Menu :


Link :: 27.11.2006 :: 19:09
nie znam dat

Demeter cz. 1 - 3

Sesja Drejkowa

BY LEILA

“Zawsze istnieje wybór. Mówimy, że nie mamy wyboru jedynie po to, by się usprawiedliwić, po tym, jak decyzje zostały już podjęte”


Jeszcze przed moim przybyciem tutaj poprosiłam Manuela o pomoc w kwestii cienia. Sądziłam, iż jako były patriarcha ma jakieś znajomości albo przynajmniej informacje. Powiedział, że zobaczy, co da się zrobić. Tylko dlatego przyleciałam na Pentateuch. Teraz jednak Oktawian stawia warunki. Mam się u niego wyspowiadać. Czuję się oszukana, choć pewnie robi to w dobrej wierze.

Tylko, że ja nie zamierzam się spowiadać. Mam już dość kajania się za grzechy, samoponiżania... tak jestem winna. Nigdy tego nie ukrywałam, nie uciekałam przed tym. Winna. I wiesz co, Manuelu – to poczucie winy przeżarło mnie jak kwas, nie potrafię już myśleć o sobie inaczej. A teraz – teraz nagle poczułam, że już dosyć... że nie udźwignę go więcej, że powinnam żałować tego, co zrobiłam na Criticorum, ale nie chcę... Zestrzelili skoczek, pojmali nas, torturowali człowieka, którego uważałam, za swojego przyjaciela. Zabiłam, by go ocalić. Nie chcę nienawidzić siebie z tego powodu. Nie wiem dlaczego powinnam sądzić, iż oni powinni żyć, a my nie, że jestem zła, bo chciałam nas ratować... Jestem zmęczona samooskarżeniami. Poza tym, nawet jeśli – to nie tobie. Owszem – anonimowemu kapłanowi, którego spotkam ten jeden jedyny raz, porozmawiam i odejdę, który zapomni o mnie, a ja o nim, wkrótce po sakramencie. Nie takiemu, który będzie obok mnie, będzie znał moje wszystkie winy, który przejrzy mnie do dna, a ja będę musiała codziennie patrzeć mu w oczy i widzieć w nich pogardę dla własnej niegodziwości. Poza tym wciąż jeszcze nie wyrzuciłam z umysłu resztek myśli o Askarze i Varii. Jak mogłabym powiedzieć tobie – ich najbliższemu przyjacielowi, co do nich czuję... Zapewne znienawidziłbyś mnie posiadłszy tę wiedzę. I wreszcie – dlaczego mam się spowiadać akurat tobie, Manuelu, gdy mam wrażenie, że jest z tobą gorzej, niż ze mną.

Wyrzucam część żalu. Manuel kiwa głową. Po trosze liczę na to, że będzie mnie przekonywał, albo coś odpowie na mój słowotok, poradzi. Ale on zamiast tego kiwa głową, a potem zapada w katatonię. Próbuję go z niej wyrwać, jednak nie bardzo mi się to udaje. Najwyraźniej nie chce mojej pomocy. Rzuca kilka oderwanych zdań, o wielu światach, odpowiedzialności... Wychodzi powłócząc skrzydłami.

Po czym obydwoje (jak mniemam) zagłębiamy się w celebrowaniu własnych problemów. Nie, to nie, łaski bez, arcybiskupie. Zostanę tutaj i spróbuję sama odnaleźć spokój duszy.

***


Chyba jednak nic z tego nie będzie. Odwiedziłam najważniejsze miejsca kultu, uczestniczyłam w modlitwach i postach. Wyruszyłam także do kilku klasztorów położonych na uboczu, gdzie – jak sądziłam można odnaleźć spokój. Myślałam, że przypomnienie sobie, jak wygląda klasztorne życie pozwoli mi zdławić swoją dumę na tyle, bym mogła się oczyścić. Jednak nie. Wszystkie nabożeństwa, rytuały, ludzkie głosy, dźwięki organów... zlewają się i tasują w mojej pamięci, jak gdyby ich nie było. Być może to kara za odrzucenie oferty Manuela. Być może moja wiara jest za słaba... Wszechstwórco, czy odwróciłeś się ode mnie? Może to ja jestem nie dość dobra, by zasłużyć na Twoje przebaczenie? A może po prostu jestem teraz zbyt słaba na walkę z cieniem. Poza tym – wtedy na Criticorum... Gdybym była tam sama nie wzywałabym go na pomoc. Wtedy jednak od skuteczności działania zależało nie tylko moje życie. Musiałam mieć pewność. Ale to nie tłumaczy dlaczego wtedy sięgnęłam w mrok. Prawda była taka, iż uważałam, że cień mi się należy – sięgnięcie poń było wszak konsekwencją mojego błędu – nie zareagowania na samym początku, zanim nas dopadli. Swoim wahaniem spowodowałam to, że Hamad był torturowany. Za to należała mi się kara i wezwałam cień po to, by mi ją wymierzał. Zatem – w głębi duszy wciąż wierzę, iż jest on słuszny i – prawdopodobnie dlatego nie potrafię się go pozbyć.

***


Zaproszenie na bal z okazji podpisania zawieszenia broni z Gesarami od Criticoriańskiego księcia Ibrahima Al-Malika trochę mnie dziwi. Dlaczego ktokolwiek miałby zapraszać na tę uroczystość właśnie mnie? Przecież jestem nikim. Tak czy owak... skoro fundują mi nawet przelot na BII, a książę oferuje swoje apartamenty po przylocie... Tja, ostatni raz, kiedy Al-Malik z Criticorum zapraszał mnie i zapewniał darmowy lot źle się to skończyło. Ale nic to, czuję, że dalsze kwitnięcie na Pentateuchu nie ma sensu. Może warto polecieć i zobaczyć, co z tego wyniknie.

Ibrahim najwyraźniej faktycznie postanowił mnie ugościć. Dostałam całkiem spory apartament, służbę, krawcowe... z jakiej okazji? Nawet sam książę pofatygował się, by osobiście zamienić ze mną parę grzecznościowych słów.

Przyjęcie jest dość typowe. Masa dostojników: Al-Malicy, Gesarowie, Kamehamehowie... Przedstawiają mnie kolejnym osobom. Snuję się tu i tam. O – jakże miła niespodzianka – witaj, Aleksieju. Cieszy mnie ta znajoma twarz, niemniej doskonale rozumiem, iż Decados przybył tutaj „służbowo”. Zapewne czeka go jeszcze sporo rozmów, nie zamierzam zajmować jego czasu, nie chcę też, by przypadkiem zaczęto go kojarzyć z takim nikim jak ja. Spotykam też kilku znajomych z AMANu. Trochę gawędzimy. Przyjęcie powoli się kończy, gdy wyczuwam ogniskującą się na mnie moc. Młoda dziewczyna... czarne, krótko ścięte włosy, wyraziste oczy. Aktywuję moc. Psioniczka. I to silna, bardzo silna...Zaraz, kim ona... a tak przedstawiano mi ją... Annika, córka niejakiego inżyniera Jonathana Connarda. Przypominam go sobie – mężczyzna w ciemnozielonym płaszczu, wyglądał raczej na jej brata niż ojca... dziwne... Cofa się, chyba boi... próbuję jakoś nawiązać rozmowę, ale chyba przechodzę do zbyt przymilnego tonu. Dziewczyna zaczyna się okopywać i przyjmuje postawę obronno-buńczuczną. Nie to nie. Prosić się nie będę. To ja tu miałam być ta zbuntowana, robisz mi konkurencję, mała. Bal się kończy. Wychodzimy. Co za niespodzianka. Nic się nie zawaliło, nie wybuchło, nie było żadnego zamachu, porwania, interwencji służb specjalnych, opętania, ani niczego w tym guście. Dziwne... Przekraczam próg głównej sali, słysząc gdzieś za plecami westchnienie zdziwienia i ulgi. A – pan Connard zdaje się mieć podobne odczucia.

Książę chciałby jeszcze ze mną porozmawiać. Wspomina o Criticorum, mówi, że może zaoferować mi coś, co pomoże zatrzeć złe wspomnienia. Al-Malicy lecą na Demeter zawrzeć pokój z Gesarami. Oczywiście wybiera się tam „korpus dyplomatyczny” pod przewodnictwem Magdaleny Al-Malik, niemniej planują także wysłać ekipę naukową. Ibrahim chciałby powierzyć ją mnie, ze względu na moje wszechstronne zainteresowania. Choć raz ktoś docenia moje umiejętności! Poza tym, jak twierdzi, będą to dla mnie wakacje i – słusznie zauważa, że ostatnio w Znanych Światach spotykały mnie złe rzeczy, więc może czas poszukać szczęścia gdzieś indziej. Tutaj też zgadzam się w pełnej rozciągłości, zresztą nawet zastanawiałam się nad opuszczeniem ZŚ. Zgadzam się chętnie i proszę o przekazanie mi wszelkich informacji o układzie, jakie od tej pory udało się zdobyć.

Przez najbliższe dni analizuję otrzymane dane. Nie jest ich wiele – ale tym większe mam pole do popisu. Tak bardzo chcę wynagrodzić im zaufanie, którym mnie obdarzono oferując to stanowisko! Demeter... baza Mechanistów... Tam mogłoby być coś ciekawego. Planeta jest teraz kolonią karną Cesarstwa, ale Ibrahim obiecuje poruszyć swoje kontakty.

Lecimy. Jak się okazuje na Deemter wybiera się także Aleksiej – w celach dyplomatycznych oraz inżynier Connard. Chętnie pogawędziłabym sobie z Aleksiejem – wciąż miło wspominam nasz powrót z Keth-Kordeth - jednak nie wiem, jak zostałoby to odebrane przez moich zleceniodawców, poza tym mam mnóstwo pracy, co zmusza mnie do przebywania na okręcie Al-Malików. Przydzielono mi grupę naukowców różnych dziedzin – są fizycy, geolodzy, biolodzy... Mam także do swojej dyspozycji dobrze wyposażone laboratoria oraz zestaw sond. Zajmuję się koordynacją działań zespołu. Gdy docieramy do układu Demeter zaczynamy wysyłać próbniki. Moją uwagę zwracają znajdujące się na obrzeżu systemu wirujące dookoła jednego punktu skalne bryły... pamiętam coś takiego z wizji sathry - tylko, że wtedy był to układ wielu takich ciał połączony strumieniami dziwu... Varia powiedziała, że to może być gigantyczna pułapka na demona. W tym tutaj ponoć znaleziono dwa lewiatany... Hmm, na ile można to zbadać...

***


Unoszący się nad jeziorem pałac Gesarów robi oszałamiające wrażenie swoim ogromem, choć niestety jest z deka kiczowaty. Przesadzili z tymi zdobieniami, naprawdę. Lokujemy się w komnatach gościnnych. Niedługo zaczną się negocjacje. Aleksiej z Connardem wybierają się do Kamehamehów. Magdalena zachęca mnie, bym leciała z nimi twierdząc, iż ich teraz czekają dni rozmów, więc po co mam się nudzić, skoro w międzyczasie mogę pozwiedzać. Daję się przekonać i niedługo później lądujemy na jednej z tropikalnych wysepek. Kamehamehowie są bardzo gościnni – kąpiel w łaźni, potem wykwintny obiad. Niezupełnie rozumiem, czemu są dla nas tacy mili, ale skoro są, to korzystam. Zaczynam się czuć istotnie, jak na wakacjach. Oto półleżę sobie przy stole pogryzając winogrona, za oknami niebieskie niebo, elegancka architektura gospodarzy i ciemnozielone pióropusze palm...

Annika Connard wypręża się, krzyczy i mdleje. Wyczuwam uwolnioną moc... Jonathan przypada do niej, zamieniają kilka słów... wizja... zamach... coś się stało...

Próbujemy skontaktować się z pałacem, ale nikt nie odpowiada. Blokada łączności. Co się tam wydarzyło? Jak to możliwe, by uczyniono coś takiego właśnie wtedy, gdy delegacja dyplomatyczna przybyła, by podpisać traktat pokojowy? Teraz, kiedy Julia Gesar ma poślubić księcia Shiro... Komu miałoby zależeć na zniszczeniu ot tak, zawiązujących się układów? Zwłaszcza, że z danych, które mi dostarczono wynika, iż przez ostatnie kilkaset lat na Atenie toczyły się wojny. Jeszcze nie macie dosyć? I przede wszystkim – co z Magdaleną? Próbuję kontaktować się z Al-Malikami – oczywiście bezskutecznie. Aleksiej łączy się z decadoskim niszczycielem, znajdującym się aktualnie na orbicie. Otrzymuje mnóstwo informacji, z czego najważniejszą – o zmianie pozycji krążownika Gesarów. Decadosa już wcześniej niepokoił ten sta... okręt, który dołączył do nas w układzie Graala. Ponoć nie było go przedtem na Demeter i należy do nowej klasy. Nie mamy pojęcia, skąd Gesarowie go wzięli. Connard łączy się z pałacem za pomocą tachionowego komunikatora. Okazuje się, iż jest w posiadaniu S.I., które nazywa Ainu. Napływają kolejne informacje. Gesarscy żołnierze usiłują „zająć” pozostawiony na ich ziemiach jacht Aleksieja jako łup wojenny. Decados rozmawia z nimi, ostatecznie przekonuje ich, by nie wdzierali się siłą na pokład. Ze mną kontaktuje się dowódca Al-Malickiego niszczyciela. Stracił kontakt z dowódcami „wyprawy”, więc teraz ja jestem na samej górze... czekają na instrukcje? Że co? Ja się nie znam, nie potrafię, jestem tylko naukowcem, to wy tutaj wiecie coś o walce w kosmosie, ja nawet nie rozróżniam klas statków i okrętów, wszystko mi się myli nawet teraz. Właśnie stanęliśmy na progu planetarnej wojny a ja naprawdę nie jestem kompetentna. Nic to, zbieram się w sobie i przynajmniej staram wyglądać na zdecydowaną. Nie podejmować na razie akcji, chyba, że oni zaczną. Próbować skontaktować się z kimkolwiek z pałacu. Informować o wszelkich ruchach. Aleksiej w przeciwieństwie do mnie zdaje się być w swoim żywiole. Kontaktuje się z LiHalanami – są jeszcze bardziej zdezorientowani niż my, również stracili łączność, ze swoim dowództwem, które miało kwaterę na ziemiach Gesarów. W tak zwanym międzyczasie odbieramy transmisję, z której dowiadujemy się o tym, jak to niejaki książę Albreht Gesar przejmuje władzę, coś o zdrajcach, których spotkała kara... Jedno wiadomo na pewno – ów Albreht zrobił mały przewrót w pałacu, poprzedni książę nie żyje, zginął także biskup. Jak do tego odnoszą się Gesarscy możnowładcy? Spora część nie podjęła żadnych działań, zdają się być tak samo zdezorientowani, jak my, są też tacy, którzy otwarcie się odcięli a nawet opowiedzieli przeciw. Aleksiej tłumaczy mi, że Cesarstwo jest w sojuszu z Al-Malikami i – jako jedyna obecnie „dostępna” przedstawicielka tego rodu mam prawo domagać się interwencji. (zrób to...szepcze cień... oni załatwią tę sprawę... tylko jeden komunikat...) Myślę o wszystkich niewinnych ludziach, którzy zgięliby w wyniku takiego ataku, spowodowanego do szczętu głupimi działaniami kilku idiotów na wysokich stołkach. Widzę, co robią Kamehamehowie - po tylu latach wojny są już przygotowani. Zaczynam rozumieć, że wszyscy tutaj posiadają ogromne rezerwy broni. Broni, która tylko czeka na użycie. Siedzimy na beczce prochu. Wystarczy jedna iskra i odpalą te wszystkie rakiety, a wtedy spora część powierzchni planety zamieni się w radioaktywną pustynię.

Kamehamehowie oferują nam centrum dowodzenia i proponują wszelkie wsparcie w związku z rozwiązaniem kwestii Gesarskiej. Aleksiej dogaduje się z LiHalanami – uzgadniają koordynację działań ich niszczycieli na wypadek ataku ze strony krążownika. Kontaktuję się z niszczycielem Al-Malickim – by także włączył się do wspólnej strategii. Teraz cesarscy... Aleksiej... dobra, twój pomysł, więc stań tam i jakby co podpowiadaj mi, co mówić. Na początek się przedstawiam (mam nadzieję, że brzmi to dostatecznie zdecydowanie). Informuję o tym, że dyplomaci są najprawdopodobniej przetrzymywani wbrew ich woli i istnieje ryzyko ataku. „Przypominam” o ich zobowiązaniach i otrzymuję potwierdzenie rozpoczęcia działań wojennych w przypadku bezpośredniego ataku Gesarów na „nasz” niszczyciel. Jednocześnie wojska cesarskie zaczynają się przegrupowywać.

A teraz, skoro nie jestem już aż tak potrzebna wybiorę się na przechadzkę do Gesarskiego pałacu. Po chwili jestem na miejscu. Żadnych antypsionicznych zabezpieczeń... Phi... Wojsko. Mnóstwo wojska. Wyrzutnie rakiet, działa, nerwowa krzątanina. Systematycznie przeczesuję pałac jednocześnie zapamiętując wszystkie informacje. Dobra, nie wiem jak się nazywa to to duże na obrotowej wieżyczce... ale zapamiętam gdzie jest, ilu go obsługuje i najwyżej prześlę tę myśl Aleksiejowi. On z pewnością rozpozna rodzaj broni. Staram się zapamiętywać – układ korytarzy, rozmieszczenie ludzi, broni, kamer... Odnajduję centrum ochrony pałacu. O, są Al-Malicy... na szczęście żyją... zamknięto ich tylko w komnatach gościnnych pod strażą. Nigdzie za to nie ma samego Albrehta. Hmmm... Interesują mnie także źródła zasilania i generatory pola grawitacyjnego.

Gdy wracam widzę, jak Aleksiej z Jonathanem oglądają sobie dokładną trójwymiarową mapkę pałacu. Są wyraźnie zadowoleni z mojego zdziwienia. Hej, to ja się tak staram a wy już macie te informacje! A jednak na coś się przydałam – zaznaczam na planie ważne ze strategicznego punktu widzenia obiekty. Co teraz? Aleksiej dogadał się z Kamehamehami. Podpisujemy coś na kształt sojuszu na czas kryzysu, który będzie potem bardzo łatwo przedłużyć. Ponato Decados organizuje „odbicie” LiHalańskich żołnierzy internowanych na ziemiach Gesarów. Akcją bezpośrednio dowodzą jego voroxy. Jonathan zastanawia się nad tym, czy jego S.I. mogłaby przejąć kontrolę nad siecią pałacu. Pod pewnymi warunkami będzie to możliwe. Kamehamehowie dostarczają materiałów na zbudowanie odpowiedniego nadajnika. Inżynier zabiera się do pracy. Mijają kolejne godziny, napływają kolejne informacje. Czekam, aż odzyskam energię potrzebną do ponownego opuszczenia ciała. Zamierzam obejrzeć sobie ten ich krążownik. Tym razem jeden z przybocznych Aleksieja zapewnia psychoniczną łączność pomiędzy mną a Decadosem. Lecę. Oznaczenia – inżynierskie. Załoga techniczna – takoż. Widzi mi się, że mamy tu do czynienia ze świeżutkim importem z Hefajstosa. Dowódca – młody Gesarski szlachcic. Widać, że żółtodziób. Jest zdenerwowany i co chwilę zerka na obecnych na mostkach gildyjnych, którzy tłumaczą jego rodakom obsługę uzbrojenia. To dobrze. W krytycznym momencie będą mieli opóźnienia reakcji. Czas wracać.

Nadajnik już gotowy. Idea jest dość prosta. Trzeba go będzie fizycznie podpiąć do jednego z komputerów podłączonych do pałacowej sieci. Sam nadajnik bezprzewodowo tym razem połączy się z Ainu który/a/e włamie się do systemu. Kamehamehowie przewiozą go na granicę Gesarską, stamtąd zdalnie sterowanym samolocikiem podleci pod sam pałac. Reszta należy do mnie. Mam jedną szansę, nie mogę nawalić. Skoncentrować się na misji. I znów wylatuję.

Najpierw ponownie robię rundkę po pałacu. Wybieram najdogodniejszy komputer i najwygodniejszą drogę doń, tak, by mijać jak najmniej ludzi i kamer. Dobra. Teraz czas wziąć w swoje „ręce” nadajnik... Ostrożnie... Po suficie – powinno być poza zasięgiem kamer, ponadto ludzie zazwyczaj nie patrzą w górę. Ufff... ta ich wystawność zdobień, zasłony, gobeliny, mnóstwo przedmiotów okazuje się być przydatna. Jestem na miejscu. Teraz tylko podłączyć do odpowiedniego portu i zamaskować. Resztą zajmie się Ainu.

Niedługo później S.I. informuje nas o przejęciu kontroli nad częścią komputerów. Na razie ma czekać. Kiedy będzie trzeba, otrzyma odpowiednie instrukcje. Dowiadujemy się, że pod jeziorem, nad którym unosi się pałac znajduje się właściwe centrum dowodzenia. To właśnie stamtąd kontrolują forty rozlokowane dookoła pałacu z działami dużej mocy, strzegącymi przestrzeni powietrznej nad nim. Tam również się wybieram, gdy tylko odzyskuję moc. O, jest książę Albreht i jego przyboczni. Oprócz tego – kilkuset wojskowych i obsługa. Wszystko całkiem nieźle obmyślane. Gruba warstwa wody i skały doskonale ochroni przed skutkami bombardowań. Sprytnie zaprojektowane systemy wentylacji, zapasy, własny reaktor. Prócz tego kontakt z pałacem oraz przede wszystkim kontrola nad działami i wyrzutniami w fortach rozmieszczonych dookoła bazy. Mogą tutaj przetrwać miesiące, nawet po tym, jak wszystko na górze zostanie zrównane z ziemią.

***


Zniszczyć bazę – ten pomysł pojawia się niemal natychmiast. I nie jest taki wcale niemożliwy do wykonania. Powiedziałabym więcej – realizacja jest wręcz prosta. Wysadzić reaktor. Jonathan wie jak a ja... mogę to uczynić. Wszyscy to wiemy. Aleksiej patrzy na mnie wyczekująco, wie, że się waham. Zrób to – głos w mojej głowie – w ten sposób szybko i skutecznie rozwiążecie problem... Cieniu, dlaczego mówisz mi moje własne myśli?

Tam jest tylu ludzi... Nie byłam ich w stanie nawet dokładnie policzyć. A ja chcę ich wszystkich zamordować. Spalić żywcem... Nie mamy czasu... Jeśli teraz opanujemy sytuację, będzie można wszystko odwrócić. Jeszcze nie jest za późno... Nie podjęto zdecydowanych kroków. Nikt ważny nie zginął po stronie nie-Gesarskiej. Jeśli utniemy temu łeb teraz, będzie można nazwać Albrehta i jego stronników terrorystami, którzy sami zdradzili swoich...
Wiesz, jacy są LiHalanie... jak potraktują sojuszników, którzy zwrócili się przeciwko nim... Nie darują tej zniewagi. Gdy wojna wybuchnie naprawdę, przylecą tutaj z „karną ekspedycją”. I nie będą się litować nad nikim... zwłaszcza nad Wszechstwórcy ducha winnymi poddanymi, którzy tylko uprawiają swoje liche pola, na które spadną LiHalańskie bomby... I wszyscy inni, żądni łupów – wszak Gesarowie sami chcieli wojny, sami dali pretekst do ataku i grabieży... Al-Malicy, cesarscy, Decadosi... Wszyscy ci, którzy przylecą tutaj niszczyć i kraść... Jeśli jeszcze będzie co niszczyć i kraść, bo zawsze istnieje szansa, że konflikt planetarny wybuchnie wcześniej. Przecież pamiętasz o tych wszystkich głowicach nuklearnych? Chyba, że Gesarowie zechcą załatwić to „na swoim podwórku”. Ale nawet wtedy rozpocznie się wojna domowa... Która, zważywszy na uzbrojenie i fortyfikacje, jakimi dysponują obie strony będzie długa i wyniszczająca. Gesarskie ziemie spłyną krwią... krwią zwykłych ludzi i prostych żołnierzy... Przecież nie krwią Albrehta – on będzie siedział zaszyty w swoim bunkrze, dowodził wszystkim z oddali, posyłał swoich ludzi na śmierć, skazywał swoich poddanych na wyniszczenie sam bezpieczny... Co najwyżej w chwili całkowitej przegranej strzeli sobie w łeb ze swojego ozdobnego pistoletu i umrze wierząc we własne bohaterstwo... Nienawidzę takich jak on, którzy szafują życiem innych samemu kryjąc się w schronach, którzy chcą działać bez podejmowania odpowiedzialności, bez przemyślenia konsekwencji. Rozpętują piekło pozostając ponad nim. Może powinniście się nauczyć dowódcy-tchórze, że są siły zdolne dosięgnąć was w najbezpieczniejszym z miejsc. Może powinniście zacząć się bać? Jest jeszcze krążownik – może gdyby udało się go przejąć Albreht zrozumiałby, jak bardzo niedorzeczne jest jego „wypowiadanie wojny całemu światu”? Jak by to zrobić... Tyle, że to jest bardziej ryzykowne. Zajmie więcej czasu, czasu w którym może się coś wydarzyć... Co jeśli się nie uda? Albo nawet – uda się, ale Albreht zamiast ochłonąć osiągnie stan krańcowej desperacji w którym zacznie być mu dokładnie wszystko jedno i na przykład odpali te wszystkie głowice taktyczne... Oni są żywi... Skąd wiesz, czy ich zabicie ocali więcej istnień? A może istnieje jakiś inny sposób? Coś, o czym nie pomyśleliście? Skąd wiesz, czy nie dałoby się tego załatwić inaczej? Poza tym – nie masz prawa ważyć i oceniać, czyje życie jest ważniejsze, więcej warte, osądzać, skazywać decydować. Albreht też to zrobił – kiedy zabił poprzedniego księcia i biskupa, kiedy zaczął to wszystko... Uznał, że może podejmować decyzje o czyimś życiu i śmierci... Że ma tę władzę... W czym będziesz od niego lepsza, jeśli również po nią sięgniesz? Wisząca nad Ateną wojna. Możesz ją zakończyć, zanim jeszcze się rozpocznie. Czy nie tak właśnie – zaczynając od głowy - należałoby rozwiązywać wszelkie konflikty? Niech sami zainteresowani – ci z góry, mierzą się ze sobą, pozostawiając zwykłym ludziom pokój. Co, jeśli twoje wahanie ściągnie na tę planetę śmierć tysięcy, milionów ludzi? Czy będziesz potrafiła z tym żyć? Tylko, że nigdy się nie dowiem, czy tak by się naprawdę stało... czy istotnie kogokolwiek ocalam, czy tylko zabijam... Nigdy, nigdy nie będę wiedzieć a wyboru dokonać muszę.

Mam komunikat. Nadać go na wszystkich częstotliwościach. Muszę mieć pewność, że Albreht go dostanie. Nagrywajcie. Spokojnie i rzeczowo tłumaczę, że ten przewrót nie ma sensu, że jest z góry skazany na niepowodzenie. Że mamy przewagę i jeśli zajdzie potrzeba wykorzystamy ją. Że jeszcze nie jest za późno. Można się wycofać i wznowić pertraktacje. Czy naprawdę chce ściągać na swój lud wojnę? Czy nie widzi, jak bezsensowne jest zwracanie się przeciwko wszystkim? Czy nie dostrzegł, że współpraca była dla Gesarów szansą rozwoju a wojna ich wyniszczy? Że pokój jest lepszy dla jego ludu? Nadajemy a ja modlę się, by Albreht Gesar okazał się człowiekiem rozsądnym.

O dziwo odpowiada! Ale to tyle, jeśli chodzi o spełnienie moich próśb. Twarz Albrehta jest zacięta i dumna. Nie będą pertraktować, nie ugną się przed okupantami. Będą walczyć do końca za ojczyznę...

Wygląda na to, że naprawdę wierzy w to, co mówi. Zawsze uważałam patriotów tego rodzaju za szczególny rodzaj fanatyków. Ja... rozumiem twoje racje... Jeśli w ogóle mam prawo tak powiedzieć, jest mi przykro. Wiem, że w układzie Gesarowie –LiHalanowie jesteście stroną słabszą, stroną, która pójdzie na ustępstwa, zostanie zasymilowana i bezwzględnie wykorzystana. Być może jesteś prawdziwym bohaterem i masz nad nami moralną przewagę. A może jesteś tylko zwykłym głupcem chcącym przelewać cudzą krew za własne mrzonki?
Książę, czy nie rozumiesz, że ojczyzna to przede wszystkim ludzie. Ich życie, ich pamięć, ich nadzieja. Idea sama w sobie jest niczym. Potrzebuje tych, którzy w nią wierzą, by istnieć. Jeśli sprowadzisz na swój lud zagładę, raz na zawsze zniszczysz swoją ojczyznę. Zaprzepaścisz i zniweczysz wszystko.

Próbuję raz jeszcze przemówić Albrehtowi do rozsądku. Tym razem nikt nie odpowiada.

Książę, jeśli to zrobię, to by ratować twoich rodaków. Zabiję cię z wiarą, że czynię to, co najlepsze dla Gesarów. Czyż to nie ironia? Obydwoje wierzymy, iż postępujemy słusznie. Obydwoje tą wiarą usprawiedliwiamy cudzą śmierć. Czyja prawda jest prawdziwsza?

Do trzech razy sztuka. „Książę, ja... ja po prostu proszę... poddajcie się, zanim będzie za późno”.

Nic. Myślę jeszcze nad tym, by spróbować przemówić do Albrehta jeszcze bardziej bezpośrednio a konkretnie – wprost do jego głowy. Może gdyby wtłoczyć mu obrazy, prawdziwe obrazy wojny, śmierci, zniszczenia, bólu... I wyrzuty sumienia, poczucie winy... Może wtedy by zrozumiał. Tyle że podejrzewam, iż jego przyboczni są takimi samymi fanatykami jak on. Nawet gdyby się „nawrócił” to prędzej uznają, że oszalał albo stchórzył. Zamkną go, może nawet zabiją i będą kontynuować. A ja niestety nie potrafię przesłać myśli i uczuć większej liczbie osób. „Posłałbym jednego ze swoich ludzi, ale żaden nie potrafi tego, co ty” mówi Aleksiej. To miłe, że tak mówisz, tylko – to i tak niczego nie zmieni. Poza tym – czy godne byłoby scedowanie odpowiedzialności na kogoś innego? Aprobata i umycie rąk. Czy to nie byłaby ucieczka? Skoro ma się wydarzyć, niech wina spadnie na mnie. Tak będzie uczciwiej. Co jeszcze – ano doskonale zdaję sobie sprawę, że ja wykonam brudną robotę a profity dostaną się tobie. Już teraz snujesz plany zdobycia Gesarskiego krążownika. Jestem narzędziem, które wykorzystacie i odłożycie na półkę. I jestem tego świadoma, tak, jak świadoma jestem wielu rzeczy, a mimo tej wiedzy nie potrafię niczego zmienić. Ale tym razem to jest słuszne.

Jonathan. Czekam na dokładne instrukcje. Nie martw się, zapamiętam wszystko. Jestem gotowa. Widzisz, książę, w ostatecznym rozrachunku liczy się nie to, czyje idee są słuszniejsze, ale kto ma środki do ich realizacji. A ja, jak już wspominałam jestem bronią. Bronią, której nie znasz i której się nie spodziewasz. Od której umrzesz.

***


Jeszcze raz „zwiedzam” bazę. Próbuję zapamiętać. Czy to właśnie myślał ten, który powiedział, że zabójstwo jednostki to morderstwo a miliona – statystyka. Wszyscy ci, których zabiłam wcześniej. Wiedziałam ilu ich było, pamiętałam ich. Widziałam ich twarze, gdy umierali, widziałam ich ciała. Mogłam wracać myślą do tych obrazów i w nieskończoność pytać siebie, czy nie dało się postąpić inaczej, uniknąć tego...

To sami żołnierze, jeśli tego nie zrobię mogą zginąć cywile. W dodatku to oni zaczęli tę wojnę... czy nie powinni być gotowi na śmierć. Są tak nieświadomi... Nie będę nawet wiedzieć ilu was było... ile żyć powinnam dopisać do swojego rachunku morderstw. Czy po tym co zrobię nie stanie się tak, że kolejne jednostki przestaną się dla mnie aż tak liczyć, bo przecież jakże niewiele to będzie w porównaniu z całą bazą? Czy zobojętnieję na to wszystko? Wiem jednak, że decyzja została podjęta nieodwołalnie. Zrealizuję cel niezależnie od wszystkich moich wątpliwości.

Reaktor. Teraz pełna koncentracja. Systemy ostrzegania. Odłączyć. Widzisz, jakie to proste – mój cień triumfuje. Ależ ja doskonale wiem, jakie to proste. Jak łatwo można używać mocy do zabijania. Jak łatwo w ogóle zabijać. Nigdy o tym nie zapominam. Systemy bezpieczeństwa i kontroli. Odciąć. Oni są żywi. Moderator – wypompować. Wiesz, jak się umiera w wybuchu jądrowym. Pręty – wsunąć całkowicie. Wiem. Czekać.

Ogień. Czy ja naprawdę ich widzę? Ciała ogarniane przez płomienie, na moich oczach obracające się w popiół. A potem ból dosięga także mnie, choć przecież nie ma tutaj mojego ciała, nie mam zatem prawa nic czuć.

Kajuta Allawa, na którą wdzierają się symbionci...jeden z nich nade mną tuż przed tym jak... Vlad o odpala ładunki... Błysk...

Czy to była zapowiedź?

Ogień. Stos. Bieg, ściana ognia. Ból.

Powinnam była tam umrzeć. Na to właśnie zasłużyłam. Nie na to, by żyć dalej, by zacząć zabijać. Kimkolwiek jesteś, ty, który mnie ocaliłeś – Wszechstwórcą, demonem, urem... Odpowiedz mi dlaczego! Czyją marionetką jestem, czemu służy to życie... Czy tylko przelewaniu krwi? Ku czemu mnie popychasz, czego zażądasz w zamian...

Kajuta statku. Poręcze krzesła. Moje zaciśnięte pięści. Słowa egzorcyzmu. Płomienie pełznące wzdłuż przedramion...

Ogniu, zawsze do mnie powracasz w tej czy innej formie. Ścigasz mnie w snach, doganiasz na jawie, topisz w czerwieni. Chciałam przed tobą uciec, myślałam, że może pisana mi będzie inna śmierć niż od twego żaru.

Aplikator leków. Ukłucie. Rozmywająca się przestrzeń...

Ile jeszcze razy?

Boli. Niech boli jeszcze bardziej wciąż nie dość, by ukarać mnie za to, co zrobiłam... Nigdy nie będzie dość bolało. Ciemność.

Komentuj (10)



FORUM

[Księga gości]

WSTĘP

Postacie

Aida
Alejandro Corrinho Dulcinea
Alexander Wolverton
Andrew Hakkonen
Askar Al-Allaw
Azim
Fatima Al-Malik
Leila Al-Allaw
Manuel Trinidad Li Halan
Moebius
Seth
Varia
Vasil
Vlad Al-Allaw
Volrath "Trzy Pazury"

Hazackiego pierdoły gawędy

Matka Wojna
Wiara, nadzieja, miłość
Baronet w Zalotach

Chronologia

5003 (22.06.07)
5002 (21.08.06)
5001 (09.08.05)
5000 (29.01.05)
4999
4998
Czasy prekampanijne (10.12.05)

Kroniki Leili (27.03.05)
Listy (21.05.06)

Raporty Specjalne

Kfiatki z sesji (22.06.07)

Handouty

Download

Mapa Cesarstwa (duża)
Błogosławiony Allaw
Dar Ikony
Piękna Callista
Historia rodu Corrinho
Genealogia Alejandro Corrinho Dulcinea
Tabele GSowe

Galerie

GALERIA MATKI MONIKI
Kalendarz z Azimem na 5002
Kalendarz z Owieczką na 5002
Załoga Allawa
Prawdziwa twarz Askara
Sora Tenema LiHalan - Autoportret
Grunsh - by Monika
Prawdziwa twarz Niedzielnych
Prawdziwa twarz Drejkowych
Alejandro ręką Fatimy nakreślon
Varia i Ewa by Fatima
Askar i jego fanka by Fatima

Zaprzyjaznione blogi

GSowe

Blog Askara

RPGowe

Sekretne Zwoje Pani Noriko z rodu Isawa
Blog DeadLands by Cathia
Blog DeadLands by Ramel
Blog Rippers
Blog Maga "Rozbita Rzeczywistość"
Blog Wampirzy Yaviego

Sznureczki

Nasza strona GS
Forum Moorholda
Bufor Sathra


ownlog.com

2017
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń