Gasnąco-Słońcowe
Komentarze


3,4 ianuarius 5002

Hargard cz. 10

Sesja niedzielna

BY AZIM

[Fragmenty z mnenmoimprintu Vral'a z klanu Feyr]

Supeeer, wycieczka do miasta... Pan Hakkonen umówił się z jakąś cizią, zdaje się z pałacu, że niby wysłanniczka królowej i cała ekipa się zbiera: Hakkonen, Hazat, hrabina i hrabia... Umówieni jesteś my na 23, lecimy tak żeby być dwie godziny wcześniej, do tego dwie godziny różnicy czasu i dwie godziny lotu - w sumie wylatujemy po południu. Grunsh powiedziałby 'po podwieczorku'. Pan hrabia daje ostatnie instrukcje Dvirowi, hej, czemu on dostał taką fajną igłę a ja nie? Ja tez chce powbijać szpilki w jakiegoś arystokratę! Lądowanie, pan hrabia idzie lulu. Tia, widział jak stary Zahr robił takie rzeczy, że niby wychodził z siebie, to takie dalekowidzenie dla ubogich. No, ale jak hrabia woli w ten sposób zamiast trzymać oko na panu Hakkonenie...
Markiz poszedł, hrabia leży, o, hrabina wychodzi z Grunshem... Panie markiz! Pan wyciągnie karty! Chłopaki! Grunsh polazł! Pokeeer! Ty tam, pilot, ty siedzisz przy czujnikach i dajesz znać jak Grunsh będzie wracać...
Uff, ale odegraliśmy się za parę tygodni. Wrócił Grunsh i pani hrabina, pod pretekstem zakupów oglądali dworek tej antykościelnej arystokratki, Kriti Lalith, której córka ma krążownik liniowy na orbicie, "Shreyas". Wygląda na to, że w mieście jej nie ma. Po jakimś czasie wraca pan markiz. Wygląda na bardziej odprężonego... Ale może mi się wydaje... Nigdy nie byłem dobry w zgadywaniu ludzkich emocji, no w każdym razie tych subtelniejszych. Więc cała wycieczka o kant dupy? Że to prowokacja niby była? Że chcieli potwierdzenia, że mamy własnego pamiątkowego księcia w lodówce (no nie, trzeba przyznać, że to pewne osiągnięcie pana hrabiego, zawsze z wycieczek jakiś badziew przywozi, a teraz proszę, własny pamiątkowy książe, lekko tylko używany, wymienić serce i będzie jak nowy... a o tego następca tronu, choć teraz tylko formalnie). Heheheh na taką podpuchę raczej pana podejrzliwego nie wezmą. Do tego jeszcze markiz wykręcił się sianem i na spotkanie wysłał swoich ludzi i rozmawiał przez komunikator żeby nie dało się go przyszpilić. Hmmm, tylko gdzie szef się szlaja? Niema go i nie ma. No cóż, wracamy do lokalnego Hakkonenowa (trzeba mieć nieco odwagi i luźnego podejścia do lokalnej organizacji feudalnej żeby kupić sobie dworek myśliwski na miejscu i przerobić go na kopalnie odkrywkową statku Drapieżców, no zobaczymy, co z tego wyjdzie i czy do wykopków w ogóle dojdzie). Szef się spóźnia, kto by pomyślał, że duchowo też można się szlajać. Wrócił. Na zadowolonego nie wygląda. Ha, jakieś rewelacje to są: pierdziel Devdas jest tylko pionkiem zagranicznych Vuldroków, tańczącym jak oni za sznurki pociągną a królową po cichu trują, kawałek po kawałku. Więc jakiś inszy warlord zamierza zajechać Hargard i sprzątnąć go nam z przed nosa tak jak szef z łysym i tamtym rudzielcem, co na pogrzebie Kyliana była zrobili. Heh, sprawiedliwość dziejowa? Więc nawet mały, łysy Vuldrok pomiata Devdasem i się rządzi w RamaKrishnowie jak chce? Może to tutejszy odpowiednik Mazzarina? Do tego obiecali pierdzielowi, że jak już dojadą Ognistobrodego to zostawią biednemu małemu pierdzielowi jego skromny kontynencik i chyba nawet mu krów nie zrabują. Nie wiem czy Devdas zauważył, że nie składali żadnych obietnic, co do gwałcenia i palenia. Podliczamy, co mamy, mało tego, bez Siggfadira nie ma, co wojny prowadzić, a jak już wlezie na RamaKrishnowo to możemy powiedzieć cześć, bo nie odda. Może ta Mądra, cholera... Dobra, co będziemy tak po nocy dywagować, wszyscy spać! Trochę smutno, bo samemu, ale w okolicy nikogo ciekawego nie ma. Do tego szef ochrony królowej, wypaśny psychonik, jest kupiony i to on ma podtruwać królową a mały-łysy ma Vuldroka, który wychodzi z siebie i staje obok lepiej niż szef.
W nocy był mały alarm, bo na Caliście zobaczyli, że skoczek, którym pseudomazzarin poleciał w odwiedziny do Kriti Lalith, spierdalaaa aż miło. Po jednej i drugiej stronie granicy ramakrishnańsko-ramakrishnańskiej zrobiło się gorąco... Kriti Laska wysłała za skoczkiem myśliwce, pierdziel w poderwał myśliwce od siebie. Jak się laska uprze dorwie skoczek nim doleci do niego pierdzielowa eskorta, ale nim się jej samolociki zawrócą będzie bitwa powietrzna. Bitwa o kurdupla? Bitwa o łysola? Jak historia nazwie to starcie? Może przyjacielska wymiana głowic atomowych z poukrywanych tu i uwdzie silosów? Uff, na szczęście laska odpuściła. Nie będzie cielęciny w sosie grzybowym świecącym po ciemku. Dwie godziny tam siedział nim go pogoniono? Myśliwce były nowoczesną formą kopniaka w zadek na pożegnanie.
Teraz trochę myślenia, co tak właściwie mamy teraz zrobić. Hakkonen chce obserwować i zdobywać więcej informacji, hrabina chce działać, szef nie precyzuje, pewnie szuka jakiegoś asa w rękawie i nie może znaleźć. Może porozmawiać z naszym asem kier z lodówki na orbicie? Do tego do orbity parkingowej zbliża się brakujący Siggfadirowy krążownik, jakaś fregata i spory jacht. Dwa ostatnie wyglądają na świeżo odpicowane.
Cholera, nawet pospiskować nie można w spokoju. Leci tu jakiś skoczek z miasta. Wszyscy na baczność, sytuacja jest dramatyczne, ktoś Młodemu dał wyrzutnie rakiet. Chwila napięcia. Wstrzymujemy oddechy. Będą bombardować czy nie? Takim rzęchem? Jeżeli to ma być bombardowanie to chyba odpadającymi częściami. Helllouł! Witaj kochanie, szkoda, że jesteś teraz a nie w nocy... Ale kwaśna mina. Chwila niezrozumiałej rozmowy Herdis z hrabiną Wyłapałem, że stara Mashana zmarła, ale wcześniej rozpoznała w hrabinie Starożytną Królową. Starożytną Królową? Patrzę na szefa, ten wygląda jak by wiedział, o co chodzi. No tak, ja tu mam tylko ich tyłki chronić a nie wiedzieć, o co tak właściwie idzie, jasne, proszę, ale nie płaczcie potem, że wam się ktoś do dupy dobrał, bo ja nie wiedziałem, o co biega i co mam w związku z tym robić. Zebrać się chłopaki, lecimy na pogrzeb. Tylko, czemu tak wcześnie, pogrzeb wieczorem, jak zwykle, nie? Aha, szef z hrabiną pospiskowali i wpadli na jakiś szaleńczy plan... Wybrać się do miasta, szef wyjdzie z siebie i stanie obok, pójdzie do królowej, zabierze próbki jedzenia, po pogrzebie polecą na Dar Ikony oddać naszemu dobremu konowałowi próbki żeby wykrył truciznę i sporządził odtrutkę, jak się będzie dało to w ten sam sposób dostarczą odtrutkę Surze... Po mojemu ten plan jest wystarczająco idiotyczny żeby zadziałać Ale jaja, ten plan faktycznie zadziałał. Kreth'u opowiadał, jaki tam ubaw w bibliotece mieli jak koszmarnie zakurzona chusteczka z próbką krwi wpełzła mu na buta i zaczęła drapać w nogę jak jakiś sslosh't w nogę żeby ją przygarnął Potem tylko szybka wymiana chłopaków w bibliotece i jazda.
Pogrzeb Mashany. Trochę opowiadania o wizjach z przeszłości, trochę o wygnaniach z klanu. Brrrr, jak można wygnać z klanu kogoś, kto *opowiada o przeszłości*, nawet, jeżeli nie jest ona dla klanu miłą. I jeszcze wygnać kogoś, kto ostrzega przed nadchodzącym zagrożeniem? Nigdy nie zrozumiem ludzi... Nawet, jeżeli poduczyłem się trochę vuldrockiego...
A teraz hajda w niebiosa. Zobaczymy, co dla nas z tego księcia naszykował konował. Eee, mrożone nie świeże...




Komentarze:
01.08.2005, 14:48 :: 217.96.97.147

Andrew Hakkonen

Czyzbym zostal nazwany klamca? Calosc rozmowy ustalilismy z kuzynem wczesniej by nikt nie mogl sie doczepic do mnie. Dodatkowo ludzie sprawdzali czy ktos nas nie sledzi. Informacje jakie uzyskalem przed spotkaniem sprawily ze nie postanowilem spotykac sie osobiscie. Ale ja nie jestem psychonikiem wiec nie wiem co tam sobie pomyslicie.
ownlog.com :: Wróć