Menu :


Link :: 06.04.2006 :: 08:57
18-27 ianuarius 5002

Dragovic i wycieczka na ksiezyc cz.1

Sesja Drejkowa - D3

BY ALEKSIEJ

„Mówi się, że sen jest realny tylko dopóki trwa.
Czyż tego samego nie można by powiedzieć o życiu?”


W gościnę do Pana Draković zaproszono nas w sposób dosyć nietypowy. Ruda kobieta, ubrana jedynie w naszyjnik, pokazująca dłonią bym poszedł za nią. Korytarz, którego wcześniej nie było. Wszystko to stało się prawdopodobnie w środku nocy, ale nie mogę być tego pewien, bo mój komunikator gdzieś zniknął.
Spotykamy się w opuszczonej sali balowej – ja, Leon Dragazes i Obun Qeer-Velis-Tox. Świetnie, tylko co robi tutaj ten Obun? No nic, pewnie się przyda do czegoś. Zaczynamy zwiedzać pomieszczenie i znajdujemy jakiś stary szkielet siedzący w rogu. Po chwili Dragazes znajduje pokój naszego gospodarza, starca, który przedstawia się po chwili jako Dragović. Mówi, że oprócz mnie i Dragazesa powinien być tu jeszcze pan Wolverton, ale najwyraźniej go nie ma. Dragović biega chwile wokoło Velisa, po czym stwierdza, że widzi „obok niego” Williama Wolvertona. Tylko tego jeszcze brakowało...
Cóż, w końcu dowiadujemy się o co chodzi – gospodarz potrzebuje przewieźć z B2 na Kadyks, Świętą Terrę i Severusa jakieś skrzynie, tylko nie bardzo ma jak to zrobić. A skontaktować się mógł tylko z nami. Zaraz, zaraz, a niby czemu mamy robić dla niego za przewoźników? Statek kosmiczny? Możliwe że uszkodzony, ale tylko ze starości? Tak, to zupełnie zmienia postać rzeczy. Szczególnie, że podobno należał do jakiegoś przodka Dragazesa. Co więcej mamy całkiem blisko, bo jest w opuszczonej kolonii na jednym z księżyców w układzie. W takim razie zgoda, zrobi się.

***

Budzę się we własnym łóżku. Uff, to tylko sen. Komunikator tym razem jest na miejscu, więc od razu go zakładam, ubieram się w błyskawicznym tempie i biegnę do Dragazesa, na którego praktycznie wpadam w połowie drogi. Sądząc po wyrazie twarzy to nie był tylko mój sen. Albo to w ogóle nie był sen. Dobra, bierzemy się do roboty, sporo rzeczy jest do załatwienia. Najpierw wysyłam ludzi żeby znaleźli mi tego Obuna, bo wie trochę za dużo jak na mój gust. Wsiadamy w grawilimuzynę i lecimy wynająć statek, pilota i załatwić mnóstwo innych drobiazgów potrzebnych do podróży. Komunikator dzwoni, znaleźli Velisa. Świetnie, umówcie go do mnie na 19. Niech ktoś przypilnuje, żeby przyszedł. Tylko delikatnie.
Wracamy do mojego apartamentu, siadamy i czekamy. Velis pojawia się punktualnie pod ochroną dwóch agentów. Poleci Pan z nami na wycieczkę, Panie Qeer-Velis-Tox? Oczywiście, nie narzucam Panu niczego, jednak na Pana miejscu dobrze bym przemyślał sytuację. Nie ma Pan nic przeciwko? Cudownie, w takim razie będzie Pan moim gościem do czasu wylotu...

***
„Nie pytam czy masz paranoję.
Pytam, czy masz wystarczającą paranoję...”


Kolejny dzień, załatwiam dwóch najemników, skafandry kosmiczne i karabiny plazmowe, a nuż się przydadzą. Przepytuje jeszcze Velisa żeby dowiedzieć się co potrafi. Psychonik, zna się trochę na technice. To interesujące, chyba rzeczywiście się nam przyda. W końcu wsiadamy w statek i lecimy. Ciasno, niewygodnie, ale to tylko mały transportowiec, nie luksusowy jacht kosmiczny na jaki mam nadzieję.
Na miejscu zastajemy rozlatującą się kolonię na biegunie otoczoną kilkoma budynkami, zapewne to hangary i magazyny. Kiedyś pewnie było tu całkiem ładnie, z tym widokiem na gazowego giganta... Wybieramy losowy hangar i lądujemy. Atmosfera bliska próżni, skafandry się przydadzą. Zabezpieczamy teren, wchodzimy do hangaru. Cholera, nie ma zasilania, śluza się zacięła. Trzeba zawołać techników. No chyba że coś z tym zrobisz, Velis? Nigdy nie sądziłem, że do śluzy można włamać się kawałkiem pręta... Jest! Piękny jacht kosmiczny, stoi sobie na wysięgnikach i czeka na szczęśliwych znalazców. Pobieżnie sprawdzamy okoliczne pomieszczenia, wzywamy techników i dobieramy się do statku. Weszliśmy, wszystko jest dobrze, potrzeba tylko paliwa na odpalenie reaktora. W ładowni znajdujemy jedną skrzynię z ceramstali, a na mostku szczątki człowieka. Z nieśmiertelnika wynika, że to Ivanowić Dragazes. Dziwnie kojarzy mi się to z Dragović. A w dodatku chyba za dobrze nam idzie...
Krzyk w komunikatorze, po nim krótki charkot. No i spokój się skończył. Coś rozwaliło na strzępy technika wracającego z paliwem. Dobra, dawać mi zdjęcia z kamer statku, a my idziemy na miejsce. I tak trzeba przyprowadzić pilota. Są zdjęcia, nie wyszły, to coś było za szybkie na tak niskiej jakości kamerę. Najemnicy przodem, my czekamy w korytarzyku do śluzy. To coś biegnie, widzę to kątem oka – sporych rozmiarów mechaniczny kot z pojedynczym czerwonym okiem. Strzelam, dostał. W tym momencie zaczyna się kanonada. Maszyna w przelocie ucięła głowę jednemu z moich najemników. Drugi najemnik i ochroniarz Dragazesa też otwierają ogień. Paweł ma eksplodujące kule – działają całkiem nieźle. Tym razem mierzę, strzał w oko – tam nie będzie płyt pancernych. Trafiony. Tylko dlaczego nie wpadłem na to, że może wybuchnąć? Drugi najemnik też niestety nie wróci już do domu. Przynajmniej nie zepsuło karabinów plazmowych. Bierzemy pilota na jacht i rozwalamy ścianę hangaru bombami. W międzyczasie z Dragazesem przeszukujemy magazyny, ale innych skrzyń nie ma w tym hangarze.
Trudno, wrócimy tu kiedy indziej z małą armią, na razie zbieramy się na orbitę. Na przyszłość muszę pamiętać, żeby brać ze sobą więcej uzbrojonych ludzi. Hmm Velis, czemu masz taką spiętą minę, widziałeś coś? Duchy poprzednich właścicieli? Cudownie, a już miałem nadzieję że dalej pójdzie jak po maśle. Podróż na B2 upływa bez większych trudności, chociaż „mieszkańcy” statku dają znać o sobie od czasu do czasu.

Komentuj (0)


Link :: 06.04.2006 :: 10:33
27 iulius - 11 augustus 5002

Powrót z Gwiazd

Sesja Specjalna

BY MANUEL

Kochana Babciu, Katarzyno Dymitrowna!

Mam nadzieję, iż ten list zastanie Cię w zdrowiu. Ja obecnie przebywam na Marsie, gdzie prowadzę dość delikatne negocjacje, mające zapewnić (w zamierzeniach) dominującą dla naszego Rodu pozycję. Pomny Twych nauk, staram się nie ustępować innym w szlachetnej sztuce dyplomacji…

***


Koniec balowania na Ikonie. Kolejna misja zlecona przez moją szacowną Kuzynkę. Ale co to… towarzyszyć mi będzie… Aida? Chylę czoła i milczę…
Poranek. List… Uciekłaś, Varia. Uciekłaś mi w momencie, w którym niemal dysponowałem już remedium na Twoją… chorobę. Jednak, gdziekolwiek jesteś, wiedz jedno. Znajdę Cię, prędzej czy później. Bo to ja miałem zrobić coś głupiego, nie Ty… zapomniałaś? Ja chrzanię taki układ!

***


Obecnie pozostaje nam jedynie omówić księstwa kościelne, co do których wszystkie trudności występują, zanim się je posiądzie, gdyż zyskuje się je przez cnotę lub szczęście, a zatrzymuje bez jednego i drugiego. Albowiem są one oparte na starodawnych urządzeniach religijnych, a te wszystkie tak są potężne i taką mają właściwość, że podtrzymują swych książąt przy władzy bez względu na to, jak ci postępują i żyją. Tylko ci książęta mają państwa, a ich nie bronią, mają poddanych, a nimi nie rządzą, i nikt im nie odbiera państw, pozostawionych bez obrony, a poddani, ponieważ nie są rządzeni, nie troszczą się o nich i ani myślą, ani mogą się ich pozbyć. Są to więc jedyne księstwa, które są bezpieczne i szczęśliwe.

***


Cholera, głupia sprawa… wszyscy żyją już wyjazdem, dodatkowo Askar dobity ucieczką Varii… a dziś jego urodziny. Kazałem kupić najszlachetniejszego konia ze stadnin Ikony… niech ma chłop choć to na pociechę. A, widać że utrafiłem w gusta… Askarowi aż się oczy zaświeciły.
Lecimy na Terrę.

***


Utrzymanie się nowego księcia przy księstwach zależy od jego dzielności, mniej od szczęścia. Łatwiej utrzyma się ten kto mniej liczy na szczęście. Ułatwienie wynika z tego, że nowy książę musi tam zamieszkać nie mając innego państwa. Ci którzy dzielnością dochodzą do władzy książęcej z trudem ją uzyskują, ale z łatwością utrzymują...

***


Przed nami Święta Ziemia… kolebka ludzkości. Przyjęto nas posiłkiem, i na następny dzień zasiedliśmy do rozmów…
Palamedesie… nie jam winien! Sam widzisz, co zrobili z Twoim Kościołem… tylko zdecydowane działania mogą Go uzdrowić. Toteż z czystym sumieniem podpisałem wstępną umowę z Synecullą. Czułem się jak lekarz, którzy podaje choremu uzdrawiającą miksturę… po raz kolejny trzymałem losy Znanych Światów w swych rękach. Ale tym razem nie wahałem się. Nie zmieniamy wszak doktryny, a administrację. A dzięki temu… wreszcie odrodzić się będzie mógł pradawny i słuszny kult przodków, tłumiony przez wieki przez krótkowzrocznych… nie, nie kapłanów, ale zarządców kościelnych, nazywających się w swej pysze Patriarchami…
***

…Natura ludów jest zmienna, łatwo ich o czymś przekonać, lecz trudno umocnić w przekonaniu. Trzeba więc gdy ludzie wierzyć księciu przestaną, nie po dobroci, lecz siłą ich do siebie nawrócić.

***


Koniec negocjacji. Hola hola, mili państwo! Co widzę?! Niesmak na twarzach, zażenowanie? A czego oczekiwaliście? Że Kościół dalej będzie rozrywany, w chaosie? Nie twierdzę, że to co zrobiliśmy było najlepszym rozwiązaniem… ale na pewno w jakiś sposób naprawiło istniejącą sytuację… Wskażcie mi inne wyjście, a pomogę wam z całych sił!
Tylko działanie, pamiętajcie, daje efekty. Dobre, złe, ale daje. Natomiast czekanie z założonymi rękami… nie ma nic gorszego. Tak samo jak negocjacje za plecami przyjaciół… rozumiem jednak że w tym przypadku cel uświęcił środki…

***


Nim Karol, król Gwynneth, wkroczył do układu Terry, pozostawała ta planeta pod władzą patriarchy, Marsjan, króla Azji, księcia hazackiego i Decadosów. Ci potentaci musieli uważać głównie na dwie rzeczy: jedną, aby cudzoziemiec nie wkroczył zbrojnie do Terry; drugą, aby żaden z nich nie rozszerzył swego państwa. Najwięcej troski budzili pod tym względem patriarcha i Decadosi. I aby utrzymać w karbach Decadosów, trzeba było związku wszystkich innych państw, jak to miało miejsce dla obrony Ferrary; aby zaś powściągnąć patriarchę, posługiwano się baronami Marsa, którzy byli podzieleni na dwa stronnictwa: Orisinich i Colonnów, i nigdy nie brakło przyczyn do zatargów między nimi. Oni więc, stojąc w obliczu patriarchy z bronią w ręku, utrzymywali patriarchat w słabości i bezsilności. Niekiedy wprawdzie był patriarchą człowiek śmiały, jak np. Sykstus, mimo to ani szczęście, ani umiejętność nie zdołały nigdy uwolnić go od tych niedogodności. Przyczyną tego była też krótkość rządów patriarchów, gdyż w dziesięciu latach - tyle przeciętnie rządził każdy z nich - ledwo zdołał upokorzyć jedno stronnictwo; a jeżeli - powiedzmy - jeden patriarcha poskromił prawie Colonnów, to znów jego następca, wróg Orsinich, wywyższał tych, których poprzednik nie miał czasu zupełnie wygubić. To było przyczyną, że w małej cenie były na Terrze siły świeckie patriarchy.

***


Żałuję, że nie porozmawiałem z Fatimą na tyle, na ile wymagała sytuacja. Niestety… ale widzę, że moje wskazówki dały jej do myślenia. Bardzo dobrze, Wasza Wysokość… bardzo dobrze. Jeszcze wrócimy do tych rozmów, daj Wszechstwórco przed twoim ślubem… i uważaj na siebie. Wielka polityka to jak polowanie na Ungavorox… albo my ich, albo oni ciebie. W każdym razie – cieszę się, że i na płaszczyźnie dyplomacji znaleźliśmy porozumienie, choć może i dobrze, że pewne nasze ustalenia pozostały w sferze planów…

***


Leila… niepokorna siostra Askara. Przyczyna jego zmartwień.. ech… Leilo… Nie widzisz, że on i tak dzierży wielkie brzemię? Powinnaś go wspierać, nie dokładać kolejne. Tak, wiem, nikt nie jest bez winy… Z pewnością wynalazłabyś wiele jego wad… tylko po co? Nie widzisz co się dzieje dookoła?
Jednak chylę czoła nad twoją mądrością. Pozostawienie go było chyba najlepszym wyjściem. Nie wiem tylko jak będziesz mogła zasypiać co noc, jeżeli jemu coś się stanie… dlatego tylko że Ciebie nie było… nie wiem…

***


Aida… ech, jak to się przedziwnie losy plotą. 14 miesięcy… taaak, nie miałaś powodów żeby mnie lubić. Miło, że przynajmniej dogadaliśmy się na płaszczyźnie dyplomacji. Mimo wszystko – powodzenia w przyszłości, kontesso. Będzie nam wszystkim potrzebne…

***


Zestawiwszy wszystkie czyny księcia, nie umiałbym go potępiać, przeciwnie, zdaje mi się, że powinienem, jak to uczyniłem, stawiać go za wzór do naśladowania tym wszystkim, którzy wznieśli się do władzy dzięki szczęściu.

***


Przede mną powrót na Ungavoroks i zagospodarowanie arcybiskupstwa i nowych ziem. Potem – ślub Fatimy. A co dalej? Wszechstwórca raczy wiedzieć. Wyruszę pewnie gdzieś z Młodym… jeżeli obydwaj się nie będziemy wspierać, to wszystko w co wierzymy i co planujemy – rozpieprzy się na kawałki. A wojna coraz bliżej…
A teraz – prędko do Fativy i z powrotem na Terrę…

***


Annuntio vobis gaudium magnum…

Cytaty za: „Kniaź” – autor: Mykoła Makiawelowicz Decados, Kadyks 4150


DODATEK
Moj dziennik - by Leila
Komentuj (0)


Link :: 06.04.2006 :: 12:04
25 augustus 5002

Uciekinierzy cz. 1

Sesja Wewnatrztygodniowa

BY SETH


Jak długo jeszcze. Suchary się kończą, woda... Nie myśl. Oddech. Nie myśl.

***


Kontenery powoli opuszczane są na płytę lądowiska. Jeden, dru… urządzenie ściągające przedwcześnie przerywa wiązkę i wielkie metalowe pudło z impetem uderza o ziemię. Z roztrzaskanego boku wylatuje… człowiek. A przynajmniej coś człowieka przypominającego. Momentalnie podrywa się z ziemi i pędem rusza w stronę najbliższego hangaru. Nadzorujący wyładunek - ludzie w mundurach … - reagują instynktownie. Uniesienie broni. Strzały - chcą ogłuszyć.

Uciekać! Unik, unik. Schować się. Hangar. Unik. Schować. Byle dalej! Jeszcze trochę…!ZAGROŻENIE! Otaczają mnie! Szybkie rozglądnięcie. Tamtędy. Ominąć. Szybko!

Z trudem wyślizguje się z ramion nadbiegającego żołnierza, i pędzi dalej, nie oglądając się za siebie. Najemnicy odcinają jednak prawie wszystkie drogi ucieczki. Sytuacja staje się beznadziejna.

!UWAGA! Nie teraz…

Potyka się i pada jak długi. Przez chwilę jeszcze szamocze się, jakby przyciśnięty do ziemi niewidzialnym ciężarem. Otoczony wianuszkiem uzbrojonych po zęby żołdaków, rezygnuje z próby oporu…

Złapali. To koniec…

***


Zostawcie mnie! Wypuśćcie! Nie chcę być związany! Nie chcę tu być. Wypuśćcie. Wszystko boli. Obiecałeś…

***


Kim oni są? Czego chcą ode mnie? Od początku udają miłych, zwłaszcza ten wysoki. Znam pana, Askarze Ibn Selim al Allaw Malik. A ten drugi? Czegoś ode mnie chce. Jest silny. Czytał mnie. Za bardzo. I podaje się za kogoś ważnego.
Są jeszcze inni. Lekarze. Dużo lekarzy. Ta wysoka pani chyba jest symp… nie. Próbuje zdobyć moje zaufanie. Jest z nimi. Wszyscy są z nimi.
Dobre jedzenie. Śmiesznie tu pachnie. Tak. Śmiesznie. Ale dom ładny.
Jeszcze Ukarowie. Co najmniej troje. W tym jeden dziwny. Podejrzany. I kobieta ze znakiem na twarzy. Siostra pana Askara. Podali rękę na powitanie. Dlaczego?
Czy nie wszyscy mają swój numer? Co jest dziwnego w moim? Numer określa kim jesteś. A imię to tylko dodatek.
Dużo wojska. Pilnują mnie. Mówi, że dla mojego bezpieczeństwa. Ciekawe co za mnie chcą? Kiedy się znudzą?
Prysznic. Czyste ubranie.
Pytania. Nie kłamię. Chyba nie trzeba. Chyba nie można. Dużo mocy.
Wydaje się, że wiem coś, czego oni nie wiedzą. O co im może chodzić?
Inhibitor. Też dla mojego dobra? Ciekawe…


***


Jest tu ktoś nowy. W mojej głowie. Słyszę jego oddech.

Jesteś mój.


Komentuj (8)


Link :: 13.04.2006 :: 17:47
10 – 17 maius 5002

„Kuszenie/Upadek?” – cz. 2,3 i 4

Sesja Drejkowa - D2

BY ANTONIO

Zaiste, przedziwne były ostatnie dni, przedziwne te minione wydarzenia...

Oto zamiast patrolować asteroidy na zadupiu, odkryłem nowy układ. Zupełnym przypadkiem, czy może przeznaczeniem? Jedną fregatą rozbiłem dwukrotnie liczniejsze siły Symbiontów przy wrotach. Droga do nieznanego, a zarazem od dawna wiadomego, stanęła otworem. (Tylko malutki kawałek...) Zostawiłem kurier przy wrotach, by próbował znaleźć kod skokowy powrotny – wedle standardowej procedury. Przeklętej procedury! I polecieliśmy eksplorować...

Podczas lotu tutaj, do tej pełnej życia planety, wydawało mi się, że emocje: napięcie, niepewność, nadzieja także, sięgały zenitu. Jakże się myliłem – w porównaniu z tym co przezywam teraz, ech... Lecz odkrywanie nowych planet także ma ogromny urok. Zwłaszcza dla dowódcy, oficera. Wpierw zamarznięta bryła krążąca po orbicie najdalej od słońca, potem ogromny gazowy gigant, następnie Szafir (a chciałem go Oktawią nazwać – mogli mi Symbionci nie podawać ichniejszej nazwy), gdzie istnieją nieznane dotychczas formy życia. Jeszcze czerwona, pustynna planeta i wreszcie ona! Zielony, porośnięty lasami glob, gdzie czekałeś Ty (Kilka kroków i wyciągnąć rękę...). A nad planetą...

Niczego nieświadoma flota Symbiontów. Pierwsza przeszkoda. Jeszcze niepomni naszej bliskości – ach, sondy to wspaniale urządzenia! I wtedy kolejna kłoda pod moimi nogami (już żadnych ich nie ma, na co czekasz?). Kurier zniszczony, moi ludzie polegli! To coś, co wleciało do układu, nie dało im żadnych szans. A śmierć poszła na marne, bo nie wiemy nadal kto tu zagościł. Najpewniej inni Symbionci... tylko czemu ci tutaj nic o nich nie wiedzą? A może następni po Niego? (jeden ruch i nie będzie już niepewności!).

W każdym razie nic nam korzystnego. Wzięci w dwa ognie, bez kluczy powrotnych – odwrót nie wchodził w grę. (Także z innych przyczyn, prawda?) Trzeba było więc grać złego, nieczułego na śmierć podkomendnych dowódcę i porozmawiać z Li Halanką. Ciekawe, czy bez jej pomocy (bo poparciem nazwać tego się nie da) także bym zaatakował? Szczęśliwie ona ma serce – i nie musiałem się wiele męczyć. Ukarowie będą chronić moich ludzi i mój okręt, gdy narażę ich bezsensownie na śmierć. Gdyby choć trochę zrozumienia realiów wojennych... Ale cóż, za lojalną służbę nieraz karmią gorzkim chlebem. A chociaż moja flota zwiększyła się o 12 okrętów – przynajmniej chwilowo.

Jak pociski Symbiontów uciekały przed nimi, rozpraszały się na wszystkie strony, byle dalej! – takie sceny niejeden oficer pragnąłby zobaczyć i umrzeć. Tak do kolejna przeszkoda zniknęła (do naszego szczęścia, pamiętaj!). Nakazałem lądowanie jak najbliżej stąd, zanim flota po drugiej stronie planety się przegrupuje i zaatakuje.

Wysiedliśmy w Pancerzach Wspomaganych i od razu natrafiliśmy na nią, opiekunkę. (Ech, żebyś tak wystrzelił na sam jej widok!) Nie. To byłoby złe, nadal jest szansa na sojusz, choć teraz już nikła. No właśnie... Zaczęliśmy rozmawiać. Kto by pomyślał, ze te żuczkopodobne cosie wysyłane zawsze do naszych okrętów przez Symbionty to ich nadajniki komunikacyjne! Być może gdyby nie odruch strzelania do wszystkiego, co związane z ich rasą, już dawno mielibyśmy na Stygmacie pokój? Teraz jest szansa.

Ale to chyba jedyna dobra rzecz, jakiej się dowiedziałem. Tak... Próbowałem wszystkiego: perswazji, malowania wizji straszliwego niebezpieczeństwa czekającego na nas i na nich, jeśli się nie połączymy, kłamstw, gróźb wreszcie – i nic! Tylko ciągłe: że niszczysz wszechświat, wysysasz życie, że nie ma nic gorszego niż obudzenie Cię. Brednie. Tyle już Was jest, ze gdyby było to prawdą, nie mielibyśmy wszechświata od dawna! (To na co czekasz?) Ale próżno mi to mówić. Ech, czasem chciałbym być dyplomatą, a nie uczyć się tej umiejętności na błędach... Szczęśliwie, zgodziła się wreszcie byśmy przyszli tutaj, bym mógł z Tobą „porozmawiać”. Chciała tylko tej głupiej głowicy, przedostatniej. Proszę bardzo – połączenie z technikiem i gotowa.

A! Zapomniałbym że w międzyczasie Decados - kapitan próbował mnie pozbawić dowodzenia. Widać, że właśnie za nieudolność zesłano go na Zapomniane Miejsce!. Zaś wszystko to przez tą nawiedzoną bestię - Monikę. Opętany przez demona – phi, brednie! (Pospiesz się...)

I tak poszliśmy w głąb, Symbionci przodem. Godziny wlokły się jak nigdy! Wreszcie pierwsza pieczara, ta właśnie i ten oto wrak. I następna, ogromna, w niej Ty! Ledwie, ledwie się tylko powstrzymałem przed rzuceniem się, abyś mnie pochwycił (Możesz to jeszcze nadrobić!). Zeszliśmy, krok za krokiem. Aż na wyciągnięcie ręki! Troszeczkę!
Czemu Ty mnie tak męczysz? Nigdy przedtem nie przeżywałem takiej katorgi. (To ją zakończ!). Nie, daj spokój teraz. Powiedziałem im co należało, Ty znasz fakty. Jeszcze tylko kilka godzin – będziemy wiedzieli co przyleciało do systemu. I spróbujemy. Pohamuj się. Daj mi myśleć o czymś innym.

Właśnie, ten wrak. Okręt Drapieżców z nieznanego metalu (?). Stumetrowy, połowa wypalona, lecz część dziobowa sprawna. Kilka komór stazy, w nich Urowie, jedna pusta. Mam nadzieje że decyzja o zabraniu ich na górę i zabezpieczeniu w wahadłowcu się nie zemści. Ale lepiej zaryzykować – być może tylko to zdołamy uratować, jeśli jaskinia się zawali. Tak... rozłożyliśmy tutaj to przenośne centrum badawcze. Lasery – i tniemy! Szczęśliwie moje środki ostrożności były daremne – wewnątrz pusto. Kilkanaście godzin. Mostek, kajuty, maszynownia? Te wygodne fotele... Udało mi się zaprzątnąć przy tym uwagę Li Halanki i skłonić ją, przynajmniej chwilowo, do współpracy. Tylko czemu wymaga ona, bym znał wszystkie zawiłości Wojny w Niebie?

Dobra! Dość siedzenia i rozmyślania o niczym. Coś konstruktywnego: jak uruchomić ten statek? Musi się jakoś dać – próbujemy! A poza tym czymś trzeba zając te kilka pozostałych godzin. O, te pomieszczenia wydają się warte przecięcia i otwarcia!

Komentuj (3)


Link :: 16.04.2006 :: 16:35
EWA


- Ewa… Kochanie… Pojedziesz teraz na Byzantium… Tam czeka na Ciebie szkoła… Poznasz nowe dzieci… Poznasz rzeczy, których ja bym Cię nie nauczyła…

- Ale mamo… Ja chcę zostać z Tobą… Jesteś moja mamusią i przy tobie czuję się szczęśliwa…

- Mama musi zająć się tu pewnymi sprawami… Będzie niebezpiecznie…

- Ale ja Cię obronię…

- Nie wątpię kochanie, ale lepiej bym się czuła, gdybym wiedziała, że jesteś bezpieczna…

[Płacz]

- No już… Wszystko będzie dobrze… Mama wróci do Ciebie…



Dzień 2

Mama obiecała, że do mnie wróci. Że będzie przy mnie… Słowo mamy jest święte… Przecież by mnie nie oszukała. Spakowałam więc swoje rzeczy. Jaka szkoda, że Mazzie i Pluszar zostali na Ikonie. Miałabym się z kim bawić podczas lotu tym ciasnym kurierem… Gwiazdy za oknem zmieniają się jak w kalejdoskopie, który pokazał mi wujek Wasyl. Już niedługo będę na planecie, może tam wujek Chamon pozwoli mi pożyczyć książki z biblioteki Inżynierów. I on nie będzie mówił, że astrofizyka to coś, czym nie powinny się zajmować małe dziewczynki.
Ciekawe, co robi teraz mama… Mama… Mama… Gdzie jesteś… Nie czuję Cię… Zmysł, którego nauczył mnie Papa jeszcze nigdy mnie nie zawiódł… Czuję Wrota… Czuję niteczkę łączącą je z tymi w systemie mamy… A tam… Tam pusto… mamo… Mamo… MAMO…

Dzień 3

Mamo…

Dzień 4

Obiecałaś… Zimno mi… Pusto mi… Słono mi… Mamo… Dlaczego… Mamo….
Jozue… Mama zniknęła… Jozue, braciszku…. NIE… NIE uspokajaj mnie… Nie ma jej… Mówisz tak tylko, bo chcesz żebym przestała płakać… Ona… Ona wiedziała, gdy mnie odsyłała…
To ta głupia wojna… I ten głupi Pol… To dlatego… Nie, Jozue… Nie przekonasz mnie… ZRYWAM KONTAKT…

Dzień 5

Samotność jest straszna… Ale już zawsze taka będę… Jutro lądujemy na B2… I co ja teraz zrobię sama… Oni wszyscy mają swoja wojnę i nikt się mną nie przejmuje… Matka odesłała mnie… Wolała POWOŁANIE… WALKĘ… Niż swoją własną córkę… Do dupy, jak mawia wujek Moebius, z takim światem…
Może Papa mnie przyjmie…
NIE…
Jak już wybrałam ten świat to będę konsekwentna… Prawdziwy Wędrowiec nigdy się nie poddaje...
Dziwne… Nigdy tak do końca nie myślałam o sobie jako o Wędrowcu, zawsze myślałam, że jako człowiek będę szczęśliwsza… Ale teraz, gdy już przekonałam się, że na nikogo nie mogę liczyć to może czas zrewidować niektóre poglądy…
A o nich… Mogę zapomnieć… Czas zacząć nowe… Własne życie…

Dzień 6

To było proste. Uśpienie porucznika i drugiego pilota… Nikt nie spodziewa się po małej dziewczynce takiego talentu, prawda..?
Teraz lądowanie… Pikuś, jak mawiał wujek Wasyl… Dziecko Złotej Jedenastki poradzi sobie z tym bez problemów… Ciocia Tavira i wujek Corran pokazali mi kilka sztuczek, a ciocia Annika była dobrą nauczycielką nawigacji… Teraz tylko żeby kontrola lotów się nie zorientowała, że statek pilotuje siedmiolatka…
Mały dynx… Wujek Wasyl nauczył mnie podstaw elektroniki… Lektura Małego Inżyniera z jego szafki dostarczonego przez barnejowego szczura (tego pozytronowego wariata brakować mi będzie najbardziej) dopełniła reszty wykształcenia…
"Tu eee… Cesarski Kurier CK-239… Mam… eee…. Problemy z podwoziem…" - odezwałam się do komunikatora, a dynx przełożył to na męski głos - "Musze lądować… W szczerym polu…"

Dzień 7

Witaj, wujku Chamonie… Myślałam, że twoje ptaszki znajdą mnie już wczoraj… Nie kryłam się specjalnie, prawda..? Pytasz, czemu to robię… Wujku... Myślałam, że zrozumiesz bez pytania…
Oni... Oni mnie opuścili… Matka… wujek Wasyl, wujek Moebius, ciocia Leila, oni wszyscy… Matki już nawet nie wyczuwam moim talentem… Nie ma jej... Mówisz wujku, że ty mnie wychowasz… Że będę miała z Tobą dobrze… Dziękuję, wujku, ale nie... Masz na głowie Cesarstwo i wojnę… Nie będziesz sobie zaprzątał głowy taka małą dziewczynką jak ja…
Wszyscy macie na głowie Cesarstwo i wojnę. Przecież nie zajmiesz się mną sam tylko oddasz mnie swoim ludziom… Wiem, że mam racje… Wszystko jest ważniejsze ode mnie… Wszyscy tak uważacie…
Nie potrzeba… Poradzę sobie sama…
Cieszę się, że się ze mną zgadzasz wujku… Cieszę się też, że nikomu nie powiesz, co się ze mną stało… Matce i Askarowi też nie… Niech żyją własnym życiem - beze mnie..
Mówisz wujku, że oskarżam ich za bardzo… Nie mieszkasz z nimi… Oboje uważają, że jestem dla nich ciężarem…
Będzie mnie chroniła anima ? Dobrze, wujku… Ale tylko dopóki jej nie odeślę… I nie oszukuj… Wiesz, że Papa pokazał mi jak je znajdować.

Dzień 10

Życie w kanale kolejki nie jest takie złe... A te małe jaszczurki są smaczne… I nawet nie jestem głodna… Wiem, wujku Brusie, że szczury są większe i pożywniejsze. Ale nie lubię ich zabijać. Przez prawie całe świadome życie przyjaźniłam się ze szczurami Barneja… To byłoby jak zabijanie przyjaciół… A może nawet kanibalizm?
Cieszę się, że wujek Chamon Cię przysłał… Mam do kogo umysł otworzyć… Samotność jest okropna… Dobrze, że mam Ciebie… Ty jeden jesteś tylko dla mnie.


Dzień kolejny

Wiesz, wujku… Jak zbiorę trochę pieniędzy to pójdę do terminu do jakiegoś Inżyniera… Może potem wstąpię do Gildii… My, Wędrowcy, mamy smykałkę do technologii… A wujek Wasyl i jego szafka nauczyły mnie wiele…
Będę samodzielna…

Inny dzień (chyba… Ewa od kilku dni nie wychodziła na słońce)

Wujku… Zabraniam Ci mówić Wujkowi Chamonowi o mojej chorobie *khe* *khe* Zabraniam, rozumiesz..? Jeżeli mam być sama to musze się nauczyć sobie z tym radzić *khe* *khe* Z gorączką też, wujku… Tobie też zabraniam mi pomagać…
To była tylko moja wina, że wpadłam do tego bajorka… *khe*

Dzień choroby trzeci

Zimno… Chyba gorączka się wzmaga… Boli… *khe* *khe* Nie mogę się ruszyć...
Wujku… Przesuniesz mi wodę?
Mamo… Czemu…

Dzień choroby szósty

Już mi lepiej, wujku... Dziękuję za ogień… Jestem zła na Ciebie, bo nie posłuchałeś mojej prośby… Ale dziękuję… Rosół powinien mnie wzmocnić…
Widzisz..? *khe* *khe* Już mi lepiej…

Dzień (kilka dni później)

Wujku ?
Wujku ?
Gdzie jesteś… Wujku !!!!
Nie… Ty nie mogłeś być taki jak ona… Jak oni…
Choroba już prawie ustąpiła… Wujku… Czemu Cię tu nie ma… Wujku…
Co to za zapach… Gaz… Gaz…

Dzień (chyba ten sam)

Pluszowy pokój… Śmieszne… Czemu obijać ściany pokoju pluszem… Niektórzy ludzie są głupi…
Ryba z Madoc… Przywołuje to kilka wspomnień…
Tylko czemu prehistoryczna Ewunia szczuje mnie prehistorycznym Mazziem…
Drzwi zamknięte…
WUUJKU !!!

Dzień (nadal ten sam)

Drzwi się otwierają… Ale brzydki facet… O, i ma fryzurę taką jak Askar… Śmieszną…
Czemu on zdejmuje jalabę..?
Prehistoryczna Ewuniu, o co ci chodzi?
Wujku..
Wujku, ratuj…
Mamo…

WUJEK!! JESTEŚ…
Przegoń go, wujku… On jest zły…

Dzień (chwilę później)

Kim był ten facet? Powiesz mi kiedyś… Dobrze… Nie pytam już…
Uciekamy? Czekaj, wujku… Tu są jeszcze inne dzieci... One są tak samo samotne jak ja..
Słyszałam, jak płaczą… Weźmy je z nami… Nie mają nikogo…

Zbierać się… Idziemy stąd… Szybko… Bo ktoś może przyjść.

Dzień ucieczki pierwszy

Słuchajcie… Rozbijemy tu obóz… Musimy się przespać… (Ton, którego nauczyłam się od cioci Anniki przydaje się w takich sytuacjach) Madlene przygotujesz posiłek… Patryk i Jamie… Zbieracie drewno… Wujek nam je zapali…
Wiem, że nie widzicie wujka… Wujek jest Aniołem (prawda, wujku??)
Dziwne… Chyba już nie jestem sama…
Śmieszno… Miło…

Dzień ucieczki drugi (chyba)

Ktoś idzie, wujku… To pogoń! Wujku zatrzymaj ich…

To Askar i wujek Manuel…

Dobrze, Askarze… Wyjdę, skoro tak krzyczysz… wyjdę i wygarnę ci co myślę… Może wtedy się ode mnie odczepicie raz na zawsze… mam teraz nową rodzinę… Może ją również chcesz mi odebrać, co..?
MOJA MATKA MNIE ZDRADZIŁA (krzyczę do niego)… I WY TEŻ… Dajcie mi spokój z waszą wojną i waszym Polem… Ten bachor jest dla MOJEJ MATKI ważniejszy ode mnie! Jakim prawem… Jakim prawem…
Weźcie zajmijcie się swoja wojną… Wszystkim tym, co jest ważniejsze… A mnie zostawcie z nimi… Oni mnie potrzebują…

Ciepło bijące od niego… Ale czemu..? On nienawidził mnie najbardziej z nich wszystkich… Askar? Askar…

Przysięgnij, że ona wróci… PRZYSIĘGNIJ NA SWÓJ MIECZ…

Ciepło…

Żegnaj, wujku… A może do zobaczenia…

Dzień 28 sierpień 5002

Ciepło…


Komentuj (7)


Link :: 17.04.2006 :: 19:26
27 ianuarius - 12 februaris 5002

Dragovic i wycieczka na ksiezyc cz.2

Sesja Drejkowa - D3

BY ALEKSIEJ

27 I 5002

Remont jachtu kosmicznego to spore przedsięwzięcie. Po całym statku biegają technicy, ciągle ktoś coś wierci albo piłuje... Dragazes stwierdził, że zostanie na pokładzie a ja też specjalnie nie miałem ochoty spać w hotelu. Chociaż przy tym całym huku zaczynam się zastanawiać, czy aby na pewno był to dobry pomysł. Duchy nie dały o sobie znać. Za to technicy przytaszczyli bardzo fajny laser przemysłowy do cięcia ścian między kajutami - w końcu 3 na 5 metrów to trochę mało. Chyba mam pomysł... Otwórzmy tym laserem naszą skrzynię!
Chwilę później ekipa techników już skanuje skrzynie. Stwierdzili że można odciąć plasterek z boku bez narażania zawartości. Dobra, tnijcie. Wsadźcie kamerę gdzieś tak w połowie i zobaczymy co jest w środku. O jasna... Kobieta? Żywa? Nie wiecie? Ciąć to dalej! Ja ją już gdzieś... Tak, była z Dragoviciem w naszym śnie. Odsuwają "wieko", wezwany naprędce aptekarz zaczyna ją badać... Żyje! Silna psychoniczka, będzie ciekawie... Ale mogą być z tym pewne problemy. Obudziła się najwyraźniej... Skoro rzuca aptekarzem po ścianach to pewnie niepotrzebna jej pomoc medyczna. Nie, to nie Severus. Jeszcze nie. Pani siostry? Pewnie zostały w kolonii, wrócimy po nie po remoncie. A teraz zapraszamy na obiad, pewnie Pani zgłodniała po tych dwustu latach.

28 I 5002

Nasza "pasażerka" nazywa się Mara Dragović. Wyszła dzisiaj pozwiedzać miasto. Dysponuje też sporą ilością kamieni szlachetnych, więc płaci za wszystko sama.

29 I 5002

Remont nareszcie zakończony! Możemy lecieć z powrotem do kolonii. Pośrednicy nareszcie załatwili mi ochroniarza. Malcolm Cole, całkiem uzdolniony, żaden klient jeszcze mu nie zginął. Świetnie.

1 II 5002

Wylądowaliśmy w kolonii, nieopodal rozwalonego wcześniej hangaru. Pani Draković potrafi znaleźć pozostałe skrzynie. Bardzo dobrze - nie będzie trzeba przeszukiwać tych wszystkich ruin. W połowie drogi do kopuły odzywa się komunikator. Avestianie? Ich tu tylko brakowało. Mamy jakieś 45 minut do ich lądowania, trzeba się spieszyć. Bez większych problemów znajdujemy pozostałe dwie skrzynie. Startujemy, udało się zdążyć jakieś 2 minuty przed czasem.
Korweta Avestii wywołuje nas. Rozpieram się wygodnie w fotelu kapitana, na ekranie pojawia się obraz zakapturzonego pielgrzyma. Inspekcja? Ten jacht to teren należący do rodziny Iwanowicz Decados, ma Pan zezwolenie od Arcyksięcia? Władza świecka Pana nie obchodzi? To może od arcybiskupa Severusa lub B2? Albo pieczęć Synodu Inkwizytorów? Nie? To proszę szukać innych frajerów. Wniesie Pan skargę? Dobrze, ja też wniosę. To tyle jeżeli chodzi o napalonych Azbestów. A teraz na Severusa.

7 II 5002

Urodziny Dragazesa. Dostał ode mnie broszę z modliszką. Poza tym postrzelaliśmy sobie trochę do meteorytów. Muszę kazać zmienić drążki w komputerach celowniczych, bo strasznie łatwo się urywają.

12 II 5002

W końcu w domu! Dragazes wysiadł na swoich ziemiach (całkiem sympatyczny płaskowyż), a Pani Mara w Tsaritsyn. Teraz pozostaje pytanie co zrobię z pozostałymi dwoma skrzyniami... Na razie jednak cieszę się z powrotu do Karmazynowej Przystani. W dodatku niedługo impreza urodzinowa u Dragazesa.


Komentuj (0)


Link :: 23.04.2006 :: 13:31






OBWIESZCZENIE



Czyni się wiadomym wszem i wobec, że wraz z dniem 10 septembrisa 5002 daimyo ziem Noshizoko i Kanclerz Ikony Aida hrabina Noshizoko LiHalan zostaje uznana za martwą.

Wszystkie jej ziemie wracają opiekę Krzyża, aż nie pojawi się legalny spadkobierca hrabiny lub nie minie lat dziesięć.

Tron Cardanzo boleje nad strata wiernego i oddanego lennika.



Podpisano



Fativa księżna Cardanzo LiHalan

Suprema dux Ikona,

Protektorka Ungavoroks,

Dziedziczna protektorka Fatimy,

kardynał Kościoła Wszechświatowego etc etc...






Komentuj (2)


Link :: 24.04.2006 :: 15:58
26-28 augustus 5002

Uciekinierzy cz.2

Sesja Wewnatrztygodniowa

BY ASKAR


Siedzę i myślę o chłopaku. Jak najlepiej go podejść? Nie chcę po prostu go wykorzystywać, jedynie wskazać mu drogę... Ale informacje, które może posiadać są cholernie cenne. Trzeba je wydostać. Z zamyślenia wyrywa mnie dźwięk komunikatora, Jego-Aylońska-Oświeconość Fajsal zaprasza Manuela i mnie na kolację. Ciekawe, czego tym razem chce stary dżin...
Kolacja upływa na lekkich pogaduszkach, po czym Fajsal przechodzi do rzeczy. Zginął pewien al-malicki markiz, znany ze swoich... nietypowych upodobań. Znaczy się pedofil. Wymieniamy z Mańkiem skwaszone spojrzenia, ale cóż zrobić... Zajmiemy się tym. Pierwszy przystanek — kostnica.
Nie wygląda to przyjemnie. Facet... został rozerwany od środka. Na drobne kawałki. Jakby jego kości eksplodowały... Widać ślady Vis i czegoś podobnego do ścieżki Tworzenia. Dziwne, naprawdę. Manuel odprawia rytuał, próbuje poznać przeszłość. Czytam obrazy człowieka rozerwanego przez animę, a wcześniej spotykającego się z dość charakterystycznym osobnikiem. Zlecamy wykonanie portretu pamięciowego.
Wracamy do mojego pałacu, proszę Laurę o zajęcie się chłopcem, a Moebiusa o dobranie sobie kilku ludzi i próbę przeszukania slumsów. Może uda mu się znaleźć Ewę... czy raczej może Ewa zauważy jego i sama się odezwie. My z Mańkiem — wyposażenie i w drogę na miejsce zbrodni.
Dość zaniedbane osiedle, mieszka tu biedna szlachta. W środku nocy raczej pusto, poza gromadką miejscowej żulii. Kilka monet zmienia właściciela i miejscowi wskazują nam miejsce, w którym możemy znaleźć osobnika, który spotkał się wcześniej z markizem. To właściciel lokalnego burdelu o wdzięcznej nazwie "Fatima". No, no...
Rozmowa z burdeltatą jest łatwiejsza, niż przypuszczałem. Facet jest przerażony, mamrocze coś na temat demonów w kanałach. Udaje nam się wyciągnąć trochę informacji. Okazuje się, że gość prowadzi również poboczną działalność dla ludzi o specyficznych gustach — gustach takich, jak nasz markiz. Gotuje się w nas.
Powoli, ostrożnie, schodzimy do kanałów. Cele (bo nie można tego inaczej nazwać są puste), strażnicy martwi. W tylnej części — dziura w murze. Przechodzimy. Idziemy śladami grupki dzieci, wokół unoszą się ślady animy. Podróż trwa kilka godzin, w końcu, w oddali... światło ogniska.
Anima rusza naprzeciwko nam. Nie chce dopuścić nas do dzieci, twierdzi, że chroni je na czyjś rozkaz. Zaczyna mi świtać w głowie. Głośno wołam Ewę po imieniu. Dziewczyna pojawia się u wyjścia z małego namiotu. Jest wściekła... rzuca oskarżenia pod kątem Varii, Paula, mnie, Cesarstwa, wojny... Ewuniu... przecież to nie tak... Nie zapomniałem o Tobie... po prostu myślałem, że wolisz mnie unikać... wybacz mi.
Przemawiam do niej cicho i spokojnie, zbliżając się powoli. Przykucam przed nią. Ewa płacze. Wyciągam ręce i przytulam ją. Opada mi na ramię.
Anima stwierdza, że Jego Pokurczowatość zdecydował się oddać nam dzieci pod opiekę. Kiwam głową, przeklinając w myślach. Przeklinam los i cholerną wojnę. Ewa zasnęła w moich ramionach.
Anima prowadzi nas do wyjścia z kanałów. Blade światło bizantyjskiego świtu wydaje mi się cieplejsze, niż południe na Istakhr. Już będzie dobrze...

Komentuj (8)


Link :: 24.04.2006 :: 16:01
28-30 augustus 5002

Cienie minione - prolog cz.1

Sesja Wewnatrztygodniowa

BY SETH

Gdzieś mnie przenoszą. Nazywają to miejsce Skorpionem. To chyba daleko, sądząc po przygotowaniach. Czyżby … coś się stało? Czegoś się dowiedzieli, a może … nawiązali kontakt. Z nimi.

***


Ruda dziewczynka i śmieszne zwierzątko. Zabierasz się z nami. Ciekawe, kim jesteś …

***


Lot. Kilka dni. Wciąż nic się nie dzieje. Dali mi jakieś testy, żebym nie przeszkadzał. Czemu nie. Mogę rozwiązać. Wizyty. Hmm … proszę pani – zastanawiam się, jaka powinna być tu odpowiedź. Waham się między … ta? Tak przypuszczałem, nie byłem tylko pewien. A jest tu coś do czytania? To świetnie. Z chęcią przeglądnę. Chyba znajdę coś ciekawego …

Cisza i spokój …

***


*4994-A-372-P* …

Oni tu są. Wiedzą. Jak? Znaleźli mnie …

… *4994-A-372-P*4994-A-372-P*4994-A-372-P* …

Aaa… zostawcie mnie! Nie myśl! Zostawcie. Oni tu są …

… *4994-A-372-P*4994-A-372-P*4994-A-372-P*4994-A-372-P* …

Nie mogli mnie znaleźć. Nie ma mnie. Nie myśl …

***


Ten nazywany Manuelem coś zrobił. Modlitwa. Cisza i spokój …

***


Nareszcie odlecieli. A teraz … jestem na przesłuchaniu. Znowu pytania. Po co chcecie to wiedzieć? Nic wam to przecież nie da. Skąd pochodzę? Urodziłem się w bazie. Mieszkałem tam. Mówiłem przecież. Grad pytań. Presja. Nie dam się złamać. Nie w ten sposób. Ale niech wam będzie – baza nazywa się Świątynia. Czy techniki? No … w dużej mierze tak. A te statki? Testowe ciężkie myśliwce. Pilot połączony z maszyną. Tak – jest tam kamień Cienia …

***


Dlaczego mam wam wszystko powiedzieć? Uratowaliście mnie? Co to znaczy, że jesteście fajni? Co z tego, że lubicie tego, który wygląda jak ukar, a nim nie jest? Już jesteście górą nad Zakonem? Nie sądzę …


Jestem zmęczony.

***


Wiem czego chcecie. Informacji. To informacji wam brakuje. Wyrwiecie je za wszelką cenę. A później, jak będzie po wszystkim … znowu ich wezwiecie, jak przed chwilą. Albo wyrzucicie przez śluzę w pustkę. Jak śmiecia. Tak.

***


Ciemno w kajucie. Chłopak leży na wznak na łóżku. Oczy ma zamknięte, ale nie śpi.

Pozory mylą. Wrogowie udają przyjaciół. Ale, kiedy się zdenerwują, prawda wychodzi na jaw. Szczerość … ja wiem co mnie czeka. Śmierć. W ten czy inny sposób. Liczyłem się z nią uciekając. Cały czas się liczę.
Wciąż uciekam, choć złapany. Ukrywam się, choć widoczny. Wolny, choć w kajdanach. Nie zrozumiecie tego …
Nie potraficie.
Nie chcecie.





Komentuj (11)


Link :: 27.04.2006 :: 10:19
31 augustus - 4 septembirs 5002

Cienie minione - prolog cz.2

Sesja Wewnatrztygodniowa

BY LEILA


„W poduszkę wtulam twarz, jak wspominam, gdy
na twojej głowie usiadł motyl - śmiesznie ci;
strąciłeś lekko go, jak odrzuciłeś mnie;
za oknem wstaje dzień – a we mnie czarna noc
(...)
Moja wiara umiera
Twoja wiara się budzi”



Dalszy lot upływa spokojnie. Większość czasu spędzam czytając o vau, ćwiczę, gram na fletni i medytuję. W miarę możliwości nie opuszczam swojej kabiny. Nie będę się nikomu pchać przed oczy. To już nie jest „mój” Allaw. Teraz jestem tylko dodatkowym, nie przez wszystkich mile widzianym, pasażerem.

Chciałam tylko porozmawiać z Jenny, ona jednak mnie unika. Skoro tak...

Zresztą, co ja się oszukuję, nigdy już nie będzie jak dawniej. Coś się kończy. Muszę to zaakceptować. Teraz – lecę przecież na Skorpiona tylko po to, żeby porozmawiać z Vasilijem. Nie wiem wprawdzie, czy on zechce mnie wysłuchać. Kiedy wychodziłam z restauracji on zaczął coś mówić, ale nie zwracałam uwagi na jego słowa. Gniew był łatwiejszy. Potem... potem minęło trochę czasu. Przemyślałam wszystko, poukładałam sobie. Nie było to łatwe. Doszłam do wniosku, że muszę to wyjaśnić. Jeszcze nie tak dawno temu, powiedziałabym, że to, co chcę mu powiedzieć będzie z mojej strony... upokorzeniem, ale niech to. Chcę wiedzieć. Nawet jeśli odpowiedzią będzie stwierdzenie, że byłam dla niego tylko kolejną „szprynią” do kolekcji, miłą rozrywką, przyjemnością po pracy.

***


Askar przypomina mi, że chce, bym zajęła się Młodym. Pamiętam, że ucieszyło mnie, kiedy niejako „oddelegował” mnie do tego zadania. Raz, że bardzo tego chciałam... chłopak... chciałabym mu pomóc... on... nie ma nikogo... nie ma dokąd pójść... jest zupełnie sam... ścigają go... podejrzewam, że nie wie, co dalej robić... jak dalej żyć... Czasami, kiedy o nim myślę wydaje mi się, że wbrew wszelkim pozorom mamy ze sobą wiele wspólnego – oboje musimy znaleźć jakąś drogę... Czasami też, myślę sobie, że lepiej jest szukać drogi z kimś, niż samotnie...

Szprycują go inhibitorami, cały czas inwigilują, każą rozwiązywać serie testów. Takie traktowanie jest moim zdaniem nieludzkie. Przecież to jeszcze prawie dziecko. Skrzywdzone dziecko. Niedoszłe narzędzie - a teraz - mój brat traktuje go jak nową zabawkę, Manuel jak... przedmiot. Potencjalnego szpiega. Źródło informacji. Czemu nie widzicie w nim zagubionego i przestraszonego człowieka, który potrzebuje pomocy?

Próbowałam tłumaczyć, żeby traktowali go lepiej – nie słuchali mnie. Tyle dobrze, że ja się mam tym zająć to przynajmniej inni dadzą mu spokój. A czemu jeszcze – pomyślałam sobie, że może to jakiś, pewnego rodzaju gest zaufania i wiary w moje umiejętności ze strony Askara. Czyżby wreszcie zaczął mnie choć trochę doceniać?

Zatem idę. Pukam. Odpowiada po chwili. Zastaję go siedzącego na pryczy i patrzącego w ścianę. To, co jest w nim najsmutniejsze to pozorny brak emocji. Maska obojętności. Albo może – rezygnacji. Chciałabym przebić się przez tą barierę. Nie obchodzą mnie jego informacje. Zaczynam rozmawiać – nie idzie mi to łatwo, wciąż zastanawiam się, co by tu powiedzieć. Jestem wobec niego szczera... zaczynam od wspomnienia rozmowy w mesie. Mówię o dotyczących go podejrzeniach. Chłopak pyta, gdzie lecimy i co zamierzamy z nim zrobić na miejscu. Tłumaczę tylko, że do bazy spotkać się z kimś, niestety nie mogę powiedzieć mu dokładnie, gdzie ona jest, bo cóż – niestety jest jakieś tam ryzyko, że szpieguje (może nawet nieświadomie – może tylko pozwolili mu uciec wdrukowawszy uprzednio instrukcje, z których nawet nie zdaje sobie sprawy). Rozmowa na chwilę schodzi na tematy okultyzmu. Potem... mówię, że zastanawiam się, gdzie byłby bezpieczny, jednak w świetle zbliżającej się wojny trudno mi wskazać takie miejsce. Młody pyta o ogólną sytuację i o planety poszczególnych rodów – tłumaczę kto i gdzie. Wydaje się być zdziwiony, gdy mówię, że Znane Światy nie stanowią jedności, że nie wiadomo kto opowie się po czyjej stronie. Oho – głos w mojej głowie. Askar ma pretensje, że za dużo mówię. A jak mam niby nawiązać nić porozumienia?

Drgnięcie. Jakiś statek przycumował. Okazuje się, że to Varia. Idę się przywitać.

Jest słaba, ale to chyba nic poważnego. Jest też Cichy. Askar zanosi ją do medlabu, Ewa drepce tuż obok (ha – dobrze, że wróciła, może teraz mój brat zajmie się nią i zostawi mnie w spokoju). Nie będę przeszkadzać. Cichy musi od razu lecieć. Dowiadujemy się o problemach na Gwynneth – Lemin Fuego wysłał kapłanów mających „naprostować” lokalny kościół.

Czas pożegnania. Drapieżca podaje rękę Askarowi, Manuelowi, moja dłoń pozostaje zawieszona w powietrzu. Dlaczego? Wydawało mi się, że ostatnio byliśmy w lepszej komitywie. Akurat, co do Cichego to naprawdę nie potrafię wskazać ani odrobiny winy z mojej strony. Nie rozumiem. Dlaczego wszyscy odwracają się ode mnie? Przecież zawsze chciałam być miła i dobra, chciałam tylko, żeby ludzie mnie lubili... Robiłam, co mogłam, żeby tak było...

Wracam do 4994. Kontynuujemy rozmowę. Askar odzywa się ponownie – znowu rozkazująco-ponaglający ton. W domyśle – przyjdź wysłuchać moich zarzutów. Echhh... Jeszcze chwila. Cholera, gdyby nie to, że to ja tu jestem intruzem... Proponuję zmianę tematu na coś przyjemniejszego. Co robimy w wolnym czasie... no, różne rzeczy – ja przeważnie uczę się, albo medytuję, ćwiczę grę... co jeszcze można -... ha, spędzać czas z przyjaciółmi, trenować... a jeszcze inni ludzie – tańczą, bawią się, uprawiają ogródki, chodzą na spacery... Askar pokrzykuje mentalnie coraz bardziej. Tymczasem rozmowa z Młodym nieoczekiwanie schodzi na temat nierówności społecznych. Chłopak znów się dziwi – jak to jest, że jedni nie mają za co żyć a inni posiadają nadmiarze, co o tym decyduje, czy można to zmienić. Próbuję mu jakoś wytłumaczyć. Ech – i znowu Askar. Dobra – idę.

Wchodzimy do mesy – ja, Askar, Manuel. „Proszę usiąść” – zimny, oficjalny ton. Czuję się jak przesłuchiwana. Askar stoi w drzwiach. Wiem, co teraz będzie. Co ciekawe głos zamiast niego zabiera Oktawian. „Od teraz nie może pani z nim rozmawiać”. Pani? I ty Manuelu przeciwko mnie? To, co wydarzyło się na Ikonie – urodziny, cały pobyt, śledztwo... Myślałam... sposób, w jaki się do mnie odzywałeś... nasze relacje, co do których przypuszczałam, że są dobre... a teraz „pani”... jakby jedna moja rozmowa, w czasie której tak naprawdę nie powiedziałam Małemu niczego, czego by Zakon nie wiedział... taka drobnostka... właściwie oznacza tylko, ile jest warta twoja przychylność i... jak wielka jest moja naiwność... ( w sumie – czemu ja się dziwię – jest przecież przyjacielem Askara) I jeszcze jedno – nie podobało mu się moje pomaganie Młodemu w testach. Mam ochotę odpowiedzieć mu, że to było tak naprawdę tylko jedno pytanie, a po raz pierwszy zobaczyłam, że coś zainteresowało chłopaka i nadarzyła się okazja nawiązania jakiegokolwiek kontaktu. Milczę jednak. Nie będę się kłócić. Czy to już wszystko?

Tylko czemu tak mi przykro. Ale to nic, to tylko kolejny znak. Przypomnienie i ponaglenie. To już nie jest moje miejsce. Czas, najwyższy czas odejść. Im prędzej, tym lepiej. Każdy dzień tu jest stracony.


„Zaśpiewa puste serce, jak anioł, czy Bóg;
to szyba płacze; oczy suche, czekam – wróć,
zapomnę ci chłód, wybaczę słowa złe;
jak kwiat zakwitnę na, tę jedną, jedną chwilę
(...)
Moja wiara się budzi
Twoja wiara umiera”



„Odejdź” – to Jenny. Jest z nią źle, naprawdę źle. Nie dziwię się. Jestem bezradna.

Przychodzę po jakimś czasie. Tylko jedno słowo, proszę, potem sobie pójdę. Otwiera mi. „Przepraszam”
„Nie trzeba...to nie oto chodzi...poza tym – to niczego nie zmieni...a teraz...wybacz”.

Ma rację. Tyle razy mówiłam sobie „napiszę list do Jenny” – i nie napisałam. Od czasu Aylonu minął rok. Zostawiliśmy ją zupełnie samą. Przestaliśmy się interesować. Odesłaliśmy do sanatorium, bo co? Liczyliśmy, że inni ludzie jej tam pomogą, za nas, którzy nie umieliśmy, a może nawet nie chcieliśmy... My, którzy uważaliśmy się z jej przyjaciół? W najgorszym dla niej momencie, kiedy odleciał jej mąż, kiedy porwano jej dziecko. Porzuciliśmy ją i odepchnęliśmy. Jennifer Kropotkin – wyrzut sumienia, który usunęliśmy sprzed naszych oczu, i o którym zapomnieliśmy, bo przypominała nam naszą największą porażkę?

Przecież była moją przyjaciółką. I ja mam pretensje od Vasilija? A ja, co zrobiłam? Pamiętam to jak dziś – pamiętam demona – choć przecież nie wiedziałam wtedy, że to nie była ona (chociaż – klon miał jej umysł, więc bardzo prawdopodobne, że powiedział to, co Jenny sama myślała) Opowiadała mi o snach – nagich drzewach, krukach.. zagładzie...jak bardzo się boi... ja... zapewniałam ją, że będzie dobrze. Pamiętam nawet ton swojego głosu podczas tej rozmowy. Tłumaczyłam, że przyszłość nie jest zdeterminowana. Obiecałam, że zaopiekujemy się Paulem razem i wyrośnie na dobrego człowieka. W końcu nawet chyba udało mi się ją przekonać a przynajmniej – pocieszyć. Moje słowo. Złamane słowo. Askar z Varią planują ratować Paula, choć moim zdaniem to niewykonalne... Lecz żadne z nas nie pomyślało o Jenny. Zdradziliśmy ją. Ja – zajęłam się sobą... odepchnęłam od siebie myśli o niej, byłam zbyt zajęta moszczeniem sobie własnego przytulnego gniazdka na urwisku. I trzeba mi było dopiero wszystkiego, co wydarzyło się potem, a zwłaszcza odejścia Vasilija, żeby zacząć rozumieć.

I czego ja oczekiwałam? Że powie mi, „ależ nie, wszystko w porządku, nie mam do ciebie żalu”. I będę miała czyściutkie sumienie i spokój wewnętrzny... a potem wypijemy sobie kawkę i będzie dobrze jak za dawnych lat. Winna.

***


Skorpion. Stacja. Czekam w korytarzu, żeby wyjść ostatnia. Nie chcę ryzykować sytuacji, w której idę z nimi, a on najpierw wita się z kimkolwiek innym. Podejrzewam, że to by mnie rozzłościło a teraz nie mogę sobie na to pozwolić. Ech –Ewa jest słodka, kiedy zarzuca mu ręce na szyję z okrzykiem „wujek Vasyl!” ... przez chwilę muska mnie echo przeszłości... Teraz ja. Idę, każdy krok trwa tak długo... Pozostali przyglądają się uważnie. Liczą na przedstawienie? Nie dam go im.

Powiadają, że „spóźnionych słów nie czeka nikt”, ale...może jeszcze nie jest za późno.

Zgodził się ze mną porozmawiać. Siadam, on też – po pewnej chwili. Milczymy... a przecież... przecież tyle o tym myślałam... układałam sobie w myślach tę rozmowę... wiem nawet, co chcę powiedzieć przede wszystkim i nagle... nie potrafię wykrztusić z siebie niczego. Okazuje się, że najprostsze słowa są jednocześnie najtrudniejsze. W końcu – zaczynamy prawie razem.

Rozmowa rwie się, utyka w martwych punktach. Popatrz na mnie, proszę... Przyleciałam tu dla ciebie, nie tłumacz się nawałem pracy. Tak bardzo się staram... nie jestem tutaj czynić wyrzuty, czy mieć pretensje. Przyjechałam zapytać... wytłumaczyć... i ... podziękować... myślałam, że się ucieszysz... wyglądasz, jakbyś nie usłyszał tego, co przed chwilą powiedziałam... czy mam powtórzyć?... czemu znów czuję się, jakbym zmuszała Cię do czegoś... popatrz na mnie, proszę...

Słowa padają. Słowa, na które przecież oboje czekaliśmy. Słowa, które miały mieć moc, lecz dziś... zdają się jałowe... niczego nie zmieniają... ich smak w moich ustach jest smakiem ziemi i popiołu. Ich dźwięk – szelestem suchej trzciny. Vasilij ja... połamałam w sobie tyle rzeczy... nie potrafię już nic więcej... nie wiem, po prostu nie wiem, co mogłabym jeszcze zrobić... przecież teraz powinno być już dobrze... a przynajmniej lepiej...

Też się nad tym zastanawiałam, chociaż byłam skłonna...

Boli.

„Kto pozwoli żyć tam, gdzie już nie ma nic?
Kto przygarnie mnie, a kto weźmie Ciebie?
Kto był pierwszy z nas, kto pierwszy Ty, czy ja?
Światłość dnia, czy ciemność nocy?
(...)
Noc przyniosła mnie, dzień przyniósł Ciebie
Mnie nie starczy sił, tobie nie starczy wiary.
Zostańmy tak. Ty i ja.”

?





Komentuj (7)



FORUM

[Księga gości]

WSTĘP

Postacie

Aida
Alejandro Corrinho Dulcinea
Alexander Wolverton
Andrew Hakkonen
Askar Al-Allaw
Azim
Fatima Al-Malik
Leila Al-Allaw
Manuel Trinidad Li Halan
Moebius
Seth
Varia
Vasil
Vlad Al-Allaw
Volrath "Trzy Pazury"

Hazackiego pierdoły gawędy

Matka Wojna
Wiara, nadzieja, miłość
Baronet w Zalotach

Chronologia

5003 (22.06.07)
5002 (21.08.06)
5001 (09.08.05)
5000 (29.01.05)
4999
4998
Czasy prekampanijne (10.12.05)

Kroniki Leili (27.03.05)
Listy (21.05.06)

Raporty Specjalne

Kfiatki z sesji (22.06.07)

Handouty

Download

Mapa Cesarstwa (duża)
Błogosławiony Allaw
Dar Ikony
Piękna Callista
Historia rodu Corrinho
Genealogia Alejandro Corrinho Dulcinea
Tabele GSowe

Galerie

GALERIA MATKI MONIKI
Kalendarz z Azimem na 5002
Kalendarz z Owieczką na 5002
Załoga Allawa
Prawdziwa twarz Askara
Sora Tenema LiHalan - Autoportret
Grunsh - by Monika
Prawdziwa twarz Niedzielnych
Prawdziwa twarz Drejkowych
Alejandro ręką Fatimy nakreślon
Varia i Ewa by Fatima
Askar i jego fanka by Fatima

Zaprzyjaznione blogi

GSowe

Blog Askara

RPGowe

Sekretne Zwoje Pani Noriko z rodu Isawa
Blog DeadLands by Cathia
Blog DeadLands by Ramel
Blog Rippers
Blog Maga "Rozbita Rzeczywistość"
Blog Wampirzy Yaviego

Sznureczki

Nasza strona GS
Forum Moorholda
Bufor Sathra


ownlog.com

2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń