Menu :


Link :: 06.04.2009 :: 23:16
20-25 IV 5004

Przez żołądek do serca

Drużyna Hazacka

By ALEJANDRO

Ze wspomnień Vincenta Emilio Vegi


… pytacie zatem, cóż dalej działo się na Keth-Kordeth? Na samej planecie zgoła niewiele… Trochę politykowania, nieco zbierania i wymiany informacji… Więcej wieści docierało – z opóźnieniem – na komendantową pipidówkę z wielkiego świata… ale po kolei. 
Ostatnie wydarzenia, o których wspominałem, dały paru osobom do myślenia. Zwłaszcza Iwanowiczowi, który zdawał się dotąd jeno z boku spoglądać na to, jak don Alejandro z Ines przeskakują kolejne kłody kładzione im pod nogami. A tu nagle, jak pamiętacie, kłodę podłożono również jemu – i jak fiknął, to na dni kilka wylądował na wózku. Wciągnięcie Ukarów w ogóle, a prestiżu Nadakiry w szczególności, nadawało sprawie wymiar kolejny – i to już na wyższym szczeblu politycznym. 
Wyszedłszy z takiego założenia, komendant zaprosił hrabiego Iwanowicza, Dydonę oraz przedstawiciela ukarów (do których poszedł list) na obiad połączony z naradą wojenną i wymianą posiadanych informacji. Aleksy zjawił się, jak wspomniałem, turlany na wózku – jeszcze kilka dni miał lizać się z ran odniesionych na krążowniku. Pojawiła się Dydona, jako przedstawiciel Rycerzy Poszukujących. Tylko wysłannik Ukarów się spóźniał, więc komendant klasnął na służbę by tymczasem wniesiono wino i przystawki.
Dobre dwadzieścia minut minęło, gdy przyszedł meldunek o nadlatującym skoczku. Gospodarz wraz z gośćmi podnieśli się tedy od stołu (z wyjątkiem Decadosa, rzecz jasna) i wyszli witać. A to, co nadleciało, cóż… Ukarzy zawsze cenili funkcjonalność nad wygląd. Był to chyba najbardziej zapuszczony, obdrapany i pordzewiały, acz ciężko opancerzony i uzbrojony, skoczek bojowy. Bardziej spadł niż wylądował przed pałacem, gruchnął o ziemię aż podwozie zgrzytnęło, pochylnia opadła chyba od samego impetu lądowania – wypuszczając pojedynczą postać. Ledwie ta zeszła, wystartował i odleciał, ciągnąc za sobą smugę siwego dymu.
Ku nam zasię szła niewysoka, sucha, nie pierwszej i nie drugiej już młodości Ukarka. Na wstępie obmacała komendanta wzrokiem, potem przywitali się, na sposób ukarski – dotykając sobie wzajem twarzy. W tym czasie Capa obejrzał sobie aurę naszego gościa – i nieco zbladł. Mniejsza z tym że Shakra – takim imieniem się przedstawiła - snadź dwukrotnie uwalniała Cień. Sama była Cieniem. 
Tu muszę jednak nadmienić, że Cienie ukarskie a ludzkie to zupełnie inna para kaloszy. Ludzkie… owszem, Cień komendanta był przypadkiem szczególnym, ale generalnie i tak były niebezpieczne. Ukarskie natomiast w miarę normalnie egzystowały w ichniej społeczności i, rzec by można, nie były niczym nadzwyczajnym.
Póki co jednak trwało powitanie. U nas zwykło się podawać otwartą, znaczy nieuzbrojoną dłoń. U Ukarów jest z tym trochę inaczej. Raz, że u nich ręka jest zawsze uzbrojona – w pazury. Dwa, że jest to rasa, pamiętajcie, podziemna – a w ciemności rozpoznaje się dotykiem, tudzież okazujesz zaufanie, dając dotykać własnej twarzy uzbrojoną dłonią.  
Tyle tytułem dygresji, dziatki. Dydona przywitała sie również po ukarsku, Ineza natomiast – tradycyjnie. Shakra umówiła się jeszcze z komendantem na ostry sparring następnego ranka, po czym ruszyli do jadalni, gdzie tymczasem Iwanowicz – jako że przyspieszone leczenie wymaga, jak wiecie, częstych i obfitych posiłków – zdążył pochłonąć wszystkie przystawki.
Po obiedzie rozpoczęły się rozmowy. Tak, byłem przy nich. Nie, nie będę powtarzał, co przy stole padło, gdyż w większości jużem to wam opowiedział. Zebrano za przeproszeniem do kupy dane o działalności Klonino na B2, tudzież o śladach wiodących na Pentateuch. Don Alejandro opowiedział o pierwszych simulacrach, Aleksiej o sabotażu na pokładzie jego krążownika. Ines natomiast – po raz pierwszy – wyjawiła kulisy swego spotkania z Jasminą na Keth – Kordeth. Konkretnie – jakby ktoś zapomniał – że spotkała ją w klasztorze Eskatoników, schroniwszy się tam po najeździe na Villacorvo. Odwiedzimy zatem opata, zawyrokował nasz diuk. 
Na tym w zasadzie narada się skończyła. Na deser niejako odtworzono nagranie, które świeżo przyleciało z B2. Wreszcie się oficjalnie dowiedzieliśmy, co Aleksius z Nataszą planowali ogłosić – i ogłosili – w rocznicę koronacji. Tudzież gdzie przez ostatnie lata przebywał i za co dostał rangę kontradmirała Fiodor Tołstoj. Nazwisko, widzę, wam brzęczy, więc wiecie – odkrycie i zawiązanie sojuszu z Republiką Koła. Tudzież zaręczyny Nataszy z tamtejszym Księciem… a co z owych zaręczyn wynikło – oj, podziało się podziało – o tym innym razem. 
Transmisja cesarskiego orędzia właśnie się skończyła, gdy zadzwonił mój komunikator. 
Przeprosiłem, wstałem, poszedłem do łącznościowej skąd dzwoniono. Popatrzyłem na marsowe miny szyfrantów, przejrzałem wiadomość. Cóż, przekazywanie złych wieści stawało się snadź moim przywilejem. Wyciągnąłem diuka z jadalni – tak, by wiedział że sprawa jest poważna…

- Książę, panie… 

… i przekazałem wiadomość, mówiącą o śmierci Ulissesa Corrinho Dulcinea na Rawennie, przed dwoma tygodniami.  

Pamiętacie, tuszę, jak odzyskaliśmy Carmelitę za cenę poświęcenia JosMarii… jak potem się okazało, że był to jeden z wielu klonów – w chwili, gdy dawno już skoczyła na Rawennę. Jak potem słaliśmy wiadomości, żeby łapsy Alejandriny nie mieszkając wsadziły ja do lochu – tylko że owe najwyraźniej nigdy nie dotarły. Dość, że 5 kwietnia znalazła się za sterami skoczka, wiozącego obu bratanków dona Alejandro – a skoczek ów się rozbił. We wraku znaleziono ciała Carmelity i Ulissesa oraz ciężko rannego Hectora… w każdym razie w momencie wysyłania wiadomości życie tego ostatniego wisiało na włosku, a do obecnej chwili – cóż, mogło się wydarzyć wszystko.
Co wyrzekł komendant, pytasz? Pamiętam, a jakże… 
- Miał tylko czternaście lat…
Bolał nad stratą bratanka, ale w tych słowach nie żałował jego młodego wieku… wiecie, nieprzyjaciele nasi byli niby klonami, nie szlachtą, ale jednak z Hazatów stworzonymi. A prawo zabraniające zabijać młodzież przed osiągnięciem wieku męskiego – lat piętnastu - było wprawdzie niepisane, ale starożytne i święte. Tym mordem dowiedli, że nie zasługują na żadną łaskę. Nigdy.

Komendant kazał mi znaleźć Hieronima i przygotować mszę żałobną na wieczór. Sam zasię z kamienną twarzą wrócił do jadalni, by dodać ów nowy ponury fragment do układanki. 

Na tym zakończyło się spotkanie. Aleksy powrócił do siebie na orbitę, reszta zaś poleciała skoczkiem do klasztoru Eskatoników. Opat przyjął ich wcale uprzejmie, po czym miał z komendantem długa rozmowę w cztery oczy. Co na niej padło – przyznam bez bicia, nie wiem, diuk w żałobie będąc nie był skory do zwierzeń, jam sam nie pytał – ale nie bójcie się, co nastąpiło na Pentateuch pamiętam doskonale, gdy przyjdzie czas – opowiem. Ot, wskoczył na miejsce kolejny kawałeczek układanki… Wróciliśmy do Canizar.  

Ledwie słońce skryło się za rudymi wzgórzami Keth, pożegnaliśmy Ulissesa Corrinho. Pożegnaliśmy go krótko, jedną mszą. Dlaczego tylko w ten sposób, zapytujesz? Pożegnaliśmy go jak dziecko, nie jak męża, którym nie było mu dane się stać. Nie na tej ziemi płonął jego stos. A gdy Hieronim pięknie i z pasją wygłaszał swe kazanie, dusza młodego Corrinho już dawno zespoliła się z Płomieniem.
Don Alejandro zaś, który był mu stryjem, a od niemal roku zastępował ojca, po mszy pozostał w kaplicy – i medytował a modlił się niemal do rana.

Komendant nie zapomniał jednak o obietnicy danej ukarce; raz, że nie wypadało się wycofać, dwa, że dla zagryzienia żalu czasem nie ma jak komuś przyłożyć… zwłaszcza jeżeli ów ktoś również przyłożyć potrafi. Przed siódmą rano tedy na trawniku przed pałacykiem zebrała się spora, ustawiona w koło gromadka. Przyszła nawet, wstawszy godzinę wcześniej niż zwykle, Czarna Ines. Teraz stała, sącząc niespiesznie poranną kawusię i przykuwając póki co (jak zwykle) połowę spojrzeń. 
Pośrodku owego koła, szerokiego na metrów może dwadzieścia, stały dwie postacie – bosy, odziany jeno w spódniczkę don Alejandro oraz nieco obficiej (na szczęście) odziana Shakra. Oczywiście, żadne z dzieci Kordeth nie skalałoby się rapierem, komendant zasię nie był wybredny, potrafił robić krzywdę wszystkim co się w rękę nawinęło, tedy każde z nich trzymało w rękach dwa kraxi.
Napięcie powoli wzrastało, chociaż nikt nie dał znaku, przeciwnicy nagle się sprężyli, mięśnie zagrały, z nosa komendanta spłynęła smużka krwi, wszyscy wychylili łby, wstrzymali oddech i zmrużyli oczy wiedząc, że cokolwiek nastąpi, będzie bardzo szybkie… po czym nagle każde z adwersarzy popatrzyło na swe ręce z pewną dezaprobatą, handżary obniżyły się, skrzyżowały się porozumiewawcze spojrzenia, przez plac padły słowa „spróbujmy jeszcze raz…”.
Widownia odetchnęła nieco, Ineza łyknęła kawki, znowu rozległy się ściszone komentarze… i właśnie wtedy ruszyli. Jam mógł ich ruchy uchwycić z ledwością, wielu zapewne nie miało tyle szczęścia, niemniej tupot bosych stóp i szczęk zderzających się ostrzy był wyraźny… nieco ciszej brzmiał ów nieopisany odgłos, jaki wydaje stal wcinająca się w ciało.
Coś tak oczy wywalił, synku? Ostry sparring, powiedziałem wszak! Noże mieli ostre jak brzytwy, walczyli z całych sił, całych swych umiejętności, z tą jedynie różnicą by oponenta nie zabić – jeno naznaczyć. Zadać ranę nie głęboką, taką, która uśmierci - lecz po prostu zadać.
Pierwsza krew należała do ukarki. Jeden nóż don Alejandro zbił, drugi prawie, nie zdążył odskoczyć, wycisnęła na jego lewym bicepsie krwawy pocałunek. Słyszałem, jak o krok ode mnie Ineza fuknęła z dezaprobatą… a potem wytężyłem wzrok bardziej. Nie kazał jednak adwersarce długo czekać, dwukrotnie ją naznaczył, potem zasię na trawę spadł czubek jego warkocza.
Nie powiem, widowisko było zacne. I bardzo wyrównane. To nie to, co walka z Sylasem, gdzie w ciągu ćwierć minuty poszło pół setki ciosów i się skończyło. Tutaj, owszem, wymieniali razy bardzo szybko, ale dało się to uchwycić. I docenić, zwłaszcza że były to ostrza, nie kije…
Po może dwóch minutach Shakra zwolniła. Wyraźnie dało się zauważyć, że wyprowadzała ciosy wolniej. Zupełnie, jakby skupiała się na czymś jeszcze… a potem wyszło, że tak co drugiego ciosu komendanta nawet nie próbuje parować – a te i tak odbijają się od niewidzialnej bariery. 
Dwa chlaśnięcia później nasz diuk połapał się również – i przyspieszył. Tudzież, jakby przeczuwając, niektóre ciosy wyprowadzał na chama, a inne – z uwagą. I te drugie z czasem jęły przebijać się przez zasłonę…
Teraz opowiadam to wam spokojnie, dziatki, ale wtedy… stałem nieledwie z wywieszonym językiem, oczy wytrzeszczone, by nie uronić ani jednego ruchu. I dojrzałem, jak oblicze ukarki coraz bardziej się wykrzywia… i kolejne ciosy, znaczące krwawe szramy na jej ciele (chociaż sama nie pozostawała dłużna), coraz bardziej ją rozwścieczają.  
Po kolejnej wymianie razów odskoczyła nagle, poza zasięg ostrzy, oczy nabiegły jej krwią, wyciągnęła rękę… don Alejandro nagle zakaszlał, plunął krwią, ale ustał. Zmierzył wzrokiem Shakrę, która stała ze spojrzeniem niemal ślepym z wściekłości. Zmusił się od uśmiechu, wyszczerzył zakrwawione zęby…

- To jak, dalej sparring czy jednak próbujemy się pozabijać?

Budząc tygrysa, korzystaj z długiego kija (Li-halańskie)
Po pierwsze, nie wkurwiaj Cieni. Po drugie… też nie wkurwiaj Cieni… (ukarskie)

Tego, co wydobyło się z jej gardła, nie sposób opisać. Chociaż, może znaczyło to „pozabijać” w lokalnym ukarskim dialekcie. A potem ruszyła. 

- Pamiętaj… o co byś nie walczyła – walcz tak, jakby chodziło o Twoje życie.

Tak, dziatki, teraz nie dało się zauważyć nic, poza rozmazanymi smugami w miejscu gdzie powinny być sylwetki walczących, szczęk broni zasię zlewał się w jedno. A potem w sekundzie zapadła śmiertelna cisza… przerwały ją dopiero dwa odgłosy. Drugim z nich był brzęk rozbitej filiżanki, która wypadła z rak Czarnej Ines. Pierwszym zasię – łoskot ciała… diuka Corrinho, który padł na wznak z kraxi wbitym po rękojeść pod żebra. Od lewej, przez żołądek – do serca…

Nie wiem, co go uratowało… Czy wierzyć Hieronimowi, który twierdził że ostrze weszło zbyt płasko, by sięgnąć serca… czy wrodzonej odporności komendanta, który nie raz się z takich ran wylizywał… może przeznaczeniu, które nie tu i nie teraz śmierć mu pisało… a może po prostu faktowi, że ukarka ochłonęła nieco i nie zechciała poprawić.
Mówią, że kto pada na wznak, umrze. Tylko, dziatki, gdyby upadł na twarz, wbiłby sobie ów handżar głębiej…
Ma się rozumieć, rwetes wszczął się niesłychany. Dydona podbiegła pierwsza, rzuciła ukarce tylko jedno acz istotne pytanie – czy ostrze było zatrute… czyste… Ktoś przytomny podtrzymał Inezę i odprowadził na pokoje, sześciu pochwyciło komendanta i, ze mną torującym drogę, poniosło do medlabu… gdzie Hieronim powitał nas znudzonym „znowu?”, przejął rannego i bez ceregieli wyrzucił wszystkich zainteresowanych. Następnie, nucąc gromko a fałszywie psalmy, zabrał się do operacji.

Ojczulek sprawił się chwacko, jak zwykle, wszak nie pierwszy raz dona Alejandro łatał. Wyszedł po trzech godzinach, niosąc jakowyś strzęp krwawy w słoju z okowitą zanurzony i oświadczył, że tyle jeno z komendanta zostało…

Staruszek przerwał, ignorując błyszczące ciekawością spojrzenia nalał sobie wina z karafki i pociągnął niespieszny łyk.

…wycięte. Zabronił nam jednak do niego iść, wpuścił jedynie Czarną Ines. Jej tylko, powiada, ufa że nie przemyci cygar ni wina diukowi. Volens nolens, uspokojeni nieco, wróciliśmy do obowiązków, wiedząc że padre tak do wieczora nas nie puści. Tak też się stało, wieczorem dopiero Hieronim pozwolił nam do medlabu. 
Cóż ukarka? Gdyby komendant wyzionął ducha – cóż, zgodnie z obyczajem złamałaby nad grobem kraxi, którym życie odebrała. Że jednak przeżył – o czym było rozmawiać? A my? Mniejsza z tym, że była zdolna każdego chyba z naszych porąbać na dzwonka - don Alejandro nigdy nie mścił się na tych, którzy go pokonali w uczciwym pojedynku.

A przez kolejne trzy dni, dziatki, nie wydarzyło się absolutnie nic. Zupełnie jakby los postanowił pooszczędzać komendanta, aż ten na nogi stanie. Dzień pojedynku i następną noc spędził tedy na wyrku w medlabie, na kolejne dwa dni Hieronim przykuł go do wózka i dla pewności sparaliżował niektóre mięśnie, żeby się szybciej pozrastały. Na trzeci dzień diuk nasz wprawdzie opuścił treningi, ale chodził już na własnych nogach. 
Wobec tego czwartego dnia musiały przyjść wiadomości.
Pierwsza pochodziła z samej Keth. Otóż, w czasie zwyczajnego lotu treningowego nasi dwaj Kajdaniarze, Kazansky i Mitchell, wypatrzyli w jednej z setek wymarłych wiosek plamę zieleni. Dowódca dywizjony, ledwie ich Alcaudony ostygły, kazał podwiesić zasobniki z kamerami i wysłał ich jeszcze raz w to samo miejsce. A na zdjęciach…
Wioska typu chałup dwadzieścia na krzyż, z czego dziewiętnaście trochę już niszczejących… nie przesadzajmy, w cztery miesiące dom sam się nie rozpadnie… dwudziesta zasię – zadbana, obejście zamiecione, trawnik równy, bratki w doniczkach pod oknami…
Dokładnie tak, dziatki. Na Keth-Kordeth, gdzie żeby wyhodować krzaczek trzeba było wprzódy zryć ziemię buldożerem na metr-dwa…
Niewiele zatem czasu minęło od powrotu owych orłów i analizy zdjęć, a niedaleko wioski skoczek wysadził drużynę komandosów. Ci dyskretnie obejrzeli okolicę tudzież samą wioskę i potwierdzili obecność jednej osoby. Znalazły się jej papiery – wolna, lat pięćdziesięciu z małym ogonkiem, imieniem Valea. Jedna z pierwszych osadników, jeszcze z Aragonii.
Na tym etapie wiadomość dotarła do komendanta. Czemu się trudno dziwić, zapaliła mu się we łbie lampka – a nuż jest to okazja do zwalczenia plagi? Póki co, kazał podejść do sprawy uprzejmie a delikatnie. Wytłumaczyć onej niewieście, że (kto wie) dla dobra całej planety dobrze by było, by dała się przebadać… a jak nie zechce, rzucił komendant pod koniec odprawy, niech wymieni cenę…
I wymieniła. Chciała się zobaczyć z donem Alejandro osobiście. Ten nawet ramionami nie wzruszył, kazał rychtować skoczek. Polecę z tobą, rzecze Ineza, która z nim akurat śniadała, jeno nos przypudruję. Skoczek za dwadzieścia minut, rzucił rozkaz diuk. Polecieli.

Tu was, dziatki, rozczaruję. Nie, nie okazało się to cudownym remedium na plagę, która trapiła Keth od stycznia, a z którą najtęższe umysły sobie nie radziły. Niewiasta owa bowiem nie wyhodowała przydomowego ogródka po ataku. On po prostu pozostał. Obroniła go. Żeby się nie rozwodzić, Gjarti.
Owszem, zapytał ją. Nie mogła pomóc nic. Dlaczego zatem chciała go widzieć? I tu się zdziwił –gdy wszedł, powitała go słowy dość niespodziewanymi. Przyjrzawszy się długo, stwierdziła:

- To naprawdę ty, paniczu.

A któżby miał się zjawić, spytacie? A, na ten przykład jeden z klonów. O których, dziatki, wiedziała. Tak samo wiedziała – i powiedziała – że twórca owych klonów ma rankor z Corrinho od stuleci. O ile nie tysiącleci, dziatki, był on bowiem uczniem Doramosa. Tak, tego samego, któren tchnął życie w Pentateuch… który był największym terraformerem w historii.
Ale, dodała, owe klony nie należą do sieci życia. Kalają ją. A ów twórca – wciąż jest człowiekiem. Jest śmiertelny.
Tyle – aż tyle – dowiedzieli się Ines z komendantem. A nawet coś więcej. Podpowiedziała mu bowiem, by w sprawie odbudowy Keth zwrócił się do Leśnych Ludzi na Gwynneth. Tak też, uprzedzając fakty, uczynił, posłał tam ekipę. A co z tego wynikło? Kiedyś opowiem… Na razie pożegnał się…

- Czy czegoś ci potrzeba?
- Mam tu wszystko, paniczu.
- Szczęśliwaś…


Wróciwszy do pałacu, zajęli się przygotowaniami do odlotu. Toboły spakowane, oznaczyć kurs na Leminkainen – B2 – Pentateuch… z małą przerwą na bankiet na Pasie Nataszy, na który zaprosił nas Aleksy Iwanowicz. A wtedy zadzwonił mój komunikator. Poszedłem do pokoju szyfrantów… czułem że mają bombonierkę dla komendanta, która ja mam przekazać. Jak zwykle… I przekazałem…

- Komendancie… wiadomość od znajomych z floty cesarskiej… wyobraź sobie, pięć dni temu diuk Alejandro Corrinho wrócił z wyprawy zza Znanych Światów, przywożąc króla pewnego systemu… i aktualnie przechodzi kwarantannę na B2. Twoi przyjaciele pytają, czy zechcesz się z nim spotkać…  




Komentuj (0)



FORUM

[Księga gości]

WSTĘP

Postacie

Aida
Alejandro Corrinho Dulcinea
Alexander Wolverton
Andrew Hakkonen
Askar Al-Allaw
Azim
Fatima Al-Malik
Leila Al-Allaw
Manuel Trinidad Li Halan
Moebius
Seth
Varia
Vasil
Vlad Al-Allaw
Volrath "Trzy Pazury"

Hazackiego pierdoły gawędy

Matka Wojna
Wiara, nadzieja, miłość
Baronet w Zalotach

Chronologia

5003 (22.06.07)
5002 (21.08.06)
5001 (09.08.05)
5000 (29.01.05)
4999
4998
Czasy prekampanijne (10.12.05)

Kroniki Leili (27.03.05)
Listy (21.05.06)

Raporty Specjalne

Kfiatki z sesji (22.06.07)

Handouty

Download

Mapa Cesarstwa (duża)
Błogosławiony Allaw
Dar Ikony
Piękna Callista
Historia rodu Corrinho
Genealogia Alejandro Corrinho Dulcinea
Tabele GSowe

Galerie

GALERIA MATKI MONIKI
Kalendarz z Azimem na 5002
Kalendarz z Owieczką na 5002
Załoga Allawa
Prawdziwa twarz Askara
Sora Tenema LiHalan - Autoportret
Grunsh - by Monika
Prawdziwa twarz Niedzielnych
Prawdziwa twarz Drejkowych
Alejandro ręką Fatimy nakreślon
Varia i Ewa by Fatima
Askar i jego fanka by Fatima

Zaprzyjaznione blogi

GSowe

Blog Askara

RPGowe

Sekretne Zwoje Pani Noriko z rodu Isawa
Blog DeadLands by Cathia
Blog DeadLands by Ramel
Blog Rippers
Blog Maga "Rozbita Rzeczywistość"
Blog Wampirzy Yaviego

Sznureczki

Nasza strona GS
Forum Moorholda
Bufor Sathra


ownlog.com

2019
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń