostrza wstęgi światła. Wszyscy wstrzymujemy dech. Jeszcze walczą. Kosiarz dostaje w brzuch, przez chwilę się słani i wtedy:
- Odpowiedzialność na moją głowę – to głos Varii. – Strzelać.
Pocisk trafia. Kosiarz osuwa się na ziemię. Umiera.
- Do komory stazy z nim.
Był, kim był, ale na samą myśl o wiwisekcji czuję wstręt. Nie chcę, by go męczyli. Mógł mnie wtedy zabić, ale tego nie zrobił. Nie – oczywiście, że nie oszczędził mnie z litości, jednak to nie zmienia faktu. Nie zasłużył sobie na zdradę i patroszenie żywcem. Patrzę, jak ładują bezwładne ciało Ura do urządzenia i mam nadzieję, że jednak jest już za późno i nie zdołają utrzymać go przy życiu.


Komentuj (0)


Link :: 23.01.2006 :: 18:49
5-10 maius 5002

Szrama

Sesja Specjalna

BY FATIMA

Już nie ma śladu
po Ishvar.
Zdziczały góry Ghaul i Ar-Ridżam,
strumienie Ar-Rajjanu znów żłobią wąwozy
podobne do wyrytych w kamieniu napisów
które zaciera czas.

Tylko zarys domów jest jeszcze widoczny.
Od chwili odejścia ich mieszkańców
minęły lata,
swięte i zwykłe miesiące.

To miejsce nasyciły gwiezdne deszcze wiosny,
zrosiły rzadkie i obfite deszcze
burzowych chmur,
porannych i nocnych obłoków,
chmury wieczornej
z pomrukami gromu.

Zatrzymałem się by spytać te miejsca o przeszłość
lecz jakże mi odpowiedzą nieme, wieczne skały,
których słów nikt nie rozumie…


- Anonim, Lament po Ishvar (fragment)




4 - 10 ajjar 5002, Bysantium Secundus

Zagrożenie wisi nad Cesarstwem niczym pięść sadysty, który napawa się niepokojem i przerażeniem swych ofiar, nim zdecyduje się wreszcie uderzyć. Większość planów schodzi na niczym, działania przeciwnika i niepewność, co dalej paraliżuje bądź miesza poczynania tych, którzy byliby w stanie coś zrobić…
Wydawać by się mogło, ze w takiej sytuacji nie ma miejsca na radość, ale jestem szczęśliwa… Uczucie to przesiąknięte jest ciągłym poczuciem zagrożenia, mimo to (a może właśnie dlatego) jest tak cenne. Wszak kwiat wyrosły w niesprzyjających warunkach budzi większy zachwyt niż najpiękniejsza roślina wyhodowana sztucznie…
Przez tych kilka dni, które minęły od "prywatnych" zaręczyn, zwracałam haniebnie małą uwagę na to, co działo się dookoła. Zauważyłam jedynie, że Gustaw widocznie poczuł się zwolniony z etatu "przyzwoitka", gdyż większość czasu spędza ostatnio w bibliotece… Wydaje się być tym usatysfakcjonowany.
Cóż… Nie tylko on…
Mimo to, wciąż czuję się dziwnie, gdy myślę o ostatnich tygodniach. Największa ironia zasadza się w fakcie, że Brat postawił wreszcie na swoim - a mi chyba po raz pierwszy w życiu ten fakt nie przeszkadza… Oficjalne ogłoszenie zaręczyn odbędzie się szóstego maja. Wcześniej udało mi się spotkać z Leilą - odwiedziła mnie w Pałacu Wodospadów i wreszcie mogłyśmy porozmawiać. Opowiedziała mi o wydarzeniach ubiegłych dni… O Kosiarzu… Przez chwilę poczułam lekkie ukłucie winy, że nie skontaktowałam się z nimi wcześniej, że nie było mnie tam, że nie mogłam nic zrobić - ale zaraz zganiłam sama siebie… Każdy z nas działa zgodnie z wolą Wszechstwórcy, który w swej mądrości przydzielił właściwe dla niego miejsce i zadania…
Właśnie przechadzałyśmy się z Kuzynką po ogrodach, gdy przestrzeń powietrzną Pałacu dość gwałtownie naruszył skoczek bojowy Inkwizycji. Zmierzał w stronę jednego z kościołów z Cesarskim mieście. Chwilę później w tym samym miejscu wylądowało jeszcze kilka pojazdów, także amalteański ambulans… Jak się potem dowiedziałam, zostało tam popełnione morderstwo na osobie miejscowego proboszcza - Amalteanina, który słynął ze swych aktów uzdrawiania dzięki łasce teurgii. Wtedy jeszcze nikt z nas nie wiedział, jak to zdarzenie wpłynie na nasze życie…

* * *


Szósty maj...
Przyjcie zaręczynowe odbyło się w ogrodach Pałacu Wodospadów. W obecnej sytuacji była to jedynie czysta formalność, ale jednak formalność niezbędna do podjęcia dalszych działań na Aylonie... Hm... Niekiedy zastanawiam się, jak dalece polityka może mieszać się z życiem prywatnym... (jak to widać na załączonym przykładzie - bardzo)
Mnóstwo gości, jeszcze więcej tytułów... Wśród obecnych kilka dobrze mi znanych przyjaznych twarzy - Kuzynostwo, Manuel... Varii nie ma - Leila mówi, ze wczoraj odbył się pogrzeb jej siostry...
Jest za to Ewa Silva Juandaasta, która zdaje się być pięcioletnią kopia swojej matki - ona to zresztą praktycznie zdominowała przyjęcie... A przynajmniej bardzo się starała...
Wszystko przebiegło jednak bez większych zgrzytów, a ja po tym wszystkim poczułam się…dziwnie… Ja - przyszła księżna Fatima al-Rashid Malik… Jak to brzmi…

* * *


Siódmy...
Na dzisiejszy wieczór otrzymaliśmy dość enigmatyczne zaproszenia od sir Chamona. Zebraliśmy się zatem "u niego". A tam - niespodzianka... Kolacje zjedliśmy w obecności Feniksa - wciąż wymizerowanego, ale wreszcie dochodzącego do zdrowia.
Mimo to, wieczór ten nie należał do najweselszych - przygnębioną Varia, dość napięta atmosfera... Złośliwości Mazzarina...
Wkrótce po tym, jak rozstaliśmy się by udać się na spoczynek, otrzymałam wiadomość, ze Manuel jest ranny...
Jak…? Przecież minęło tak mało czasu…
Spotkaliśmy się znów - tym razem w klinice. Przybył również wielebny Genjuro LiHalan, którego nie widziałam od czasu balu.
Manuel śpi po operacji - jego lewa ręka kończy się tuż pod łokciem... Jak się dowiedzieliśmy, został zaatakowany w drodze do placówki Kalinthi - znaleziono go nieprzytomnego w kałuży krwi. Jego przedramię wyglądało, jakby zostało rozsadzone od środka...
Genjuro mówi, ze bada właśnie podobna sprawę (zajmuje się nią również Inkwizycja). Trzy dni temu w Cesarskim Mieście zginął amalteański kapłan - jego głowa wyglądała, jakby wybuchła...
Później dowiedzieliśmy się jeszcze o innych ofiarach - wszyscy zamordowani w ten sam sposób... Wszyscy byli silnymi teurgami...
Udało się uzyskać portret pamięciowy napastnika - wysoki i mocno zbudowany mężczyzna o przedwcześnie posiwiałych włosach. Znaki szczególne - spora blizna na czole, żółtawe oczy i lewe ramie pokryte tatuażami...
Zaraz... Żółte oczy... Taki kolor charakterystyczny jest dla paru grup etnicznych, jedna z nich zamieszkiwała nawet na Aylonie, w okolicach miasta Ishvar... Jednak trzy lata temu zostali eksterminowani... Nie było mnie wtedy na planecie i nie znam dokładnie sprawy... Mówiło się, ze zostali spacyfikowani przez Avestian...
Zawsze wydawało mi się to dziwne, przecież Ishvaryjczycy byli ludem spokojnym i nieekspansywnym. Co prawda, ich wierzenia miały w sobie pewne elementy Gjarti, ale należeli przecież do Kościoła. Co ciekawe - przypomniałam sobie, ze ich kapłani słynęli tatuaży, którymi mieli pokryte całe ciała…
Dowiadujemy się, że pierwsze z serii morderstw miało miejsce na Aylonie, trzy lata temu...
Katem oka spoglądam na Gustawa. Stara się panować nad sobą podczas całej tej rozmowy, jednak wyraz jego twarzy zdradza, ze cos wie... Trzeba będzie go zapytać...

* * *


Oględziny miejsca ataku na Manuela nie przyniosły praktycznie żadnego rezultatu…
Varia próbowała wyśledzić napastnika (ustaliliśmy ostatecznie, że na pewno jest Ishvaryjczykiem) za pomocą swoich zdolności, ale on wydaje się być całkowicie odporny na moce okultystyczne…
Przez cały kolejny dzień zbieramy informacje. Jest z nami Manuel, który rano został wypuszczony ze szpitala. Udaje nam się dowiedzieć miedzy innymi, że ziemie, które niegdyś zajmowali Ishvaryjczycy obecnie należą do Wojennego Bractwa. I że to nie Avestia, ale Wojenne Bractwo dokonało rzezi…
Ale dlaczego?
Podobno zaczęło się od jakiegoś zatargu jednego z adeptów z wysoko postawionym Ishvaryjczykiem…

* * *


Wracamy - każde z nas do siebie. Już w Pałacu Wodospadów pytam Gustawa. Trzy lata temu był na Aylonie, wiec powinien wiedzieć coś na ten temat... Jednak on uparcie odmawia. Odkładam więc na bok szlachecką dumę i proszę go, na co odpowiada ze nie chce o tym mówić, ponieważ go za to znienawidzę... Dziwne... Dlaczego? Znając go przez ponad półtora roku nie zauważyłam u niego żadnej z cech, które mogłyby wywołać moja niechęć - wręcz przeciwnie... (zresztą…jak można myśleć źle o kimś, kto uratował ci życie…?)
W pewnym momencie zaczyna jednak mówić... Opowiada, że był tam - na miejscu, jako dowódca jednego z oddziałów pacyfikacyjnych. Patrząc mi prosto w twarz nie szczędzi szczegółów na temat tego, co robili... Mówi ostrym tonem, a jego słowa sprawiają mi ból... On widzi to i nie przerywa, choć go o to proszę... Chciałam tylko dowiedzieć się, jak rozpoczął się konflikt, ale to jedyna informacja, która nie chce się podzielić.
Gustaw skończył mówić i wydawał się oczekiwać na moja reakcje... W jego wzroku wyczytałam prowokacje "Czy teraz jesteś zadowolona, Pani?". Chcę cos powiedzieć, ale on odsuwa się i odchodzi... W tym momencie, nienawidząc sama siebie, po raz pierwszy łamię daną sobie obietnicę i naruszam prywatność jego umysłu... Zależy mi tylko na jednej informacji...
I wiem już, od czego zaczął się konflikt w Ishvar...
Wszechstwórco miłosierny...
Wiec dlatego mówił o nienawiści....

* * *


Otoczyły go wszystkie troski i zmartwienia,
Zasmucił się, gdy wymówki zamilkły bez echa
Nie ma ratunku przed żalem za grzechy
Ani ucieczki przed tym, czego nie można uniknąć...

- al-Hamadani


* * *

Okazało się, że w Kwadrancie znajduje się mała kolonia Ishvaryjskich uchodźców. Ten, którego szukamy najprawdopodobniej jest z nimi…
Askar, Leila, Varia i Manuel wyruszają zatem "zapolować" na mordercę. Wraz z wielebnym Genjuro zostajemy w pałacu. Zresztą... mój pan i władca i tak by mnie nie puścił...(zaleta to czy wada bycia narzeczona księcia? Hm....)
W pewnym momencie podchodzi do mnie Gustaw - po raz pierwszy dziś... (Od rana unikał mojego wzroku…) Prosi o wolny wieczór. Pozwalam mu na to i dopiero kiedy odleciał gravitaksowką z lądowiska uświadomiłam sobie, że przecież on był w pobliżu, kiedy opowiadałam Fajsalowi o miejscu pobytu Ishvaryjczyka... Zapewne słyszał wszystko... Przeklinam moja nieuwagę i bezmyślność...
Pozostaje mieć tylko nadzieje, ze nie zrobi nic wyjątkowo głupiego...

* * *
Aby zabić jakoś czas, zajęliśmy się z opatem Genjuro rozmową. W pewnym momencie przyszły wieści... Co było niepokojące, Fajsal przekazał je osobiście...
Wraz z LiHalanem natychmiast wyruszamy do szpitala. Oczekiwanie na przybycie ambulansu przeciąga się w nieskończoność. Wreszcie - są. Jako pierwsi Leila i Gustaw - od razu przeniesiony na sale operacyjna... Jego prawe płuco i część klatki piersiowej są w strzępach... Kuzynka cala pokryta jest krwią - jak się okazuje, cudzą... Po chwili pojawia się reszta. Varia - również we krwi, miedzy innymi własnej.... Manuel - zmęczony i zakrwawiony... Askar przyciskający do boku dłoń, spod której wypływa wąski szkarłatny strumyczek...
Na Proroka, co się tam działo...
Opowiadają.

* * *


Gustawie - dlaczego to zrobiłeś...?
Wspomniał, że go znienawidzę, ale ja... Nie potrafię... Nie jego...

* * *
Twe uczynki mogą być jak ciemności na głębokim morzu.
Porywa je fala za falą, w górze są chmury, a ciemności pokrywają ciemności.
Kto wyciągnie rękę, nie zobaczy jej.
Są jak fatamorgana na pustyni.
Spragnionemu wydaje się, że to woda, ale gdy do niej dojdzie, niczego nie znajdzie.
Będzie tam tylko Wszechstwórca i Jemu trzeba będzie w pełni spłacić rachunek...

- Muhammad ibn Abd Ali, Rozmyślania (fragment)


* * *


Kolejne dni upływają mi głównie w szpitalu... Po pewnym czasie Gustaw się budzi i można z nim porozmawiać. Czuwamy przy nim na zmianę - ja, Askar, Varia, Manuel, Leila... Nie wiem, dlaczego to robią, przecież wcale nie muszą... Nie wiem, jak znaleźć słowa, by im za to podziękować...
I jest Fajsal...
Pełna rehabilitacja Gustawa potrwa jeszcze parę miesięcy. On jednak wcale tego nie chce... Poczuł się... jak? oszukany? skrzywdzony?... gdy nie została mu dana szansa na śmierć tam, na zatłoczonym rynku... Teraz prosi by pozwolić mu umrzeć...
Nie ma mowy - nie, dopóki ja tu jestem. Przez kilka dni próbowaliśmy jakoś do niego przemówić. Varia i Askar skontaktowali się nawet z ojcem Matheusem, Hezyhatą, który niegdyś należał do Bractwa i również brał udział w wydarzeniach na Aylonie...
Wreszcie, któregoś dnia, Gustaw poprosił mnie o chwile rozmowy... Obiecał że będzie żył... Wciąż nie wiem, na ile był szczery, a na ile chciał po prostu, byśmy dali mu spokój, ale przynajmniej obiecał... A wiem, ze jego obietnicom można zaufać.
Obym się nie omyliła.

* * *


Bieda przychodzi, gdy rosną pragnienia,
wiara przynosi bojaźń i nadzieję.

Pomału rośnie to, czego jest mało,
czystość umiera przy najmniejszym brudzie.

Bywa, że ktoś nas zrani swym czynem,
przyjmij to. Nie odrzucaj miłości do brata.

Choć wszystko, co nam przynosi nawet mały ból,
noc zmienia w wieczność, dręczy bezsennością...

- Abu al-Atahijja


* * *


Siedzę w szpitalu. Maszyny pracują cicho, zastępując Gustawowi płuco. Monotonny syk wtłaczanego powietrza stanowi tło dla moich myśli... To ja doprowadziłam do tej sytuacji. Naciskając zbyt mocno, rozdrapałam na nowo prawie zabliźnione już rany i wtarłam w nie sól... Gdybym milczała, prawdopodobnie wszystko potoczyłoby się inaczej... A tak...
Te myśli bolą...
Moja wina...

Nie mam ręki by Manuel
Gustaw - by Leila

Komentuj (11)



FORUM

[Księga gości]

WSTĘP

Postacie

Aida
Alejandro Corrinho Dulcinea
Alexander Wolverton
Andrew Hakkonen
Askar Al-Allaw
Azim
Fatima Al-Malik
Leila Al-Allaw
Manuel Trinidad Li Halan
Moebius
Seth
Varia
Vasil
Vlad Al-Allaw
Volrath "Trzy Pazury"

Hazackiego pierdoły gawędy

Matka Wojna
Wiara, nadzieja, miłość
Baronet w Zalotach

Chronologia

5003 (22.06.07)
5002 (21.08.06)
5001 (09.08.05)
5000 (29.01.05)
4999
4998
Czasy prekampanijne (10.12.05)

Kroniki Leili (27.03.05)
Listy (21.05.06)

Raporty Specjalne

Kfiatki z sesji (22.06.07)

Handouty

Download

Mapa Cesarstwa (duża)
Błogosławiony Allaw
Dar Ikony
Piękna Callista
Historia rodu Corrinho
Genealogia Alejandro Corrinho Dulcinea
Tabele GSowe

Galerie

GALERIA MATKI MONIKI
Kalendarz z Azimem na 5002
Kalendarz z Owieczką na 5002
Załoga Allawa
Prawdziwa twarz Askara
Sora Tenema LiHalan - Autoportret
Grunsh - by Monika
Prawdziwa twarz Niedzielnych
Prawdziwa twarz Drejkowych
Alejandro ręką Fatimy nakreślon
Varia i Ewa by Fatima
Askar i jego fanka by Fatima

Zaprzyjaznione blogi

GSowe

Blog Askara

RPGowe

Sekretne Zwoje Pani Noriko z rodu Isawa
Blog DeadLands by Cathia
Blog DeadLands by Ramel
Blog Rippers
Blog Maga "Rozbita Rzeczywistość"
Blog Wampirzy Yaviego

Sznureczki

Nasza strona GS
Forum Moorholda
Bufor Sathra


ownlog.com

2017
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń