Menu :


Link :: 25.02.2007 :: 12:30
8 maja – 1 czerwca 5003

Afera na Keth-Kordeth

Sesja Inkiego


BY LEILA

Przylatuję na BII, by oddać ostatnie materiały i raporty dotyczące Demeter oraz rozejrzeć się za ludźmi, których mogłabym zatrudnić na moich nowych ziemiach. Kilka dni w stolicy. Nikogo znajomego na planecie nie ma, więc zajmuję się głównie czytaniem. Telegram. Moja niania zwykła mawiać, że zazwyczaj przynoszą one złe wiadomości. Nie myliła się, jak widać – informacja jest krótka. Prośba o jak najszybszy przyjazd na Keth-Kordeth i pomoc. Podpisane – Diego. Co się stało? Zaraz włącza się myślenie „czy to pułapka?” Przekonamy się o tym na miejscu. Bez wahania wsiadam na pierwszy liniowiec.
Podróż upływa bez większych kłopotów. Tylko muszą im trochę szwankować bufory sathry, bo podczas skoku znów miałam mały „przeskok” pomiędzy rzeczywistościami. W wizji byłam dowódcą okrętu. Właśnie rozwaliliśmy - po dość ciężkiej batalii - sporą symbioncką jednostkę. Jest też mapa Znanych Światów – albo dokładniej – fragment. Zapamiętać. Nie podoba mi się znaczek symbiontów figurujący przy Istakhr. Takoż nie podoba mi się hawkwoodzki Aylon. Derajas – znak Anubisa, zatem Lord Szakal niech go pokręci. Yathrib? – obok niego wariacja na temat znaku Kościoła Wszechświatowego. Czyżby Teokracja? Langwedocja?

Wysyłam informacje najpierw do Alejandro, ale nie ma go na planecie. Azima tym bardziej nie spodziewam się zastać. O – a to niespodzianka! Jest! Gdzieś w głębi mojej duszy coś podśpiewuje „zobaczę go, zobaczę” a obok drugi głos dopowiada chłodno „nie rozczaruj się”. Heh, mam nadzieję, że nie będę dla niego kłopotem, ale przecież sam mnie kiedyś zapraszał nawet. Ech, stare czasy. Nie, żeby wtedy wiele się wydarzyło.

W kosmoporcie czeka na mnie skoczek. To miłe z jego strony, chociaż przyznaję, że po cichu liczyłam, iż sam przyjedzie. W końcu ja bym tak zrobiła, gdyby przylatywał do mnie nie widziany od ośmiu miesięcy przyjaciel. Przypominam sobie Alejandro, który (choć prosiłam ludzi z jego pałacu, by mu nie mówili) powitał mnie w kosmoporcie o 4tej nad ranem. Dodać należy, że był wtedy ranny. Niby wielu się śmieje z Hazatów, ale trzeba oddać honor Alejandro – nikt poza nim nie starał się traktować mnie jak damę (och, miał kilka wpadek, ale chodzi o ogólne wrażenie). Tak, nawet ja czasami lubię się poczuć w ten sposób. Wpadam w dość smętny nastrój, choć tłumaczę to sobie jakoś – nawet sam Azim mi mówił, że oczekuję od ludzi zbyt wiele. Dolatujemy. Azim czeka przed pałacem. Witamy się – on jak zwykle powściągliwy, ponadto chwilami zachowuje się nieco dziwnie.

Zostaję zaproszona na obiad. Nie wiedziałam, że tak trudno będzie mi sklecić te kilka zdań. Sztampowe słowa – co u Ciebie? Odpowiada dość mętnie, że był na Rimpoche, gdzie brał udział w wykopaliskach. Skądinąd wiem, że interesuje się archeologią. Niepokoi mnie jego nerwowy, rozbiegany wzrok, który chwilami wydaje się zupełnie nieobecny. Jakby znajdował się gdzieś daleko stąd. Ja opowiadam mu więcej niż było w materiałach, które mu zostawiłam oraz o Demeter i daję klucz do tego systemu. Oczywiście wszelkie zdobyte przeze mnie dane udostępnię. Dopytuję się, co jeszcze nowego i Azim chwali się swoim ostatnim osiągnięciem. Tak, to naprawdę wielka rzecz... niemniej... nie powiem ci tego przecież... ale uważam – tak na swój zdrowy rozsądek, że... nie wyszło ci to na zdrowie. Przyznam też szczerze (tylko w myślach), iż nieco się martwię. Pytam się go o nadchodzącą wojnę, co planuje zrobić. Przypominam także, jak powiedział mi, że jednym z głównych powodów, dla których stanął po naszej stronie jest fakt, iż nie używa ona demonów ani cieni i pytam, jak to się ma do Anubisa. „Byłem nawet podczas zawierania układu. Anubis.... hmmm, nie wydawał mi się okrutny”. Nie wydawał mu się okrutny. Świetnie. Znakomicie. Wprost uroczo.

Wspominam o przyczynie mojego pobytu tutaj. Azim na wzmiankę o Diego ożywia się. Sięga po laptop i wyświetla dane. Okazuje się, że kilkanaście dni temu miała miejsce katastrofa budowlana. Podczas uroczystego otwarcia nowej fabryki broni zawalił się strop. Zginęło kilkanaście osób, wielu zostało rannych w tym gubernator Richard Hawkwood. Śledztwo wykazało, że przyczyną wypadku były zaniedbania podczas budowy, a konkretniej „oszczędzanie” na materiałach. Aresztowano ekipę architektów odpowiedzialnych za całe przedsięwzięcie – w tym Diega. Proces ma się odbyć 18 V i w świetle zgromadzonych dowodów oraz z braku „pleców” wszyscy czworo zostaną skazani na śmierć. Wyrok najprawdopodobniej zostanie wykonany następnego dnia. Zatem do egzekucji pozostało zaledwie 10 dni. Co robić?

Azim posiada dane dotyczące katastrofy. Szybko wydaje kolejne dyspozycje swoim ludziom. Poleca specjalistom sporządzić trójwymiarowy model konstrukcji oraz symulację zawalenia się sali. Każe zebrać informacje o budowie geologicznej terenu. Zleca ekspertyzy – co konkretnie mogłoby spowodować taki wypadek właśnie wtedy – drgania generowane przez włączone maszyny, ewentualne wstrząsy sejsmiczne, co jeszcze? Jako konsul rycerzy poszukujących może otworzyć i prowadzić śledztwo. Wykorzystuje swoje uprawnienia. Każe sprawdzić firmy odpowiedzialne za dostarczenie materiałów – przede wszystkim księgowość – na ile opiewają faktury, czy rzeczywiście kupiono tyle, ile należało, czy nie ma jakiś przekrętów... Chce, by udostępniono mu inwentaryzację powykonawczą. Materiały użyte do budowy – na pewno zostały jakieś resztki – do sprawdzenia. Zamierza także zorganizować przesłuchania majstrów odpowiedzialnych za bezpośrednie kierowanie ekipami budowlanymi. Znów mogę podziwiać jego analityczne, wielostronne podejście do problemu, które zawsze robiło na mnie ogromne wrażenie. Kiedy widzę, jak szybko i sprawnie zabiera się za to wszystko, czuję się spokojniejsza. Najwyraźniej moje obawy o niego były przesadzone. A może po prostu wyzwanie w postaci śledztwa na powrót nieco bardziej „ściągnęło” go w rzeczywistość.

Jedziemy też do więzienia, gdzie mogę porozmawiać z Diegiem. Wygląda, jakby postarzał się o kilka lat, odkąd go widziałam. Twierdzi, że to był jego pierwszy duży projekt i bardzo się do niego przykładał. Że wszystkim im bardzo zależało, pilnowali budowy a nawet z własnych pieniędzy opłacili dodatkowe testy. Nie przypomina sobie, by cokolwiek choćby wydawało się nie tak. Jestem przekonana, że mówi szczerze. Wszyscy oskarżeni architekci nie przyznają się do winy. Zresztą mnie samej zawalenie się budynku akurat wtedy, gdy znajdowali się tam znamienici goście wydaje się, delikatnie mówiąc, naciągane.

Wracamy do rezydencji Azima. Na dziś i tak nic więcej nie zrobimy.

Poranek. Przy śniadaniu opowiadam Azimowi o tym, co widziałam „we Wrotach”. Okazuje się, iż całkiem niedawno także przeżył podobny „przeskok”. Al-Malik włącza swojego laptopa, odszukuje folder „Wizje”, tworzy podfolder z datą i umieszcza tam sporządzoną przeze mnie mapkę. Komentujemy różnice. Na hasło Langwedocja wyraz twarzy Azima nieco się zmienia. Niechętnie przyznaje, iż taka planeta została odkryta, ale stanowi ściśle strzeżoną tajemnicę. Pytam czy to ze względu na znaczenie strategiczne i otrzymuję odpowiedź twierdzącą. Więcej Azim powiedzieć nie chce – twierdzi, iż po moich ostatnich przejściach posiadanie tego typu informacji może być dla mnie niebezpieczne. Szkoda, że mi nie ufa. Jeśli bowiem jest jakaś rzecz, w którą jeszcze wierzę; to chyba tylko to, iż nie zrobię niczego, co mogłoby mu zaszkodzić. Dotyczy to także przekazywania informacji, których wyciek mógłby być skojarzony z jego osobą.

Powoli zaczynają do nas docierać informacje o sprawie. Oprócz tego – wiadomość od Aleksieja Iwanowicza Decadosa, który chciałby spotkać się z Azimem. Zatem Aleksiej też jest tutaj. Miło będzie zobaczyć kolejną znajomą twarz. Kiedy Azim dowiaduje się, że znam decadoskiego markiza pyta, co o nim sądzę. Staram się przedstawić możliwie obiektywną ocenę.

Odwiedziny zaplanowano w porze południowej. Samo powitanie wygląda dość efektownie i odrobinę zabawnie. Aleksiej – w swoim tradycyjnym, bogatym, decadoskim stroju i jego dwukolorowe woroksy. Po przeciwnej stronie – Azim w grafitowym płaszczu, tunice i spodniach, jak zwykle poważny. Szpaler odzianych w czerń ukarów. Przez krótką chwilę obaj panowie mierzą się wzrokiem (koguciki stroszą piórka), po czym następuje powitanie i wszyscy udajemy się na obiad. Rozmowy okołoobiednie to tradycyjna szlachecka gadanina o tym, że „na BII znowu pada”. Poza tym Aleksiej przyznaje, iż zamierza inwestować na Keth i szuka wspólników. Kiedy przychodzą kolejne informacje o sprawie i Azim przeprasza nas na chwilkę Aleksiej pyta, co u mnie. Gdy opowiadam o Diego proponuje mi swojego adwokata. Bardzo mnie cieszy ta nagła propozycja, gdyż sama zamierzałam poszukać prawnika ale decadoski z pewnością będzie lepszy od miejscowych. Poza tym – cieszy mnie chęć pomocy z jego strony. Reszta obiadu upływa bez zbytnich rewelacji. Po odlocie markiza dzielimy się wrażeniami i wracamy do analizowania informacji, które zaczynają pomału przychodzić.

Przesłuchani majstrowie twierdzą, że montowali wszystko zgodnie z planami. Azim zastanawia się, czy ktoś nie podmienił planów wykonawczych, więc nakazuje porównanie tychże z planami „wyjściowymi”. Nie widać żadnych różnic w rodzaju zmienionych nieznacznie odległości. Majstrowie potwierdzają, że to właśnie z tych planów korzystali podczas budowy. Same plany są jak najbardziej poprawne. Jeśli chodzi o faktury firm wszystkie się zgadzają. Zakupiono tyle materiałów ile trzeba, nie znaleziono dowodów na to, że z placu budowy cokolwiek wywożono. Jeśli chodzi o budowę geologiczną wszystko było w porządku – żadnych terenów podmokłych, czy czegoś w tym rodzaju. Nie zarejestrowano także tego dnia żadnych wstrząsów. Jeśli chodzi o skład, materiały użyte do budowy są prawidłowe.

Dzień powoli ma się ku końcowi. Jak do tej pory dowiedzieliśmy się sporo, ale nie natrafiliśmy na nic, co byłoby przydatne na procesie. Gorączkowo zastanawiam się, co jeszcze można zrobić. Poza tym nieustannie przypominam sobie swoje własne słowa; „Keth Kordeth ... to, że się tak wyrażę „nowa” planeta, tam dopiero powstają rezydencje, pałace, kościoły, gmachy użyteczności publicznej... Moim zdaniem to świetne miejsce dla architekta.” Chciałam go chronić. Naprawdę chciałam. Myślałam, że jak znajdzie się daleko ode mnie, będzie bezpieczniejszy. A tymczasem sprowokowałam ciąg wypadków, który doprowadził do tego, że teraz czeka na wyrok śmierci... „Może jeszcze powiesz, że jesteś winna wszystkiego zła, które się dzieje na świecie?” – Azim lekko podnosi głos. „Nie wiem, może...” Dlaczego mam wrażenie, że gdziekolwiek się pojawię i z kimkolwiek się zwiążę przynoszę nieszczęście?

Dowiaduję się także, że Azim był w tamtym budynku, gdy ten zaczął się walić. Aż mi się zimno robi, jak sobie pomyślę...

Dni kolejne upływają szybko i nerwowo. Ekipa Azima przygotowuje symulacje. Najpierw złamał się jeden z ośmiu filarów podtrzymujących strop, niemal równocześnie zaczęło pękać sklepienie. Pytam, czy z powodu naprężeń powstałych po złamaniu się filaru – raczej tak. Z biura zajmującego się dochodzeniem w tej sprawie dostaliśmy informacje, że przyczyną był „niedozbrojony beton” Mianowicie „zaoszczędzono” sobie na sztabach wewnątrz trzech filarów oraz w stropie. Tylko, że przesłuchania temu przeczą. Wszyscy zgodnie twierdzą, iż montowali tyle sztab ile trzeba. Po zalaniu wszystkiego betonem nie było możliwości ich wyciągnięcia. Zaczynamy rozważać najdziwniejsze hipotezy – podmieniony materiał „udający” sztaby a potem w jakiś sposób ulegający erozji a nawet nano, które „wyjadło” metal (tu jednak Azim trzeźwo stwierdza, że to się nie opłaca). Jak to możliwe, by tyle ludzi twierdziło, iż pamięta, że montowali zbrojenia a ich tam nie było. Zniknięcie dwunastu kilkunastometrowych szyn to nie byle co. Manipulacja pamięcią czy zmysłami około stu ludzi wydaje nam się przedsięwzięciem nieopłacalnym. Zastanawiam się nad wykorzystywaniem psi w śledztwie, jednak Azim sugeruje, by na razie korzystać z tradycyjnych metod. Kolejne polecenia – szukać w ruinach jakichkolwiek śladów materiałów wybuchowych. Niech też dokładnie zbadają piwnice pod główną salą, w które „wpuszczone” były filary. Może tam ktoś coś podkładał? Pojawia się prawnik Aleksieja i z miejsca zabiera do pracy. Jednak wedle jego wiedzy, na tę chwilę nie uda się uzyskać łagodniejszego wyroku, chyba, że oskarżony zostałby uznany za niepoczytalnego. Azim zastanawia się nad uprawnieniami Diego – czy są zgodne ze standardami Keth – jeśli nie to może wtedy dałoby się „przerzucić” odpowiedzialność prawną na tych, którzy go zatrudnili, nie mając do tego podstaw.

Ponadto Azim wysyła pytanie o głośniki – czy przypadkiem nie spowodowały drgań konstrukcji. Dostajemy informację o tym, że ze śpiączki wybudzono niejakiego Michaela Norringtona – rycerza poszukującego. Lecimy do szpitala.. Po drodze z biura przychodzi wiadomość, że głośniki były w porządku a w podziemiach nic nie znaleźli. Po jakiejś pół godzinie informacja o głośnikach dociera do nas po raz drugi. Azim zawraca skoczek. Składamy wizytę w biurze i domagamy się wyjaśnień incydentu. Nadmiernie zdenerwowany pracownik tłumaczy nam, iż najwyraźniej się pomylił. Czemu jednak miałby wysyłać tę samą informację podwójnie w takim odstępie czasu? Coś tutaj nie gra. Azim chce dostać fragmenty kolumn do obejrzenia. Na razie jednak lecimy do szpitala. Michael Norrington wciąż jest w szoku pourazowym. Opowiada nam urwane sceny. Co najciekawsze, wydarzenia pamięta do momentu tuż przed otwarciem. Dokładnie opisuje gunnoka zmierzającego w stronę wstęgi z wielkimi nożycami na poduszce. I coś w rodzaju świstu powietrza za jego plecami, potem już nic. Tymczasem budynek zaczął walić się później. Być może rycerz został „zdjęty” przez zamachowców. Pytam o pozostałych ludzi znajdujących się na „stanowiskach obserwacyjnych” i w ogóle na obrzeżach sali podczas otwarcia. Okazuje się, że nikt inny spośród nich nie przeżył. W szpitalu znajdują się jeszcze dwa ciała zakonników Kalinthi. Chcemy je obejrzeć. Sekcja wykazała, iż zostali zabici przez walące się elementy konstrukcyjne, jednak Azimowi nie zgadzają się kąty z opisanym położeniem ciał. Dokładne oględziny sugerują, że prawdziwą przyczyną zgonu mógł być psychoniczny atak – coś na kształt eksplozji wewnątrz klatki piersiowej denata. Czy możemy zobaczyć pozostałych? Niestety – okazuje się, że Kalinthi wyjątkowo zostali dłużej, gdyż Kościół zlecił wymontowanie im wszczepów-artefaktów. Reszta została już pogrzebana. Szkoda, bo to, co wiemy do tej pory nie wystarczy, by przekonać sędziów o zamachu terrorystycznym. Mało, wciąż mało. Kolejna noc na prochach – inaczej bym nie zasnęła a muszę rano trzeźwo myśleć. Co, jeśli się nie uda? Przez głowę przebiegają mi myśli o jakiś rozpaczliwych akcjach ale mam wrażenie, iż są one z góry skazane na niepowodzenie. Ponadto szybko by mnie wytropili - to akurat mnie nadmiernie nie martwi, niemniej – przecież jestem gościem Azima i on by miał kłopoty. Coraz bliżej do dnia procesu.

Biuro śledcze odmawia przekazania nam zdjęć bądź fragmentów kolumn. Zasłaniają się prawem patentowym. Adwokat twierdzi, iż mają do tego prawo. To, że wcześniej przekazano nam plany architektoniczne i informacje daleko dokładniejsze niż konstrukcja zbrojeń betonu nie ma tutaj znaczenia. Oczywiście Azim może wysłać odpowiednie papiery. Co też czyni. Tyle, że to wszystko zajmuje czas a proces już pojutrze. Oni mogą się bawić w procedury, w przesyłanie tam i z powrotem kolejnych notek i podań. My nie. Żeby było ciekawiej „azimowi” architekci twierdzą, iż nawet bez tych zbrojeń konstrukcja powinna wytrzymać. Azim wysyła swoich ludzi z dokumentami i nakazem siedzenia w biurze, aż nie dostaną materiałów do rąk. Próbuję oglądać zdjęcia z katastrofy, ale na żadnym z dostępnych nie uchwycono przekroju kolumny. Tymczasem adwokat prosi nas o rozmowę – chodzi o zatrzymanie decadoskiego szefa firmy dostarczającej materiały budowlane. Proponuje omówienie tej sprawy z Aleksiejem. Decadoski markiz przylatuje. Rozmawiamy o śledztwie. Aleksiej kontaktuje się ze swoimi i... dostarcza nam satelitarne zdjęcia wysokiej rozdzielczości z rumowiska. Co na nich widać? Ano to, że wszystkie filary wyglądają tak, jak powinny. Żadnych braków. Co więcej – właśnie wszystko to jest pakowane na ciężarówki i wywożone. Dalej wydarzenia toczą się błyskawicznie. Azim momentalnie wysyła oddział ukarów, by zatrzymali ciężarówki. Druga ekipa wyrusza aresztować członków biura. My również udajemy do Richmond. Po drodze Azim dostaje wiadomość – wybuch w nie ukończonej jeszcze, tajnej (już nie) placówce Rycerzy Poszukujących. Konsul RP prosi Al-Malika o pomoc. Nie było tam nic cennego – moim zdaniem to zasłona dymna. Azim obiecuje przylecieć później. Jeszcze czeka nas rozmowa w prokuraturze w sprawie Decadosa – idziemy tam we trójkę. Jakoś dziwnie mnie tu traktują... z nadmierną uprzejmością... Mam niemiłe wrażenie, że to odkąd w szpitalu nieopatrznie w rozmowie z Azimem wypsknęło mi się „Rychu” o gubernatorze... to chyba dlatego, że Alejandro tak czasami mówił... ordynator najwyraźniej podsłuchał, wywnioskował z tego, iż Hawkwoodem łączy mnie jakaś zażyłość i rozplotkował komu mógł... Echhh... Tja... Zdjęcia ze Święta Wina z Alejandro, zdjęcia z Azimem , teraz Richard. Proponuję tytuł: „Leila Al-Malik (domniemana) przechodnia kochanka Bohaterów z Keth-Kordeth”.

Ciężarówki zatrzymano. Biuro przejęte. Nie udało się tylko dopaść szefa – niejakiego Xaviera Bann’a. Nareszcie mogę odetchnąć z ulgą. Mamy dowody na to, że architekci są niewinni. Nie będzie egzekucji. Z błogiego odprężenia wyrywa mnie dźwięk komunikatora. To ukarowie. Pomieszczenie, które zostało sprawdzone teraz jest zamknięte i zabarykadowane od wewnątrz. Oczywiście ukarowie będą się dobijać. Tyle tylko, że nie wiemy, jak bardzo zdesperowany jest ten, kto się tam zamknął. Co, jeśli teraz uzbraja ładunki? Azim sugeruje wpuszczenie tam gazu. Ja jednak obawiam się tego, że terrorysta może teraz np. ściskać w ręce detonator i jak straci przytomność wszystko wyleci w powietrze. Proponuję, że przelecę się tam i sprawdzę. Azim się zgadza.

Przenikanie przez ściany jest bardzo wygodne. I już jestem w pomieszczeniu. Teraz poszukamy... Jest – tajny korytarz, lekko schodzący w dół. Na jego końcu mały pokój a w nim nasza zguba – Xavier. Właśnie rozłożył sobie matę, ustawił na niej świeczuszki i zaczyna coś mamrotać. Nie zamierzam przekonać się, co takiego Xavier planuje uczynić. Zwłaszcza, że coś go zaalarmowało. O nie, ptaszku. Niewidzialne ramiona wykręcają ręce Xaviera. Szamocze się tyleż rozpaczliwie, co bezskutecznie. A teraz grzecznie wrócimy do gabinetu. Dla pewności jeszcze łapię go za włosy i ciągnę od góry. Tak, to powinno utrudnić ci koncentrację. Otwieramy tajne przejście. Moc dookoła nas jakby gęstnieje, gdy znajdujemy się w zabarykadowanym pomieszczeniu. Odwalam meble, otwieram drzwi i wyprowadzam Xaviera prosto na czekających ukarów, którzy fachowo pozbawiają go przytomności.

Wracam „do siebie”. Tym razem wszyscy cieleśnie udajemy się na miejsce. Azim wzywa eskatoników, by zabezpieczyli jeńca oraz znajdujące się w tajnym pomieszczeniu księgi. Zanim kościelni przylecą, ukarowie mają wszystko poskanować. Mnie to specjalnie nie obchodzi, ja się zajmuję poważną nauką.
Z pobliskiego klasztoru przysłali dwie eskatoniczki. Strasznie młode dziewczyny, ale obdarzone mocą. Mam nadzieję, że umieją dość. Zabezpieczają teren, pomogą też przy przesłuchaniu delikwenta. Aha – zanim go obudzono, mogliśmy go sobie obejrzeć. Mało inteligentnie koleś wytatuował sobie na plecach znak jednego z większych antynomistycznych ugrupowań i czarną gwiazdkę na dodatek.

O obudzili go. „Moja pani mnie wyzwoli”. Następny. Biedny głupiec. Antynomista wlepia wściekły wzrok w Azima. Potem we mnie. Hej, siostrzyczki, jak się staracie, skoro on może w tym stanie używać mocy? Cokolwiek to jest odbijam to bez trudu. Co ty sobie w ogóle myślisz, pionku? Silniejsi od ciebie próbowali i nie udało im się. Poza tym – Diego będzie żył i ot jest najważniejsze. A ja siedzę teraz obok mojego mistrza. Nic mi nie możesz zrobić, żałosny człowieczku. Może wreszcie zaczniesz sypać. Nie? Wielka szkoda. „Moja pani...” Wiesz co, jesteście nudni. O cho... znowu wyczuwam jakąś siłę i chyba nie pochodzi ona od Xaviera. Aleksiej też używa mocy i tamto coś słabnie. Nie na tyle jednak, by nie wykonać swojego zadania. Bann jest martwy.

Proces odbywa się i nawet Azim bierze w nim udział. Oczywiście zarzuty przeciw architektom oddalono. Ciało Bann’a Azim zatrzymuje – chce zrobić urodzinowy prezent Manuelowi (tfu, ja bym nie chciała dostać trupa na urodziny). Kolejne dni mijają spokojnie. Dokończenie śledztwa w sprawie katastrofy oraz drugiego dotyczącego wybuchu w placówce RP (istotnie była to zasłona dymna). Do pałacu Azima przylatuje Diego. Nie zastaje gospodarza, spotyka się więc tylko ze mną. Dziękuje mi za przyjazd i pomoc, na co odpowiadam, że powinien być wdzięczny przede wszystkim Azimowi i Aleksiejowi. Poza tym mówi, że wiele sobie przemyślał i pobyt nieledwie w celi śmierci zmienił jego stosunek do życia. Na pytanie „co dalej” odpowiada, że zamierza pozostać na Keth, gdyż jego umowa o pracę nadal jest ważna (no ja bym się chyba zraziła). W najbliższej przyszłości zaś udaje się na wakacje podleczyć zszargane nerwy. Dostaję od niego prezent – portret. Diego prosi mnie też o przekazanie dwóch pakunków – najpewniej również obrazów. Co też czynię, choć na jego miejscu poczekałabym przynajmniej do wieczora, by podziękować Azimowi, w końcu dzięki niemu żyje. Ale... Kontaktuję się z Aleksiejem, który proponuje spotkanie się w restauracji. Głupio się czuję, bo to strasznie droga restauracja, a ja nie lubię, jak ktoś na mnie wydaje pieniądze, ale pociesza mnie wrażenie, że woroksiański ochroniarz Aleksieja pożera z pięć razy tyle, co ja. Kilka dni później u gubernatora jest bal, na który zostaję zaproszona. Mam tylko nadzieję, że plotki nie zdążyły dotrzeć do Richarda. Uffff, chyba nie.

Teraz nareszcie mogę odpocząć (i poćwiczyć psi). Cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło. Jestem ogromnie wdzięczna Azimowi i Aleksiejowi. Dostałam też nauczkę, co jest ważniejsze – nie wylewność i okazywana troska, ale to, że jak potrzebujesz pomocy, to ją otrzymasz.


Przylatuję na BII, by oddać ostatnie materiały i raporty dotyczące Demeter oraz rozejrzeć się za ludźmi, których mogłabym zatrudnić na moich nowych ziemiach. Kilka dni w stolicy. Nikogo znajomego na planecie nie ma, więc zajmuję się głównie czytaniem. Telegram. Moja niania zwykła mawiać, że zazwyczaj przynoszą one złe wiadomości. Nie myliła się, jak widać – informacja jest krótka. Prośba o jak najszybszy przyjazd na Keth-Kordeth i pomoc. Podpisane – Diego. Co się stało? Zaraz włącza się myślenie „czy to pułapka?” Przekonamy się o tym na miejscu. Bez wahania wsiadam na pierwszy liniowiec.
Podróż upływa bez większych kłopotów. Tylko muszą im trochę szwankować bufory sathry, bo podczas skoku znów miałam mały „przeskok” pomiędzy rzeczywistościami. W wizji byłam dowódcą okrętu. Właśnie rozwaliliśmy - po dość ciężkiej batalii - sporą symbioncką jednostkę. Jest też mapa Znanych Światów – albo dokładniej – fragment. Zapamiętać. Nie podoba mi się znaczek symbiontów figurujący przy Istakhr. Takoż nie podoba mi się hawkwoodzki Aylon. Derajas – znak Anubisa, zatem Lord Szakal niech go pokręci. Yathrib? – obok niego wariacja na temat znaku Kościoła Wszechświatowego. Czyżby Teokracja? Langwedocja?

Wysyłam informacje najpierw do Alejandro, ale nie ma go na planecie. Azima tym bardziej nie spodziewam się zastać. O – a to niespodzianka! Jest! Gdzieś w głębi mojej duszy coś podśpiewuje „zobaczę go, zobaczę” a obok drugi głos dopowiada chłodno „nie rozczaruj się”. Heh, mam nadzieję, że nie będę dla niego kłopotem, ale przecież sam mnie kiedyś zapraszał nawet. Ech, stare czasy. Nie, żeby wtedy wiele się wydarzyło.

W kosmoporcie czeka na mnie skoczek. To miłe z jego strony, chociaż przyznaję, że po cichu liczyłam, iż sam przyjedzie. W końcu ja bym tak zrobiła, gdyby przylatywał do mnie nie widziany od ośmiu miesięcy przyjaciel. Przypominam sobie Alejandro, który (choć prosiłam ludzi z jego pałacu, by mu nie mówili) powitał mnie w kosmoporcie o 4tej nad ranem. Dodać należy, że był wtedy ranny. Niby wielu się śmieje z Hazatów, ale trzeba oddać honor Alejandro – nikt poza nim nie starał się traktować mnie jak damę (och, miał kilka wpadek, ale chodzi o ogólne wrażenie). Tak, nawet ja czasami lubię się poczuć w ten sposób. Wpadam w dość smętny nastrój, choć tłumaczę to sobie jakoś – nawet sam Azim mi mówił, że oczekuję od ludzi zbyt wiele. Dolatujemy. Azim czeka przed pałacem. Witamy się – on jak zwykle powściągliwy, ponadto chwilami zachowuje się nieco dziwnie.

Zostaję zaproszona na obiad. Nie wiedziałam, że tak trudno będzie mi sklecić te kilka zdań. Sztampowe słowa – co u Ciebie? Odpowiada dość mętnie, że był na Rimpoche, gdzie brał udział w wykopaliskach. Skądinąd wiem, że interesuje się archeologią. Niepokoi mnie jego nerwowy, rozbiegany wzrok, który chwilami wydaje się zupełnie nieobecny. Jakby znajdował się gdzieś daleko stąd. Ja opowiadam mu więcej niż było w materiałach, które mu zostawiłam oraz o Demeter i daję klucz do tego systemu. Oczywiście wszelkie zdobyte przeze mnie dane udostępnię. Dopytuję się, co jeszcze nowego i Azim chwali się swoim ostatnim osiągnięciem. Tak, to naprawdę wielka rzecz... niemniej... nie powiem ci tego przecież... ale uważam – tak na swój zdrowy rozsądek, że... nie wyszło ci to na zdrowie. Przyznam też szczerze (tylko w myślach), iż nieco się martwię. Pytam się go o nadchodzącą wojnę, co planuje zrobić. Przypominam także, jak powiedział mi, że jednym z głównych powodów, dla których stanął po naszej stronie jest fakt, iż nie używa ona demonów ani cieni i pytam, jak to się ma do Anubisa. „Byłem nawet podczas zawierania układu. Anubis.... hmmm, nie wydawał mi się okrutny”. Nie wydawał mu się okrutny. Świetnie. Znakomicie. Wprost uroczo.

Wspominam o przyczynie mojego pobytu tutaj. Azim na wzmiankę o Diego ożywia się. Sięga po laptop i wyświetla dane. Okazuje się, że kilkanaście dni temu miała miejsce katastrofa budowlana. Podczas uroczystego otwarcia nowej fabryki broni zawalił się strop. Zginęło kilkanaście osób, wielu zostało rannych w tym gubernator Richard Hawkwood. Śledztwo wykazało, że przyczyną wypadku były zaniedbania podczas budowy, a konkretniej „oszczędzanie” na materiałach. Aresztowano ekipę architektów odpowiedzialnych za całe przedsięwzięcie – w tym Diega. Proces ma się odbyć 18 V i w świetle zgromadzonych dowodów oraz z braku „pleców” wszyscy czworo zostaną skazani na śmierć. Wyrok najprawdopodobniej zostanie wykonany następnego dnia. Zatem do egzekucji pozostało zaledwie 10 dni. Co robić?

Azim posiada dane dotyczące katastrofy. Szybko wydaje kolejne dyspozycje swoim ludziom. Poleca specjalistom sporządzić trójwymiarowy model konstrukcji oraz symulację zawalenia się sali. Każe zebrać informacje o budowie geologicznej terenu. Zleca ekspertyzy – co konkretnie mogłoby spowodować taki wypadek właśnie wtedy – drgania generowane przez włączone maszyny, ewentualne wstrząsy sejsmiczne, co jeszcze? Jako konsul rycerzy poszukujących może otworzyć i prowadzić śledztwo. Wykorzystuje swoje uprawnienia. Każe sprawdzić firmy odpowiedzialne za dostarczenie materiałów – przede wszystkim księgowość – na ile opiewają faktury, czy rzeczywiście kupiono tyle, ile należało, czy nie ma jakiś przekrętów... Chce, by udostępniono mu inwentaryzację powykonawczą. Materiały użyte do budowy – na pewno zostały jakieś resztki – do sprawdzenia. Zamierza także zorganizować przesłuchania majstrów odpowiedzialnych za bezpośrednie kierowanie ekipami budowlanymi. Znów mogę podziwiać jego analityczne, wielostronne podejście do problemu, które zawsze robiło na mnie ogromne wrażenie. Kiedy widzę, jak szybko i sprawnie zabiera się za to wszystko, czuję się spokojniejsza. Najwyraźniej moje obawy o niego były przesadzone. A może po prostu wyzwanie w postaci śledztwa na powrót nieco bardziej „ściągnęło” go w rzeczywistość.

Jedziemy też do więzienia, gdzie mogę porozmawiać z Diegiem. Wygląda, jakby postarzał się o kilka lat, odkąd go widziałam. Twierdzi, że to był jego pierwszy duży projekt i bardzo się do niego przykładał. Że wszystkim im bardzo zależało, pilnowali budowy a nawet z własnych pieniędzy opłacili dodatkowe testy. Nie przypomina sobie, by cokolwiek choćby wydawało się nie tak. Jestem przekonana, że mówi szczerze. Wszyscy oskarżeni architekci nie przyznają się do winy. Zresztą mnie samej zawalenie się budynku akurat wtedy, gdy znajdowali się tam znamienici goście wydaje się, delikatnie mówiąc, naciągane.

Wracamy do rezydencji Azima. Na dziś i tak nic więcej nie zrobimy.

Poranek. Przy śniadaniu opowiadam Azimowi o tym, co widziałam „we Wrotach”. Okazuje się, iż całkiem niedawno także przeżył podobny „przeskok”. Al-Malik włącza swojego laptopa, odszukuje folder „Wizje”, tworzy podfolder z datą i umieszcza tam sporządzoną przeze mnie mapkę. Komentujemy różnice. Na hasło Langwedocja wyraz twarzy Azima nieco się zmienia. Niechętnie przyznaje, iż taka planeta została odkryta, ale stanowi ściśle strzeżoną tajemnicę. Pytam czy to ze względu na znaczenie strategiczne i otrzymuję odpowiedź twierdzącą. Więcej Azim powiedzieć nie chce – twierdzi, iż po moich ostatnich przejściach posiadanie tego typu informacji może być dla mnie niebezpieczne. Szkoda, że mi nie ufa. Jeśli bowiem jest jakaś rzecz, w którą jeszcze wierzę; to chyba tylko to, iż nie zrobię niczego, co mogłoby mu zaszkodzić. Dotyczy to także przekazywania informacji, których wyciek mógłby być skojarzony z jego osobą.

Powoli zaczynają do nas docierać informacje o sprawie. Oprócz tego – wiadomość od Aleksieja Iwanowicza Decadosa, który chciałby spotkać się z Azimem. Zatem Aleksiej też jest tutaj. Miło będzie zobaczyć kolejną znajomą twarz. Kiedy Azim dowiaduje się, że znam decadoskiego markiza pyta, co o nim sądzę. Staram się przedstawić możliwie obiektywną ocenę.

Odwiedziny zaplanowano w porze południowej. Samo powitanie wygląda dość efektownie i odrobinę zabawnie. Aleksiej – w swoim tradycyjnym, bogatym, decadoskim stroju i jego dwukolorowe woroksy. Po przeciwnej stronie – Azim w grafitowym płaszczu, tunice i spodniach, jak zwykle poważny. Szpaler odzianych w czerń ukarów. Przez krótką chwilę obaj panowie mierzą się wzrokiem (koguciki stroszą piórka), po czym następuje powitanie i wszyscy udajemy się na obiad. Rozmowy okołoobiednie to tradycyjna szlachecka gadanina o tym, że „na BII znowu pada”. Poza tym Aleksiej przyznaje, iż zamierza inwestować na Keth i szuka wspólników. Kiedy przychodzą kolejne informacje o sprawie i Azim przeprasza nas na chwilkę Aleksiej pyta, co u mnie. Gdy opowiadam o Diego proponuje mi swojego adwokata. Bardzo mnie cieszy ta nagła propozycja, gdyż sama zamierzałam poszukać prawnika ale decadoski z pewnością będzie lepszy od miejscowych. Poza tym – cieszy mnie chęć pomocy z jego strony. Reszta obiadu upływa bez zbytnich rewelacji. Po odlocie markiza dzielimy się wrażeniami i wracamy do analizowania informacji, które zaczynają pomału przychodzić.

Przesłuchani majstrowie twierdzą, że montowali wszystko zgodnie z planami. Azim zastanawia się, czy ktoś nie podmienił planów wykonawczych, więc nakazuje porównanie tychże z planami „wyjściowymi”. Nie widać żadnych różnic w rodzaju zmienionych nieznacznie odległości. Majstrowie potwierdzają, że to właśnie z tych planów korzystali podczas budowy. Same plany są jak najbardziej poprawne. Jeśli chodzi o faktury firm wszystkie się zgadzają. Zakupiono tyle materiałów ile trzeba, nie znaleziono dowodów na to, że z placu budowy cokolwiek wywożono. Jeśli chodzi o budowę geologiczną wszystko było w porządku – żadnych terenów podmokłych, czy czegoś w tym rodzaju. Nie zarejestrowano także tego dnia żadnych wstrząsów. Jeśli chodzi o skład, materiały użyte do budowy są prawidłowe.

Dzień powoli ma się ku końcowi. Jak do tej pory dowiedzieliśmy się sporo, ale nie natrafiliśmy na nic, co byłoby przydatne na procesie. Gorączkowo zastanawiam się, co jeszcze można zrobić. Poza tym nieustannie przypominam sobie swoje własne słowa; „Keth Kordeth ... to, że się tak wyrażę „nowa” planeta, tam dopiero powstają rezydencje, pałace, kościoły, gmachy użyteczności publicznej... Moim zdaniem to świetne miejsce dla architekta.” Chciałam go chronić. Naprawdę chciałam. Myślałam, że jak znajdzie się daleko ode mnie, będzie bezpieczniejszy. A tymczasem sprowokowałam ciąg wypadków, który doprowadził do tego, że teraz czeka na wyrok śmierci... „Może jeszcze powiesz, że jesteś winna wszystkiego zła, które się dzieje na świecie?” – Azim lekko podnosi głos. „Nie wiem, może...” Dlaczego mam wrażenie, że gdziekolwiek się pojawię i z kimkolwiek się zwiążę przynoszę nieszczęście?

Dowiaduję się także, że Azim był w tamtym budynku, gdy ten zaczął się walić. Aż mi się zimno robi, jak sobie pomyślę...

Dni kolejne upływają szybko i nerwowo. Ekipa Azima przygotowuje symulacje. Najpierw złamał się jeden z ośmiu filarów podtrzymujących strop, niemal równocześnie zaczęło pękać sklepienie. Pytam, czy z powodu naprężeń powstałych po złamaniu się filaru – raczej tak. Z biura zajmującego się dochodzeniem w tej sprawie dostaliśmy informacje, że przyczyną był „niedozbrojony beton” Mianowicie „zaoszczędzono” sobie na sztabach wewnątrz trzech filarów oraz w stropie. Tylko, że przesłuchania temu przeczą. Wszyscy zgodnie twierdzą, iż montowali tyle sztab ile trzeba. Po zalaniu wszystkiego betonem nie było możliwości ich wyciągnięcia. Zaczynamy rozważać najdziwniejsze hipotezy – podmieniony materiał „udający” sztaby a potem w jakiś sposób ulegający erozji a nawet nano, które „wyjadło” metal (tu jednak Azim trzeźwo stwierdza, że to się nie opłaca). Jak to możliwe, by tyle ludzi twierdziło, iż pamięta, że montowali zbrojenia a ich tam nie było. Zniknięcie dwunastu kilkunastometrowych szyn to nie byle co. Manipulacja pamięcią czy zmysłami około stu ludzi wydaje nam się przedsięwzięciem nieopłacalnym. Zastanawiam się nad wykorzystywaniem psi w śledztwie, jednak Azim sugeruje, by na razie korzystać z tradycyjnych metod. Kolejne polecenia – szukać w ruinach jakichkolwiek śladów materiałów wybuchowych. Niech też dokładnie zbadają piwnice pod główną salą, w które „wpuszczone” były filary. Może tam ktoś coś podkładał? Pojawia się prawnik Aleksieja i z miejsca zabiera do pracy. Jednak wedle jego wiedzy, na tę chwilę nie uda się uzyskać łagodniejszego wyroku, chyba, że oskarżony zostałby uznany za niepoczytalnego. Azim zastanawia się nad uprawnieniami Diego – czy są zgodne ze standardami Keth – jeśli nie to może wtedy dałoby się „przerzucić” odpowiedzialność prawną na tych, którzy go zatrudnili, nie mając do tego podstaw.

Ponadto Azim wysyła pytanie o głośniki – czy przypadkiem nie spowodowały drgań konstrukcji. Dostajemy informację o tym, że ze śpiączki wybudzono niejakiego Michaela Norringtona – rycerza poszukującego. Lecimy do szpitala.. Po drodze z biura przychodzi wiadomość, że głośniki były w porządku a w podziemiach nic nie znaleźli. Po jakiejś pół godzinie informacja o głośnikach dociera do nas po raz drugi. Azim zawraca skoczek. Składamy wizytę w biurze i domagamy się wyjaśnień incydentu. Nadmiernie zdenerwowany pracownik tłumaczy nam, iż najwyraźniej się pomylił. Czemu jednak miałby wysyłać tę samą informację podwójnie w takim odstępie czasu? Coś tutaj nie gra. Azim chce dostać fragmenty kolumn do obejrzenia. Na razie jednak lecimy do szpitala. Michael Norrington wciąż jest w szoku pourazowym. Opowiada nam urwane sceny. Co najciekawsze, wydarzenia pamięta do momentu tuż przed otwarciem. Dokładnie opisuje gunnoka zmierzającego w stronę wstęgi z wielkimi nożycami na poduszce. I coś w rodzaju świstu powietrza za jego plecami, potem już nic. Tymczasem budynek zaczął walić się później. Być może rycerz został „zdjęty” przez zamachowców. Pytam o pozostałych ludzi znajdujących się na „stanowiskach obserwacyjnych” i w ogóle na obrzeżach sali podczas otwarcia. Okazuje się, że nikt inny spośród nich nie przeżył. W szpitalu znajdują się jeszcze dwa ciała zakonników Kalinthi. Chcemy je obejrzeć. Sekcja wykazała, iż zostali zabici przez walące się elementy konstrukcyjne, jednak Azimowi nie zgadzają się kąty z opisanym położeniem ciał. Dokładne oględziny sugerują, że prawdziwą przyczyną zgonu mógł być psychoniczny atak – coś na kształt eksplozji wewnątrz klatki piersiowej denata. Czy możemy zobaczyć pozostałych? Niestety – okazuje się, że Kalinthi wyjątkowo zostali dłużej, gdyż Kościół zlecił wymontowanie im wszczepów-artefaktów. Reszta została już pogrzebana. Szkoda, bo to, co wiemy do tej pory nie wystarczy, by przekonać sędziów o zamachu terrorystycznym. Mało, wciąż mało. Kolejna noc na prochach – inaczej bym nie zasnęła a muszę rano trzeźwo myśleć. Co, jeśli się nie uda? Przez głowę przebiegają mi myśli o jakiś rozpaczliwych akcjach ale mam wrażenie, iż są one z góry skazane na niepowodzenie. Ponadto szybko by mnie wytropili - to akurat mnie nadmiernie nie martwi, niemniej – przecież jestem gościem Azima i on by miał kłopoty. Coraz bliżej do dnia procesu.

Biuro śledcze odmawia przekazania nam zdjęć bądź fragmentów kolumn. Zasłaniają się prawem patentowym. Adwokat twierdzi, iż mają do tego prawo. To, że wcześniej przekazano nam plany architektoniczne i informacje daleko dokładniejsze niż konstrukcja zbrojeń betonu nie ma tutaj znaczenia. Oczywiście Azim może wysłać odpowiednie papiery. Co też czyni. Tyle, że to wszystko zajmuje czas a proces już pojutrze. Oni mogą się bawić w procedury, w przesyłanie tam i z powrotem kolejnych notek i podań. My nie. Żeby było ciekawiej „azimowi” architekci twierdzą, iż nawet bez tych zbrojeń konstrukcja powinna wytrzymać. Azim wysyła swoich ludzi z dokumentami i nakazem siedzenia w biurze, aż nie dostaną materiałów do rąk. Próbuję oglądać zdjęcia z katastrofy, ale na żadnym z dostępnych nie uchwycono przekroju kolumny. Tymczasem adwokat prosi nas o rozmowę – chodzi o zatrzymanie decadoskiego szefa firmy dostarczającej materiały budowlane. Proponuje omówienie tej sprawy z Aleksiejem. Decadoski markiz przylatuje. Rozmawiamy o śledztwie. Aleksiej kontaktuje się ze swoimi i... dostarcza nam satelitarne zdjęcia wysokiej rozdzielczości z rumowiska. Co na nich widać? Ano to, że wszystkie filary wyglądają tak, jak powinny. Żadnych braków. Co więcej – właśnie wszystko to jest pakowane na ciężarówki i wywożone. Dalej wydarzenia toczą się błyskawicznie. Azim momentalnie wysyła oddział ukarów, by zatrzymali ciężarówki. Druga ekipa wyrusza aresztować członków biura. My również udajemy do Richmond. Po drodze Azim dostaje wiadomość – wybuch w nie ukończonej jeszcze, tajnej (już nie) placówce Rycerzy Poszukujących. Konsul RP prosi Al-Malika o pomoc. Nie było tam nic cennego – moim zdaniem to zasłona dymna. Azim obiecuje przylecieć później. Jeszcze czeka nas rozmowa w prokuraturze w sprawie Decadosa – idziemy tam we trójkę. Jakoś dziwnie mnie tu traktują... z nadmierną uprzejmością... Mam niemiłe wrażenie, że to odkąd w szpitalu nieopatrznie w rozmowie z Azimem wypsknęło mi się „Rychu” o gubernatorze... to chyba dlatego, że Alejandro tak czasami mówił... ordynator najwyraźniej podsłuchał, wywnioskował z tego, iż Hawkwoodem łączy mnie jakaś zażyłość i rozplotkował komu mógł... Echhh... Tja... Zdjęcia ze Święta Wina z Alejandro, zdjęcia z Azimem , teraz Richard. Proponuję tytuł: „Leila Al-Malik (domniemana) przechodnia kochanka Bohaterów z Keth-Kordeth”.

Ciężarówki zatrzymano. Biuro przejęte. Nie udało się tylko dopaść szefa – niejakiego Xaviera Bann’a. Nareszcie mogę odetchnąć z ulgą. Mamy dowody na to, że architekci są niewinni. Nie będzie egzekucji. Z błogiego odprężenia wyrywa mnie dźwięk komunikatora. To ukarowie. Pomieszczenie, które zostało sprawdzone teraz jest zamknięte i zabarykadowane od wewnątrz. Oczywiście ukarowie będą się dobijać. Tyle tylko, że nie wiemy, jak bardzo zdesperowany jest ten, kto się tam zamknął. Co, jeśli teraz uzbraja ładunki? Azim sugeruje wpuszczenie tam gazu. Ja jednak obawiam się tego, że terrorysta może teraz np. ściskać w ręce detonator i jak straci przytomność wszystko wyleci w powietrze. Proponuję, że przelecę się tam i sprawdzę. Azim się zgadza.

Przenikanie przez ściany jest bardzo wygodne. I już jestem w pomieszczeniu. Teraz poszukamy... Jest – tajny korytarz, lekko schodzący w dół. Na jego końcu mały pokój a w nim nasza zguba – Xavier. Właśnie rozłożył sobie matę, ustawił na niej świeczuszki i zaczyna coś mamrotać. Nie zamierzam przekonać się, co takiego Xavier planuje uczynić. Zwłaszcza, że coś go zaalarmowało. O nie, ptaszku. Niewidzialne ramiona wykręcają ręce Xaviera. Szamocze się tyleż rozpaczliwie, co bezskutecznie. A teraz grzecznie wrócimy do gabinetu. Dla pewności jeszcze łapię go za włosy i ciągnę od góry. Tak, to powinno utrudnić ci koncentrację. Otwieramy tajne przejście. Moc dookoła nas jakby gęstnieje, gdy znajdujemy się w zabarykadowanym pomieszczeniu. Odwalam meble, otwieram drzwi i wyprowadzam Xaviera prosto na czekających ukarów, którzy fachowo pozbawiają go przytomności.

Wracam „do siebie”. Tym razem wszyscy cieleśnie udajemy się na miejsce. Azim wzywa eskatoników, by zabezpieczyli jeńca oraz znajdujące się w tajnym pomieszczeniu księgi. Zanim kościelni przylecą, ukarowie mają wszystko poskanować. Mnie to specjalnie nie obchodzi, ja się zajmuję poważną nauką.
Z pobliskiego klasztoru przysłali dwie eskatoniczki. Strasznie młode dziewczyny, ale obdarzone mocą. Mam nadzieję, że umieją dość. Zabezpieczają teren, pomogą też przy przesłuchaniu delikwenta. Aha – zanim go obudzono, mogliśmy go sobie obejrzeć. Mało inteligentnie koleś wytatuował sobie na plecach znak jednego z większych antynomistycznych ugrupowań i czarną gwiazdkę na dodatek.

O obudzili go. „Moja pani mnie wyzwoli”. Następny. Biedny głupiec. Antynomista wlepia wściekły wzrok w Azima. Potem we mnie. Hej, siostrzyczki, jak się staracie, skoro on może w tym stanie używać mocy? Cokolwiek to jest odbijam to bez trudu. Co ty sobie w ogóle myślisz, pionku? Silniejsi od ciebie próbowali i nie udało im się. Poza tym – Diego będzie żył i ot jest najważniejsze. A ja siedzę teraz obok mojego mistrza. Nic mi nie możesz zrobić, żałosny człowieczku. Może wreszcie zaczniesz sypać. Nie? Wielka szkoda. „Moja pani...” Wiesz co, jesteście nudni. O cho... znowu wyczuwam jakąś siłę i chyba nie pochodzi ona od Xaviera. Aleksiej też używa mocy i tamto coś słabnie. Nie na tyle jednak, by nie wykonać swojego zadania. Bann jest martwy.

Proces odbywa się i nawet Azim bierze w nim udział. Oczywiście zarzuty przeciw architektom oddalono. Ciało Bann’a Azim zatrzymuje – chce zrobić urodzinowy prezent Manuelowi (tfu, ja bym nie chciała dostać trupa na urodziny). Kolejne dni mijają spokojnie. Dokończenie śledztwa w sprawie katastrofy oraz drugiego dotyczącego wybuchu w placówce RP (istotnie była to zasłona dymna). Do pałacu Azima przylatuje Diego. Nie zastaje gospodarza, spotyka się więc tylko ze mną. Dziękuje mi za przyjazd i pomoc, na co odpowiadam, że powinien być wdzięczny przede wszystkim Azimowi i Aleksiejowi. Poza tym mówi, że wiele sobie przemyślał i pobyt nieledwie w celi śmierci zmienił jego stosunek do życia. Na pytanie „co dalej” odpowiada, że zamierza pozostać na Keth, gdyż jego umowa o pracę nadal jest ważna (no ja bym się chyba zraziła). W najbliższej przyszłości zaś udaje się na wakacje podleczyć zszargane nerwy. Dostaję od niego prezent – portret. Diego prosi mnie też o przekazanie dwóch pakunków – najpewniej również obrazów. Co też czynię, choć na jego miejscu poczekałabym przynajmniej do wieczora, by podziękować Azimowi, w końcu dzięki niemu żyje. Ale... Kontaktuję się z Aleksiejem, który proponuje spotkanie się w restauracji. Głupio się czuję, bo to strasznie droga restauracja, a ja nie lubię, jak ktoś na mnie wydaje pieniądze, ale pociesza mnie wrażenie, że woroksiański ochroniarz Aleksieja pożera z pięć razy tyle, co ja. Kilka dni później u gubernatora jest bal, na który zostaję zaproszona. Mam tylko nadzieję, że plotki nie zdążyły dotrzeć do Richarda. Uffff, chyba nie.

Teraz nareszcie mogę odpocząć (i poćwiczyć psi). Cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło. Jestem ogromnie wdzięczna Azimowi i Aleksiejowi. Dostałam też nauczkę, co jest ważniejsze – nie wylewność i okazywana troska, ale to, że jak potrzebujesz pomocy, to ją otrzymasz.

Komentuj (0)



FORUM

[Księga gości]

WSTĘP

Postacie

Aida
Alejandro Corrinho Dulcinea
Alexander Wolverton
Andrew Hakkonen
Askar Al-Allaw
Azim
Fatima Al-Malik
Leila Al-Allaw
Manuel Trinidad Li Halan
Moebius
Seth
Varia
Vasil
Vlad Al-Allaw
Volrath "Trzy Pazury"

Hazackiego pierdoły gawędy

Matka Wojna
Wiara, nadzieja, miłość
Baronet w Zalotach

Chronologia

5003 (22.06.07)
5002 (21.08.06)
5001 (09.08.05)
5000 (29.01.05)
4999
4998
Czasy prekampanijne (10.12.05)

Kroniki Leili (27.03.05)
Listy (21.05.06)

Raporty Specjalne

Kfiatki z sesji (22.06.07)

Handouty

Download

Mapa Cesarstwa (duża)
Błogosławiony Allaw
Dar Ikony
Piękna Callista
Historia rodu Corrinho
Genealogia Alejandro Corrinho Dulcinea
Tabele GSowe

Galerie

GALERIA MATKI MONIKI
Kalendarz z Azimem na 5002
Kalendarz z Owieczką na 5002
Załoga Allawa
Prawdziwa twarz Askara
Sora Tenema LiHalan - Autoportret
Grunsh - by Monika
Prawdziwa twarz Niedzielnych
Prawdziwa twarz Drejkowych
Alejandro ręką Fatimy nakreślon
Varia i Ewa by Fatima
Askar i jego fanka by Fatima

Zaprzyjaznione blogi

GSowe

Blog Askara

RPGowe

Sekretne Zwoje Pani Noriko z rodu Isawa
Blog DeadLands by Cathia
Blog DeadLands by Ramel
Blog Rippers
Blog Maga "Rozbita Rzeczywistość"
Blog Wampirzy Yaviego

Sznureczki

Nasza strona GS
Forum Moorholda
Bufor Sathra


ownlog.com

2017
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń