Menu :


Link :: 03.04.2007 :: 21:55
16-20 marca 5003

Raport Aragonia-Into Lion's Mouth cz. 1

Sesja Drejkowa


BY ALEJANDRO

- Czy coś Ci grozi na Aragonii? - spytała Aida.
-Śmierć – odparł Alejandro – Mam dwa zaoczne wyroki śmierci. Za zdradę czeka mnie najpewniej rozstrzelanie, za herezję – stos.
Chyba, że pójdą na kompromis i wbiją mnie na pal, pomyślał.

Przelot na Aragonię via Ligheim… odbył się bez większych problemów. Kontrola celna przy wrotach – pomimo coraz bardziej napiętej sytuacji – nie była przesadnie kłopotliwa. Nie na tyle, by zwrócić uwagę na kapitana Rodrigo Ruiz Estancia, ochroniarza pana baroneta de Maliferres. Jak również na baroneta de Endango i nowicjusza Wita od Świątyni Wieczności. Tak przynajmniej nam się wydawało…

Hazacki baronet z pozorna obojętnością obserwował celników przeglądających jego bagaż. Po pobieżnej kontroli stos waliz wylądował na wózku. Ruszyli do stanowiska odpraw. Palce baroneta zamigały w umówionym kodzie.
Wpadka.

Podrzucili nam pluskwę. Przeczucie? Rozpoznano nas? Niemożliwe, moja powierzchowność została gruntownie zmieniona, nikt też nie skanował mnie okultystycznie… Cóż, stwórzmy pozory pomyłki… Z kosmoportu lecimy do Melicante… a walizka niech poleci do Guadalajary… zdarza się…

-Panie! Panie!
Baronet udał, że nie słyszy. Jego ochroniarze leniwie obrócili się i zmierzyli wzrokiem wołającego.
- Jaśnie pan źle nadał bagaż.. Poleciałby do innego miasta… - bagażowy wyszczerzył się. Obdarowany półgarścią drobniaków, wycofał się, zgięty w służalczym ukłonie.

Interesujące… dołożono starań, by bagaż nas nie opuścił… Przejrzymy go po przylocie. A ja – wciąż nie mogę uwierzyć, że stąpam po aragońskiej ziemi.

- Rozumiesz, baronet z dwoma ochroniarzami. Mordy takie, jakby każdy zjadł własną matkę. I rozumiesz, jeden z nich wyłazi ze skoczka, nagle klęka i całuje ziemię. Musiało ich nieźle wytrzepać w powietrzu…

Wreszcie możemy się zebrać. Sześciu. Ostrożne badanie bagażu – tylko jedna pluskwa, umieszczona w obcasie buta. Umieszczona ze znawstwem. Też zachowamy się ze znawstwem. Buty lądują u szewca. Znam go dobrze – naprawi je co najmniej za miesiąc…

Z Melicante lecimy do San Miguel. Czas zacząć zbieranie informacji. Po mszy wraz z miejscowymi udajemy się do winiarni. Idealne miejsce do wysłuchania ploteczek… Po drodze rzuca się w oczy grupa młodzieńców… Przy mieczu, postawa szlachcica, wszyscy noszą szkarłatne koszule. Cała grupa – kilkunastu – zachodzi do tej samej winiarni, co my. Przywódca występuje, wznosi kielich. Pije za Arcyksięcia, deklaruje mu wierność i poparcie. Nie pada ani słowo o Arcyksiężnej. Młodzieńcy piją niewiele, rychło odchodzą. Ja – nigdy wcześniej o takowych nie słyszałem; pytamy miejscowych – każą się zwać Lojalistami, ruch pojawił się kilka tygodni temu. Poza deklaracjami sympatii i poparcia wobec Arcyksięcia, wiadomo o nich niewiele. Z mojej obserwacji – żaden z nich nie wąchał jeszcze prochu, niemniej każdy z nich byłby zdolny zabić…

Tu musimy się rozdzielić. Fernando spróbuje nawiązać kontakt z siatką Corrinho. Ja -Caramba – wobec ostatnich wydarzeń nie ośmielę się pokazać w rodzinnych stronach. Juan zostanie w miasteczku – interesuje mnie ruch Lojalistów, rad bym dowiedzieć się o nich więcej.
Reszta z nas rusza dalej. Obecnie interesuje mnie była Arcyksiężna – jej podejście do ostatnich wydarzeń, możliwości, wpływy… Jak mawiają Hawkwoodzi – Hell hath no fury like a woman scorned…Oficjalnie – po rozwodzie poświęciła się kontemplacji, po kolei wizytuje różne klasztory. Kolejność wizyt – absolutnie losowa. Zupełnie, jakby ktoś chciał ją odizolować od świata… Tak czy tak, wyruszamy do San Sebastian – tam mieści się jej rodowa rezydencja.
Wciąż musimy zacierać ślady. Rozdzielamy się. Podróżuję z Adriano, Trzy Pazury – z Luisem. Do przebycia mamy dwa tysiące kilometrów – w miarę możliwości nie zwracając na siebie uwagi, publicznymi środkami transportu.

Sterta złomu, li jeno przez litość nazywana autobusem, przetoczyła się przez kolejny zakręt. Kierowca wcisnął gaz do dechy; po prawej stronie drogi miał zieloną ścianę dżungli, po lewej – ziejącą przepaść. Biorąc z rykiem silnika ostry zakręt, zadbał o bezpieczeństwo – z całej siły wcisnął klakson. Kątem oka złowił plamę brązu wśród nieskażonej zieleni – dwa lata temu jeden z autobusów nie wyrobił na zakręcie… klif był na tyle stromy, że nikt ni pokusił się o wyciągnięcie wraka, który od tego czasu rdzewiał u podnóża skarpy. Co się stało z pasażerami – znaczy, co ich zeżarło, tego stary Juan wolał nie wiedzieć.
Silnik zarzęził i stanął. Juan, klnąc, wyskoczył z szoferki i kopniakiem otworzył maskę. Wtedy poczuł, że brak mu tchu w piersiach, że jego wnętrze wrze…


Autobus padł. Kierowca zdążył tylko otworzyć maskę, po czym również padł. Ruch w lesie. Napad? Podbiegam do kierowcy. Czuje coś dziwnego… znam to… Wojen o tron… działo mikrofalowe…
Trzy postacie. Biegnę ku najbliższej; ruch ręki – Adriano bierze tego z prawej. Mam go człowiek? Nie… jaszczur.. Nieco większy od człowieka, potężnie umięśniony. W dłoniach dzierży bardzo topornie wykonany muszkiet. Strzela… czuję ciepło podmuchu… chybił… cięcie… twardy jest… drugie, trzecie… pada. Słyszę krzyk. Adriano leży… Drugi przeciwnik… Paruje moje cięcie muszkietem, odrzuca mnie na ziemię. Wznosi broń oburącz do ciosu… jego błąd… Rewolwer sam wślizguje się do ręki, sześć ciężkich pocisków rozrywa głowę i pierś jaszczura. Został jeszcze jeden… dopadam go za drzewem… Wyczuwa mnie, wychyla się z bronią z drugiej strony.. wiązka muska moje ciało, na sekundę zanim zatapiam rapier w jego oku.
Chowam mikrofalowe działko, zajmuje się Adriano. Mocno poharatany pazurami; dostaje zastrzyk eliksiru. Dosłownie cudem Wszechstwórcy mój komunikator łapie zasięg. Wzywam Juana. Po czterdziestu minutach przyjeżdża ciężarówką w towarzystwie dwudziestu uzbrojonych po zęby chłopa z lokalnej milicji. Spisują nasze zeznania, zabierają Adriano do szpitala w miasteczku. Juan wraca z nim – po kryjomu ma go szprycować eliksirem i jak najszybciej wyciągnąć ze szpitala. W dalszą drogę wyruszam sam.
Autobus dociera do Eustasius. Spotykam się z Luisem i Trzema Pazurami. Napad na autobus wzbudził pewne poruszenie w miasteczku, gromada wieśniaków rzuciła się do kościoła dziękować za wybawienie. Rumor jest nam bardzo nie na rękę, musimy jechać dalej. Pakujemy się do samolotu do San Sebastian. Docieramy późnym popołudniem – zostaje nieco czasu na – tradycyjne- zasięganie języka w miejscowych winiarniach.
Sygnał komunikatora od Fernando. Rozłączył się zanim zdołałem odebrać. Po minucie – ponownie. Wywołuje go, komunikator milczy… Żadnego znaku życia przez kilka godzin…
Trzy Pazury podejmuje się go odnaleźć. Aida prosiła, bym się nim opiekował… Jest to jednak vuldrocki wojownik. Wyrusza sam.
Fernando wpadł próbując skontaktować się z siatką Corrinho. Prawdopodobnie uprzednio prześwietloną… Pytanie – dlaczego siatka mało znacznego rodu znajduje się pod inwigilacją? Rodu, który nie może praktycznie nic, który jest odcięty? Bez sensu, chyba ze… wiadomo, że nastąpi próba kontaktu.
Kto wiedział o mojej wyprawie na Aragonię? Poza Aidą – wyłącznie moi ludzie. Nasuwa się prosty wniosek…
Wśród nas jest zdrajca.



Komentuj (9)


Link :: 05.04.2007 :: 12:29
1-20 czerwiec 5003

Moreau - zaległe raporty

Sesja Wewnatrzytygodniowa


BY TW OKTAWIAN

Na ręce sir Chamona Mazzarina:

Uniżenie donoszę Waszej Łaskawości, iż kontynuujemy wyprawę na Moreau. Zgodnie z sugestiami doprowadziłem do rozdzielenia druzyny. Narkotyki, które dodaję do potraw zaczęły jakiś czas temu działać - m.in. wszyscy są przekonani że walczymy z minotaurami, a ponadto "coś" obudowuje planetę gęstą siatka (sic!).
Varię porwałem i ukryłem, znacznie obnizyło to morale.
Czekam na dalsze wytyczne, w umówionym miejscu i o umówionej porze przebywać będę przez 2 godziny, ubrany w kombinezon z goździkiem w kieszeni.

Kreślę się z szacunkiem
TW Oktawian

Kwotę 500 fxów proszę przelać na moje konto na Demeter.



Komentuj (8)


Link :: 13.04.2007 :: 09:15
20 czerwca - 26 lipca 5003

Moreau cz. 11 i 12 – ostatnia

Sesja wewnatrztygodniowa

BY MANUEL

Uroczy, wysmakowany pawilonik pośród drzew. Za papierowymi ściankami siedzi na podniesieniu nobliwy staruszek o długiej, białej brodzie i w bogatym, srebrzystobłękitnym kimonie. Obok niego zasłuchana gromadka urwisów – chłopców i dziewczynek w hakamkach i kimonkach. Staruszek, pociągając co i rusz z kamiennej czarki, snuje opowieść:

...Wtedy właśnie dotarłem z wujkiem Askarem do miasta Taurydów. Takich ludzi, ale z głowami byków. Przyjęli nas jak posłów, wujek Askar pokazał co potrafi pokonując w pojedynku jednego z nich...

- A ty, pradziadku? – zapytała Oktawia.

Nie przerywaj! – potem poszliśmy na spotkanie z wodzem wszystkich wodzów. Przyjął nas uprzejmie, co zasadniczo nas ucieszyło, bo chcieliśmy uniknąć rozlewu krwi. Była też tam jedna ze Złotych Masek. I tam zaczęły się nasze problemy.
Jak pamiętacie, Złote Maski panowały nad techniką. Gdy pójdziecie do szkoły dowiecie się co to jest nanotechnologia. Dość powiedzieć że Złote Maski mogły dużo. A nawet bardzo dużo.
Przedstawiliśmy swoje racje, Złota Maska usiłowała je storpedować... zarządzono audiencję na rano.

- A co z dziadziusiem się działo wtedy? – zapytał najmniejszy chłopczyk.

Staruszek spojrzał uważnie na malca. Konstantyn, przypomniał sobie. Ten co to miał wyraźne ciągoty do sukni duchownej. Jakiś czas temu został zresztą przyłapany podczas „odprawiania mszy” dla swoich zabawek. Porozstawiał kukiełki w swoim pokoiku, zbudował ołtarz, zarzucił na ramiona prześcieradło i udawał kapłana. Staruszek uśmiechnął się do swoich wspomnień.

- Dziadek został wtedy schwytany przez złych ludzi. Razem z dwójką Hawkwoodów...

- Ble! Hawkwoodzi! – zrobiła zgodnie cała gromadka.

- ...wieziony był do miejsca odosobnienia. Tymczasem my spędziliśmy noc na negocjacjach ze Złotą Maską. Nie będę was zanudzać szczegółami, powiem tylko że za opuszczenie planety i obietnicę zachowania jej w stanie nienaruszonym (co wiązało się z zakazem przebywania w jej atmosferze, z wyjątkiem komunikatora Annunakich) otrzymywaliśmy ich archiwa, zgodę na wywiezienie egzemplarzy roślin i zwierząt, no a przede wszystkim – możliwość opuszczenia tej przeklętej planety.

- Tylko tyle? – zapytał z żalem mały Manuel.

No, wujek Askar został Wielkim Księciem układu, korzystać też można było z Wrót i planety Moreau II. Więc nienajgorzej. Ponadto znaleźliśmy wielki okręt, z tych, które nazywa się Lewiatanami. A są one warte bardzo wiele.
Zwinęliśmy manatki i ruszyliśmy do domu. A czas był po temu, bo jak zapewne pamiętacie, w owym czasie arcyskur...arcyksiążę Flavius stanął po stronie Zakonu. Tak więc przylatujemy do układu Criticorum, a tam...

- A co się działo z prababcią? – pisnęła Fatimka wdrapując się staruszkowi na kolana.

- Z prababcią... uśmiechnął się, głaszcząc dziewczynkę po płomiennorudych włosach. Po obiedzie pojedziemy do koszar, może sama wam opowie?

- Hura, koszary! – zawrzasnęła gromadka.


Komentuj (3)



FORUM

[Księga gości]

WSTĘP

Postacie

Aida
Alejandro Corrinho Dulcinea
Alexander Wolverton
Andrew Hakkonen
Askar Al-Allaw
Azim
Fatima Al-Malik
Leila Al-Allaw
Manuel Trinidad Li Halan
Moebius
Seth
Varia
Vasil
Vlad Al-Allaw
Volrath "Trzy Pazury"

Hazackiego pierdoły gawędy

Matka Wojna
Wiara, nadzieja, miłość
Baronet w Zalotach

Chronologia

5003 (22.06.07)
5002 (21.08.06)
5001 (09.08.05)
5000 (29.01.05)
4999
4998
Czasy prekampanijne (10.12.05)

Kroniki Leili (27.03.05)
Listy (21.05.06)

Raporty Specjalne

Kfiatki z sesji (22.06.07)

Handouty

Download

Mapa Cesarstwa (duża)
Błogosławiony Allaw
Dar Ikony
Piękna Callista
Historia rodu Corrinho
Genealogia Alejandro Corrinho Dulcinea
Tabele GSowe

Galerie

GALERIA MATKI MONIKI
Kalendarz z Azimem na 5002
Kalendarz z Owieczką na 5002
Załoga Allawa
Prawdziwa twarz Askara
Sora Tenema LiHalan - Autoportret
Grunsh - by Monika
Prawdziwa twarz Niedzielnych
Prawdziwa twarz Drejkowych
Alejandro ręką Fatimy nakreślon
Varia i Ewa by Fatima
Askar i jego fanka by Fatima

Zaprzyjaznione blogi

GSowe

Blog Askara

RPGowe

Sekretne Zwoje Pani Noriko z rodu Isawa
Blog DeadLands by Cathia
Blog DeadLands by Ramel
Blog Rippers
Blog Maga "Rozbita Rzeczywistość"
Blog Wampirzy Yaviego

Sznureczki

Nasza strona GS
Forum Moorholda
Bufor Sathra


ownlog.com

2017
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń