Menu :


Link :: 03.05.2005 :: 22:24
6-14 novembris 5001

Xerris cz. 2

Sesja BeatKonowa

BY LEILA

Aida korzystając z teurgicznego rytuału porozumiewa się z "kościanogłowym" obcym odnalezionym w podziemnej budowli. Dowiaduje się od niego, że jego rasa zamieszkiwała kiedyś obie planety układu Keth-Kordeth i była sprzymierzeńcami Budowniczych Wrót. On sam był jej władcą, kiedy zaatakowali Drapieżcy. Wróg miał ogromną przewagę liczebną, zażarty opór "kościanogłowych" na niewiele się zdał. W obliczu klęski jego żona Lana poleciała do macierzystego układu Budowniczych - Arkadii prosić o pomoc. A potem - kolejny atak i niewola - "kościanogłowi" byli silnymi psionikami zdolnymi do szybkiej regeneracji psychicznej energii i Drapieżcy wykorzystywali ich jako "baterie".

Xerris - bo tak nazywa się obcy - jest bardzo wycieńczony i Azim każe zawieść go do swojego centrum medycznego, gdzie zostaje oddany pod opiekę lekarzy. Następnie hrabia wraz z Alejandro zajmują się systematyczną eksterminacją 29 uśpionych Kosiarzy. Trupy zostają również przewiezione do laboratorium Azima - rozpoczynają się badania.

Niedługo potem w medlabie pojawia się zamaskowany mężczyzna, który próbuje zabić Xerrisa. Hrabia Azim płoszy zamachowca - zamaskowany znika. Co najdziwniejsze żadne z elektronicznych urządzeń nie rejestruje jego obecności. A jednak - obcy został ranny i - gdyby jego anatomia była zbliżona do ludzkiej cios byłby śmiertelny...

Leila odwiedza Byzatium Secundus - gdzie spotyka się z Mazarinem, przekazuje mu informacje o sytuacji na Ligheim i kapsułę z symbiontem. Odwiedza też grób Kyliana. Następnie wsiada na liniowiec lecący na Keth-Kordeth. Na statku spotyka komodora Antonia i przypomina sobie wizję przyszłości. Okazuje się, że Antonio leci na Keth spotkać się z Azimem z polecenia Mazarina. Pod koniec podróży rozdzielają się - Leila ląduje w Nueva Castillia, gdzie zostaje osobiście powitana przez markiza Alejandro, który zabawia ją rozmową w drodze do swoich włości i po dotarciu na miejsce zapewnia wszelkie wygody; zaś Antonio ląduje na ziemiach Azima.

Niebawem z Alejandrem kontaktuje się Azim. Opowiada o ataku skrytobójcy i o zaobserwowanej przez niego więzi zamaskowanego z przelatującą właśnie obok planety kometą. Po zasiegnięciu informacji w pobliskim obserwatorium - okazuje się, że kometa ma idealnie kolistą orbitę, co bardzo zastanawia Leilę. Po gruntownym zastanowieniu się i porównaniu informacji Leila z Alejandro przypominają sobie, o jednej takiej komecie krążącej wokół Pentateuchu, i kolejnych trzech - obserwowanych tylko przez trzy miesiące na Tetydzie, Malignatusie i BII (Alejandro przypomina sobie, iż w tym czasie zamordowano tam hazackiego marszałka). Alejandro i Azim wysyłają w jej stronę sondy, które nie rejestrują niczego nadzwyczajnego. Najbardziej zadziwiająca jest natomiast reakcja ludzi pytanych o kometę. Pomysłowy eksperyment wykazuje, iż ciała niebieskiego tak naprawdę nie ma...

Hrabia Azim zaprasza wszystkich na obiad i spotyka się z ojem tutejszych ukarów. Prosi go o możliwość wejścia na teren ruin Urów, które dla ukarów są miejscem kultowym. Od ukarów dowiaduje się też, iż "kościanogłowi" byli "opiekunami" ukarów i obunów, jeszcze zanim doszło do rozdzielenia się tych dwóch ras.

Na obiedzie zjawiają się Alejandro z Leilą, Antonio, Bertram oraz mężczyzna w stroju "ogrodnika" przedstawiony jako Alonzo Po posiłku Azim nadaje Bertramowi baronię na swoich ziemiach. Od Alonzo dowiaduje się że, ów miał za to okazję spotkać ostatnio na planecie byłego inkwizytora-antynomistę. Hrabia rozpoczyna poszukiwania.

Po posiłku Alejandro wraca do siebie, zaś Leila zostaje w rezydencji Azima, gdzie czynnie uczestniczy w sekcji Kosiarza i pobieraniu próbek. Anatomia Drapieżców okazuje się identyczna z ludzką - różnice dotyczą jedynie struktury skóry i kości, oraz pewnych niuansów wymagających dalszych badań. Podczas sekcji baronessa doświadcza dziwnej wizji.

Komodor Antonio, którego nikt nie chce wtajemniczyć w wydarzenia wraz z przydzielonym mu przez Mazzarina vuldrockim ochroniarzem używa niezbyt wyszukanych rozrywek, skutkiem czego ląduje w izbie wytrzeźwień.

W międzyczasie hrabina Aida natrafia na trop. Udaje się do jednej z knajp na ziemiach Azima, gdzie śledzony przez nią mężczyzna spotyka się z innym. Dochodzi do walki, ponownie pojawia się "zamaskowany" - który znika, gdy Aida używa "rozproszenia zła". Mężczyzna jak się później okaże - inkwizytor-antynomista - zostaje schwytany i przyprowadzony do hrabiego Azima.

Leila opowiada o swojej wizji Azimowi, który każe zaprowadzić ją do Xerrisa. Okazuje się, że obcy zdążył w jakiś sposób nauczyć się urtyjskiego. Baronessa rozmawia z nim o Urach i wojnie. Dowiaduje się o istnieniu wielu ras Anunnakich powiązanych wzajemnymi sojuszami, buncie Drapieżców i flocie 800 lewiatanów. Ponieważ obcy jest wciąż słaby rozmowa (w której uczestniczą także Azim, Alejandro i Aida) nie trwa długo.

Po kilku godzinach pojmany antynomista zostaje doprowadzony do stanu używalności i przesłuchany. Okazuje się, iż Zakon dowiedział się o "śpiących Kosiarzach" - zwanych przez byłego inkwizytora "Aniołami" i zaktywizował swoich "śpiochów" na Keth Kordeth w celu odszukania ich i wywiezienia z planety. Azim i Alejandro chcą wiedzieć, gdzie znajduje się statek przysłany po Kosiarzy, jednak inkwizytor jest twardy. Hrabia posyła po ukara, który korzystając z mocy psi wyciąga potrzebną informację.

Alejandro i Azim zakładają swoje zbroje i wraz z oddziałem komandosów tudzież wciąż jeszcze lekko skacowanym Antoniem wyruszają przejąć ridera. Leila zostaje w pałacu Azima, obawiając się ponownego zamachu na Xerrisa. Jej obawy podziela również hrabina Aida, która choć również odlatuje na "Darze Ikony" korzystając z mocy psi obserwuje laboratorium.

Na miejscu wywiązuje się zaciekła walka. Azim i Alejandro lądują wraz z komandosami, Antonio nadzoruje ostrzał z powietrza. Statku broni oddział grimsonów i silny psionik. Ostatecznie udaje się ich pokonać, jednak ktoś uruchamia procedurę samozniszczenia. Okręt Zakonu eksploduje.

Przypuszczenia Aidy i Leili okazują się słuszne. W medlabie pojawiają się trzej zamaskowani zabójcy. Hrabina jest przygotowana i próbuje powstrzymać ich przy pomocy teurgicznych rytuałów. Do walki włącza się także Leila. I tym razem zamach zostaje udaremniony.

Po akcji wszyscy udają się na zasłużony spoczynek. Leila przez resztę nocy pomaga Bertramowi operować rannych.


Nazajutrz wszyscy udają się do podziemnej budowli. Hrabina Aida informuje Kościół o znalezisku i próbuje zapewnić jego przedstawicielom możliwość przebadania znaleziska. Leila, która dołącza do nich później zauważa "przełącznik" otwierający przejście do "zbrojowni". W odkrytym pomieszczeniu znajduje się 25 mieczy odraz "laski" strzelające ładunkami plazmy. Broń jest zabezpieczona - uruchomić ją może jedynie komodor Antonio. Wybucha sprzeczka do kogo właściwie należy znalezisko, szybko staje się jednak jasne, że najwięcej do powiedzenia będzie miał Mazarin zatem należy rozstać się z marzeniami o własnym "wszystkotnącym" mieczu Drapieżców.

Następne dni upływają spokojnie. Leila większość czasu spędza w laboratoriach, Azim nadzoruje budowę nowego kompleksu badawczego a Aida modli się. w klasztorze. Antonio odpoczywa a Alejandro pilnuje, by przygotowania do Święta Wina szły jak należy.

DODATKI:

Bitwa


Komentuj (1)


Link :: 04.05.2005 :: 10:25
5 - 15 octobris 5001

Rimpoche cz.2

Sesja Drejkowa

Ciąg dalszy niepełnego dotychczas raportu wiceadmirała Antonio Dulcinea, opisujący odkrycie układu Rimpoche, zagubiony podczas reorganizacji cesarskiej Admiralicji, a znaleziony 7 novembrisa 5061 roku w magazynach na poziomie kuchennym dawnej siedziby Floty.

...Lordzie Admirale Yasar ibn Majid Al-Fariq Malik, jako że dołączam do tego raportu pełną dokumentację strat i rejestr walki z wrogim okrętem, pozwolę sobie przejść do dalszej części. Mam nadzieje że zainteresuje ona Admiralicję w takim samym stopniu. Po walce zajęliśmy się naprawą i przywracaniem do funkcjonowania uszkodzonych urządzeń, podczas gdy korweta "Nocny Tancerz", wraz z Alexandem Wolvertonem i markizą AnnąMarią Torreblanca Bursandą udała się by zbadać opuszczoną kopalnie na pasie asteroidów. Jestem zobowiązany nadmienić tutaj o pomocy, jaką doznałem od adiunkta Jonathana Connarda, który dopomógł moim technikom i lekarzom w tych pracach. Uznałem, iż on, podobnie jak Rycerz Alexander, dzięki którego działaniom udało się zlokalizować Gwiezdne Klucze z drednota, powinni zostać zaliczeni do podziału pryzu. Mam nadzieję że Admiralicja nie będzie miała obiekcji.
Po dokonaniu niezbędnych napraw ruszyliśmy na planetę Rimpoche, by przejąć układ dla Cesarza z rąk obecnej tam ekspedycji. Nie mogliśmy sobie pozwolić na dłuższą zwłokę, gdyż oczekiwano nas tam od pewnego już czasu. Zostawiliśmy jednak przy pasie asteroidów ECMa, zaprogramowanego by udawał napęd ciężkiego krążownika Natomiast uszkodzony lekki krążownik "Miecz Rawenny" leciał w cieniu napędu korwety, aby zniszczenia były niewidoczne. Przy dobrych sensorach oczywiście zorientowano by się, lecz liczyliśmy na szczęście, słusznie zresztą. W międzyczasie czekająca przy wrotach korweta przeskoczyła przez nie, by nadać kurierowi do sir Chamona Mazarina wiadomość o zniszczonym Lewiatanie.
Rankiem czasu planetarnego, zanim wylądowaliśmy na na planecie wraz z Rycerzem Alexandrem, adiunktem Jonathanem oraz Markizą AnnąMarią, posłałem na pokładzie wahadłowca pluton marines. Mieli zabezpieczyć teren, tłumacząc to rutynową procedurą. Zaraz po przybyciu przywitała nas kierująca ekspedycją Przewoźnik Elena Padova, będąca agentką Cesarskiego Oka, a także szlachcianka Al.-Malików. Poinformowano nas, że wiadomość o odkryciu systemu została już wysłana do kwatery Cesarskiego Oka na B2 i uznano za przysłaną w związku z tym grupę. Zdementowaliśmy tą myśl. Przejęliśmy dowodzenie nad placówką badawczą i całym systemem, tłumacząc to obecnością renegackiego okrętu w układzie. Zaskoczeni gospodarze nie mogli zaprotestować. Zaprosili nas więc z konieczności na obiad.
W baraku przerobionym na jadalnie spotkaliśmy Inżyniera Nyne Rentona, specjalistę od maszyn myślących, a także poznanego na przyjęciu u Keddahów barona Al.-Malik. Zeznania jego oraz Eleny Padovy dotyczące czasu wysłania informacji o odkryciu układu nieco się mieszały, co tylko potwierdzało nasze podejrzenia. Po obiedzie poprosiliśmy o dostęp do maszyn myślących. Jonathan odkrył, iż podstawiony nam raport o odkryciu, rzekomo dostarczony na B2 sześć miesięcy temu, ma najpewniej około 12 godzin. Nie mógł zostać więc wysłany. Dzięki temu uniknęliśmy teraz starć o układ z Okiem, gdyż to my i Rycerze Poszukujący go formalnie odkryliśmy. O czym zresztą admirale dobrze zapewne wiecie.
Nieco później Alexander spotkał kuzyna, prezbitera Johna Wolvertona, którego obecności tutaj zresztą podejrzewaliśmy. Przybył on niedawno na statku Przewoźników, celem prowadzenia badań. Razem, wraz z AnnąMarią, postanowili udać się w pobliże Gargulca. Było to o tyle niebezpieczne, że każdy kto miał z nim bliższy kontakt, przypłacał to szaleństwem bądź nawet śmiercią. Dlatego zechcieliśmy najpierw porozmawiać z oszalałym w wyniku takiego kontaktu członkiem ekspedycji, imieniem Ariman. Alexander poprosił o wahadłowiec by udać się do Kolosa. Pozwolenia udzieliłem i wraz z AnnąMarią oraz kuzynem wyruszyli. Inżynier Jonathan usiłował bezskutecznie, za to wszelakimi metodami, dowiedzieć się o przebiegu ich wizyty w pobliżu Gargulca. Oczywiście admirale korzystał własnego sprzętu, nie będącego częścią wyposażenia moich okrętów.
Wahadłowiec powrócił wieczorem czasu planetarnego. Szczęśliwie Alexander i AnnaMaria wrócili w pełni władz umysłowych, jednak od razu pobiegli do Arimana, bez najmniejszych wyjaśnień. Spowodowało to dość zabawną sprzeczkę między nimi a Jonathanem, lecz, wybaczy Pan admirale, nie jest to tematem. Niemniej w wyniku kontaktu z Gargulcem doznali jakiś wizji. Spowodowało to iż ja oraz inżynier Connard również udaliśmy się do Kolosa. Efekty naszej wizyty były podobne.
Następnie przez kilka dni oczekiwaliśmy na przybycie spodziewanej eskadry. Przez ten czas mieliśmy stale na oku członków ekspedycji, jednak ich zachowanie nie wzbudzało podejrzeń. Większość tego czasu spędziłem na okręcie, nadzorując nowe naprawy. Dalszy przebieg wydarzeń Wam jest znany z raportu kontradmirała Danzinga. Ze swojej strony mam nadzieję że zawarłem w tym raporcie wszystko, co Pana interesowało.


Komodor Antonio Juan Rodrigez Dulcinea de Canterbena


DODATKI:

Archiwum Wolvertońskie #7497-b/56f - Kolos z Rimpoche


Komentuj (6)


Link :: 10.05.2005 :: 21:13
15-30 novembris 5001

Święto Wina

Sesja Niedzielna + Leila i Antonio

BY ALEJANDRO

Na początek… sprawa pomiędzy Aidą, Grunshem a mną została wyjaśniona. Wobec powyższego czuję się zwolniony od ewentualnych komentarzy, suplementów, opinii tudzież cytatów.
Pierwsze Święto Wina na Keth-Kordeth… Aida niestety nie mogła przybyć. A właśnie na Święto ja zaprosiłem… Różne są koleje losu - ale liczę że nie będą się one powtarzać i na kolejnym Święcie będziemy bawić się wszyscy. Rankiem przybył natomiast zapowiadany na-hrabia Brendan aep Creiden Sooren Hawkwood, kuzyn Ryszarda. Jak się później okazało, znali się z Leilą. Przylecieli też Azim ze świtą oraz Antonio. Ja - no cóż, najwięcej spraw załatwia się w ostatniej chwili… sprawdzić gotowość ochrony, sanitariuszy, Hieronimową miksturę na kaca…
Trzydniowa zabawa… kto miał się pobić - pobił, wszak to idealny czas i miejsce na załatwianie wendet. Jedenastu zabitych, około trzydziestu poważnie rannych, ze dwustu lekko, szykują się dwie nowe wendetty, jedna wygasła - ogłoszono zaręczyny. Powiedziałbym - norma.
Z tych dwustu przynajmniej jedna czwarta z powodu Leili…
Z moich gości - zaczepiono na-hrabiego oraz barona Bertrama Vertigo de Coruna ze świty Azima. W obu przypadkach ochronie należą się pochwały, chociaż interwencja nie była potrzebna. Bertram został wyzwany na pojedynek przez pewnego Hazata, ponoć przyczynił się do śmierci jego brata - szczegółów nie znałem, jednak wyzwanie było zgodne z zasadami, przyjęte, pojedynek na dzień następny.
Leila… nie wymagała ochrony. Ilość chętnych do złożenia uszanowania jej urodzie była tak wielka, że nawet Kosiarze by się nie przedarli. Za to siekli się też między sobą - to samo groziło na-hrabiemu, lecz jego ochroniarz wyjaśnił zawadiakom ich błąd.
Pojedynek Bertrama odbył się następnego południa. Zbyt pewny siebie przeciwnik, myślał że zranienie przeciwnika (powierzchowne jak się później okazało) to już zwycięstwo. Śmiertelny błąd - i pchnięcie w serce.
Corrida drugiego dnia - prawdziwa hazacka, bez stępionych rogów i smarowania bykom oczu. Padło dziesięć byków i sześciu matadorów - dwóch może przeżyje.
Trzeciego i ostatniego dnia turniej szermierczy - na równych zasadach, bez okultyzmu, bez wszczepów. Wygrał pułkownik Reinhard von Baffen-Hawkwood, pokonując w półfinale mnie a w finale jednego z Ukarów Azima. Ale skoro mój mistrz miecza Jorge nie objechał mnie za porażkę - mam prawo być zadowolony. Ostra reprymenda należy się natomiast temu narwańcowi który wyleciał za stosowanie okultyzmu.
Tyle. Jutro wyruszamy na ślub Marcusa i Juanity. Potem Hargard.

Komentuj (6)


Link :: 13.05.2005 :: 22:58
15 octobris - 5 decembris 5001

Into the Dark cz. 1 i 2

Sesja wewnątrztygodniowa

BY LEILA

Vasilij i Leila kończą załatwianie swoich spraw na Ligheim. W międzyczasie Moebius dochodzi do zdrowia. Chce odnaleźć swój cień, jednak okazuje się, że tamten opuścił planetę. Niedługo później Allaw odlatuje z Ligheim.

Na Byzantium Secundus drużyna rozdziela się.
Leila spotyka się z Mazarinem a następnie wsiada na liniowiec lecący na Keth-Kordeth. Dowiaduje się o planowanej wyprawie w Mrok - okazuje się, że około 100 jednostek astronomicznych poza orbitą wrót znajduje odnaleziono (prawdopodobnie) bezpańskiego Lewiatana. Mazarin wysyła tam specjalna ekipę. Wyprawa rusza 1 decembrisa z układu Leminkainen.

Moebius również odbywa rozmowę ze swoim szefem. Zostaje poddany gruntownym badaniom i otrzymuje kolejne zadanie - towarzyszenia Askarowi, Wasilijowi i Leili wyprawie po Lewiatana.
Vasilij zostaje poproszony o pomoc przy opracowywaniu nowej broni - wspólnego projektu Archiwum, Lux Splendor i kilku niezależnych możnowladców.

Laurze "propozycja nie do odrzucenia zostaje złożona" ze względu na jej zablokowane moce teurgiczne - poleci w Mrok charakterze eksperymentu. Li Halanka zgadza się. Do czasu odlotu pozostaje na Beyzantium Secundus z Jenny.

Wkrótce na BII przylatuje Askar. Dowiaduje się o śmierci Xadeer . Zabiera jej ciało na Istakhr. Razem z nim lecą także Vasilij i Moebius.
Po dotarciu na planetę markiz sprawdza, jak idzie szkolenie jego oddziałów. Odbywa się pogrzeb Xadeer, w którym uczestniczą Askar, Moebius i Vasilij. Rodzina Xadeer przysięga pomścić śmierć ukarki, przysięgę składają także markiz i Moebius..
Pobyt na Istakhr nie trwa długo - Błogosławiony Allaw wylatuje ponownie - tym razem kieruje się bezpośrednio do układu Leminkainen.

W Bazie Floty na Leminkainen Askar czeka na przybycie siostry. Leila przylatuje na Darze Ikony. Markiz Alejandro, Juan, Vincent i hrabia Azim odprowadzają Leilę. Razem z nią w bazie wysiada także komodor Antonio wraz ze swoim rudowłosym "cieniem". Baronessa przywozi ze sobą laskę-broń drapieżców znalezioną na Keth-Kordeth, którą ofiarowuje Wasilijowi. Inżynier jest wyraźnie zadowolony z prezentu, chociaż próba użycia go o mało nie kończy się niefortunnie. Po wylewnym pożegnaniu i podziękowaniach Alejandro i Azim udają się w dalszą drogę. Antonio udaje się do swojego dowództwa. Pozostali wsiadają na "Ox" i odlatują w kierunku wrót.

W drodze czeka ich miła niespodzianka - do "Ox'a" przycumowuje statek z którego wysiadają...Varia z Ewą. Varia - wyraźnie w stanie wskazującym na długą i barwną imprezę pożegnalną jaką urządzili jej nowi przyjaciele.

Nie koniec niespodzianek - na odprawie Askar dowiaduje się, że ekipa Mazarina chciałaby także "przy okazji złapać krakena".

Dlasza podróż przebiega bezproblemowo - Varia odsypia, Leila zajmuje się Ewą. Wasilij "zagląda w korzonek" i widzi w nim między innymi budowaną przez Zakon flotę. Leila otrzymuje od Varii skany książek dotyczących okultystycznych właściwości Wrót oraz (później nieco) - kawałek Lewiatana. Doszedłszy do siebie "Słoneczko" zarządza naradę, na której wszyscy dzielą się informacjami.

Czas upływa szybko na rozmowach, zagłębianiu się w nowe materiały i zabawie z Ewą. W końcu "Ox" dociera na skraj Mroku...

DODATKI:

Z pamiętnika Askara...


Komentuj (7)


Link :: 23.05.2005 :: 19:41
Któryś decembris 5001

Into the Dark cz. 3

Sesja wewnątrztygodniowa

BY LEILA


Pierwszy poranek w Mroku. Nic szczególnego na szczęście. Na razie. I niech tak zostanie. Śniadanie, zwykłe rozmowy. Askara i Varii nie ma - cóż, nie będę im przecież przeszkadzać. Wyruszam na poszukiwanie sekcji naukowej. Do astro docieram wraz z Laurą, witam się ze wszystkimi. Na szczęście mają kilka wolnych stanowisk komputerowych i są na tyle uprzejmi, by wyjaśnić mi do czego służą niektóre nie znane mi sensory. Czujnik psi. Bardzo słusznie. Śledzę odczyty i cicho rozmawiam z Laurą. Przez ekrany leniwie przesuwają się szeregi cyfr. Nagle sensor termiczny szaleje "-1600 K"!? Źródło? Pustka. Omijamy to miejsce. Nieco później - czujnik psi wykrywa żywą istotę - pojawia się na chwilę i znika. Zawsze mi się wydawało, że przestrzeń kosmiczna jest pusta i martwa. Tymczasem tutaj przypomina raczej głębię oceanów. Jakie istoty mogą żyć w takich warunkach? Skąd czerpią energię? Sądzę, że to wina Drapieżców, którzy otworzyli przejścia pomiędzy światami...

Dochodzi pora obiadu. Askara wciąż nie ma. Drzwi do kajuty Varii otwiera mi Ewa. "Mama śpi". Kajuty Askara otworzyć nie mogę. Mindlink nie działa. Coś tu jest bardzo nie w porządku. Wasilija też nie ma. Proszę kogoś innego o pomoc w uporaniu się z drzwiami. Dopiero laserowy przecinak załatwia sprawę.

Wchodzę do środka. Askar ? ... leży na podłodze. A ściślej mówiąc - to co z niego zostało. W zwęglonej dłoni Brata miecz. Nie wierzę. Po prostu nie wierzę. Askar nie mógł sobie ot tak po prostu zginąć we własnym łóżku. Nie mógł... Rozglądam się po pomieszczeniu - otwarta klatka wentylacyjna, drzwi przyspawane od wewnątrz. Czym ? To wszystko jest idiotyczne. Nie. Nie. Po prostu - nie. (Głupia - wciąż jeszcze wierzysz, że twoi bliscy są nieśmiertelni?) Przybiegają inni ludzie. Varia. Wchodzi, blednie. Po chwili otrząsa się z pierwszego szoku, używa omenu. Opowiada o istocie, która wyszła z wentylacji (8:34), wniknęła w Askara i zabiła go. Dokładnie o 8:36.

Gdybym rano poszła do niego żyłby.

Varia radzi mi zabrać miecz Askara. Rękojeść jest gładka i chłodna - jak wtedy. Tyle, że wtedy to była wizja. A teraz?

Trzeba przecież coś dalej robić. Muszę ogarnąć to wszystko. Zaczynam szukać Wasilija, znajduję jednak tylko Laurę, która informuje mnie, że Moebius, zachowywał się dziwnie a potem zniknął. Sprawdzenie nagrań wydaje się najrozsądniejszym wyjściem. Niestety jest niewykonalne. Człowieka obsługującego kamery znajdujemy uduszonego wiązką kabli. Ktoś zniszczył aparaturę. Varia rozkazuje szukać istoty, która zabiła Askara.
Ciemność. Alarm. Awaria systemu. Pięknie. Jak w ogóle mogli do tego dopuścić. Przecież do cholery od elektroniki zależy nasze życie... powinien tu być drugi niezależny system.
Zgłasza się kapitan. Namierzyli kapsułę ratunkową. Tutaj? Komunikat - wołanie o pomoc. Nadawca - adiunkt Koropotkin.

Ściągają kapsułę. Oprócz Wasilija jest tam jeszcze Moebius i...mój trup. Uffff... To musi być sen. Albo wizja. Groteskowa, absurdalna, szalona - przecież powiedziano nam że w Mroku czyha obłęd. Zastanawiające - czy to efekt działania jakiejś świadomej istoty, czy nasze mózgi w ten sposób reagują na obszar gdzie prawa fizyki jakie znamy przestają mieć sens. Albo... chłopcy Mazarina urządzają sobie małe testy psychologiczno-okultystyczne. Co nie zmienia faktu, że wciąż pozostaje problem jak się stąd wydostać.

Jeszcze jeden żywy człowiek w kapsule - Askar. Kapitan przechwytuje kapsułę. Co oni robią? Ściągają na pokład "przesyłkę z Mroku". Głupota. Nikt nie wie kim naprawdę są pasażerowie. Ani co przywożą ze sobą.

Laura idzie z nimi porozmawiać. Ja się boję. Powstrzymuję chęć przyjrzenia się z bliska "swoim zwłokom". Szkoda - to byłoby bardzo interesujące - stanąć tak obok, poza i patrzeć beznamiętnie na "mnie". Taka możliwość nie zdarza się co dzień. Ciekawe jak wyglądam jako nieboszczyk. Czym się różnię. Jaka w dotyku jest moja martwa ręka. Dance macabre.

Kolejne fakty. Nagrania - Wasilij rozpływający się w powietrzu. Gargulec- maszyna Anunnakich informuje o zarejestrowanej słabej aktywności okultystycznej dokładnie w czasie śmierci Askara. Zniknięcie Moebiusa i Wasilija (obaj o 11:34) przypada z kolei na czas przelotu w pobliżu miejsca o ujemnej temperaturze. Varia ponownie używa swoich mocy. Faceta od kamer udusił ni mniej ni więcej tylko Wasilij. Przez chwilę czuje też obecność Askara gdzieś na statku. Kolejne trupy. Inżynierowie. Żadnych śladów prócz cięć na ciałach ofiar. Zniszczone urządzenia. To właśnie niedaleko stamtąd pojawił się i zniknął mój Brat. Mają przywracać system do porządku. To potrwa. Nasi "goście" z kapsuły zostają zabrani do medlabu i poddani kwarantannie. Świetnie. Jeśli coś miało rozleźć się po statku już się rozlazło. Narada. "Askar" się wścieka. Przecież naprawdę chciałabym, by był tym, za kogo się podaje.

Porównujemy historie. Wspomnienia "rozbitków" są poszarpane, niepełne. Utrzymują, że mamy 19 dekabrisa, podczas, gdy ja wiem, że jest 9. Dane z czarnej skrzynki kapsuły odnośnie daty jej wystrzelenia nie zgadzają się z danymi z komputera - 9 i 13. Komputer Czarnej skrzynki kapsuły wskazuje jak się okazuje wskazuje na 13go. Żeby było śmieszniej kapsuła, którą przylecieli stoi sobie spokojnie w doku. Dwie kapsuły. Dwie Leile (jedna nieżywa, drugiej odwala najwyraźniej). Askarowie trzej z czego pierwszy martwy, drugi znikający, a trzeci obrażony.

Uporządkować to jakoś. Odgadnąć istotę sprawy. Odnaleźć klucz do tej rozpadającej się, zwielokrotnionej rzeczywistości, jeśli to coś, w czym obecnie się znajdujemy zasługuje na to szlachetne miano. Farsa. Stawianie namiotu na ruchomych piaskach.

Przebadali ich, doszli do wniosku, że to prawdziwi Askar, Moebius i Wasilij. Wypuścili. Nie mogę to uwierzyć. Doborowa ekipa wysłana w Mrok a nie mają pieprzonych przepisów BHP. Czy tylko mnie i Varii wydaje się dziwne, że Wasilij i Moebius znikli stąd i przylecieli z pustki? Że z pustki przyleciał także Askar, podczas gdy jego ciało leży w prosektorium? Pewnie - urządźmy sobie piknik integracyjny. Czy tylko mnie się tutaj coś cholernie nie zgadza?

Varia jest oszołomiona. Zastanawia się, czy przypadkiem nie natrafiliśmy na miejsce styku równoległych rzeczywistości. Nie podoba mi się ta teoria. Oczyma wyobraźni widzę nieskończoną ilość Leili popełniających nieskończoną ilość błędów w nieskończonej ilości światów. Brrrr. Wolę już raczej założyć, że trafiliśmy w jakąś osobliwość i nastąpiło "rozszczepienie się" naszych linii świata, które następnie w jakiś niepojęty sposób splątały się w urocze węzły. Ba, kokardy. Co ciekawe w przypadku żywych najprawdopodobniej nastąpiło wyeliminowanie "wariantu równoległego". Reszta pozostała - nie jest to zatem kwestia materii. Wasilij twierdzi, że jedynym sposobem jest "reset". Zgadzam się z nim. Na czymś przecież musimy się oprzeć. Usunąć ślady anomalii a potem - zacząć wszystko od nowa.

Tyle że na razie system jest zawirusowany a obca forma życia plącze się po pokładzie. (z drugiej strony - według gargulców nic nie wniknęło z zewnątrz. No chyba, że w supertajnym laboratorium coś wymknęło się spod kontroli) Kolejny komunikat - intruz w pobliżu "zamkniętego labu". Askar z Moebiusem natychmiast tam biegną. Natykają się na istotę. Askar rozkazuje odciąć ten sektor statku.

DODATKI:

Kapsuła...


Komentuj (3)


Link :: 25.05.2005 :: 19:51
30 novembris - 18 decembris 5001

Hargard cz. 1 i 2

Sesja niedzielna

BY AZIM

[Fragmenty z mnenmoimprintu Vral'a z klanu Feyr]

Zapis - Hargard, pierwszy plik

Koniec wylegiwania się - 23 listopada odlecieliśmy z Keth Kordeth, zaraz po tym jak Hazaci zakończyli te całe swoje święto wina (pamiętać - młode wino jest zdradliwe, wchodzi gładko, ale potem... bimber na grzybkach przynajmniej zapachem ostrzega czym grozi spożycie) Hrabia zabrał naszą dziesiątkę w charakterze osobistej ochrony. Niewątpliwy postęp od czasów kiedy latał z dwoma albo trzema chłopakami po całych znanych światach - to chyba kwestia tej nowej bryki. Jak znam życie okaże się, że jest nas tyle żeby pilnować statku jak oni wszyscy będą się gdzieś szlajać... Dla porównania pan Hazat wziął cały tłum żołnierzy. Za to hrabina Aida zabrała tylko piątkę ochrony, ale za to Voroksów. Tylko jak ich podpuścić do grania w karty tak żeby się Grunsh nie dowiedział?
Przylecieliśmy na Leminkainen, zahaczając po drodze o Duncana, gdzie pozbyliśmy się baronowej al-Allaw Malik (ciekawe czy jej brat dalej trzyma ochronę złożoną z Ukarek? może przy jakiejś okazji dało by się z nimi spotkać?) i tego Hazackiego komodora którego przysłali nam z B2. Uff, zrobiło się ciut miejsca. Tylko dalej nie udało nam się wytrzasnąć miejsca gdzie można by zagrać tak żeby z miejsca nie zjawiła się kudłata morda Grunsha...
Rwa mać! Jak by było mało miejsca, a tu co? Na Leminkainen czeka na nas kolejne pięć Voroksów. Ciekawe czy też zamierzają donosić Grunshowi o każdej kolejnej rozgrywce pokera? Pozostaje tylko podziękować bogom, że na statku prysznice są soniczne - dziesiątka mokrych Voroksów śmierdziałaby tak nieziemsko, że dalszą drogę na ten cały Hargard pokonałbym pieszo. I jeszcze dwoje klechów. Czy kobiety na każdą wycieczkę muszą brać tłum towarzystwa?
Ostatni punkt programu przed rozpoczęciem wyprawy - ślub jakiegoś Hawkwooda z jakąś Hazatką. No dobra, nie jakiegoś Hawkwooda tylko kapitana krążownika który będzie nam towarzyszył na Hargard. A ta laska to nie... Cholera, i tak nie podoba mi się wizja Hazatki w podróży poślubnej lecąca z nami w misji dyplomatycznej na planetę ludzkich 'barbarzyńców'. Jakbyśmy mieli dość kłopotów... I tak panowie szlachta będą się bawić a my siedzieć jak te glypty w szczelinie skalnej i wyglądać kłopotów. Taka nasza prace, nie?
Zabaczyłem tą bandę która zebrała się na tę okazje. Masa Hawkwoodów (jesteśmy na Leminkainen, nie? co tu ma być jak nie Hawkwoodowie) i masa Hazatów. Z jednej strony pocieszam się myślą, że Hazatom zimno, ale z drugiej prześladuje mnie wizja Hazatów którzy urządzają zadymę żeby się rozgrzać. A jest ich dość, żeby urządzić regularną bitwę.
Ziew... i po imprezie. W życiu nie widziałem tak grzecznych Hazatów. Czym ich Hawkwoodowie tak ugłaskali? Obiecali im jakąś wojnę czy jak? W każdym razie Hazaci zebrali się w swoją stronę, a my w swoją. Do naszej dzielnej (tamtamtam-da-tamtamtam) wyprawy dołączył Hawkwoodzki (zrabowany al-Malikom) lekki krążownik "Piękna Callista" - pod dowództwem świeżo upieczonego żonkosia. Przynajmniej mamy sporo miejsca więcej... i całą bandę dodatkowych żołnierzy. Tresowani vuldrocy Hawkwoodów (no, chłopaki prawie na miarę naszych - w końcu jakiś Hawkwood zmałpował od al-Malików pomysł zatrudniania kompetentnych twardnieli) no i banda żołnierzy którzy wcale nie mają nic wspólnego z wojskami cesarskimi. Oki, w końcu to prywatna wyprawa, nie? Oczywiście paniska musiały się przetasować - że niby na nowym statku szefa mało miejsca. Nic dziwnego, skoro zabiera się na wycieczkę wszystkich jak leci. I jeszcze jeden Hawkwood. Dobra, o ile ten Marcus, kapitan, jest zajęty żoneczką i dowodzeniem okrętem to markiz Hakkonen nam zupełnie już o kant... ehh. Czym ja się przejmuje? Nawet jak wywojują coś w vuldroklandzie, to i tak wszystkim dzielić się będą możni. My i tak dostaniemy za jakiś czas po kawałku ziemi na KK i będzie po sprawie. Jak dożyjemy, a odsiew na wyprawach hrabiego jak do tej pory był duży. Dobrze chociaż, że lekarza mamy kompetentnego, jest szansa, że jak nie zginę od ręki to mnie pozszywa. Ale gdybym oczekiwał, że będę żyć wiecznie nie zatrudniał bym się tu, nie? W każdym razie paniska i Voroksy przeniosły się na krążownik. Looo, w końcu można spokojnie pograć w karty. Cholera. Hrabia oczywiście musi sobie wsiąść przybocznych. Dwóch, wliczając mnie. Życie. Żegnajcie karty. Może jak dolecimy...
Polecieliśmy do wrót. Po drodze minął nas stateczek lecący jak by go prowadził pijany gannock. Potem gdzieś w oddali mignęły nam okręty cesarskie urządzające sobie manewry w otwartej przestrzeni. W końcu wrota. Wymiana uprzejmości z obstawą wrót i ziuuu. Jeszcze nigdy nie byłem poza Znanymi Światami. Specjalnych różnic nie widać. No może jedna. Nikt nie pilnuje wrót. Lecimy do planety. Przynajmniej życie chce nam okazać swoje zainteresowanie i nasyła na nas celników. Celnicy tutaj? To miało być zadupie! Aha, tacy celnicy. Znaczy się okręt lokalnego kacyka zdzierający haracz od przelatujących. Paniska rozsiadły się na mostku i pertraktują z celnikiem. Jak rozmowy pójdą źle to nam vuldrokowie zrobią abordaż. Hmmm, zaczynam doceniać latanie przyciasnawym krążownikiem wypchanym żołnierzykami. Tylko, że jak rozmowy pójdą fatalnie to zamiast abordażu będzie salwa burtowa a potem zostanie tylko gówno i kapcie. O! są pierwsze wyniki - mamy przekazać vuldrokom w 'darze' paciorki (paciorki, ich mać, jak kto ma zbędne paciorki za trzy tysiące to ja się nimi chętnie zaopiekuje). A paciorki będzie wręczać... Tak! Legat Alejandro! Super. Hazat ma gadać z vuldrokami gęba w gębę, a do tego potrzeba mu warty honorowej w wszelkim możliwym składzie. Nas dwóch, dwa Voroksy, masach hazackich zakapiorów, vuldrocy Markusa i niecesarskie żołnierzyki. A naprzeciw vuldrocka grupa abordażowa w charakterze tragarzy.
I po sprawie. Celnicy wzięli w łapę (ale paciorki?) i poszli. Szefostwo im jeszcze obiecało wizytę i prezenty dla ichnego kacyka. No, jak ma 50 na karku to może się skusi na spowalniacze starzenia. Cholera, takim to dobrze. Gdybym ja był wodzem pirackiej bandy to czy ktokolwiek zaoferował by mi środki lypee? Pewnie nie, znając życie.
I dalej do planety, kolejne nudne dni. Może dla zabicia czasu zacznę się uczyć vuldrockiego? Skoro paniska mogą się uczyć vuldrockiego od prostych niewolników to czemu ja nie miał bym się nauczyć?

Zapis - Hargard, drugi plik

Najprostsza część wyprawy minęła. Teraz zaczynają się schody. Dolecieliśmy do planety tylko po to, żeby zostać wzięci w dwa ognie. Na szczęście nie dosłownie. Po prostu zostaliśmy wywołani równocześnie przez RamaKrisznów, lokalny klan spokrewniony z al-Malikami do której wybierał się szef (ciekawe co nam będą próbowali sprzedać?) oraz przez pancernik "Widow Maker" wspomnianego już wcześniej kacyka. No tego którego celników spławia się paciorkami. Ognistobrody mu jest, Siggfadir z imienia. Konkurencyjna do niego laska. Eldrida Mądra nie odezwała się. No, ale w końcu to on ma przewagę, a w każdym razie tak głoszą raporty. Z pancernika wywołał nas pierwszy oficer Gunther Ognistopióry. Coś oni mają tu słabość do ognia... cholerne rudzielce. Z dołu wywołuje nas Abbas Rama Kriszna, minister królowej Sury. Władczyni jednego z kontynentów i głowy rodu Rama Kriszna. Przepych iście al-Malicki. Zobaczymy co z tego wyjdzie więcej. Szef, mimo wątpliwości Aidy zaczął gadać z oboma naraz. Siggfadirowi wymówił się spotkaniem z rodziną, ale obiecał szybką wizytę. Więc lecimy do Czarniawych. Rudzi zostają na deser. Poleciał wahadłowiec wypchany żołnierzykami, Voroksami i szlachtą. My czekamy z resztą bandy i bagażami w drugim. Pełne niepokoju oczekiwanie (lecą zakłady czy będzie biba czy skończy się chryją). Lecimy! Trochę wstrząsów i lądowanie. Pałac, niepowiem, odpicowany. Widać al-Malicką krew. Tylko jak by zimno w porównaniu z tym do czego się przywykło przy al-Malikach. Zanim przylecieliśmy to szlachta juz zdążyła powiedzieć 'sie ma' królowej i rozgościć po pokojach. Apartamenty jak u szefa w pałacu. Ba, nawet mamy do swojej dyspozycji pokoik ochrony z kamerami do oglądania całej czwórki. Czyżby gospodarze chcieli żebyśmy wiedzieli co dokładnie widzą jak nas podglądają? Nieeee, to nie może byc tak proste. Swoją drogą coś się kroi. Hrabina przysłała zaproszenie do szefa a Grunsh wygląda jak by oczekiwał trzęsienia ziemi. A to dobre! Zaczynam lubieć tego Hawkwooda! On wierzył, że szef tu rządzi. Chyba jeszcze nigdy nie miał do czynienia z babami. Cóż, zawsze musi być ten pierwszy raz. A na razie biba. Królowa ogłosiła przyjęcie na cześć gości. Z państwem lezie Grunsh. My mamy oswoić się z apartemantami (sporo w dół za oknem, zupełnie jak w hotelach na B2), służbą i systemem zabezpieczeń. Legat zwyczajowo każe swoim ludziom przeczesać ściany pod kątem dodatkowych podłuchów i kamer. Oprócz tych które można nadzorować z pokoju ochrony, rzecz jasna. Nie znaleźli żadnych dodatków. Po cholerę im kamery Wystarczą wszędobylscy niewolnicy. Przylazł Hieronim. Przynajmniej mamy zabezpieczenie na wypadek gdyby okazało się, że miejscowi pijają wodę. Jest równy jak na klechę. No może trochę wyższy niż równy. Biba trwała i trwała aż się skończyła. Grunsh podzielił sie podstawowymi informacjami po powrocie. Okazało się, że miejscowi oprócz wina i tancerek mają też słabośc do wielkich kadzielnic z opium. Szef i Hazat są nieźli w Somie więc można liczyć, że przejda przez następne przyjęcia równie gładko jak przez następne. Hrabina jest Dekadoską więc pewnie nawet bnie zauważyła różnicy. Za to Hawkwood zajebiście wyglądał klejąc się do całkiem apetycznej miejscowej (gdyby tylko miała jaśniejszą cerę - teraz za bardzo przypomina brudasa). Jak widać jednak miał już do czynienia z babami, tyle, że wyjatkowo chętnymi do współpracy. To tłumaczy jego wcześniejszą pomyłkę. Na zdjęciach dane jest nam poznać następce tronu, księcia Oyasa z dużo młodszą małżonką - Loną. Książe jest synem królowej i dowódcą armii. Interesujące tu mają przyjęcia. Ot tak z ogrodu przyłazi vuldroczka pogadać z królową, poczym wychodzi jak gdyby nigdy nic. Prawie jak u nas w jaskiniach. Chyba wrócę do nauki vuldrockiego. Poza tym przyplątał się prawdziwy al-Malik. A w zasadzie al-Rama Malik. Rashid. Amnasador wielkiego księcia Shaprut. A tu dla odmiany któs z opozycji: hrabina Kriti Lalit Ramakriszna. Przewodząca frakcji antyznanoświatowej. Opór na podłożu religijnym. Znaczy się będziemy z nią gadać, prędzej czy później. Ja się jej zresztą nie dziwie. Cała ta banda kościelnych pasożytów... Ich chromolone szczęście, że nie czepiają się Banjak.
Poranna pobudka. Bogom dzięki za Somę - czas lokalny różnił się od pokładowego o prawie pół dnia. Mycie, żarcie. Oba markizy wybyły w poszukiwaniu biblioteki. Szef na przemian moczy się, ćwiczy i poddaje masażom. Może też spróbuje jak będę mieć wolne. Potem razem z hrabiną Aida wybierają się do ogrodów i na miasto. Dobra, leziemy we dwóch. I jeszcze dwójka Voroksów. I lokalny przewodnik. Może się nie zgubimy. Gdyby tutejsze miasto było równie zakręcone jak al-Malickie dzielnice będziemy GPSować z pomocą okrętu. Najpierw ogrody. Fajne szklarnie. Cieplej tu niz na zewnątrz. Pustynia, dżungla, bagno, łączka, piknikowicze, wyjście. Teraz do miasta. Hmm, wózeczki zaprzężone w pierzastą, dwunogą, skrzeczącą jaszczurkę. W jednym państwo, w drugim my. Voroksy się nie rozdrabniają i zapierdalają na piechotę. Z czterema nogami też bym mógł. Pozostaje nam modlić się, że nikt nie będzie ostrzeliwał nas rakietami. Przejazd przez miasto. Objazd dookoła świętej kupy zrobionej przez świętą krowę.Potem czekanie na skrzyżowaniu z pierwszeństwem przejazdu dla Zajebiściedużejjaszczurki. A tu już swojsko - targ. Co sprzedają? Owoce, warzywa, mięso, baran na włóczni - niech Ci będzie Grunsh, na patyku. Zobaczymy jak będzie smakować jak wejdzie do meniu w 'Grunsh Kebab'. Nie dziękuje, nie potrzebuje lampy z rękawa szaty Vau. Macie może na składzie klucz uniwersalny? Dam go szefowi w prezencie na urodziny. Prrrr! Hrabina postanowiłą poderwać robiącą zakupy vuldrocką laskę. Że niby to jest ta co wczoraj gadałą z królową? Faktycznie, na nagraniu wyglądał inaczej, pewnie dlatego, że w sali było ciemno. Ocho, paniska wzieły ją w obroty. A my musimy kisić się z zakupami laski. Czy im się wydaje, że każdy kto stanie im na drodze jest ekspertem od starożytności i znawcą wojen w niebiosach? Taaak, no jasne, szef musi się pochwalić swoją maszyną myśląca. Zwyczajowy pokaz zdjęć - behemot rozmieniające pielgrzymkowiec na drobne, lewiatany, uśmiech sekcjonowanego Kosiarza O! To ją nawet ruszyło. Super. Mają tu takiego i będą na niego polować. Heh, Białe Smoki - łowcy demonów z magicznymi przeciwpancernymi kozikami. Fajne. Może i z tego polowania na Kosiarza coś wyjdzie. Ja naprawdę musze nauczyć się vuldrockiego!


Komentuj (32)


Link :: 28.05.2005 :: 09:53
9,10 decembris 5001

Into the Dark cz. 4

Sesja wewnątrztygodniowa

BY LEILA

Komunikat od Askara. Jeden z Kalinthi odniósł poważne rany. Krwawi bardzo silnie. Jeśli nie dostarczą go do medlabu w 15 minut umrze. Trzeba ich stamtąd wypuścić. Byle nie razem z tamtą istotą. Nie możemy rozhermetyzować całego sektora. Pozostaje "ręczne" otwarcie drzwi. Kontaktuję się z Wasilijem i odrywam go od komputerów. Biegniemy.
Kiedy docieram na miejsce widzę zniszczony panel. Coś zaatakowało Wasilija kiedy zajmował się drzwiami. Na szczęście udało mu się to spłoszyć. Jak widać nasz mały przyjaciel korzysta nie tylko z wentylacji. Na wszelki wypadek zostawiamy jednak sektor zamknięty. W medlabie czekają na nas dwa nowe trupy. Po co ktoś miałby zabijać pomocników kucharza ?

Czas ucieka. Wedle słów Askara ich kapsułę wystrzelono o 2giej w nocy. Brat boi się, że schemat się powtórzy. Sądzi, że musimy rozwiązać problem wcześniej.

Kiedy idziemy korytarzami docieramy do zamkniętej grodzi. Sektor kapsuł. Kapitan nic nie wie o jego odcięciu. Czujniki wewnętrzne dalej nie działają. Wiadomo jedynie, że w środku panuje obniżone ciśnienie. Kapsuła, którą wylecieli? Medlab - z ciała Askara została kupka popiołu.

A jeśli rzeczywistość przystosowuje się do anomalii, wchłania ją, przekształca? Eliminuje osobliwości. Znikają "duplikaty" obecne na statku. Czyli - wersja "gości z mroku" jest "silniejsza". Co będzie ze mną??? Może jeśli wyrzucą "moje" ciało... Ale reszta nie chce tego robić. Askar uważa wręcz, że nie powinniśmy. Laura chce przebadać moje zwłoki. Nie mam nic przeciwko. Varia sprawdza statek - wykrywa na nim dużo więcej ludzi. Na dolnym pokładzie, poza ochronnym zasięgiem gargulców - 37 osób. Ludzie, ukarowie, hironemowie, gunnoki... Eksperymenty niech ich szlag. Słoneczko zastanawia się nad przestrojeniem gargulców ta, by mogły przeskanować również statek.

Rozchodzimy się. Wasilij wraca do komputerów. Askar idzie pogadać z naukowcami. Ja z kolei zaglądam do kajuty. Małe przepakowanko a potem laptop w dłoń i do luku, gdzie stoi "kapsuła z Mroku" Chcę ją sprawdzić. Dobieram się od danych komputera pokładowego. Trajektoria lotu jest chaotyczna. I zupełnie niewspółmierna do stopnia zużycia paliwa, które przy takiej ilości "manewrów" powinno być znacznie większe. Z kolei dane z czarnej skrzynki wskazują na całkiem prosty tor. Kapsuła wyleciała ze środka anomalii termicznej, obok której przelatywaliśmy...
Komunikat od Laury. Obejrzała sobie moje zwłoki. Pobrała próbki. Spopielony Askar jak się okazuje składa się z czystego węgla. Prosi mnie o przesłanie planów kapsuły. Przy okazji grzebania w plikach technicznych dowiaduję się, że na tej serii zamontowano specjalne czarne skrzynki "odporne" na działania okultystyczne. Przyjmuję, że dane ze skrzynki są prawdziwe a dziwaczne zapisy komputera pokładowego to efekt działania anomalii.
Próbuję zlokalizować miejsce uruchomienia zapisów - a więc startu. Czy ten punkt leży na torze lotu "Ox'a" ? Po dłuższych obliczeniach okazuje się, że nie, ale Ox obrałby taki właśnie kurs, gdybyśmy po drodze mieli kilkugodzinne opóźnienie. Zatem - w tamtej "linii czasu" coś jeszcze się wydarzyło.
Wciąż wiem zbyt mało, żeby cokolwiek zakładać.
Kolejne kupki popiołu, przedmioty pozwalające na identyfikację - chyba znaleźli się "nasi" Wasyl i Moebius. Omen Varii wskazuje sprawcę - istota.

Kolejny komunikat. Askar proponuje naradę. Idę. Idę. Idę. Cholera, długo jakoś...albo mi się wydaje. Przecież to tylko kilka korytarzy. Dlaczego więc serce mi wali jakbym biegła. Efekt działania jakiejś czasowej anomalii? Docieram na miejsce. Coś jest ze mną nie tak... Czuję się mętnie... Askar podejrzewa, że mam gorączkę, ale cofa dłoń, zanim jeszcze dotknie mojego czoła. Jest źle. Nie chcę zamienić się w sadzone jajko. Mój biedny mózg! Co więcej, na mojej szyi pojawiły się sińce...zaczynam mieć trudności z oddychaniem. Ponoć na ciele martwej Leili były podobne. A jeżeli to kolejny etap "dostrajania rzeczywistości"...jeżeli zaczynam upodabniać się do "tamtej" Zginęła poparzona. Temperatura mojego ciała rośnie...

Brzęk. Klatka wentylacyjna. Istota wypełza z niej i sunie w moim kierunku. Askar staje przede mną. Wciskam mu w rękę Pazur. "Robal" podchodzi i...zatrzymuje się na niewidzialnej barierze. Po chwili coś unosi go do góry, wciąż uwięzionego. "Co mam z nim zrobić?" pyta Moebius, ale niemal w tym samym momencie istota znika pozostawiając jedynie garść czarnego pyłu. Askar, Wasilij, Moebius... być może celem tych istot jest "wyrównanie rachunku" i teraz polują na mnie.

Przystanek medlab. Laura podaje mi leki. Skutkują, przynajmniej na razie. Badanie krwi nie wykazuje wzmożonej odpowiedzi immunologicznej... Jedyną rozsądną przyczyną wydaje mi się ogólne przyspieszenie metabolizmu. Varia sugeruje, że "nadganiam" dziewięć dni. Wolę tę wersję od własnych obaw.

Askar znów niezadowolony. Nie chce jałowych dyskusji, nad tym czy istota świadoma, do czego dąży, co tak właściwie się stało itd. Czeka na konstruktywne pomysły. Jasne. Znów czuję się gorzej. Przypomina mi się Drapieżniczka. Brrr... Kolejna porcja leków... Zatrują mnie tutaj. U naukowców niczego się nie dowiedział. Twierdzą, że to nie ich sprawa. (przy okazji Braciszek wygłasza sąd ogólny na temat ludzi parających się nauką określając ich wdzięcznym mianem "świrów". Ignorant. Już ja mu to zapamiętam... Dobra. Uspokój się. Nie czas na wprowadzanie rodzinnej atmosfery.) Tylko co właściwie możemy w tej chwili zrobić? Wasilij rozmawiający z nami przez komunikator informuje nas, że system powinien zostać naprawiony do trzeciej w nocy. Czy mamy tyle czasu?

Varia chce dociec przyczyn zniszczenia Ox'a. Skanuje umysł Askara, potem Moebiusa. Nie mówi zbyt wiele - albo nie dowiedziała się niczego nowego, albo nie chce nam powiedzieć. Teraz jej się zachciewa konspiracji. Przecież musimy współpracować. Dochodzimy od wniosku, że Wasilija też trzeba sprawdzić. Słoneczko zarzeka się, że więcej myśli czytać nie zamierza. W takim razie ja. Boję się...moje szczęście do psi stało się już wręcz przysłowiowe... Trudno. Nie mamy wyjścia. Poza tym - też chcę coś wiedzieć, bo jak dotąd mam wrażenie, że to co istotne jest przede mną ukrywane. Zatem - do sekcji informatycznej.

Proszę Wasilija o umożliwienie mi skanu. Opiera się. Kręci. Nie ufa mi. (Przecież tam, na Ligheim wróciłam po niego...jego pojmanie było moją winą, ale tak czy owak uratowałam mu wtedy tyłek...to chyba o czymś świadczy) Zarzuca, że może chcę mu spalić mózg. Oczywiście. Mam ochotę walnąć go w twarz, szczęśliwie w jednej ręce trzymam kroplówkę a w drugiej laptop. Głupi. Gdybym chciała mogłabym już dawno zamienić go w warzywko nie pytając wcześniej o zdanie. Wszyscy nalegamy (podczas dyskusji Laura rzuca "już pomijając fakt, że zamordowałeś Leilę" Zamordowałeś? Sińce na szyi... Dlaczego? ...O co tu chodzi? ) i w końcu, choć niechętnie godzi się.

Układ scalony. Ogromny, wypełniający całą halę. Montowany... ręcznie przez ludzi, gunnoków, kościanogłowych... Sekret działania wrót. Wasilij siedzący w kajucie...nagle... czuję coś niesamowitego, odblask uczucia... uczucia o którym sama marzę przez całe życie. Zrozumienie. Oświecenie. Iluminacja. Kilka sekund i Wasilij pojmuje wszystko. Świat jest jasną logiczną konstrukcją a on wie, co ma zrobić. Ale dlaczego? Szukam śladów uczuć i... nie znajduję nic poza pewnością, zimna kalkulacją. Wasilij pisze wirusa a potem...idzie usunąć element szczególnie nie pasujący do układanki. Ewę. Kajuta... przełącznik światła... ciemność.. .po chwili.. .znów jasno... na podłodze obok pryczy rozdeptany "korzonek".

Cofam się. Nic wcześniej. Nic poza tą jedną chwilą, która zmienia wszystko. A potem...Bieg przez korytarze. Wyścig do kapsuły...Tylko czemu, skoro każdy z nich myśli tylko o sobie Wasilij z Moebiusem niosą mnie, nieprzytomną...

...ponieważ kontrolowałam ich umysły. Ponieważ to ja "oświeciłam" Wasilija. To ja przekonałam Askara i to ja wreszcie "podszyłam się" pod demona, któremu służył/służy Moebius.

Wychodzę z umysłu Wasilija. Dlaczego? Co tym razem siedzi w mojej głowie?
Próbuję to sprawdzić - przeczesać wspomnienia, poszukać luk w pamięci, śladów wpływów, obcych wzorców. Nic nie znajduję. Albo to coś zadziałało tylko tam, albo jest dobrze ukryte.
Kontakt do Varii. Okazuje się, że wezwała do mesy Kalinthi, którzy sprawdzili Moebiusa i Askara pod kątem opętania. Wykryli sugestię - otwarcia się na jakiś wpływ, wyłączenia woli.
Opowiadam o wspomnieniach Wasilija pomijając najistotniejsze. Co ze mną zrobią, kiedy się dowiedzą? A może już to odkryli? Przecież coś przede mną ukrywają... Powinnam im powiedzieć... a jednak... oni nie są wobec mnie szczerzy. Czemu ja mam być? Nie, oni to oni, ich sprawa. A ja - jestem, kim jestem. Nie cofam się przed prawdą. Proszę o rozmowę bez przedstawiciela Kalinthi, okazuje się jednak, że rzeczony osobnik właśnie zmierza do sekcji informatycznej. Niestety nie udaje mu się dotrzeć na miejsce. Awaria windy i nieszczęśnik zostaje rozsmarowany na podłodze. Najwyraźniej coś próbuje uniemożliwić przebadanie mnie. Nic to. I tak dowiadują się, że to ja jestem źródłem. Idę do mesy. Okazuje się, iż Varia widziała u mnie dodatkową aurę. Chciałoby się rzec - znowu... Czy wszelakie złowrogie-i-potężne-byty muszą zawsze przychrzaniać się do mnie?

Wasilij dołącza od nas niedługo później. Jest wyraźnie nieswój. Chce rozmawiać tylko z Varią. Wychodzą. Czekamy długo. Mam wrażenie, że ich rozmowa dotyczy mnie...
Wreszcie Varia wraca w towarzystwie trzech Kalinthi. Nie chce nic wyjaśniać. Z dość głupią miną proponuje nam "wycieczkę". Oczami wyobraźni widzę, jak wciągają mnie w pułapkę...

Pusty luk. Dwaj Kalinthi siadają pod ścianą i na polecenie Varii roztaczają nad nami coś w rodzaju aury ochronnej.
Domagam się wyjaśnień i wreszcie je otrzymuję. "Robale" skontaktowały się z Wasilijem, by obwieścić mu, że są "strażnikami kosmicznego ładu" i przybyli tutaj zlikwidować mnie, ponieważ będę przyczyną zagłady całego wszechświata. Yeah! Askar, Moebius i Wasilij z kapsuły przedostali się tutaj ze świata równoległego...który uległ zagładzie z mojego powodu. Podobnie jak trzy inne. Dodatkowo, pociąg do niszczenia wszechświatów miał we mnie powstać samoistnie, bez żadnej ingerencji z zewnątrz. Ot tak, po prostu doszłam do wniosku, że najfajniej by było wszystko unicestwić. Yeah II !

Z oczywistych względów nie wierzymy w te rewelacje. Brat Jozafat skanuje mnie i wykrywa obcą istotę. Byt niemal ściśle spleciony ze mną...zastarzały w pewien sposób. Coś, co nie miało być osobną świadomością, ale stało się nią na skutek błędu i zaczęło przejmować kontrolę. Pomyłka oprogramowania, albo nieprzewidziany czynnik zewnętrzny. Informacja od Anunnakiego?

Kalinthi potrafi to usunąć. Jednak szanse na przeżycie rytuału są niewielkie, poza tym jeśli to coś wyrwie, zniszczy wszystkie informacje. Wolałabym tego uniknąć. A jeżeli tak miało być a "robale" chcą pozbawić nas potencjalnej broni do walki z Drapieżcami? Brat Jozafat może umożliwić nam rozmowę z istotą... przez cudze usta. Laura zgłasza się na ochotniczkę. Upewniam się, że będę również miała możliwość porozmawiać z "lokatorem". Niestety rozmowa...cóż, przypomina przesłuchiwanie Avestian na Aylonie.

Może ta świadomość jest tak potężna jak mówi i dysponuje ogromna wiedzą, ale jest głupia. Nic nie wskóramy. Mamy tylko jedno wyjście.

"To twoja decyzja" - Askar bywa zabawny.
Nie ma żadnej decyzji. Istota stanowi zagrożenie. Zagrożenie trzeba wyeliminować. Za wszelką cenę. Jedyną alternatywą jaką mam jest strzelenie sobie w łeb z lasera. Tyle że wtedy to już na pewno nie będę miała żadnej szansy.

Łomot w ściany. "Robale". Nie mamy czasu.

"Zaczynaj" - mówię ściskając poręcze krzesła.

Otwieram oczy. Palący ból w płucach. Z trudem łapię powietrze. Z dziur w ścianie wyskakuje "robal", potem kolejne. Otaczają nas. O nie, po tym wszystkim nie dam się zabić. Jedna z istot patrzy na mnie, potem rzuca "następny świat" i ...wszystkie znikają.
Askar obejmuje mnie. Dziękuję bratu Jozafatowi. Ocalił mi życie.

No i Braciszek mój rzuca" chodźmy się napić". Świetnie. Jego recepta na wszystkie problemy. Jakby nic takiego się nie przytrafiło. Jakby alkohol mógł cokolwiek zmienić czy poprawić. "Chodźmy się napić." Zaczynam się śmiać.
Żyję.

DODATKI:

Nie.

Komentuj (14)


Link :: 30.05.2005 :: 18:16
18 octobris - 3 novembris 5001

Tajemnica Jonathana cz.1

Sesja Drejkowa

BY ALEXANDER

Drogi Ojcze,

Mam nadzieje, że list mój zastanie Cię w dobrym zdrowiu. Śle pozdrowienia dla Ciebie, matki i Nicolasa. Z wytęsknieniem czekam wiadomości z domu. Pozdrów proszę dziadka gdy go będziesz widział i przekaż mu moje i kuzyna Johna Wilhelma raporty ze świeżo przyłączonego do Cesarstwa Rimpoche. Nie będę tu rozpisywał się nad szczególną egzotyką tego świata, szczegóły na jego temat znajdziecie w moich raportach z wyprawy.
Wiedz drogi ojcze, że pomyślnie na Byzantium powróciłem i miejsce swe przy cesarskim boku na powrót zająłem. Nie omieszkam przy okazji listu najnowszych ploteczek z dworu.
Wczorajszego wieczoru zaledwie miałem zaszczyt zostać zaproszonym na wydawane w Pałacu przyjcie na którym zjawiły się wszystkie znakomitości planetę. Wśród nich dane mi było oglądać bosko piękne oblicze na-arcyksiężnej Nataszy (i jej nieodłączną roślinę), osoby pozostałych posłów (nie było tylko hrabiego Fajsala Al-Rashid Malika którego ponoć zatrzymały ważne obowiązki) i niezliczonych hrabiów i markizów którzy przy takiej okazji zawsze nie omieszkaj się pojawić na dworze.
Na samym przyjęciu wydarzyło się tak naprawdę jedno godne uwagi wydarzenie. Otóż ród Keddach wykorzystał przyjęcie by złożyć ponowny hołd lenny Cesarzowi. On w odpowiedzi nadał Szejkowi Graala oficjalny tytuł Wielkiego Księcia Graala. Otwiera to ciekawe możliwości nie uważasz ojcze….
Gdy razem z moim kompanionem Jonathanem z Inżynierów postanowiliśmy przenieść się z przyjęcia do jakiegoś bardziej komfortowego miejsca (chciałem pana Jonathana poczęstować nasza słynna jarzębinowką) został on zaatakowany przez czterech lihalańskich zbirów… Nie chybnie padlibyśmy w tym starciu gdyby nie pomoc adepta z bractwa wojennego, który ogniem z dwóch Pestycydów dał opór wrogom nim pojawiła się Cesarska Gwardia…
Niestety ochroniarz panna Connarda, dumny i szlachetny voroks Clash Steelbiter został ranion. Na szczęście jedna obrażenia nie okazały się poważne.
Szczerz mówiąc list kończę czekając na przybycie pana Connard i sir Clasha, którzy maja mnie odwiedzić byśmy przeprowadzili naradę "wojenna"

Kreślę wyrazy szacunku
Alexander Wolverton VI

PS. Ojcze nie zapomnij przysala mi danych o przedmiocie którego zdjęcia wam wysłałem. To dla mnie niezmiernie ważne…
A.



Komentuj (11)



FORUM

[Księga gości]

WSTĘP

Postacie

Aida
Alejandro Corrinho Dulcinea
Alexander Wolverton
Andrew Hakkonen
Askar Al-Allaw
Azim
Fatima Al-Malik
Leila Al-Allaw
Manuel Trinidad Li Halan
Moebius
Seth
Varia
Vasil
Vlad Al-Allaw
Volrath "Trzy Pazury"

Hazackiego pierdoły gawędy

Matka Wojna
Wiara, nadzieja, miłość
Baronet w Zalotach

Chronologia

5003 (22.06.07)
5002 (21.08.06)
5001 (09.08.05)
5000 (29.01.05)
4999
4998
Czasy prekampanijne (10.12.05)

Kroniki Leili (27.03.05)
Listy (21.05.06)

Raporty Specjalne

Kfiatki z sesji (22.06.07)

Handouty

Download

Mapa Cesarstwa (duża)
Błogosławiony Allaw
Dar Ikony
Piękna Callista
Historia rodu Corrinho
Genealogia Alejandro Corrinho Dulcinea
Tabele GSowe

Galerie

GALERIA MATKI MONIKI
Kalendarz z Azimem na 5002
Kalendarz z Owieczką na 5002
Załoga Allawa
Prawdziwa twarz Askara
Sora Tenema LiHalan - Autoportret
Grunsh - by Monika
Prawdziwa twarz Niedzielnych
Prawdziwa twarz Drejkowych
Alejandro ręką Fatimy nakreślon
Varia i Ewa by Fatima
Askar i jego fanka by Fatima

Zaprzyjaznione blogi

GSowe

Blog Askara

RPGowe

Sekretne Zwoje Pani Noriko z rodu Isawa
Blog DeadLands by Cathia
Blog DeadLands by Ramel
Blog Rippers
Blog Maga "Rozbita Rzeczywistość"
Blog Wampirzy Yaviego

Sznureczki

Nasza strona GS
Forum Moorholda
Bufor Sathra


ownlog.com

2017
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń