Gasnąco-Słońcowe
Komentarze


2 ianuarius 5002

Pył cz. 2

Sesja wewnątrztygodniowa

BY VARIA

Cholera, znowu zjechałam... Dobra, piszę w pośpiechu, więc nie będę się certolić z formą, najważniejsze, co by do was szybko dotarło. I trochę szczegółów może umknąć, dopytacie w razie jakby co.

Zaczęło się od aresztowania i wypuszczenia Leili Al-Allaw, co wiecie, bo dzwoniłam z prośbą o neutralnego obserwatora, najprzód myślałam, że ktoś chce ją wrobić, ale nie. Jak się należy nawiązaliśmy współpracę z policją – jakby nie było – byliśmy zainteresowani rozwiązaniem sprawy. Pojechaliśmy z dzielną brygadą na miejsce zbrodni, zaczęliśmy przewąchiwać tu i ówdzie, ktoś, kto to zrobił – nie zamierzał zacierać za sobą śladów, a zrobił to perfekcyjnie. Coś stało na trawniku, jakiś zagłuszacz zapewne, w środku ktoś szybko i skutecznie wykończył służbę, w kuchni dwójka zabita z kuszy. Gdzieś coś mnie zaniepokoiło, użyłam omenu i jak na złość w tym momencie odezwała się choroba, zjechałam jak złoto... Ale jakaś część wizji zdołała się utrwalić – to coś na trawniku ustawiło dwóch gostków w śliczniutkich opalizujących kombinezonach maskujących z oznaczeniami Oka... Zaje... Świetnie, znaczy...
Ocknęłam się w taksówce, jakieś czterdzieści minut później. Nigdy nie wiadomo, ile potrwa atak, więc Askar zabrał mnie stamtąd. Zawróciliśmy i dołączyliśmy do reszty na miejscu. Właśnie złazili z góry. Vasyl nie wiedzieć czemu miał ubranie upaćkane jakimś glutem, ale wyglądał na zadowolonego z siebie, a Leila popatrywała na niego z uznaniem.

Na wniosek Moebiusa powędrowaliśmy do parku zebrać fakty. Najprościej rzecz ujmując – wyglądały paskudnie. Że było w to zamieszane Oko już pisałam. Ponadto firma ofiary wdała się w jakieś konszachty z inną, co do której nikt dziwnym sposobem nic nie wiedział. Na dobitkę reszta wierchuszki Way Corporation w znakomitej większości padła w zamachu dokonanym przez dwóch ućpanych po uszy ukarów. Ućpanych czymś wybitnie paskudnym. Ćpuni byli zsymbionceni. Dowodami z miejsca zbrodni tudzież trupami zaopiekowało się – zgadliście – Oko, tyle, że w różnych ciekawych kostiumach. Trza było poszukać u źródła.
Źródło dało cynk, że sprawa śmierdzi na kilka systemów. Oko, które się zajęło sprawą... Co, kurwa, kryć – które wykończyło Susan Way – to było „Prawe”Oko... Oko Elestry. Way wpakowała się we współpracę z enigmatyczną Tentacle Corp. – odpowiedzialną za narkotyczne paskudztwo, firmą – za którą stali w prostej linii symbionci... Narkotyk zawierał przetrwalniki symbionckie, szybko rozwijające się w dojrzałą formę. Uzależnienie sprzyjało przejmowaniu kontroli mentalnej przez rozwijającego się symbionta, przy czym cholerstwo było słabo wyczuwalne, bo nie włączało nosiciela bezpośrednio w sieć życia. Uzależniało szybko. Od trzech tygodni na rynku, a zdołało wywołać szał w jednym z uzależnionych, który skończył się zamachem na Dworze... Way załatwiła im teren pod laboratoria.
Kiedy wróciłam do wesołej gromadki znów piknikowali - celem dyskrecji - w parku. Znów na sugestię Moebiusa zdaje się. On musi mieć jakieś ukryte kompleksy... Tym razem Leila przyszła z własnym kocykiem... Kiedy zobaczyłam na czym... na kim siedzą... Na Mantiusa... Biuro Propagandy Rycerzy Poszukujących powinno wprowadzić pewne ograniczenia...

Oni także poruszyli swoje źródła, poszperali, nawet nie wiem, gdzie i kiedy, ale część moich informacji zupełnie ich nie zdziwiła, a na kwestię utajnionej lokalizacji laboratoriów Vasyl pogrzebał w kieszeniach i wyciągnął... adres i plany budynku... Cholera... Czego to nie można znaleźć w inżynierskich kieszeniach... Zadzwoniłam do mojego informatora, Oko zaczęło szykować operację, tyle, że nie zamierzali bawić się w delikatność i na orbicie umieścili ciężkiego mezona. Zgodnie ze sprawdzoną zasadą: najpierw strzelać, a potem zadawać pytania... Ale tam byli, do cholery, ludzie... Trudno rzec, że niewinni – bo to slumsy – ale mieszkańcy! Mieliśmy jakieś dwie godziny do ataku, poleźliśmy sprawdzić, szykując się jednocześnie do wypłoszenia mieszkańców, gdyby jednak strzał z ciężkiego mezona okazał się konieczny. Pomysłów na wykurzenie było trochę – niewiele realnych do zrealizowania w tak krótkim czasie i w takich okolicznościach... Gazu masłowego nie było skąd wziąć, poszukaliśmy alternatywy. Askar nabył w pobliskim... przedsiębiorstwie trochę... beczkę... utensyliów... i tymi... Co będę kręcić – oblaliśmy dzielnicę przyprawionym fluorescencyjną farbą i suchym lodem płynnym gównem. Mieliśmy nadzieję, że to ich wypłoszy, ale slumsów B II nie wystraszy byle gówno... Śmierdziało, świeciło i dymiło, ale lumpiarze tylko okna pozamykali... Ale w razie czego była to jakaś podkładka pod sianie paniki, co też mogło usunąć postronnych z miejsca eksplozji.

Na wniosek ogółu zapuściłam mentalną sondę do budynku, który mieliśmy spenetrować. I się zaczęło. Nie wiem, ale na waszym miejscu ja bym Key- Keywitchowi Hawkwoodowi nogi z du... Cholernik zapomniał sobie podpowiedzieć wam, że pod powierzchnią pieprzonego B II siedzi pieprzony symbiont i ma się dobrze... Pieprzony symbiont, z którym ten popapraniec raczył wejść w pieprzone układy... Nawiązałam kontakt, właściwie - to coś nawiązało kontakt ze mną, opowiedziało się jako „Komnata” – nie wiem, rodzaj gniazda, z tego, co się dowiedziałam znajduje się tu od siedemdziesięciu lat, układ z Michaelem Hawkwood został zawarty dwa lata temu, trzy miesiące temu – z nieznanych przyczyn złamany przez niewiadomą frakcję Oka – świadomie lub nie. Odpowiedzią na złamanie układu – było rozpoczęcie rozmnażania się przez Komnatę na mieszkańcach B II, narkotyk – napady szału... Moebius skontaktował się ze swoim pokurczowatym przełożonym, zamiast ataku Askar poprowadził negocjacje. Na mocy gwarancji Mazzarina przywrócono układ: Komnata nie krzywdzi ludzi – ludzie nie krzywdzą Komnaty.



Komentarze:
07.07.2005, 20:14 :: 83.29.244.197

Leila

Ja trochę spóźniona - ale jeszcze dodam - mówisz Wasiliju, wątpisz, jakoby symbuonci mieli być następnym krokiem ewolucji...Hmm -myślę że to troche kwestia definicji. Niemniej są zdolni zasymilować wszystkie niemal obecnie występujące formy życia a to już świadczy o ich przewadze. Dalej - wiele zależy od poglądów- miałam okazje zetknąć sie ze starą książką - z baz danych Persefony - moze to heretycko zabrzmi a już na pewno będzie znacznym uproszczeniem - w każdym razie chodzi o to, że dobór naturalny preferuje występowanie organizmów, które efektywniej niż inne przkazuja swój materiał genetyczny. Symbionci ze swoimi niesamowitymi wręcz mozliwościami adaptacji przekraczajacymi wszystko, co do tej pory ogladlaiśmy dla mnie są na prawdę "o poziom wyżej" w hierarchii życia. Z tego też powodu - naturalna kolej rzeczy i prawa natury wskazują na ścieżkę, w której symbionci wygrywają. W obecnej chwili na przeszkodzie staje jedynie inteligencja ludzi, uukarów, obunów, woroksów i iinnych ras myślacych. I dlatego też - jeśli chcemy przetrwać musimy je całkowicie wyeliminować.
07.07.2005, 08:41 :: 195.150.76.4

Vasil

Ja miałbym sie gniewać? Eee tam! Nic się takiego, Vario, nie stało. Bez przesady. No problemo (że tak przyhazaczę :))...
07.07.2005, 01:48 :: 83.29.10.185

Varia

Vasyl... albo się mylę, albo podeptałam Ci po terenie prywatnym, jakiaś miłość własna, albo co... Jeśli zabolało... sorry... Znasz mnie, wiesz, że potrafię chlapnąć nad miarę szczerze i nad miarę pochopnie. Nie gniewaj się, Kurczaczku.
06.07.2005, 14:49 :: 83.175.177.33

Antonio

Hazacki kogucik tylko ironizuje...albo stwierdza fakty, jak kto woli. Lecz mniejsza z tym, tematem rzeczywiscie nie sa szlachecie zwyczaje. Jesli rzeczywiscie Komnata jest rojem, to znaczie bardziej komplikuje sprawe. Zarowno dzialan wojennych, jak i pojedynczego odlapywania, bo wtedy sie raczej predziej niz pozniej zorientuje. Konieczna jest niebywala ostroznosci subtelnosci. Wiec nie pozostaje nam nic innego jak rzeczywiscie liczyc na Mazarina i cesarskich. I miec nadzieje, ze sprawa moze poczekac do zalatwienia problemow Zakonu, a nie wybuchnie w trakcie wojny...
06.07.2005, 12:26 :: 195.150.76.4

Vasil

Z tym rojem to chyba nowa wiadomość (nie przypominam sobie, żeby ktoś o tym ostatnio wspominał)...plusem jest znaczne rozdrobnienie i (ewentualne - jeśli do tego dojdzie, choć już nie będę do tego namawiał bo znów okaże się, że jestem nietolerancyjny dla symbiontów) łatwiejsze wyłapywanie (po jednym)...minusem brak szczególnie czułego punktu - ale to tak z praktyczniejszego, bojowego punktu widzenia.
Ja też mówiłem, że trzeba badać. Ale myślę, że owo badanie będzie miało na celu raczej lepsze przygotowanie do nadchodzącej konfrontacji, niż próby sojuszu. Zagrożeniem będą zawsze. Może się ono najwyżej zmniejszyć (np. po wynalezieniu lekarstwa na zsymbioncenie - o ile takie istnieje).
Nie paniczny strach, tylko konstruktywny, popychający do konkretnych działań.
Nie zgadzam się - może i dość pochopnie klasyfikuję niektórych, ale przecież nie nawołuję do natychmiastowej eksterminacji. Czyli nie jest ze mną aż tak źle. Choć uważam , że - w pełnej skali szarości - symbionci są prawie czarni (z domieszką zieleni). Nie dali mi żadnego powodu, żebym uważał inaczej.
Ok...może rzeczywiście przesadziłem, zagalopowałem się z tym my (chyba tylko tym razem). Zapomniałem też o owcach. I wielbłądach. Urażonych przepraszam.
A moje poglądy są wystarczająco elastyczne. Przynajmniej jak dla mnie. Nie odczuwam potrzeby ćwiczenia ich.
06.07.2005, 11:01 :: 62.121.129.194

Moebius

Czyli jednak umysł zbiorowy... To zdecydowanie utrudnia wszelkie działania. Albo i ułatwia - zależy z której strony na to patrzeć i od celu... No nic. W tym momencie to już raczej zadanie dla Mazarina i jego ludzi.
A co do uczenia się, masz Vario rację. To raczej rozumienie czasem ciężko przychodzi.
06.07.2005, 10:51 :: 83.29.6.185

Varia

Szkoda strzępić języka, nie będę się powtarzać w paru kwestiach. Mam wrażenie, że Moebius ma ochotę sobie gorzko pofilozofować, a hazacki kogucik dzielnie mu w tym sekunduje.
Tylko tyle, że Komnata nie jest "matką symbiontów". Jest rojem. Węzłów na B II jest wiele. A powiązani z nią - to nie potomstwo - tylko części składowe Komnaty. Zastanówcie się teraz.
Jeszcze dwa słowa do Vasila, bo Moebius mnie wkurzył i pominęłam jego wypowiedź. Raz - znowu dzielisz na czarne i białe, czy - jak wolisz - postrzegasz zero - jedynkowo, a to nie takie proste... Czy ja mówię: chlebem i solą..? Ja mówię - uczyć się, rozumieć... Może wtedy przestaną być zagrożeniem. W waszych słowach tym, co wyczuwam najsilniej - jest paniczny strach... Cóż. Ja przywykłam mierzyć się ze swoimi strachami.
A co do skłonności... Nie wiem, Vasil, na jakiej podstawie weryfikowałeś... hm... upodobania naszej małej ekipy... Chyba, że owo "my" dotyczyło wyłącznie jego inżynierskiej kropotkinowatości... Well, i tyle dobrze, brak skrywanego avestianizmu dobrze rokuje... Może Twoje poglądy trochę się rozćwiczą i uelastycznią...
06.07.2005, 08:33 :: 62.121.129.194

Moebius

I w tym właśnie się różnimy, chociaż (to ważne) nie zawsze i nie wszyscy.
Pod ziemią Klan wymaga absolutnej lojalności i szczerości. Natomiast u was - z tego co obserwuję - nawet wśród blisko spokrewnionych rozgrywa się polityczne gierki.
05.07.2005, 23:42 :: 83.175.177.33

Antonio

Czesto wlasnie za szczerosc wsrod szlachty sie cierpi. My wolimy kiwciste, dyplomatyczne, owijanie w syntjedwab...
05.07.2005, 22:45 :: 195.150.76.4

Moebius

Panie Antonio. Po prostu jestem wobec nich szczery, jak zawsze zresztą. Ech, ironia losu...
05.07.2005, 22:32 :: 83.175.177.33

Antonio

I ja dorzuce swoje dwa szpony: niech to Avestianin trzasnie! Matka symbiontow na B2, w pelni zdolna do rozrodu, i to siedzaca tam od 70 lat...to duzy klopot. Najgorsze ze rzeczywiscie nie ma jak inaczej jej sie pozbyc, jak wedle slow Jonathana zbombardowac orbitalnie czesc B2. Bo ryzyko zrobienia ze stolicy cesarstwa drugiego Stygmatu, jest, perspektywie wojny z Zakonem, rownoznaczna z koncem Znanych Swiatow. Chyba zeby... Ta cala "komnata" chwilowo nie uznaje nas za wrogiw? Zabicie jej powinno przerwac jej kontrole nad potomstwem. A umieszczenie w poblizu jej silnych ladunkow wybuchowych jest do zrobienia... A uszkodzenia spowodowane podziemnym wybuchem na powierzchni bylyby nienielkie, czesc slumsow daloby sie ewakulowac. Ale ja jestem tylko oficerem floty, nie moja to dzialka.

I zeby uciszyc protesty przeciw agresji na potencjalnego sojusznika. Pani Vario, nie jestem znawca symbiontow, naukowcem. Mialem z nimi kontakt...nieprzyjemny dosc. Przez co moze jestem nie obiektywny. Ale to przeciez one pierwsze zaatakowaly planety, jeszcze wtedy Republiki, przemieniajac kolonistow w swoj gatunek. Wspolpraca i sojusz sa mozliwe, owszem...na jakies 10%? I w normalnych okolicznosciach wartaloby zaryzykowac, to silny sprzymierzeniec bylby. Ale nie w perspektywie wojny z Zakonem. Nie mozemy zostawiac nie rozbrojonych bomb na tylach swoich wojsk...

A pan, panie Moebiusie, niezlezes wpadl. Lepiej bylo nie mowic czegos co sprawi ze kompani nie beda wiezyc w dane slowa...
05.07.2005, 21:55 :: 195.150.76.4

Moebius

Być może. W tym fachu jestem stosunkowo nowy, sporo się muszę nauczyć.
Licytowanie się, co, dla kogo i ile Feniks znaczy jest bez sensu, więc temat możemy zamknąć.
Kwestię "słowa" też już wyjaśniłem. Tylko dopowiem jedno. Przypomnij sobie... ile osób/rodów/instytucji narzekało, że Cesarscy łamią słowo? W sumie niewiele. Bo to jest tajemnica sukcesu - kiedy już nie dotrzymujesz ważnego przyrzeczenia, dbasz, aby oszukany już nikomu nie mógł o tym opowiedzieć.
To jest okrutne. Wielu nie jest w stanie się z tym pogodzić. Ale... nie wszystko jest tak idealne jak mogłoby wyglądać. Zdarza się, że droga do utrzymania "Pax Fenixia" prowadzi przez trupy...
05.07.2005, 19:47 :: 83.29.7.246

Varia

Ty wiesz co, Moebius..? Jak na agenta, to się orientujesz nader ślimaczo... Alibo też chcesz mi pojechać... nawet nie wiem, po czym... Do cholery, dla mnie także Feniks jest... no, On jest... i tyle... I wiesz, że zrobię wszystko, żeby go chronić. Obracasz voroksa ogonem - a to niezbyt bezpieczne zajęcie.
Co do "słowa" - to nie wiem, czy ktoś Cię poinformował, ale to nie jest przywilej szlachecki... A na łamanych obietnicach można się przejechać - jak sądzisz - ile razy ten sam negocjator może zawierać umowy, które będą bez szacunku łamane..? I czy później - zawieranie jakichkolwiek umów, paktów, sojuszy, o przyjaźniach nie wspomnę - będzie jeszcze możliwe...?
05.07.2005, 15:52 :: 195.150.76.4

Moebius

Pytanie brzmiało: "jak komnata dostała się na B2?". Moja odpowiedź - powtórzenie zdania Vasila - z jakimkolwiek transportem. Tyle, że On mówi o przypadku, a ja o celowym działaniu. I nie wykluczam pomocy z czyjejś strony.
A "cesarstwo" (strasznie ogólne pojęcie) nie wiedziało. "Cesarstwo" dowiedziało się w zeszłym tygodniu.

Ależ ja właśnie nie zrównuję słowa szlacheckiego z moim postępowaniem. Zaznaczam tylko iż, mimo że złamanie obietnicy nie jest dla mnie niczym dziwnym, to staram się tego unikać. I uważam to raczej za ostateczność.
05.07.2005, 13:41 :: 217.96.97.147

Andrew Hakkonen

Aż włacze sie do tej jakze pasjonujacej rozmowy. Nie wiem dlaczego ale mam wrazenie iz slowa adiunkta Vasilija nie zostaly dobrze odebrane przez Pana Moebiusa.
Pytaniem jest czy cesarstwo wiedziało że symbiont przybył na planete a nie czy symbiont wiedzial ze przybyl akurat na ta.
Jednakze jest to tylko moje zdanie.

I jeszcze slowo do wypowiedzi Pana Moebiusa. Doskonale rozumiem, ze nie jest Pan szlachcicem, jednakze prosze sobie nie wycierac twarzy szlacheckim slowem uznajac rownosc miedzy zyciem wedle tych norm a uzywaniem ich kiedy, jak Pan to ujal, "jest taka mozliwosc".

I, zupelnie na koniec, slowo do kolegi po fachu. Technika przejmuje rozne formy i idzie w rozne kierunki. Skad Panie adiunkcie wiesz, ze kiedys symbionty nie zostana nazwane polaczeniem ludzi z technika?
05.07.2005, 13:16 :: 62.121.129.194

Moebius

1. Nie znam się na robalach, ale Vasil może mieć rację. Komnata może być też czymś w rodzaju "rady", umysłu zbiorowego. Więcej na ten temat wie na pewno Varia - w końcu skontaktowała się z tym czymś.
2. Znów - Vasil pewnie ma rację. Ale przychylam się do zdania, że to nie kwestia przypadku, a świadoma decyzja robali.
3. Sądzę, że tak. Pytanie polega na tym, czy inne komnaty skontaktowały się z Rodami. Na B2 taki kontakt został de facto nawiązany w zeszłym tygodniu, ale nie ma pewności, czy podobne incydenty nie miały miejsca wcześniej, tylko zostały zachowane w tajemnicy.
4. Tutaj też Vasil udzielił, według mnie, najlepszej odpowiedzi. Tyle, że ja to widzę zdecydowanie gorzej. Otóż bez jednoczącej wszystkich osoby Feniksa rozpadnie się kruchy układ wypracowany po Wojnach. A bez tego nie ma szans na skuteczne przeciwstawienie się robalom, barbarzyńcom, Zakonowi, czy kto tam jeszcze chciałby nas wykończyć...
05.07.2005, 12:50 :: 195.150.76.4

Vasil

Wydaje mi się, że:
1. Jest symbiontem. Matką. Znaczy zdolnym do rozrodu. Możliwe, że na ogromną skalę.
2. Mogła przypadkiem, z jakimkolwiek transportem...ale równie dobrze ktoś mógł się do tego przyczynić umyślnie. W tym momencie nie ma to aż tak dużego znaczenia, gdyż jest na tyle zadomowiona, że raczej niczyjej pomocy nie potrzebuje.
3. Tego nie wiemy (tzn. ja nie wiem). Ale np. na Ligheim na 100% był transport setek (? nie pamietam) tysięcy kontenerów z symbiontami. Tak więc jest to niewykluczone.
4. Co to znaczy administracji? Generalnie, poszczególne planety/rody/organizacje raczej poradzą sobie bez stolicy i administracji centralnej, ale jeśli atak pójdzie wyżej (najwyżej), to prawdopodobnie nastąpi kolejna wielka wojna...to tak w skrócie...
05.07.2005, 11:06 :: 83.16.4.226

Jonathan

Kilka pytań które warto sobie zadać na wypadek przyszłej wojny z symbiontami:
1. Czym jest komnata?(bo symbiont to aż nazbyt ogólne pojęcie)
2. Jak komnata dostała się/powstałą na B2?
3. Czy na/w innych planetach/układach też są takie 'komnaty' ?
4. Jaki wpływ na ZŚ miałoby zasymbioncenie administacji na B2?

Nie podam na razie mego zdania żeby nie narzucać toku rozumowania
05.07.2005, 10:38 :: 62.121.129.194

Moebius

OK, znalazłem trochę czasu, więc wyjaśniam.
Moim podstawowym zadaniem jest strzec Feniksa. Bez względu na wszystko. Ten sam cel przyświeca Mazarinowi. Zrozum, Vario. Gdyby doszło do bombardowania Komnaty, B2 znalazłoby się w olbrzymim niebezpieczeństwie. 70 lat to kupa czasu i robale mogły przeniknąć bardzo głęboko. Nawet w pobliże Feniksa. Czy byłabyś w stanie wziąć na siebie odpowiedzialność za ewentualny wypadek?
Tak więc - odnowienie paktu było jedynym wyjściem. Ja wiem, rozumiem że honor, że słowo szlacheckie to świętośc i tak dalej. Ale ja nie jestem szlachcicem. Mnie, ze względu na wykonywaną pracę, nie mogą obowiązywać pewne normy (co nie przeszkadza mi ich przestrzegać, kiedy jest taka możliwość). Dla mnie, mimo że zabrzmi to cholernie patetycznie, życie Feniksa jest najważniejsze. I, jak już powiedziałem - nawet gdyby oznaczało to krzywoprzysięstwo - będę Feniksa strzegł. Taka robota.
05.07.2005, 00:29 :: 195.150.76.4

Moebius

Masz rację Vario. Wrócimy zapewne. Ale nie dziś, OK? Śpiący już jestem a jutro czeka mnie sporo pracy. Dobranoc.
05.07.2005, 00:27 :: 195.150.76.4

Moebius

Vario, mylisz się całkowicie. Bo fakt, że kogoś lubię, nie oznacza jeszcze... Aha, chodzi Ci o to przysięganie na Wszechstwórcę? Owszem, masz rację. ALE TYLKO DLA DOBRA FENIKSA. Wiesz dobrze, że nigdy wam nie skłamałem. I mówiłem już o tym wtedy - w Mroku. Ale nie łudź się - gdyby jedynym sposobem ocalenia Feniksa byłoby rozwalenie Alawa ze wszystkimi pasażerami (ze mną też, wszyscy to wszyscy), nie zawahałbym się ani chwili. Mam wobec Niego dług życia, którego inaczej nie spłacę. Kończę. i tak już za dużo powiedziałem. Dobrej nocy życzę.
05.07.2005, 00:25 :: 83.29.39.159

Varia

Ewuniu, nie chciałam... Wujek Moebius troszkę mnie zdenerwował, ale zaraz się pogodzimy [PRAWDA?!]... Zresztą wujek w jednym ma rację - pora spać...
Moebius, wrócimy do tego jeszcze, bo niepokoi mnie Twoje podejście do danego słowa...
05.07.2005, 00:21 :: 194.150.99.128

Ewa

Mamo dlaczego nazywasz mnie demonem....
05.07.2005, 00:19 :: 83.29.39.159

Varia

Czego nie rozumiesz? Powiedziałeś, że jesteś w stanie przysiac wszystko wszystkim i nic to dla Ciebie nie znaczy! I zabierz łapy od mojej demonicznej córeczki!

05.07.2005, 00:17 :: 195.150.76.4

Moebius

??? No to teraz nic już nie rozumiem ???
05.07.2005, 00:13 :: 83.29.39.159

Varia

Moebius - właśnie informujesz mnie, że Twoje słowo jest warte mniej niż... niż nic...
05.07.2005, 00:12 :: 195.150.76.4

Moebius

Hm, a co to właściwie zmienia? Lubię Cię i tyle. I w tym momencie jest mi wszystko jedno, czy mam do czynienia z demonem, księżniczką, czy milutką dziewczynką. Ta rozmowa do nikąd nie prowadzi.
Poza tym panienki w Twoim wieku o tej godzinie już dawno powinny leżeć w łóżeczkach. Lepiej położę Cię spać, bo jeszcze Twoja mama nam obojgu uszu natrze :).
05.07.2005, 00:05 :: 194.150.99.128

Ewa

Wujku... Ale ja nie jestem demonem
04.07.2005, 23:59 :: 195.150.76.4

Moebius

Wiesz, Ewo... Nikt nie ma wpływu na to gdzie i kim się urodził...
04.07.2005, 23:58 :: 195.150.76.4

Moebius

Vario. Owszem, daliśmy gwarancję bezpieczeństwa. Ponieważ był to jedyny sposób kupienia sobie czasu. Wiesz, mógłbym nawet robalom przysięgać na Wszechstwórcę, że ich nie skrzywdzę, jeśli pomogłoby to uśpić ich czujność. Jest takie powiedzenie - "cel uświęca środki". Ty naprawdę sądzisz, że ten "pakt" rozwiązuje sprawę?
"Ojciec"... z nim trudniejsza sprawa. Ewę faktycznie lubię. Co nie zmienia faktu, że się jej boję. "Ojca" też. Tyle w tej kwestii. Aha - co do jego pochodzenia. Na ile orientuję się w waszej teologii - owszem, jest demonem. Pochodzi z mroku, to wystarczy. Ale to teraz rzeczywiście nieistotne.
Co do kredytu zaufania. Hm, z zasady nie ufam nikomu. Z wyjątkiem Feniksa i Mazarina. I z wyjątkiem was w pewnym zakresie...
Jeśli teksty o Obunach Cię drażnią - uszanuję to. Hm, trzeba będzie znaleźć sobie nowy obiekt do kpin ;).
Ostatnie stwierdzenie skomentuję: "sorry". Rzeczywiście, nie wiem co przeszłaś. Tutaj wylazła ze mnie paskudna natura Ukara (już wiem - będę się wyżywał na Ukarach, mam u nich i tak kompletnie przechlapane :P).
04.07.2005, 23:56 :: 194.150.99.128

Ewa

Mamo..... Dlaczego wujek Moebius nazywa mnie demonem??
04.07.2005, 23:43 :: 195.150.76.4

Vasil

Ehm...skąd Vario wiesz, co to znaczy być postrzeganym "inaczej"? I czy chodzi o to, że symbionty czują z tego powodu (postrzegania ich) dyskomfort psychiczny?
Nie chodziło nam o to, że odczytaliśmy Twoje słowa jako nawoływanie do poddania się. Po prostu...są...istoty...z którymi ułożyć się nie sposób. Bo pokój nie leży w ich naturze (nie, nie mówię akurat o ludziach).
Rozeznać się...owszem. Nawet trzeba. Ale w moim umyśle naukowca (???) nie mieści sie wizja bratania z symbiontami. Obawiam się, że szybko - i tragicznie - by się to skończyło.
Czy "ojciec" jest cennym sprzymierzeńcem? Hmmm...może po prostu jest mu to akurat na rękę w tym momencie. A zagrożeniem teoretycznie wciąż pozostaje. Choćby z tej racji, że co chwilę się z nim porozumiewa"my", coraz bardziej liczy"my" na jego pomoc, uzależnia"my" się od niego. Nie sądzę, żeby doprowadziło to do czegokolwiek dobrego (choć mogę się mylić...kto wie...).
Otwarte, elastyczne umysły...sugerujesz może, że wszyscy powinniśmy z otwartymi rękoma przywitać "naszych symbionckich braci" - chlebem i solą (sekwencją DNA i nowymi ekosystemami)? Ja dziękuję. Wolę być wzięty za gbura, niż stać się częścią gadającego drzewa. Nawet najbardziej sympatycznego...
W ogóle, to ja się na tych symbiontach nie do końca znam. To nie ja z nimi gadam (i dobrze), nie wiem co tak naprawdę mówią, co pokazują umysłowi podczas takiej dyskusji. Czym próbują przekonywać do siebie, zjednywać sobie ludzi. Na ile są szczerzy, a na ile to tylko gra.
Ty, Vario, wiesz więcej (niż ja). Bo Ty z nimi rozmawiałaś...
"Ze skłonnościami do Avestii" - przepraszam bardzo - może i jesteśmy weseli, ale hetero (tak mi się wydaje - to nie do Ciebie, Moebiusie)...
Symbionci następnym krokiem w ewolucji, Leilo? Nie przesadzajmy. Może raczej jedną z odnóg. Moim skromnym zdaniem to raczej połączenie inteligentnej istoty (np. człowieka) z dziełem Techniki mogłoby prędzej pretendować do tego miana. Zupełnie nowy element organizmu - niemożliwy do naturalnego wytworzenia na drodze ewolucji, a więc niedościgniony przez naturę...oczywiście kwestia oliwienia wciąż pozostaje otwarta...
04.07.2005, 23:27 :: 83.29.39.159

Varia

Moebius... Ty - do spółki z Twoim pokręconym przełożonym dawaliście "temu gównu" gwarancje bezpieczeństwa. Niejako podaliście mu rękę, nie każ mi brzydzić się Tobą za takie wypowiedzi.
Co do Ojca... kraczesz. I niepotrzebnie... farbowane wróbelki, co chcą uchodzić za białe kruki... Przepraszam. Nie, nie będę, nie powiem nic, co mogłoby Ci nadepnąć na liczne odciski. Nie chcę zwady, naprawdę. Po prostu cofanie się przed wszystkim... niechęć do podejmowania ryzyka - donikąd nie prowadzi. Mówisz... o Ojcu Ewy, którą znasz i chyba lubisz... Ona... nieważne, jak trudno mi to przyjąć - jest jego częścią... i jest z nami... I on nie jest demonem. Nie bardziej niż Ty, a czasem patrząc - może i mniej... Moebius - tak się nie da, komuś trzeba dać kredyt zaufania, bo inaczej ginie się - szybko i samotnie.
Wrogowie Feniksa... tak... ale... jeśli się da - wolałabym przerobić ich na jego przyjaciół niż na nawóz...
I przystopuj trochę z tekstami o Obunach, wiesz... nie tylko Ty masz odciski...
A jeśli chodzi o śmieszność tego stwierdzenia... Ech, co ja Ci będę bebechy przed nos wywalać i mierzyć się z Tobą czyje bardziej pocięte... Niech Ci będzie, chodzi tylko o to, że próba porozumienia - musi być też próbą zrozumienia.
04.07.2005, 22:52 :: 195.150.76.4

Moebius

Oni mają rację, Vario.
Tym razem nam się udało, nie dopuściliśmy do tragedii. Ale jak długo jeszcze? Pomyśl - gdyby nie moja interwencja mielibyśmy na B2 drugi Stygmat.
Nie. Jedynym rozwiązaniem jest doszczętne wybicie tego gówna. Przynajmniej w Znanych Światach. Oraz na wszystkich planetach należących do ludzi (Ukarów, Voroksów, Obun... no dobra, nie posuwajmy się za daleko).
A że są to istoty inteligentne? Cóż, całe życie spędziłem na zabijaniu właśnie takich istot, więc to żaden argument. Są wrogiem Feniksa - muszą zginąc. Proste.
Co do Twego kolejnego argumentu - o niezrozumieniu. Wybacz, ale to śmieszne. I, z tego co się orientuję, w naszym zespole mam chyba największe doświadczenie w tego typu traktowaniu... niestety.
Ostatnia sprawa - "ojciec". Nie znam całej historii, więc może nie powinienem się wypowiadać, ale... No, nie ufam mu po prostu. Po ostatnich wydarzeniach straciłem zresztą zaufanie do wszystkich demonów (a "ojciec" jest demonem). Jest on istotą zbyt starą i potężną, a przy tym za szybko się uczy. Z tego nic dobrego nie wyniknie.
04.07.2005, 22:33 :: 83.29.39.159

Varia

Nie jestem dziecinna! Słuchajcie... Ja... wiem, co znaczy być postrzeganym... inaczej. Może jako zagrożenie... Do cholery, ludzie... Ja nie mówię: poddajcie się nadchodzącym i nadstawcie zadki do skopania, tylko twierdzę, że warto najpierw się rozeznać... Ja... też się ich boję, ale... Może jest alternatywa - poza walką na wyniszczenie.
Ojca też postrzegaliśmy jako zagrożenie, nie..? Żywił się ludźmi, i co..? I się dało... I teraz jest cennym sprzymierzeńcem. Więc nie miejcie tak zakutych, skostniałych pojęć. Aż dziw - oboje zajmujecie się nauką, teoretycznie powinniście mieć otwarte, elastyczne umysły, a reagujecie jak para starych ortodoksów ze skłonnościami do Avestii...
04.07.2005, 22:19 :: 83.29.251.177

Leila

Zgadzam się z Vasilijem. Nie bądź dizecinna Vario. Symbionci to następny krok ewolucji - nowe - doskonalsze formy życia - przede wszystkim dizęki niesamowitemu aparatowi genetycznemu. To w praktyce ozancza, zę naturalną koleją rzeczy jest to, że wyprą stare formy życia - czyli nas. A my jako istoty inteligentne nie chcemy tego.
04.07.2005, 20:45 :: 195.150.76.4

Vasil

Inteligentnej...właśnie o to chodzi. Gdyby to były zwierzeta, proste organizmy, można by się nie przejmować za bardzo - jak przyjdzie co do czego (np. zaczną zabijać, itp.), to pozamyka się w rezerwatach. I tyle.
Ale z symbiontami ten numer nie przejdzie na Jo...na Wszechstwórcę (:)). Właśnie ich inteligencja jest zagrożeniem. Ich zdolność do adaptacji. I chęć przemienienia (w bliższej lub dalszej perspektywie) wszystkiego co się rusza, na drzewo - owszem - ucieka, a nawet i tego drzewa w pokrewne sobie istoty. Sprzymierzeńcy...przeciw komu? Obawiam się, że to oni są jednym z największych zagrożeń - ewentualny sojusz nie utrzymałby się długo (do czasu, aż będą na tyle silni, żeby i z nami się rozprawić...zakładając, że wcześniej nie przejdą na stronę przeciwnika).
Sposó porozumienia? Owszem - pogadać możemy. Ale co im zaoferujemy? Ich interesują (o ilewiemy) nowe terytoria do zasiedlenia i nowe geny...tak by się złożyło, że tak jednego, jak i drugiego mamy w sam raz dla nas samych i wątpię, żeby ktoś z rządzących chciał z tego rezygnować (zwłaszcza własnego).
A tak w ogóle, to oni już są naszymi wrogami... i Zakonu (tfu-tfu) zapewne też. Lub wkrótce się nimi staną.
Tak by się złożyło, że jesteśmy - w większym przynajmniej fragmencie - ludźmi i typowo ludzkie zachowania są typowo naszymi zachowaniami (tak ogólnie). A, że kilka razy z symbiontami do czynienia mieliśmy, i nie były to spotkania towarzyskie, pozwala nam w jakis sposób się do nich ustosunkować.
Glut był cześcią tego wydarzenia...choć może lepiej powiedzieć: nieuniknionym elementem. Akurat tym najmniej miłym...
04.07.2005, 20:10 :: 83.16.4.226

Jonathan

Symbionci z pkt. widzenia ludzkości nie są naturalnymi sprzymierzeńcami. Z tego prostego powodu że pasożytują na ludziach i innych ogranizmach. Ponadto przez 70 lat na B2 była matka symbiontów, a to oznacza prawdopodobnie nie usunie się już symbiontów z B2 bez bombardowania planetarnego.
04.07.2005, 19:52 :: 83.29.39.159

Varia

A, Komnato... Śliczny leminkaineński akcent... Nie wiedziałam, że symbionci mają poczucie humoru... Ale... jeśli jednak nie mają... to cofam poprzednią wypowiedź...
04.07.2005, 19:41 :: 83.29.39.159

Varia

Primo - eksterminacja inteligentnej rasy to nie rozwiązanie... Cholera, prezentujecie typowo ludzkie agresywne podejście - nie znam tego, nie rozumiem tego, ergo boję się tego - zabić to. Ludzie, weźcie na wstrzymanie... Ja wiem, że oni mogą być zagrożeniem, ale - może niekoniecznie, może są w stanie czegoś nas nauczyć, może możemy koegzystować. Trzeba po prostu znaleźć sposób porozumienia. Poza tym - póki nie są przeciwko nam - są potencjalnymi sprzymierzeńcami, jeśli zaczniemy z nimi ostro pogrywać - staną się - też potancjalnymi sprzymierzeńcami... tyle, że Zakonu...
Vasil - miałeś minę zadowolonego leminga, myślałam, że ten glut jest dla Ciebie istotny, a przynajmniej upamiętnia jakieś doniosłe wydarzenie.
Moebius - nie odgrażaj się Hawkwoodowi, to dobre chłopię, tylko nieco kaprawe... Może na tamten czas nie poinformowanie nikogo było słuszną decyzją. Było, minęło, ważne, że kto trza - trzyma rękę na pulsie...
04.07.2005, 18:51 :: 83.29.44.112

Komnata

We ar the Chamber, resistance is futile, remove your cybernetics and prepare to be asimilated...
04.07.2005, 18:09 :: 83.29.251.177

Leila

Symbionty na Ligheim, symbionty na BII. Pomimo blokady na Stygmacie oni przeciekają do Znanych Światów i lokują się na tyłach. I pewnego pięknego dnia po prostu wezmą nas w dwa ognie.
Osobiście uważam, że jedyną szansą ludzi jest nie dopuszczenie symbiontów - jak widzimy zostało to zaprzepaszczone, robale rozlazły się po planetach. Czarno to widzę. A raczej zielono.
04.07.2005, 17:23 :: 195.150.76.4

Vasil

Problem w tym, że na dłuższą metę to, do czego doszliśmy, niczego nie rozwiązuje. Kiedyś będzie musiało do konfrontacji dojść. Wolałbym wówczas nie bawić w stolicy.
No, ale na ten moment była to decyzja najlepsza. Służby bezpieczeństwa nie są jeszcze wystarczająco gotowe. Choć zapewne wkrótce będą.
Kurde...zapomniałem o mojej zagluconej koszuli...cały dzień w niej paradowałem. Gdyby to był chociaż jakiś smar...
Oczywiście nikt się nie znalazł, żeby mi powiedzieć...
Phi...
04.07.2005, 10:09 :: 62.121.129.194

Moebius

No i już. Przynajmniej kupiliśmy sobie trochę czasu. A co do Michaela Hawkwooda - mam nadzieję, że już od dłuższego czasu gryzie ziemię. Tak byłoby dla niego najlepiej...
ownlog.com :: Wróć