Gasnąco-Słońcowe
Komentarze


4 novembris 5001

Tajemnica Jonathana cz.2

Sesja Drejkowa

BY ALEXANDER

Tak jak pisałem w poprzednim liście umówiłem się z adeptem Ericssonem i adiunktem Connardem na następny dzień by omówić plan działania związany z poszukiwaniem zabójców Connarda seniora. Pan Connard jak zwykle małomówny powiedział tylko że podejrzewa kogoś powiązanego z ambasadą Midian.

Niestety przed spotkaniem dowiedziałem się, że moja towarzyszka i droga przyjaciółka markiza AnnaMaria Torreblanca zaniemogła i od dwóch prawie dni pogrążona jest w letargu. Czym prędzej pojechałem do niej by dowiedzieć się o jej stan zdrowia…
Na szczęście gdy przybyłem stan jej poprawił się już znacznie i zaczynała się wybudzać z tego stanu…

Okazało się że stała się ofiarą ataku telepatycznego i dogłębnego sondowania umysłu… Co ciekawe sprawca tylko sprawdzał jej wspomnienia związane z panem Connardem… co znów skierowało mnie do przerwanego śledztwa… Spotkaliśmy się we czwórkę w hotelowym barze.. Pustym o tej porze dnia… Idealnym prawie na rozmowę… Pan Connard nie mówił wiele… Coś o wojennym projekcie dla Midiańczyków… Natury biotechnologicznej… W tym momencie przez bar przeszedł mężczyzna, który wywołał u AnnyMarii dreszcz… Psyhonik… Telepata… I to silny… Tak silny jak ja… Chciałem za nim podązyć myślą, ale pan Connard zaczął nalegać na przeniesienie się do bardziej ustronnego miejsca czym rozproszył moje starania…
AnnaMaria zaproponowała swój apartament…

Spokojnie wsiedliśmy do windy i pojechaliśmy do góry…
O ile się nie mylę pierwszy zagrożenie wyczuł Clash, ochroniarz Jonathana… Zagrożenie i krew…. Rozejrzałem się pozazmysłowo po pokoju AnnyMarii i zastałem tam pobojowisko, trupy i dogorywającą służącą… Przodem wysłałem Clasha i Ericssona, żeby zabezpieczyli teren, ale w głowie już wtedy świtało mi że zabójcy tu nie ma… Gdy teren został zabezpieczony udaliśmy się na miejsce zbrodni… Chciałem tego oszczędzić mojej drogiej przyjaciółce, ale ta dzielna i twarda kobieta, nawet nie myślała o pozostaniu na korytarzu…
Obejrzeliśmy pokój i od razu skontaktowałem się ze szpitalem świętego Bartłomieja załatwiając grawikaretkę dla poszkodowanej (o wezwaniu kornera i chłopaków z Rycerzowi nie wspominając)… Oględziny zarówno empiryczne jak i pozazmysłowe pozwoliły ustalić przebieg morderstwa. Telepata opanował kuzyna AnnyMarii i zmusił go do zabicia pokojówek. Te były jednak wyszkolonymi ochroniarkami i nie sprzedały tanio swojego życia…

Kierowca pana Connarda poinformował nas, że zauważył poszukiwanego telepatę. Nie tracąc czasu wykorzystałem swoje unikalne talenty dopadłem mordercę… Próbował wedrzeć mi się do głowy lecz hart ducha i techniki jakich uczono mnie od dzieciństwa pozwoliły mi go pokonać… Uniosłem go w powietrze i przetransportowałem aż na taras apartamentu AnnyMarii, gdzie Clash ogłuszył go z charakterystycznym dla siebie wdziękiem…

Gdy tylko dostarczono nam inhibitor mocy rozpoczęliśmy przesłuchanie. Udało nam się potwierdzić że morderca przeskanował wcześniej AnneMarie a teraz po prostu chciał zatrzeć ślady zabijając ją… Dowiedzieliśmy się, też że jest członkiem jakiejś organizacji (jak już wtedy mniemałem, któregoś z potężniejszych sabatów)
Gdy mieliśmy przystąpić do kolejnej fazy przesłuchania w ścianę naszego budynku uderzył grawimotor z rykiem wbijając się do naszego pokoju… Nam na szczęście nic się nie stało, gdyż Clash uratował Connarda i przesłuchiwanego, ja ochroniłem AnneMarię, a adept Ericsson poradził sobie sam… Podjąłem jednak decyzję o przeniesieniu przesłuchania do siedziby Rycerzy Poszukujących…

Umieściłem AnneMarię w bezpiecznych pokojach gościnnych Rycerzy Poszukujących, a potem załatwiłem profesjonalne przesłuchanie. Już po półgodzinie mieliśmy pierwsze wyniki… Nasz delikwent okazał się członkiem Niewidzialnej Ścieżki… Tak tych psów bez honoru… Wybacz ojcze…
Ale najciekawsza rzeczą chyba był wyznany powód zainteresowania Connardem. Otóż ojciec jego zajmował się terapią genetyczną aktywizującą moce Psi… A pan Connard miał mieć ważną część jego notatek u siebie… Zaproponowałem mu więc, poparty przez AnneMarię, prosty układ… On daje Cesarstwu notatki ojca, a Cesarstwo pomaga jemu….
Tymczasem pan Connard…



Komentarze:
10.07.2005, 16:21 :: 194.150.99.136

Alexander W.

Nie wstapie do nowicjatu Avesti... Lubie się wygodnie wyspać i dobrze zjeść... A rozwijam w sobie inne cnoty i w inny sposób niż wielebni bracia ze Swiatyni Wieczności...
10.07.2005, 16:13 :: 83.29.90.142

Manuel T

Nie "panie", tylko "ojcze", względnie "wielebny".
A o poddawanie eksperymentom antynomisty prosze sie nie obawiac - nasi Teurgowie są naprawdę silni.
O grzechach natomiast porozmawiamy gdy wstąpi Pan do nowicjatu Świątynii Avesti...
10.07.2005, 16:03 :: 194.150.99.136

Alexander W

Zaprawde dziwny jest Kościół którego kapłanem jestes panie Manuelu... Ten w którym mnie wychowano był inny... Ale może dlatego żem urodził się na Świętej Terrze gdzie relikwie nie pozwałają sie zblizyć złym mocom a nie na Kish...
Rzec też chcialem, że niezbyt rozgarnietym trzeba być, żeby antynomiste lub mandżystę poddawać eksperymentom wzmacniającym potencjał okultystyczny... Może te eksprymenty sa ad maiorem Pancreatori Gloriam ale nadal sa sprzeczne z prawem kanonicznym... Toż eksprymenty genertyczne to najbardzieć przeczne Wszechstwórcy technologie...
10.07.2005, 15:57 :: 83.29.90.142

Manuel T

Widać, że niewiele wie Pan na temat doktryny Kościoła.
Skazaniec, zamiast śmierci w płomieniach, może wybrać przekazanie ciała na eksperymenty... które wszak prowadzone będą ad maiorem Pancreatori gloriam... i dla obrony Jego owieczek...
10.07.2005, 15:54 :: 194.150.99.136

Alexander W.

I skopałbym mu zadek...

Chcialem tez powiedziec ze gdy bylem jeszcze małym Wolwetroniątkiem ojciec czytał mi opowieści o dzielnych Kalinthi walczących z demonami i ratującymi z rąk brudnych kultystów piękne dziewice... Rycerskich Braci Wojennych i odważnych Egzorcystów dzielnie wkraczających tam gdzie panował Mrok Spoza Gwiazd...
Jak dorosłem przekonałem sie, że to bujdy na resorach...
Teraz pan Manuel pokazał mi prawdziwą twarz Kalinthi.. Eksperymenty na ludziach... Fuj... A gdzie przykazania ??
10.07.2005, 15:47 :: 83.29.90.142

Manuel T

Taaak? To proszę bardzo! Śmiało! Droga wolna! Ja sobie siądę, wezmę wiaderko prażonego ryżu i będę zajadać, a pan Wolverton będzie się w międzyczasie naparzać z demonem.
Gdzie odesłać Pańskie zwłoki? Rodzinie czy Cesarzowi?
10.07.2005, 15:43 :: 194.150.99.136

Alexander W.

I tacy ludzie stoja miedzy nami a demonami... To ja wole swoje specjalne talenty... I im ufać...
10.07.2005, 14:55 :: 83.29.90.142

Manuel T

Wezwijcie Kalinthi! My nie mamy takich oporów! :D
10.07.2005, 14:09 :: 194.150.99.136

Alexander W.

Hrabino... Pani...
Wiesz dobrze ze Archiwisci Mazzarina beda sobie w stanie poradzic z kontynuacja badan Connarda seniora...
Oczywiście Zakon Eskatoniczny zostanie poproszony o pomoc, ale obawiam sie ze metody urzywane przez koscioł mogły by być za mało radykalne...
Wiesz przeciez ze takie badania moga pochłonąc ofiary (dobrowolnych ochotników oczywiście) a Eskatonicy jako ludzie święci moga byc temu... cóż... Przeciwni...
09.07.2005, 23:13 :: 83.29.24.165

Aida

Jak widzę... metody działania powtarzają się... Dramatyczne wydarzenia w apartamentach markizy Torreblanca przywodzą mi na myśl podobne zajście w klasztorze Eskatonicznym... Współczuję, to traumatyczne przeżycie.
Niemniej - nie dziwię się napaści. Prowadzone przez pana Connarda badania zaiste godne są najwyższego zainteresowania... Radziłabym także nawiązać kontakt z zakonem eskatonicznym. Sekta ta mogłaby tak wiele uzyskać, jak i wiele wnieść w prowadzone eksperymenty...
ownlog.com :: Wróć