Menu :


Link :: 06.01.2007 :: 17:10
marzec 5003

Demeter cz. 4

Sesja Drejkowa

BY LEILA

Ból poparzonej skóry... Gdzie ja jestem...

Seria wybuchów, łańcuchy, które utrzymywały pałac Gesarów zrywają się i latająca budowla szybuje gdzieś hen w dal. Ochroniarze Aleksjeja obezwładniający Jonathana. Śmiech Decadoskiego szlachcica, szamoczący się Clash...

Zrywam się z łóżka. Dookoła spokój, cisza. Na moich rękach żadnych śladów poparzeń. Jonathan... Muszę tam wrócić, tam coś się stało... Boję się trochę, ale używam mocy, by znów znaleźć się w pałacu Gesarów. Jest na swoim miejscu. Aleksiej z Jonathanem w najlepszej komitywie stoją na dziedzińcu... Czegoś tutaj... Komunikator... Jest, jakiś strasznie toporny model. Najwyraźniej zostawił go ktoś, kto sądził, że tylko inżynierowie umieją obsługiwać sprzęt elektroniczny. „Jonathan?” „Wszystko w porządku?” „To dobrze...nie, nic, tak tylko...” To pewnie mój cień ze mnie drwi. „Ile byłam nieprzytomna... kilka dni... aha... więc sytuacja opanowana... to dobrze...tak...do widzenia”. Resztki bólu kołaczą się jeszcze w mojej głowie. Wstanę. Przejdę się może troszkę... Nic już po mnie. Niech załatwiają, co trzeba, choć... Nie wiedzieć czemu myślę sobie o...Moebiusie... tak, właśnie o nim... Przypomniały mi się stare czasy... W innym miejscu i czasie po czymś takim ocknąwszy się zastałabym kogoś nad swoim łóżkiem. Nie wiem dlaczego akurat Nor-Yian przyszedł mi do głowy... Niemal widzę jego zaglądającego do sali z tekstem w rodzaju „O, Leila, miło, że już jesteś przytomna, może jednak tym razem dasz się wyciągnąć na trening”. Nie myśl o tym. Jonathana przecież prawie nie znasz a Aleksiej ma ważniejsze sprawy...czego ty oczekujesz po ludziach... że natrafię na choć jednego który odwzajemni moją lojalność wobec niego? Dobra, Lil, nie rozczulaj się nad sobą.

Komunikuję się z Al-Malikami. Mają mi przysłać wszystkie raporty zebrane przez ekipę naukową. Będzie trochę danych do analizy. O – na skraju układu, gdzie znaleziono lewiatany odkryto miniaturową czarną dziurę... Ciekawe... Czy można to jakoś wykorzystać? Jeśli chodzi o inne dane - żadnych rewelacji. Nie myśleć. Nie wspominać. Zająć się czymś. Wysyłam informacje dla Ibrahima i szefostwa AMANu – czy mam działać tutaj jako pełnomocnik i starać się nawiązać współpracę naukową? Tymczasem raporty... Po paru dniach przychodzi odpowiedź pozytywna. Zatem zabieramy się do pracy. Zacznę od Kamehamehów, bo oni są najbardziej chętni i mają tu własną Akademię. Organizuję konferencję, na której ja i podlegli mi naukowcy prezentujemy krótko AMAN i jego ostatnie osiągnięcia. Oni także przygotowują coś od siebie. Z konferencji robi się kilkudniowe sympozjum. Pozostały jeszcze inne ośrodki władzy. Rozsyłam listy i propozycje. Przygotowuję wystąpienia. Nie myśl o tym. W nocy nad moim łóżkiem staje czarna postać, w mroku świecą czerwone ślepia... wiem, że lubisz być przy mnie, cieniu... chyba muszę przyzwyczaić się do ciebie... Dni pełne zajęć... Gesarscy wielmoże przyjmują mnie uprzejmie, acz z pewną dozą rezerwy... nauka...nieee, oni są szlachcicami, mają stosowniejsze sprawy... ale rozmawiam z każdym, kto chce słuchać... Byli „republikanie” nie mówią mi nie, ale przyznają, że zajmują się teraz głównie dostosowywaniem do nowych struktur politycznych i administracyjnych... zwiedzam sobie ich uczelnie i biblioteki...może coś ciekawego znajdę, jednakże ich poziom wiedzy nie stoi na jakimś oszałamiającym poziomie.

Kwestia wyprawy na Demeter. Będzie taka możliwość. Oferuję Jonathanowi uczestnictwo w wyprawie. Potrzebuję kogoś kompetentnego w kwestiach techniki. Nie wiem, co tam się zachowało, ale myślę, że możemy na tym oboje skorzystać. Jonathan przystaje na tę propozycję. Opowiada, co wie o Mechanistach i stacji orbitalnej. Aleksiej odlatuje na Midian na rozmowy pokojowe. My zajmujemy się przygotowaniami do wyprawy. Nie wiemy co nas tam czeka, więc staram przygotować się na każdą okoliczność. Przede wszystkim kombinezony. Zestawy antyradiacyjne. I przeciwchemiczne. Broń zwykła. Środki usypiające. Medpaki. Zapas jedzenia. Zapas wody i środki do jej odkażania. Namioty. Lina. Pojemniki na próbki. Czy czegoś nie zapomnieliśmy? Mówisz, że spotkaliście tam demona psującego technologię... no cóż, egzorcysty na składzie nie mamy... a szkoda... zapasowe części do skoczka w razie czego. Przedstawiam „,moim” naukowcom kwestię, nie ukrywając potencjalnych niebezpieczeństw, a potem pytam, kto chce lecieć. Zgłasza się chemik, biolog i geolog. Dobrze. Kwestia ochrony. Ahm, dostaniemy żołnierzy. Też dobrze. Przywożą nas do cesarskiej bazy orbitującej nad Demeter a potem ciężkim skoczkiem udajemy się na powierzchnię planety. Czuję, jak gdzieś we mnie odzywa się dawno zapomniany „duch przygody”. Ciekawe, czy uda nam się coś ciekawego odkryć...

Lądujemy na równiku tak, by mieć jak najbliżej do pozostałości stacji. Ech, już wiem, że będzie mnie serce bolało, kiedy będziemy stąd odlatywać, że nie przebadaliśmy wszystkiego systematycznie kilometr po kilometrze, ale to zajęłoby lata. W końcu stacja „opasywała” całą planetę, która rozmiarami zbliżona jest do ziemi, mamy więc pas o długości o koło 40 000 km. Pomimo skażenia radioaktywnego przyroda Demeter okazała się zadziwiająco zdolna do adaptacji. Minął dopiero rok, a dżungla praktycznie wróciła na swoje miejsce, pozostawiając wąski pas względnie martwej ziemi oraz miejsca, gdzie najwyraźniej upadły reaktory lub zbiorniki z czymś toksycznym – orzące bliznami zieloną powłokę puszczy. Wypakowujemy się szybko i sprawnie, a potem rozdzielamy. „Moi” naukowcy chcą wybrać się do dżungli – (np. biolog pragnie pobrać próbki odpornej na radiację flory i fauny) ja zaś z Connardem chcemy przyjrzeć się z bliska pozostałościom stacji. Dzielę obstawę (Jonathan sarka, że o nią prosiłam i przydzielono nam cesarskich, którzy będą nam patrzeć na ręce, ale ja osobiście wolę się zabezpieczyć, choć przyznaję, miałam nadzieję, iż Ibrahim przydzieli mi po prostu jakąś AlMalicką ochronę). Wychodzimy z lasu na pozbawiony gęstej roślinności teren opadający łagodnie w stronę zabagnionego lasu kikutów. Po drodze mijamy jaszczurkę...ech, przypomina mi się mój biedny, kochany Bazyli... Pamiętam jak bardzo się ucieszyłam, jak mi go Askar dał... a potem wysadziło nas wszystkich... Ja także zbieram próbki roślinności, potem – gdy schodzimy niżej, do zabagnionego martwego lasu – czasem także odłamki metalu – niech to przebadają pod kątem składu, może to jakiś stop lepszy od obecnie używanych... nie zawadzi sprawdzić... O – coś dużego sterczy z błota. Kurier. Clash pomaga nam dostać się do środka. Wygląda nawet nienajgorzej. Ponoć silnik skokowy wygląda na nienaruszony... Szkoda, że połowa kabiny zalana jest wodą. Ale nic to – znajdujemy klucze, które Jonathan chowa. Mówi, że należy nam się 10% znaleźnego... heh, to o tyle mało...gdyby mieć ten silnik... zawsze chciałam mieć własny jacht...taki tyci nawet... no więc, gdyby mieć własny silnik to już by był jakiś początek... w końcu nie od razu Samarkandę zbudowano, nie? Oflagowujemy kurier i idziemy dalej. Jonathan zastanawia się nad jego przewróceniem przy pomocy skoczka. Zobaczymy. Nieco dalej – krater a na jego dnie coś silnie promieniującego. Pobrać próbkę... Wreszcie docieramy do fragmentu stacji – niestety, wszystkie komputery zostały przepalone i to tak, że nie bardzo da się cokolwiek odzyskać. To była jedna wielka sieć zaprojektowana tak, by można zniszczyć wszystkie jednostki bez możliwości odzysku danych... Szkoda... Wielka szkoda... W sumie na to najbardziej liczyłam... Nic to... Grzebiemy w tym wszystkim jeszcze trochę, po czym wracamy do skoczka i resztę dnia zajmuję się sortowaniem, pakowaniem i opisywaniem próbek. Ponadto odwracamy kuriera – udaje nam się dostać do jego komputera skąd odzyskujemy programy nawigacyjne – znaczy ja je sobie kopiuję.. .wspominałam już o ziarnku do ziarnka... Wiecie, to przykład optymizmu – będę miała programy, może się statek do nich znajdzie... Prócz tego każemy skoczkowi przelecieć się kawałek i porobić zdjęcia – zobaczymy, gdzie są większe kawałki – tam będzie się opłacało lądować.

Dzień następny. Dostajemy zdjęcia i na ich podstawie układamy plan dnia. Tym razem natrafiamy na „ruiny” wioski. Gdzieniegdzie z błota wystają nawet fragmenty szkieletów. Poza tym... ślady. Gubią się gdzieś w dżungli, jeśli zaś iść w drugą stronę zbliżają do pozostałości stacji. Tam ktoś jest... Ostrożnie wchodzimy przez wyrwę w kadłubie. W głębi pomieszczenia na stercie futer i szmat leży kot. Nie, teraz widzę, że to inna rasa niż Bast, czy Khanowie. Najwyraźniej źle z nim... Czemu tutaj mieszkał...przecież skażenie... Jonathan aplikuje kotu porcję eliksiru a potem zabieramy go do medlabu w skoczku i każemy się nim zająć. Sami wracamy do „eksploracji złomowiska”.

Dzień trzeci. Kot jak na razie nie odzyskał przytomności. Poza tym wszystko dobrze, badania postępują, próbki gromadzimy, a teraz wyruszamy „zwiedzić sobie” kolejny duży kawałek. Powoli zaczynam się przyzwyczajać do człapania przez dżunglę w hermetycznym kombinezonie (Jonathan skombinował dla nas dwa lepsze od tych, które oferowali nam cesarscy). Hmmm coś tu jest... Zaostrzone paliki ustawione w płotek... Każę żołnierzom się zatrzymać a sama opuszczam swoje ciało i udaję na rozpoznanie terenu. Coś poruszyło się w krzakach. Zielony człekokształtny stwór o długich, sterczących uszach. Z dmuchawką. O – kolejny... i jeszcze jeden... i następny – tam na drzewie. Lecimy dalej. Aha – zatem urządzili sobie coś na kształt wioski korzystając z osłony oferowanej przez fragmenty stacji. Około setki istot. Wracam i na prywatnym kanale opowiadam Jonathanowi, czego się dowiedziałam. Kiedy opisuję resztki mechanistów, z których tubylcy urządzili sobie coś na kształt totemów inżynierowi aż świecą się oczy. Gdy sugeruję, żeby się wycofać, próbuje odwieść mnie od tego pomysłu. Do tego roztacza przede mną wizję złych cesarskich, którzy zorientują się, że tu coś jest i jak przylecą tu z własną wyprawą to stworki wymordują, zrobią z nich niewolników albo wykorzystają jako materiał do eksperymentów (choćby z racji odporności na promieniowanie). Dyskutujemy dłuższą chwilę... Decyzję trzeba podjąć i to jak najszybciej, żeby nie wzbudzić podejrzeń żołnierzy. W końcu godzę się na pomysł inżyniera, choć wydaje mi się on skazany na niepowodzenie. Odsyłamy żołnierzy gdzieś w inną stronę a samotrzeć (bo jeszcze Clash z nami idzie) wybieramy do wioski. Niedługo potem drogę zachodzą nam stwory. No to teraz Jonathanie – chciałeś, to kombinuj. Connard „mruga” światełkami na hełmie, co robi na tubylcach ogromne wrażenie. Zresztą – chyba uczynili z technologii coś na kształt fetyszu – wielu używa elementów elektronicznych jako ozdób, służą one także za wzór do tatuaży. Świecący Jonathan najwyraźniej przypadł im do gustu. I cóż, przy akompaniamencie „pingów” oraz „pongów” zaprowadzili nas przed oblicze wodza... Co teraz... Nie możemy bez końca mrugać... O, jedzenie nam niosą... W międzyczasie, nim zdążymy zareagować jesteśmy świadkiem dość makabrycznej sceny. Oto spory kawałek od nas rozciągnęli jednego ze stworów na macie, jednym ruchem rozcięli mu brzuch, wyciągnęli jakiś organ, owinęli przewodami i wsadzili z powrotem. Wszystko tak mnie zaskakuje, że nim cokolwiek zrobię już zaszywają delikwenta z powrotem i wloką w stronę, gdzie do ściany przytwierdzono szkielety Mechanistów... Brrrr.... Niby nawet nie powinniśmy mieszać się w miejscowe zwyczaje ale....

Jest jedzonko. Jonathan pakuje sobie kolejne porcje od kieszeni mrugając przy tym lampkami, idę zatem w jego ślady. Stwory patrzą na nas lekko zdziwione ale najwyraźniej godzą się z tym, iż mamy „otwory gębowe” gdzieś indziej niż oni. Tymczasem inżynier montuje coś na kształt filmu. Przy okazji zastanawiamy się, co by można stworom przehandlować... oraz odpędzamy dzieciarnię od platformy antygrawitacyjnej, na którą najwyraźniej usiłują się wspinać. Ha, zobaczymy jak to poszło...

Lądujący skoczek. Niezłe. Stworom też się podoba. Wykrzykują jeden przez drugiego „zooom” i kiwają głowami. Dalej wysiadamy ze skoczka i przychodzimy do wioski. Oni zbierają zwłoki Mechanistów oraz swoich i oddają nam – ciała lądują na platformie. Stwory dostają prezenty. Wracamy do skoczka, który startuje unosząc zwłoki w kosmos. (w sumie ta sekwencja „wniebowzięcia” całkiem plastycznie wyszła).

Teraz ciekawe ile z tego zrozumieją... Chyba nawet. Istotnie zdejmują ciała i przynoszą nam. Jonathan uroczyście przekazuje im... latarkę i licznik Geigera, którego popiskiwanie najwyraźniej budzi u stworów entuzjazm. No dobra – ale co z zagrożeniem ze strony cesarskich... przecież sam mówiłeś, że trzeba ich ostrzec. Jonathan kręci trochę – teraz, kiedy dostał, co chciał najwyraźniej los stworów obchodzi go jakby mniej. Ale w końcu godzi się. Przez chwilę myśli – potem montuje kolejną sekwencję w której z nieba przylatują „Ci źli” w kombinezonach cesarskiego wojska, ze odpowiednim oznakowaniem, następnie łapią biedne stwory, po czym nastaje ogólny płacz i zgrzytanie zębów.

Tak, tego jeszcze nie było: w środku dżungli, w nowoodkrytym układzie a zarazem na gigantycznym złomowisku Inżynier i AlMalicka szlachcianka sieją propagandę antycesarską wśród małych zielonych stworów. Nie wiedzieć czemu wyobrażam sobie Askara i Varię przylatujących do tej wioski by głosić „dobrą nowinę” i orientujący się, że tubylcy są już nieprzychylnie usposobieni. „Tylko zaprogramuj to tak, żeby po kilku odtworzeniach się skasowało...” bo mimo wszystko lepiej, żeby nikt na to przez przypadek nie natrafił.

Dobra. Czas na nas. Żegnamy się migocząco i wyruszamy w drogę powrotną. Cholera, idą za nami. Jonathan układa jakieś świecące kable w poprzek drogi i wykonuje klasyczny filmowy gest – „stójcie”. Większość słucha... na jednego działa dopiero ułożenie świecących kabli dookoła niego. Dobra. Gdy odchodzimy na bezpieczną odległość inżynier wygasza „linie zakazu”. Powrót do skoczka upływa bez większych problemów.

Następne dni mijają rutynowo. Włączyłam do metod rozpoznania zwiad przy pomocy eksterio. Lądujemy to tu to tam. Znajdujemy kolejne kuriery i fragmenty kadłuba. Uzbierało nam się trochę kluczy – na Graala i Rimpoche głównie. Kot odzyskał przytomność. Mówi, że już jakiś czas temu opuścił bazę i zamieszkał na planecie a teraz nie ma gdzie się podziać. Sugeruje, by zostawić go na Demeter z dala od skażonych rejonów. Zastanawiamy się, czy nie ma jakiś kruczków prawnych zapewniających mu bezpieczeństwo, gdyby jednak leciał z nami. Co poza tym – badania, pomiary, zbieranie próbek. Rutyna. Kiedy skończymy badać resztki stacji zamierzam odwiedzić też pozostałe „otwarte” dla nas rejony, by sprawdzić, jaki tam jest poziom skażenia oraz, by zebrać inne dane.

Jonathan dłubie nad jakimś elektronicznym elementem.
- Ping? – pokazuję na niego palcem, składając buzię w ciup.
- Zooom! – odgryza się inżynier, a potem przez dobrą chwilę się śmiejemy.


Komentuj (1)


Link :: 30.01.2007 :: 23:13
15 – 16 lipiec

Pamiętnik Sory #1

Sesja Drejkowa

BY SORA TENAMA

Od pewnego czasu jesteśmy gośćmi pani admirał. Czuję się nieco niezręcznie, lecz musimy zostać tak długo, jak długo będą trwały przesłuchania. Zamachy się nie powtórzyły, nie wiem, czy mam się cieszyć, czy też jest to cisza przed burzą. Rozważam... rozważam podjęcie pewnych kroków, które przerażają mnie i na które nie jestem chyba ciągle gotowa. Mam wrażenie, że powinnam się wyspowiadać i wyjawić mój sekret, ale brak mi odwagi.
Spędzam czas na Byzantium Secundus. Zwiedzam. I zastanawiam się, cały czas się zastanawiam.

Któregoś dnia jesteśmy z Matką Moniką w galerii handlowej. Na Byzantium Secundus można kupić wszystko, ale widok niektórych towarów nie jest wcale przyjemny. Nie, wiem, ze niewolnictwo nie jest w naszym cesarstwie czymś niezwykłym, Wszechstwórca musi mieć jakiś cel w pozwalaniu na takie praktyki, lecz niesmak budzi człowiek z zimną krwią strzelający do próbującego uciec chłopca. Nie podoba mi się jego mina, jego drwiący wyraz twarzy. A chłopak zobaczył po prostu kogoś znajomego – przyjaciółkę? Siostrę?
Dla Moniki jest czymś oczywistym, że musi pomóc chłopcu. Nie mogłaby patrzeć, jak ktoś umiera. Dziewczynka krzyczy, jej opiekun wraz ze swymi strażnikami kłócą się z właścicielem niewolników, który chce dobić rannego. Hazat. Czy wszyscy Hazaci są tak niesamowicie głupi? Ochroniarz, Vorox, wyzywa Hazata na pojedynek, szlachcic jest oburzony, jak zwierze może wyzwać na pojedynek kogokolwiek, z zwłaszcza jego? O Proroku, myliłam się, nie wszyscy Hazaci są głupi. Niektórzy są aroganccy i głupi. Vorox jest szlachcicem, Hazatowi to nie wystarcza, zwierze nie może być szlachcicem. Matka Monika pewnie miałaby coś do powiedzenia, ale ona już zajmuje się rannym chłopakiem. Ja i Arif patrzymy, jak Vorox i Hazat dobywają pistoletów. Dumny szlachcic ginie z „łap” „zwierzęcia”. Nie żal mi go wcale.

Dziewczynka na imię ma Annika. Jej opiekun, jej ojciec, przybrany zapewne, by wygląda na zbyt młodego, by mieć córkę w tym wieku (choć kto wie, są różne środki...), nazywa się Jonathan Connard i należy do gildii Inżynierów. Także jest lekarzem. Podczas gdy on i moja spowiedniczka walczą o życie chłopca, ja postanawiam zająć się Anniką, zrobić cokolwiek, by nie martwiła się tak bardzo. Zabieram ją na spacer po galerii, na lody. Dziewczynka jest cicha i raczej zamknięta w sobie, nie chce niczego opowiadać, ja nie naciskam. Wiem, że jest jej trudno, wiem, że mimo moich starań nie przestanie się bać o los swojego przyjaciela. Teraz nadzieja w obojgu lekarzach – i woli Wszechstwórcy.

Chłopak przeżył. Wszechstwórca jest jednak sprawiedliwy, a Monika – zdolna. Od Connarda dostajemy zaproszenie na obiad. Inżynier mieszka na własnej wyspie i ma tam szpital. Jesteśmy świadkami interesującej sceny – widzimy Annikę jadącą na Voroksie. Ja też to robiłam, kiedy byłam mała (Monika wolałaby nie pamiętać...), ale byłam na pewno młodsza, niż córka Connarda. Dziewczynka przechodzi terapię... Wole się nie zastanawiać, co ją spotkało, nie znam jej na tyle dobrze, by się angażować, by pozwolić sobie na większe współczucie.

Dowiaduję się ciekawych rzeczy – choćby tego, że Connard zna – czy też może znał? – Antonia. Z ciekawości, próbując ukryć to, co się stało, pytam o kompetentnego egzorcystę – i dowiaduje się, że jedyny, którego zna nasz gospodarz za kompetentnego uchodzić nie może. Coraz mocniej rozważam propozycję Eskatoników. Może w ten sposób znajdę parę rozwiązań, parę odpowiedzi na moje pytania – na pewno jednak znajdę sposób na wykorzystanie darów, jakie otrzymałam...

Komentuj (4)



FORUM

[Księga gości]

WSTĘP

Postacie

Aida
Alejandro Corrinho Dulcinea
Alexander Wolverton
Andrew Hakkonen
Askar Al-Allaw
Azim
Fatima Al-Malik
Leila Al-Allaw
Manuel Trinidad Li Halan
Moebius
Seth
Varia
Vasil
Vlad Al-Allaw
Volrath "Trzy Pazury"

Hazackiego pierdoły gawędy

Matka Wojna
Wiara, nadzieja, miłość
Baronet w Zalotach

Chronologia

5003 (22.06.07)
5002 (21.08.06)
5001 (09.08.05)
5000 (29.01.05)
4999
4998
Czasy prekampanijne (10.12.05)

Kroniki Leili (27.03.05)
Listy (21.05.06)

Raporty Specjalne

Kfiatki z sesji (22.06.07)

Handouty

Download

Mapa Cesarstwa (duża)
Błogosławiony Allaw
Dar Ikony
Piękna Callista
Historia rodu Corrinho
Genealogia Alejandro Corrinho Dulcinea
Tabele GSowe

Galerie

GALERIA MATKI MONIKI
Kalendarz z Azimem na 5002
Kalendarz z Owieczką na 5002
Załoga Allawa
Prawdziwa twarz Askara
Sora Tenema LiHalan - Autoportret
Grunsh - by Monika
Prawdziwa twarz Niedzielnych
Prawdziwa twarz Drejkowych
Alejandro ręką Fatimy nakreślon
Varia i Ewa by Fatima
Askar i jego fanka by Fatima

Zaprzyjaznione blogi

GSowe

Blog Askara

RPGowe

Sekretne Zwoje Pani Noriko z rodu Isawa
Blog DeadLands by Cathia
Blog DeadLands by Ramel
Blog Rippers
Blog Maga "Rozbita Rzeczywistość"
Blog Wampirzy Yaviego

Sznureczki

Nasza strona GS
Forum Moorholda
Bufor Sathra


ownlog.com

2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń