Gasnąco-Słońcowe
Komentarze


21 - 23 decembris 5001

Hargard cz. 5

Sesja niedzielna

BY AIDA

Od rana trawiła go gorączka. Wstając z łóżka odkrył, że nie panuje nad aktywnością somy, był za szybki, za silny i wyczerpywało go to. Gorączka płonęła w oczach, wysuszała usta. Kazał przygotować zimną kąpiel, wezwał Hieronima.
Woda nagrzała się od temperatury ciała, gorączka była wysoka. Hieronim z zakłopotaniem i niepokojem potarł czoło. Był zdezorientowany, nie wiedział, nie potrafił pomóc.
Alejandro ubrał się i poszedł do Azima. AlMalik przyjrzał mu się, wezwał Bertrama, spojrzał powtórnie – tym razem jego oczy nabrały niezwykłego, przenikliwego wyrazu. Pokręcił głową. Aura – przynajmniej na jego wyczucie – była czysta. Żadnych wpływów, żadnych śladów manipulacji. Wchodzący Bertram demonstrując niechęć ominął stojącego przy drzwiach Hieronima, sztywno ukłonił się obu arystokratom. Dotknął czoła siedzącego na poduszkach Alejandro, cofnął rękę, sięgnął do swojej lekarskiej torby. Przeklęta technologia wiele ułatwiała, ale badania i tak musiały potrwać. Alejandro opuścił apartament Azima, wrócił do siebie, śniadanie, pragnienie... woda, woda... Woda...

W południe, w odpowiedzi na zaproszenie królowej, pojawił się razem z Aidą i Azimem na audiencji; w małej, kameralnej sali było ciepło, ramakriszneńska gra rozpraszała niespokojne myśli. Korzystając z nieopanowanej teraz, wzmocnionej zręczności Alejandro skupił się na grze, jednym uchem słuchając rozmowy, niemal w niej nie uczestnicząc.

Królowa mimochodem nakierowała wymianę słów na cel przybycia gości. Na ich spojrzenie na Hargard. Pod przykrywką filozoficznych ogólników rozpoczęły się pierwsze, bardzo jeszcze niekonkretne rokowania, pierwsze łamanie narosłych od dawna lodów pomiędzy „dzikim”, niezależnym Hargardem a Znanymi Światami. Jak na złość – Hakkonen nie mógł uczestniczyć w dyskusji, a powinien...
Reszta dnia upływała pozornie spokojnie. Bertram ślęczał nad badaniami, z których wynikało, że Alejandro jest całkowicie zdrowy. Gorączka nie ustępowała. Próby posłużenia się psioniką kończyły się gwałtownym przyspieszeniem rytmu serca i trudnościami z oddychaniem. Zaczął myśleć o inhibitorach.

Popołudniem lekarz Azima poprosił Alejandro o rozmowę. Suchym, profesjonalnym tonem poinformował go, że znalazł prawdopodobną przyczynę gorączki – lokalną chorobę, zwaną tutaj „gorączką szaleńców”, której objawy całkowicie zgadzają się z dolegliwościami markiza. Chorobę nie poddającą się leczeniu, krótkotrwałą, ale zazwyczaj śmiertelną. Prowadzącą przez pełną wieszczych wizji malignę w rezygnację z życia. Bertram zamierzał nad tym pracować, ale statystyki nie były zachęcające. Alejandro wysłuchał nie komentując. Podziękował. Zamyślił się.


W południe następnego dnia dotarło do nich zaproszenie do wzięcia udziału w pogrzebie poległych Białych Smoków. Wieczorem na miejsce pochówku wyruszyli wszyscy, którzy wzięli czynny udział w walce z przebudzonym żołnierzem drapieżców.

O zmierzchu zgromadzili się przy dawnych i nowych kurhanach, na cmentarzysku łowców demonów, niewielu było obecnych. Niewielka grupka Białych Smoków, kilkoro rytualnych tancerzy, przewodniczący ceremonii starzec – i oni: obcy, a towarzysze walki. Alejandro stał razem z Azimem, Aidą i towarzyszącym jej olbrzymim Voroksem na uboczu, szczelnie owinięty płaszczem próbował opanować wstrząsające nim dreszcze. Drgnął zdziwiony, kiedy z ust przewodnika popłynęły obce, a zrozumiałe słowa... Język Mariny. Postacie tancerzy płynęły nad ziemią, starzec przemówił głosami umarłych, trupy przekazały poświatę swej siły żyjącym i zsunęły się w czarne doły grobów, żyjący poczęli rękami przysypywać ciała ziemią. Alejandro przyłączył się do nich. Gdzieś obok siebie rejestrował obecność Azima, widział drobne, białe dłonie Aidy ostro odbijające od czarnej ziemi, cztery, pracujące miarowo ramiona Grunsha. Tancerze rozpłynęli się w mroku, żałobnicy pochwalnymi słowami żegnali poległych. Zapatrzona w twarz starca Aida wyszeptała krótką modlitwę i dołączyła swój głos – przemawiając językiem Mariny, sławiąc poległych i tych, co nadal walczą. Alejandro prawie miał ochotę się uśmiechnąć, znowu prowokowała. Patrzyła w oczy Białym Smokom i próbowała... czegoś próbowała, jednej z tych swoich sztuczek... Czegoś oczekiwała. Alejandro podążył wzrokiem za jej spojrzeniem. Stary mistrz ceremonii uśmiechał się... enigmatycznym, nic nie mówiącym uśmiechem.

Stypa była krótka, miód rozluźnił atmosferę, zaczęli rozmawiać. Starzec z plemienia Węży obiecał kontakty ze swoim ludem, mówił o przekazywanych przez pokolenia legendach, o kulcie prakrólowej. Ale na właściwe rozmowy – nie było to stosowne miejsce, ani odpowiedni czas. Teraz trzeba było powrócić do pałacu.


Dies Lammentum wstał pogodny. Alejandro o świcie zerwał się z płytkiego, niespokojnego snu. Gorączka nie ustąpiła. Posłusznie i bez słowa wypił podsunięte mu przez zasępionego Hieronima ziółka i zajął się przygotowaniem do obchodów święta. Skoro nie mógł inaczej walczyć z chorobą – przynajmniej nie zamierzał jej się poddawać. Pierwsza – południowa msza zgromadziła większość w jego apartamencie, w skupieniu wysłuchali nabożeństwa i rozeszli się w ciszy.

Msza wieczorna, uroczysta msza odejścia proroka i lamentu apostołów odprawiana przez Hieronima zgromadziła ich ponownie. Potężny Amalteanin przewodniczył uroczystości jak w natchnieniu, jego dudniący głos złagodniał teraz i przepełniony wzruszeniem płynął nad głowami obecnych głosząc płacz Amaltei. Alejandro słuchał tak dobrze sobie znanego głosu poddając się jego kojącemu brzmieniu, dźwięczącej w nim sile wiary. Ręce uniosły w górę koło wrót, które wybuchnęło jasnym płomieniem i popiołem osypało się na obecnych. Nagle kapłan drgnął i upuścił księgę z jękiem rzucając się naprzód – nie zdążył. Nieprzytomny Alejandro osunął się na podłogę.




Komentarze:
24.06.2005, 16:48 :: 83.175.177.33

Antonio

Leilo, Twoje ostatnie zdanie jest jedynym co mozna powiedziec. Trzymaj sie kuzynie. I wracaj rychlo do zdrowia, bo caly Hargard na Ciebie czeka.

Moze lepiej byloby go przewiesc na Artemide albo chocby B2? Obawiam sie nieco o poziom Hargardzkiej medycyny...Ale zrobcie co uwazacie dla niego za najlepsze!
21.06.2005, 21:11 :: 83.29.253.61

Leila

Ratunku! Weźcie leczcie Alejandro, bo chyba naprawdę jest chory....Jak zacznie pisać sonety to już będzie stan krytyczny.

Przepraszam - żartuję. Trzymaj się!
20.06.2005, 22:14 :: 83.29.241.157

Alejandro

Jestem...
Jestem teraz żywy - bez życia...
Tęskny - bez tęsknoty
Błądzący - bez błędu
Okręt mój, nie mając kompasu, ani steru, płynie w nieznaną dal
Tak więc niech się dopełni miara mojej pustyni...
19.06.2005, 21:04 :: 195.150.77.249

Moebius

To ja powiem tak:
Z jednej strony Bertram ma rację - biedacy od tego są biedakami, żeby ich na nic nie było stać (i zanim zacznie się nagonka na mnie - też jestem biedakiem).
Z drugiej - Amalteanie, co by nie mówić, są dobrzy w tym co robią. Ot, rękę złożą, kulę z brzucha wyjmą, wyleczą grypę, takie tam...
Więc cała ta wymiana zdań jest jałowa. To tak, jakby się zastanawiać co jest lepsze - garota czy skoczek-pułapka. A przecież każdym można zabić...
I tym optymistycznym akcentem...
19.06.2005, 18:52 :: 83.29.242.250

Leila

Wiecie co. Zamiast jad wylewać skupcie się na leczeniu Don Alejandro. Bo aż przykro tego słuchać.
Zawsze można przedstawić argumenty. Ludzie są tylko ludźmi.
18.06.2005, 22:24 :: 194.150.99.128

Bertram

Jak kogos nie stac na nasze uslugi to musi liczyć na wlasne zdolnosci...
Wyksztalcenie i staż kosztuje... Technologia ktroej uzywany rowniez...
Swoja droga Amalteanie maja urzadzenia na podobnym poziomie jak my... Dziwne... Czemu nie zuywaja ich do leczenia ludzi... Ba... czemu wiekszosc z nich nikgdy nie opuscila Artemidy...
18.06.2005, 21:52 :: 83.29.233.41

Gonzalo

Kwestia podejścia... Jeśli nawet nadają się tylko na wiejskich znachorów (pańskie słowa, baronie), to cóż - niektóych nie stać na wypełnienie gildyjnej kiesy, innym brakuje pieniędzy na zakończenie terapii, leczenie innych jest po prostu nieopłacalne - i takich właśnie leczą Amalteanie. I może nie w waszej szumnej technologii, a właśnie w tym należałoby szukać różnicy w waszych wynikach...
18.06.2005, 21:35 :: 194.150.99.128

Bertram

My Aptekarze mamy na tyle jaj zeby przyznawac sie do tego ze nie mamy etyki...
Sa wsrod naszej gildii i glupcy i nieuki... Ale wiekszosc z nich wykrusza selekcja naturalna...
Ale powtarzam jeszcze raz... ze wy Amalteanie nie nadajecie sie na profesjonalnych lekarzy... Nawet jako wiejscy znachorzy radzcie sobie z ledwościa...
18.06.2005, 21:17 :: 194.150.99.128

Bertram

Pani hrabino...
Nie chcialem napisac bo tak... Raczej to ze pobudzanie ciala do regeneracji badz zdrowienia przy pomocy mocy umyslu jest zbadane i opisane naukowo...
I do tej kategorii mozna zaliczyc rowniez ozdrowienie pana Azima... co wiecej wedlug nikotrych opracowan udalo sie stworzyc terapie wzmacjnajace te szczegolen talenty... Niestety do naszych czasow nie dotrwaly zadne dobre dane na ten temat.
Ale kończąc dygresje...
Nie wykluczam istnienia Wszechstworcy, ale to ze kieruje swoja moca przez tak zwanych teurgow jest smieszne...
Co do wiary pomagajacej w ozdrowieniu coż... może wiara pomaga sie skupic mocom umyslu... to przeceiz silny katalizator...
Nie ejstem wrogiem ojca Hieronima... Ale tego czym soba reprezentuje noszac szaty z kielichem... Szaty szarlatanów i wyzyskiwaczy... Szaty zlodziei i oszustow odprawiajcych swoje mambo-jambo i doprowadzajcych pacjentow do smierci...
18.06.2005, 20:53 :: 83.29.233.41

Alejandro

bip...bip...bip...bip...bip...bip...bip...
18.06.2005, 20:45 :: 83.29.253.125

Leila

Don Alejandro...nie poddawaj się... zobaczysz, będzie dobrze...za dużo w Tobie życia, energii...nie, nie wierzę, żebyś nie miał sobie z tym poradzić.
18.06.2005, 20:43 :: 83.29.45.78

Aida

"Zdarzają się od czasu do czasu"... A dlaczegóż to się zdarzają..? Czy odpowiedź: "bo tak" - satysfakcjonuje pana jako naukowca..? Zgadzam się... zmiennych jest wiele, nie wszystko zostało zbadane... Ale wpływu Najwyższego - wykluczyć nie można... A niektóre... zbiegi okoliczności - są doprawdy zadziwiające... I - wpływu tego się nie dowodzi - w niego się wierzy - i wiara taka zwykła pomagać różnego rodzaju ozdrowieniom...
Nie pojmuję pńskiego agresywnego podejścia. Pan - błogosławiona, niosąca pomoc dłoń, pan, który w imię zasad wspomógł obcych, którzy nic dla pana nie znaczyli... Bertramie... Skąd taki wrogi stosunek do niezwykle dobrej osoby jaką jest ojciec Hieronim..?
18.06.2005, 20:39 :: 83.29.233.41

Gonzalo

<płk Gonzalo Guajardo baron Castenda>
Panie baronie... Wiesz dobrze o czym mowa, ale wytłumaczę-ć. Świętośc - każdy wyznaje inną, swoją. Mniej lub bardziej oczywistą. Nawet nie podzielając tych samych przekonać, należy je przyjąć do wiadomości. Uszanować. A wyśmiewanie ich - ani to grzeczne, ani godne szlachcica.
18.06.2005, 20:28 :: 83.29.233.41

Hieronim

W pewnych okolicznościach mógłbym przyznać ci rację, panie baronie. Najłatwiej wywlekać skrajności - są najbardziej wyraziste i spektakularne, pozwalają zapomnieć że normą jet ogół, a nie margines. Nie neguję, że pośród moich braci w wierze są tacy, którzy brak wiedzy zastępują pewnością siebie - ale czyż pośród lekarzy takich nie ma?
I wiedz jedno - nie uciekamy się tylko do modlitw. Słuzyłem pięć lat na froncie na B2, nieobcy jest mi również nóż i medykamenty - i, wierz mi, nie jestem jedyny.
18.06.2005, 20:18 :: 194.150.99.128

Bertram

oci pan markiz do zdrowia... Polecalbym jednak zawiezc go na Dar Ikony gdzie jest moje laboratorium i mój medlab... Tam mam bede mu mogl pomoc lepiej...
Pani hrabino... Ze slow twych wnosze ze mowisz o tak zwanym "cudownym ozdrowieniu" hrabiego Azima... Musze Cie pani rozczarować... Nie bylo w tym zadnego boskiego wplywu, tylko reakcja organizmu stymulowanego siła umysłu psychonika jakim niewatpliwie jest hrabia Azim. Organizm z choroby oczyscil sie sam... Podobne wypadki zdarzaja sie od czasu do czasu... Polecam opracowania pochodzace z Instytutu Phavian.. Zwlaszcza "Tajemnice somy i somatyków" ktore możesz pani znaleźć w bibliotece hrabiego na B2....

Czy wy klechy wogole pamietacie co to jest swietość... A zwlaszcza ty nalezacy do ociekajacej obludą bandy cudaków nazywajacych sie Amalteanami... Wasze tak zwane talenty lekarskie zabily wiecej ludzi niz uratowaly....
18.06.2005, 20:01 :: 83.29.233.41

Hieronim

Panie baronie da Coruna... Wdzięczen jestem za okazaną pomoc i zaangażowanie. Słusznie mówisz, iż wiedza moja, nie wsparta mocą Świętej Amaltei, bardziej szkodliwa niż pomocna być może.
Co do modlitw natomiast, Wszechstwórca każe mi odpowiedziec słowami jeno i powstrzymać dłoń karcącą. Nikt cię nie na siłę nawracać nie zamierza i do Twoich praktyk - a raczej ich braku - się nie wtrąca. Zrewanżuj się panie tym samym. uszanuj i nie obrażaj tego, co dla części z nas jest święte.
18.06.2005, 19:58 :: 83.29.45.78

Aida

Przemawia pan z dużą pewnością siebie, panie kawalerze. Jak rozumiem - mogę pańskie słowa poczytywać za gwarancję pełnego powrotu do zdrowia markiza Alejandro. Gwarancję - panie doktorze.
A modlitwa, drogi panie... mógłby się pan bardzo zdziwić... Był już przecież przypadek, z którym pan sobie nie radził, a jednak... Nieistotne...
Modlitwa, w każdym razie na pewno nie zaszkodzi. A nawet pan powinien sobie zdawać sprawę z dobroczynnego wpływu wiary na zdrowie.
18.06.2005, 19:46 :: 194.150.99.128

Bertram

Modlitwami i tym calym zdewociałym zawodzeniem jeszcze nikt nigdy nikogo nie ocalil...
Ja i DasBot poradzimy sobie... Pan markiz bedzie jak nowo narodzony...
A klecha niech lepiej mi nie wchodzi w oczy bo jego niekompetencja może doprowadzic do powaznych komplikacji...
18.06.2005, 19:28 :: 83.29.45.78

Aida

Ojcze Hieronimie... Łączę się w modlitwie, jeśli to wszystko, co możemy zrobić... Wierzę jednak, że Wszechstwórca pokieruje pracą pana Bertrama, że znajdą się środki zaradcze... Być może pewne... zacofanie Hargardu - nie pozwoliło im znaleźć leku. My zaś módlmy się, by lek ów znaleźć na czas...




(Wszechstwórco... jacyż słabowici są mężczyźni naszych czasów...)
18.06.2005, 19:18 :: 83.29.233.41

Hieronim

Gorączka przestała rosnąć... Nie upadajmy na duchu. Jest silny i z pomocą Wszechstwórcy, wierzę, wyjdzie z tego...
Don Corrinho i rezygnacja z życia? Nie wierzę... Jest na to zbyt silny duchem - i zbyt dumny...

<do siebie> tylko czemu właśnie to ostatnie każe mi się najbardziej niepokoić?

Zanośmy modły do Wszechstwórcy, by w łaskawości swojej nie raczył jeszcze powołać pana markiza przed swój majestat.
ownlog.com :: Wróć