Menu :


Link :: 04.05.2006 :: 00:09
BRAK DAT

„Kuszenie/Upadek?” – cz. 5

Sesja Drejkowa - D2

BY SORA

Godziny mijają. Kolejne kabiny w rozbitym jachcie nie zawierają nic cennego. Wracam na fregatę z mocnym postanowieniem uporządkowania moich wiadomości. Wszystko, co dotychczas powiedział mi komodor, wydaje się być co najmniej chaotyczne. Nie oskarżam go o celowe wprowadzanie mnie w błąd – raczej o bardzo specyficzną interpretację pewnych faktów. Podejrzewam, że jego ranny psychonik, Victor Colden, może powiedzieć mi więcej – zwłaszcza, że kryształ, który widziałam w „maszynowni” emanuje jakąś formą energii psychicznej. Nie mylę się – Colden jest zainteresowany, co więcej, podekscytowany. Widział już kiedyś podobny kryształ, mniejszy i nie będący częścią statku. Zaintrygowana, zadaję kolejne pytania i jestem w stanie uporządkować przynajmniej cześć moich informacji. Wygląda na to, że Colden nie tylko jest lepiej poinformowany niż komodor, ale też że pracuje dla innych, bardziej kompetentnych w pewnych sprawach osób. Antonio, jak się dowiaduję, udzielił mi tajnych informacji. To, że zrobił to w sposób chaotyczny, umniejsza jego przewinienie, tak czy inaczej, Colden nie jest zadowolony.
Niestety, nie udaje mi się dowiedzieć wiele więcej. Wkrótce komodor wzywa Coldena na dół. Nie wiem, co się dzieje, ale około dwóch godzin później psychonik wraca na pokład statku nieprzytomny. Diagnoza – wylew. Matka Monika i pokładowy lekarz przeprowadzają operację, ale mężczyzna zapada w śpiączkę. Niestety, lekarze zrobili co w ich mocy, cała nadzieja leży teraz we Wszechstwórcy. Zmęczona, zasypiam.

Budzi mnie wstrząs startującej fregaty. Ubieram się w pośpiechu i biegnę na mostek. Komodor wydał rozkaz. Mamy lecieć w stronę wrót, omijając Vau. VAU?!? Kapitan pokazuje mi zdjęcia wykonane przez sondę. Statki, jakich nigdy dotąd nie widziałam... Jako laik techniczny, nie jestem w stanie ocenić funkcji tych ogromnych kul plazmy, ale podejrzewam, ze załoga też tego nie potrafi. Modlę się. Wszyscy się modlimy. Antonio zszedł na dół, domyślam się, co chce zrobić. Moja spowiedniczka również się domyśla i jest zła. Ale nie mamy teraz innego wyjścia jak tyko uciekać. I unikać walki, nie mamy już pocisków a moje „cienie”... nie chcę tego.

Kolejne dni upływają w nerwowej atmosferze. Lecimy w kierunku wrót, modląc się, by nie natknąć się na Vau. Ci jednak jakby się zapadli... Przy wrotach oczekuje na nas jednak coś zupełnie innego... olbrzymi, ciemny byt... co, co czekało na Antonia i to co kiedyś było Antoniem. Behemot. Trochę czasu upływa, nim udaje mu się nawiązać kontakt. Flota Vau zniszczona. Przez niego. Planeta też – przez Vau. Mój „cień” po raz pierwszy od swego pojawienia się wykazuje jakieś emocje. Jest... zaniepokojony, jeśli można to tak nazwać. Prosi mnie o rozmowę. Jestem w szoku – a kiedy dowiaduję się pewnej rzeczy, biegnę do Moniki. Moja spowiedniczka wydaje się być pewna siebie. Wiedziała o tym od początku. Obie czujemy, że musimy coś z tym zrobić, lecz jeszcze nie teraz...
Kiedy wreszcie udaje nam się otworzyć zamknięte przez Vau wrota i wracamy do układu Nowhere, oczekuje już na nas statek floty cesarskiej. Pani admirał poleca Behemotowi udać się do jakiegoś miejsca... Kiedy istota, która jeszcze niedawno była Antoniem żegna się jeszcze, wyrażam nadzieję na ponowne spotkanie...

Komentuj (0)


Link :: 04.05.2006 :: 00:10
BRAK DAT

„Kuszenie/Upadek?” – cz. 6

Sesja Drejkowa - D2

BY SORA

Lecimy z Matka Moniką na statek admirał Khayyam ibna Shahim al.-Malik. Zostałyśmy zaproszone na obiad – obiad będący też swoistym przesłuchaniem, czego nikt nie ukrywa i do czego nikt się nie przyznaje. Posiłek upływa na wzajemnej wymianie grzeczności oraz informacji. Antonio odleciał, by mamy udać się na przesłuchania na Byzantium Secundus. Wszyscy mówią o obowiązku wobec cesarza. Dobrze, ale jaki to ma być obowiązek? Chcę wiedzieć.
Podczas obiadu, poza panią admirał, mną i Moniką obecne są jeszcze dwie osoby – bratanek admirał, Arif, oraz philosophus Yussuf C’Tanga, dziwny mężczyzna, bardziej wyglądający na żołnierza niż na księdza. Ale czy moja spowiedniczka wygląda na osobę którą jest, wiernego sługę kościoła i lekarza? Nie. Tak, jak mylące są dwie pary nóg Moniki, tak tez myląca jest sylwetka eskatonika. I tylko zastanawiają mnie blizny na jego twarzy, ale nie zadaję pytań.

Eskatonik chce zobaczyć mojego „cienia”. Zgadzam się, licząc na to, ze jego wiedza pozwoli mi uporać się z wątpliwościami. Gorliwa wiara mojej spowiedniczki to wielki dar, którego ja nie posiadam. Nie umiem po prostu przyjąć niektórych rzeczy. Kapłan mnie rozumie, zgadza się ze mną, zaprasza na Pentateuch, gdzie będę miała szansę zbadać naturę mego towarzysza i łączącej mnie z nim więzi. Po kilku dniach, wypełnionych nauką obsługi maszyn myślących oraz taktyki, eskatonik spotyka się ze mną znowu, tym razem na osobności. Ukar jest, wedle jego obserwacji, zbiorowością istnień, dusz, czy czegokolwiek. Nie stanowi bezpośredniego zagrożenia, ale jego miejsce w porządku świata nie jest jasne – ja zresztą nie oczekiwałam prostych odpowiedzi. Yussuf mówi mi coś jeszcze, coś, czego nigdy się nie spodziewałam, a w świetle jego słów zaproszenie na Pentateuch nabiera nowego znaczenia.

Dolatujemy na Byzantium Secundus. Po ciasnych kwaterach na statku skrzydło pałacu, które dostałyśmy do dyspozycji, jest aż za wielkie. Co mam zrobić z trzydziestoma pomieszczeniami i dwudziestką służby?? Sprawiam sobie nowe ubranie, odpowiednie do sytuacji, w której się znalazłam i do czekających mnie rozmów. Czytam. Ćwiczę. Potem przesłuchania – Cesarskie Oko, Flota, Rycerze Poszukujący. Wszystkim mówię to samo, nie przyznając się jednak do paru rzeczy. Nie potrzeba, by zbyt wiele osób wiedziało, kim jest mój ochroniarz. Nie wdaję się też w archeologiczne szczegóły, choć pokazuję zrobione zdjęcia i szkice. Wyrażam chęć spotkania z kimś, kto zna się na tej materii, z kimś, kto byłby w stanie poinformować mnie, co właściwie znaleźliśmy. W głębi ducha modlę się, by nie odsunięto mnie od badań nad kapsułami z jachtu. Byłam przy odkryciu i jestem kompetentna. Na razie jednak tylko rutynowe przesłuchania. Chciałabym też porozmawiać z pełnomocnikami Coldena. Może pani admirał udzieli mi pomocy...

Pewnej nocy budzi mnie hałas. Spoglądam w mrok wyostrzonymi zmysłami i widzę skradającą się ku mnie ciemną sylwetkę, słyszę oddech, bicie serca. Decyzja jest szybka. Na mój rozkaz Ukar skacze w kierunku zamachowca, łamiąc mu ręce. Napastnik wyrywa się, próbuje uciec, ale Ukar jest szybszy. Zamachowiec leży na podłodze, z połamanymi końcyznami...
Świst noża. Stoję jak sparaliżowana, kiedy ukarskie ostrze przelatuje tuż koło mojego ucha i wbija się w ciało drugiego shinobi. Do pokoju wpada ochrona. Zabierają ciała, ja próbuję dojść do siebie. Gdzieś w ogrodzie słyszę strzały.
Wypijam zioła na uspokojenie i zasypiam. Monika upiera się, że będzie spać ze mną. Leży zwinięta w kłębek na dywanie.

Nazajutrz spotykam się z admirał i szefem jej ochrony. Schwytany zamachowiec zmarł podczas przesłuchania, czemu mnie to nie dziwi? I czemu nie dziwi mnie, że pochodził z Kish? Ktoś chce mnie zabić. Podejrzewam kto i podejrzewam czemu. I wiem, że mogłabym bez trudu dowiedzieć się szczegółów. To takie łatwe, wystarczy tylko spróbować...

Komentuj (0)


Link :: 07.05.2006 :: 22:07
Jenny i Vlad

by Jenny

Gwiazdy...nieograniczona przestrzeń...przestrzeń bez formy, bez konsystencji, bez celu...przestrzeń, w którą słabnące słońca stale wyciągają ciepłe ramiona - światło skazane na wieczną tułaczkę...
Gwiazdy...
Od gwiazd dzieli ją twarda kopuła. Szkło? Za ciepłe na szkło... pewnie jakaś mieszanka... coś jak... zbrojony plastik? Jak mało zna słów...nawet dla głupiej przeźroczystej tafli nie znajduje właściwej nazwy...Nie umie ująć tego uczucia rodzącego się w opuszkach palców...Dłoń przesuwa sie powoli - początkowo pełna uwagi, po paru minutach gubi sens, jeszcze krąży, jeszcze zostawia smugi w miejscach, gdzie palce próbowały wtulić się w twardy materiał, by w końcu, jakby od niechcenia, podążyć za resztą ciała, odwrócić się, i wzgardziwszy niewidoczną granicą, murem, tarczą i jak to tam jeszcze, kurwa, mogłaby nazwać, spocząć na skurzanym oparciu fotela...
Nawałnica słów ustała. Jest tylko cisza. Ciemność. Gwiazdy. Żar na końcu papierosa, którym teraz się bawi. Za dużo śliny w ustach. I lekkie pieczenie w kącikach oczu.
Gdzieś za nią majaczy delikatna, zielona poświata elektronicznego zegara. Cyfry przechodzą w siebie, ktoś mógłby pomyśleć, że czas jeszcze płynie.
Skrzywienie ust. Jak gdyby rozgryzła coś gorzkiego.
Zielona trawa pod stopami.
– Wlad, proszę, nie.
Znów tylko starannie wypolerowana posadzka tarasu widokowego.
– Wróciłaś?
– Nie wychodzą mi coś te wakacje, jak widzisz... Nie mogę nawet wyjechać z domu.
– Nie drwij.
– Przepraszam.
– Co...co dalej?
– Rozmawiałam z Laurą. Przez chwilę będę z nimi. Tak jak mówiłeś – spróbuję, ostatni już raz. Nie wierzę, żeby to przyniosło jakiś rezultat, ale... Jeśli się mylę... Jeśli się mylę to..to wrócę...i przyznam ci rację...Ale...
– Jenny...
Gwałtownie podniosła głowę.
– Ja się nie mylę. To ty...żyjesz jakimiś mrzonkami, jakimś absurdalnym marzeniem... nic już, nic się nie da zrobić. Jego nie ma. Przyznaj to wreszcie przed sobą, Wlad... to nie będzie tak jak myślisz – to będzie koszmar. Znajdziesz go a on... jeśli nie będzie jeden?... będzie ich trzech, czterech, piętnastu? Czy ty go w ogóle rozpoznasz? Kim będzie to dziecko? Albo może wcale nie dziecko...może dorosły człowiek gotowy umierać za idee, które nie są twoimi ideami. Wlad, kurwa, opamiętaj się! Nasz Paul to tylko... nie ma naszego Paula... on nie istnieje, nie istnieje, nie istnieje....
– Jenny...
– Tak jak mówiłeś – spróbuję, ostatni już raz. Nie wierzę, żeby to przyniosło jakiś rezultat, ale... Jeśli się mylę... Jeśli się mylę to..to wrócę...i przyznam ci rację... A teraz proszę, leć już... nie dobrze, że znów tu jestem... Będę...
Jaśniejsza plama dłoni znów wypływa w stronę szyby, bada ją delikatnie, jakby czegoś szukała...szukanie przeradza się w pieszczotę, do szyby przywiera druga dłoń, policzek; czerwona materia bluzki tworzy fantazyjne wzory pod lśniącą powłoką...
– Tęsknić?
– Już dość, Wlad. Leć...
Unosi się z kolan. Gwiazdy. Nieograniczona przestrzeń, przestrzeń bez formy, bez konsystencji. Unika wzrokiem kształtu zawieszonego w tej przestrzeni, kształtu równie absurdalnego w obliczu gwiazd jak to wszystko, cały ten świat...
– To pierwszy i ostatni dzisiaj „uśmiech pod nosem”, Jenny... Specjalnie dla mnie? Na pożegnanie?
– Nie mogę na Ciebie patrzeć Wlad – nie mieścisz mi się w głowie. I nie śmiej mi się w samym środku umysłu, mówiłam ci, że to łaskocze...Wlad! Spadaj już, bo zaraz się rozpłaczę.

Komentuj (23)


Link :: 20.05.2006 :: 12:40
7-21 septembris 5002

Dwa śluby i pogrzeb

Sesja Specjalna - Beatkon II

BY FATIMA & INVIDIA

Invidia
Kolejne zadanie, kolejny obiekt. Młoda dziewczyna, prawie dziecko jeszcze. Mimo to wyraz jej oczu, gdy patrzy na pułkownika nigdy nie pojawiłby się u dziecka. Siedzi unieruchomiona i nawet, jeśli zdaje sobie sprawę z sytuacji, dobrze to ukrywa. Cóż, zaraz się przekonamy…

Fatima
Przytomność wraca nagle. Jeszcze zanim otworzę oczy, próbuję się poruszyć - bezskutecznie. Ramiona mam unieruchomione w wyjątkowo niewygodnej pozycji i z tego, co się zorientowałam, bez szans na jakikolwiek próby uwolnienia się...
Mała klitka, zapewne na jakimś statku, w środku kilka osób. Trzy z nich - kobiety - przyglądają mi się. Jedna rudowłosa o uderzającej urodzie, druga w typie nieco lihalańskim, trzecia niezupełnie do nich pasuje - wydaje się być przeciętnie nijaka. Czwartą osobą jest Vladimir Decados… Unika mojego wzroku. Ma na sobie oficerski mundur floty Kadyksu. Ze znakiem czarnej gwiazdy…
Moje spojrzenie sprawia, że jeszcze bardziej pochyla głowę. Odzywa się rudowłosa i choć staram się skupić na jej słowach, wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało.
Wszystko powraca z całą wyrazistością.

Kalejdoskop wrażeń, wydarzenia niczym kolorowe szkiełka… Powrót z Terry na B2, rozmowa z Thefaną, tylko trzy dni by nacieszyć się towarzystwem Fajsala, wylot na Aylon, spotkanie z Bratem, przygotowania do ślubu, przymiarki sukni, odświeżenie starych kontaktów i znajomości... Dzwonek prywatnego komunikatora. Dawno nie słyszany znajomy głos… nazbyt znajomy.
- Spotkajmy się.


Invidia
Wchodzi staruch. Dziewczyna próbuje się bronić przed jego skanem, ale dostaje inhibitor. Tymczasem ja skupiam się… Pytanie siostry jest niepotrzebne i widzę, jak oczy oryginału rozszerzają się nagle, gdy widzi moją transformację. Pozwalam sobie na lekki uśmiech, kiedy czuję na skroniach dłonie starucha. Już czas….

Fatima
- Envy, jesteś gotowa? - pyta w pewnym momencie ruda.
Envy… Invidia…
...
Saligia.
...
Nijaka kobieta, przez cały ten czas przyglądająca mi się uważnie zaczyna się…zmieniać. Włosy ciemnieją i stają się dłuższe, sylwetka delikatniejsza, twarz…
Po chwili na miejscu Invidii stoi… stoję ja…
W międzyczasie starszy człowiek w ciemnych szatach, który bezszelestnie wsunął się do pomieszczenia staje obok. Kładzie mi na skroniach dłonie i trzyma moją głowę w mocnym ucisku. W pewnym momencie czuję, jak włamuje się do moich myśli… wspomnień... Nawet tych najstaranniej ukrytych… Chcę go odrzucić, ale jest silniejszy. Mimo to nie przestaję się opierać… Do chwili gdy czuję wbijająca mi się w ramię igłę…
I nic już nie mogę zrobić. Tylko patrzeć, jak mężczyzna przekazuje Invidii to, co mi wydarł, a ona zaczyna krzyczeć… Lecz w tym krzyku nie ma bólu - wręcz przeciwnie.
I jest to mój głos…
Chcę zatkać uszy, ale nie mogę…

Invidia
Jeszcze tylko finalne przygotowania, ostatnie szczegółowe wytyczne i mogę ruszać na planetę. W momencie ceremonii wsparcie zapewni mi Gula, ale ujawni się tylko w ostateczności… Powodzenie całego planu polega na mnie. Nie mogę zawieść - i nie zawiodę…

Fatima
Wychodzą. Zostaję sam na sam z grimsonem siedzącym naprzeciw. Nie reaguje na zaczepki, ani prowokacje, więc po jakimś czasie daję sobie spokój… Chwile wloką się niemiłosiernie, zmuszając mnie do analizowania sytuacji… I tego, jak się w to wpakowałam... Na własne życzenie dałam się wrobić jak dziecko…

Wreszcie udało mi się zniknąć Sadarze z widoku - ominięcie zwykłej ochrony nie stanowiło już żadnego problemu…Lot do Sunval, pod kawiarnię. Stanęłam w drzwiach i poczułam bolesne ukłucie w sercu…
Był tam. Siedział przy stoliku ubrany w zwykły, roboczy strój. Od kiedy widzieliśmy się ostatnio zmienił się… Zmizerniał, a na jego twarzy pojawił się nowy wyraz - trudno mi było go określić… Na mój widok wstał bez słowa i odsunął krzesło bym usiadła. Zamówił kawę - zdziwiło mnie, że pamiętał jaką lubię najbardziej - wydawał się nigdy nie zwracać na to uwagi…
- Tęskniłem z tobą...
- Wiesz, że to dla ciebie niebezpieczne, pokazywać się tutaj…
- Musiałem cię zobaczyć jeszcze raz, zanim…
Urywane, wypowiadane niepewnym głosem słowa, raz wpadamy sobie nawzajem w zdania, innym razem cisza trwa aż nazbyt długo… Otulam dłońmi filiżankę z kawą, bojąc się, że jakiś gest może mnie zdradzić. On kilkukrotnie wyciąga rękę jakby chciał mnie dotknąć, ale w ostatniej chwili powstrzymuje się. Robimy wszystko, by zmienić temat, by nie czynić sobie wzajemnie wyrzutów... On opowiada o swojej ucieczce z Kadyksu… Potem mówimy o obowiązkach…
Rozmowa trwa…
Zupełnie nagle czuję otulającą mnie ciemność. Próbuję oprzeć się o stół, ale ręka odmawia mi posłuszeństwa... Do moich uszu dobiegają jeszcze tylko ciche słowa "obiecali, że będziesz moja..." - a narkotyczny sen przyjmuje mnie w swe objęcia.

Invidia
"Wracam" do pałacu wieczorem, skruszona i poza faktem, że Sadara wydaje się być ciężko obrażona, obeszło się bez żadnych reperkusji. Czas mija na dopracowywaniu szczegółów imprezy i rozlokowywaniu gości. Najwięcej czasu spędzam oczywiście z "kuzynostwem" i ich towarzyszami. Pomimo faktu, że są mi dane wszystkie wspomnienia i wiedza oryginału, nie mam jej głupich sentymentów. I dlatego musze się naprawdę starać, żeby zachowywać się jak należy kiedy Leila zaczyna rozmowę - właściwie monolog o swoich perypetiach miłosnych.
Mam ochotę zrobić coś, namieszać, tym bardziej, że okazje ku temu same mi się nasuwają. Zadanie jednak jest najważniejsze i nie mogę pozwolić sobie na nic, co mogłoby pokrzyżować mi plany…

Fatima
Nie wiem, jak długo torturowały mnie własne myśli. W pewnym momencie tuz przede mną na stoliku staje zastawiona taca. Nie podnoszę głowy, czuję dłonie - znajome dłonie - sprawnie uwalniające mi jedną rękę.
- Zjedz coś - Vlad.
Poruszam zesztywniałymi palcami, przywracam krążenie w nadgarstku. Patrzę na niego. Idealnie panuje nad twarzą.
- Nie.
- Jedz - ton rozkazujący - a jeśli obiecasz, że nie będziesz niczego próbować, przeniesiemy cię do lepszej kajuty.
- "My"…? - nie mogę powstrzymać goryczy w głosie - a myślałam, że mogę ci ufać…
- Ja też tak myślałem… zanim nie zdradziłaś.
- Wykonywałam tylko swoje obowiązki…
Patrzy na mnie. Długo.
- Ja też.
Milczę. Wreszcie wychodzi. Korzystam z okazji by przyjrzeć się tacy. Zielona papka, bezbarwna papka i ryba z Madok. Pięknie.

Invidia
Askar i człowiek udający ukara nabrali ochoty na przejażdżkę. Kazałam wydać "kuzynowi" Bastiona z cichą nadzieją, że bydlę się znarowi a tamten spadnie i przynajmniej się potłucze… Nic z tego, jest za dobrym jeźdźcem.
Cóż…

Fatima
W pewnym momencie czuję budzące się na powrót moce… Jednak zanim zdołają ostatecznie powrócić, dostaję kolejna dawkę inhibitora…
Czas mija... Towarzyszy mi jedynie grimson - wciąż ten sam, poznaję po numerze seryjnym… Niejasno uświadamiam sobie ile czasu już minęło…
Kiedy psi znów się budzi, razem z inhibitorem dostaję coś jeszcze… zasypiam, a kiedy otwieram oczy, na stoliku obok stoi czarny kamień…

Invidia
Przybywają kolejni goście, suknia jest już prawie ukończona, przyjęcie przygotowane… Zajmuję się zatem życiem towarzyskim, życiem "rodzinnym" i korzystam z przywilejów przyszłej panny młodej. Przystępuję też do spowiedzi - mam wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia… Mimo to - a może właśnie dlatego znów muszę się pilnować, żeby Manuel nie powziął żadnych podejrzeń…

Fatima
No i przenieśli mnie do "wygodniejszej" celi… Przynajmniej nie jestem już związana… Wciąż jednak czuję obecność czarnego kamienia a moje zmysły pozostają otępiałe. W pewnym momencie uświadamiam sobie, że statek się porusza… Tłumię nagła rozpacz… Staram się nie myśleć o tym, co Invidia będzie w stanie zrobić na planecie… Staram się nie myśleć o tym, co będzie z nimi wszystkimi…Co będzie… ze mną, choć tego akurat mogę się domyślić…
Staram się nie myśleć, choć efekty nie są specjalnie zadowalające…
Czasem miewałam gości… Pomimo wszechogarniającego poczucia bezsilności (a może właśnie przez to?) robiłam wszystko, żeby być jak najbardziej uciążliwa… I mi wychodziło… Fakt że wciąż żyję przypisuję jedynie temu, że jeszcze nie przestałam być potrzebna - co oznacza, że Invidia jeszcze nie wykonała zadania…
A potem?

Invidia
Dwa dni przed ślubem na planecie pojawia się pan młody. Popołudnie tego samego dnia przeznaczone jest na wieczór panieński/kawalerski… Toast "Na pohybel Nataszy" wznoszę z pełnym przekonaniem. Nazajutrz zjawiają się ostatni goście - także druga obok Leili druhna. Wieczór ten przeznaczam na wprowadzenie drobnych zmian w sukni… Ot, niezbędne poprawki.

Fatima
Bezsilność… Orientuję się mniej więcej w upływie czasu… Do ślubu coraz bliżej…
Boję się.
Do tego z każdym dniem świadomość, która obudziła się w mojej głowie staje się coraz silniejsza. Staram się jak mogę, żeby nie ulegać jej podszeptom…
Drzwi do mojej "celi" uchylają się i staje w nich Vlad. Zanim jednak zdąży cos powiedzieć, nie przejmując się, ze w ten sposób wzmacniam cień, uderzam w niego wszystkim tym, co kiedykolwiek do niego czułam… i co czuję teraz… Jego oczy ciemnieją nagle, zakrywa dłonią twarz i zanim dostrzegę coś jeszcze, gwałtownie wychodzi. Po chwili do środka wpada dwóch typów - nie zważają specjalnie na zachowanie delikatności - w ramię znów wbija mi się igła…
Ciemność.

Invidia
Dzień ślubu. Wszystko odbywa się zgodnie z obyczajem. Porwanie panny młodej przy wtórze malowniczych obelg, pościg i wykupienie… Wczuwam się w rolę… Zgodnie z tradycja drużbowie maja pilnować żebym nie uciekła. Niestety, tylko ja jestem w stanie docenić ironię tego faktu.
Docieramy na miejsce. Goście już czekają, za ołtarzem stoją kapłani… Ceremonia rozpoczyna się… W ramach zerwania z dawnym życiem wrzucamy do płonącego w misie ognia przedmioty je symbolizujące. I znów tylko do mnie przemawia ironia związana z rzeczą, którą już dawno temu wybrała Fatima a ja teraz wrzucam w ogień… Czas na ciąg dalszy. Drużbowie zbliżają się nieco - wystarczy, że wyciągnę ramię i mogłabym dotknąć stojącego w parze z Leilą Hakima.
Idealna okazja.
Być może Luxuria poczekałaby do końca przysięgi, by wzmocnić efekt, ale nie mam aż tyle teatralnego zacięcia co ona. Zaczęli reagować dopiero w momencie, gdy Hakim leżał już na ziemi, a Askar właśnie padał - musiałam go wyeliminować, był tu potencjalnie najgroźniejszy...
Ucieczka powinna być prosta.

Fatima
Jest mi dobrze… Ciepło i przyjemnie… Ni przeszkadzałoby mi, gdybym teraz tu została … Hmm? Coś uwiera mnie w przedramię… A, to tylko igła… To dzięki niej nie musze się teraz niczym przejmować… A już najmniej tym, że gdzieś tam, na Aylonie właśnie minął dzień w którym miałam wyjść za mąż…
Dość. Przestań… Nie chce cię więcej słyszeć…
Już wkrótce nie będziesz musiała… jeszcze tylko troszkę czasu i sama się od ciebie uwolnię…
Do tego czasu… zamilcz.
Dlaczego? Zawsze to przyjemniej z kimś porozmawiać. Nawet jeśli jest tak niedoskonały jak ty.
To ty jesteś wypaczeniem… Tylko wypaczeniem mojego umysłu…
"Tylko"? Wiec powiedz mi, jak mogę w takim razie mieć nad tobą taka władzę? Zrobisz wszystko, co tylko ci każę… I nie zrobisz nic, jeśli ci zabronię…
Nie...
(spojrzenie w dół, na przedramię… od igły ciągnie się półprzezroczysta rurka przez którą powoli sączy się płyn… dłoń z wysiłkiem sięga do igły…)

Invidia
Ruszam biegiem, z tłumu wymyka się umówiony wcześniej pilot i kieruje się ku skoczkowi. Próbują mnie powstrzymać - z marnym skutkiem. W pewnej chwili ochrona arcyksięcia otwiera ogień. Jeden z pocisków przebija tarczę…
Ale to nic…

Fatima
Musiałam użyć całej siły woli, żeby pozbyć się igły… Udało mi się wreszcie, ale wciąż czuję senność a rzeczywistość wydaje się być dziwnie… rozciągnięta.. zamazana… Zmuszam się by zacząć myśleć jaśniej.
W tym momencie w drzwiach staje rudowłosa… Luxuria. Uśmiecha się, a uśmiech ten mrozi mi krew w żyłach… Podchodzi bliżej patrząc na igłę.
- Nieładnie, nieładnie… - ma piękny melodyjny głos, a kiedy wyciąga rękę i ujmuje mnie pod brodę, chcę, żeby jej dotyk trwał…
Nie!
Gwałtownie wyrywam się i cofam opierając o ścianę choć wiem że niewiele to da. Ona ponownie dotyka mojej twarzy. Tym razem bardziej stanowczo. Zmusz, bym na nią popatrzyła.
- Moja siostra nie żyje - oznajmia spokojnie. Wyłapuję implikacje jej wypowiedzi…
- Gdybyście chcieli się mnie pozbyć, już byście to zrobili…
Podczas rozmowy czuję, jak otępienie znika częściowo… czuję kamień cienia.. czuję też, ze tym razem nie dali mi inhibitora… Korzystając z tego, że Luxuria napawa się swoją wyższością, koncentruję się… Cień znów się wzmocni, ale może się uda…
Była szybsza.
Uderzenie odrzuciło moja głowę do tyłu… Rudowłosa cofnęła rękę i spojrzała na mnie zimno.
- Niczego się nie nauczyłaś…
Zostaję sama. Znów cos mi zaaplikowali, ale kiedy obudziłam się wreszcie, byłam sama… Całkiem sama… Kamień cienia zniknął…
Cień również zniknął. Pozostała jedynie pustka - i ja.
Nie wiem, ile tak siedziałam… Wciąż starając się skupić pomimo ogarniającego mnie poczucia obojętności… Obrzydliwie przyjemnej i kuszącej… obiecującej zapomnienie…
Znajomy dotyk myśli… Przynajmniej powinien być znajomy… A, tak… to Varia… Tylko czy na pewno?
Zamek w drzwiach szczęknął cicho - wystarczy je pchnąć by się otwarły. Głos Varii każe mi poczekać jeszcze a potem wyjść… Staram się opanować oporne ciało… Opieram się o ścianę i wychodzę… Kierując się wskazówkami ruszam korytarzem.
W jednym z pomieszczeń na podłodze leży grimson. "Zabij go" - to Askar. Podcinam mu gardło i ruszam dalej…
Potem… pamiętam, że wyciągnęli mnie stamtąd… że lot na Aylon spędziłam głównie w medlabie… że mówili, że nikomu nie stało się nic poważniejszego…
Że już nie byłam sama.

* * *


Po wylądowaniu Askar podał mi ramię wystudiowanym, eleganckim gestem i doprowadził do Fajsala…
- Nie uciekła - oświadczył panu młodemu wypełniający obowiązek drużba…

* * *


Bardzo kameralny ślub odbył się dwa dni później. Udzielił go Manuel, świadkami byli Askar i Leila. Arcyksiążę powoli dochodził do siebie - przynajmniej sądząc po tym, jak szybko wróciła mu złośliwość…
Przyjęcie, podobnie jak ceremonia, również nie było zbyt wystawne…
Dziękuję wam wszystkim - za prezenty również, ale przede wszystkim za obecność… I za to, co dla mnie zrobiliście - niektórzy, jak Moebius, nie znając mnie wcale…

* * *


W pewnym momencie drzwi otwierają się i przez całą długość sali toczy się w moja stronę niewielka szklana kula… Podnoszę ja i przyglądam się uważnie - wewnątrz wiruje piasek. Opada powoli odsłaniając niewielki pałacyk… I słowa. "Trzeba mieć cos swojego"…
Nie mogę powstrzymać uśmiechu. To charakterystyczne tylko dla jednej osoby - bałam się, że już opuściła planetę... Rozmowy powoli cichną gdy w drzwiach staje lihalańska flecistka. Za nią drobna postać w sukni koloru ognia. Gestem zaprasza mnie do tańca…
Wstaję.

* * *


Przyjęcie zbliża się nieuchronnie ku końcowi. Wracam na swoje miejsce. Miejsce u boku mojego męża…
Fajsal uśmiecha się…

DODATKI:

Moebius' point of view...
Komentuj (0)


Link :: 22.05.2006 :: 15:42
21 - 27 septembris 5002

Cienie minione cz.1 i 2

Sesja Wewnątrztygodniowa

BY MOEBIUS

Po szybkich przygotowaniach odbywa się druga ceremonia ślubna, tym razem z właściwą panną młodą. Gości jakby mniej, ale nie szkodzi. Potem Askar przysięga Fajsalowi wierność lenną. No i wesele! Kobiety (a co, każdemu wolno), alkohol i śpiewy! Prezenty dla młodej pary. Ech, lubię szczęśliwe zakończenia. Pokazują, że to, co robimy ma jakiś sens…

* * *

He he, Mazzarin w roli błazna jest niezwykle przekonujący. Tak, to człowiek wielu zalet. Wszyscy się bawią. Tańce, rozmowy… Mam okazję nareszcie zamienić kilka słów z Fatimą. Jest chyba nawet bardziej urocza niż sobowtór.

No i koniec. Wszyscy się rozchodzą, składają ostatnie gratulacje nowożeńcom. Tylko… Jenny. Coś z nią nie tak. Co jest? Obserwował Cię? Kto?
Nie… to niemożliwe. Cholera, kilka godzin spokoju i znów się zaczyna dziać. Powracają wydarzenia z przeszłości. Wtedy też byliśmy na Aylonie. Klon Jenny, utrata Paula. To wszystko ma się teraz powtórzyć? Czego chciał ten człowiek? Był w naszym skoczku? Wrrr… należy to zakończyć. Raz na zawsze.
Manuel modli się… Po chwili otwiera oczy. Wie, gdzie poleciał człowiek, którego zapamiętała Jenny. Tymczasem w skoczku ochrona znajduje zdjęcie naszej Amalteanki z przestrzeloną głową. I notatką od Paula… Askar sprzeciwia się pokazywaniu tego Jenny, ale… Cholera, to o nią tu chodzi. Powinna wiedzieć co jest grane.
Manuel postanawia jeszcze raz poprosić Wszechstwórcę o pomoc. Tym razem jednak coś idzie źle. Kapłan rzygając krwią wali się na podłogę. Gówno! Musiał wpakować się na psychonika!
Dobra, teraz czas na specjalistów. Już w pałacu siadam wygodnie i przywołuję Moc. Zaczynam szukać. Coraz dalej i dalej. W końcu.. jest! Pokój. Piwnica. Człowiek, którego widziała Jenny. Komora hibernacyjna a w niej… klon. Ha, zgadnijmy kogo? Bingo! Teraz jeszcze formalnośc – gdzie ja w ogóle jestem? Sądzę, że dwieście metrów wystarczy. Posyłam swój wzrok w górę. Step. Ruiny. Żadnych punktów orientacyjnych. Szkoda, będzie trudniej.
Teraz wiemy już, czego szukać. Znamy odległość tego miejsca od pałacu, wiemy, że zabudowania leżą na stepie (na pustynnej planecie to spore ułatwienie), znamy ich rozłożenie.
Teraz wystarczy tylko zebrać mapy satelitarne całego obszaru (setki tysięcy kilometrów kwadratowych!), zatrudnić sztab ludzi do pomocy i… szukać, mając nadzieję na łut szczęścia…

No i już. Kilka godzin wytężonej pracy prawie sześćdziesięciu osób i jesteśmy w domu. Ładujemy się na skoczki. Bierzemy komandosów Askara. I – jazda.
Na miejscu zabezpieczamy teren. Ja z jedną drużyną zostaję na powierzchni. Drugi skład, z Askarem, Azimem, Varią i Manuelem wchodzą do podziemi budynku.
Spokojnie jest. Sporo kości. Jakieś umocnienia. Pewnie była tu kiedyś bitwa. Nagle… wszystko zamiera. A zmysł Mocy zaczyna wariować. Niebezpieczeństwo!

Ziemia faluje. Porośnięte pożółkłymi trawami wzgórze eksploduje nagle, uwalniając swych mieszkańców. Szczątki dawno poległych żołnierzy zaczynają łączyć się, tworząc na nowo kształty upiornych wojowników. Nieumarli sięgają po broń…

Kurwa, dużo ich! W dodatku nasze kule nie robią im żadnej krzywdy. Komandosi chowają się w okopach. Mam nadzieję, że druga grupa szybko tu dotrze. Głupio było by ginąć od kuli jakiegoś niespokojnego umarlaka.
Krzyk! Cholera, Magda! Askarowa medyczka. Co ona tu robi? Dobra, później się będę zastanawiać. Na szczęście nie jestem tak całkiem bezbronny. Niech żyją złe przeczucia!

Młoda kobieta osaczona przez kilkunastu nieumarłych. Bez szans na ratunek. Strach. Uniesiona lufa…
Nagle, jak spod ziemi, pośród grupy ożywieńców wyrasta drobna postać. Wyciągnięta ręka, do której wskakuje niewielki, zdobiony Ukarskimi grawerunkami przedmiot. Aktywacja…
Pole siłowe zaczyna wypełniać się krwistoczerwoną plazmą. Czas zwalnia. Wojownik o białej skórze, wirując, wpada w przeciwników…

Odpycham brzydali od Magdy. Po chwili dołącza do mnie Manuel. Z jego sztucznej dłoni wysuwają się półmetrowe monoostrza. Razem kończymy dzieło zniszczenia.
Co dalej? Porywacze zostawili wiadomość. Mamy się spotkać w starym pałacu Sinuhe – kuzyna Askara. Lecimy tam.

* * *

Na miejscu wita nas psychonik. Silny. Silniejszy nawet ode mnie. Zaprasza do środka Askara i Jenny. Reszta ma czekać na zewnątrz. Inaczej wysadzi nasze skoczki. Cóż, facet ma niezłe podejście w interesach.
Siedzimy z Varią przed drzwiami pałacu i zaczyna nas już lekko trafiać. Spojrzenie. Drugie… Idziemy szukać jakiejś drabiny.

Trafiamy akurat na koniec rozmowy. Monologu raczej. Askar trzymany na muszce pod ścianą. Jenny stoi na środku pokoju. Psychonik kończy składać ofertę. My odlatujemy bezpiecznie, a on zabiera Jenny, żeby w jej ciał o przenieść umysł kobiety, którą kochał, a która została śmiertelnie ranna. No a żeby było już całkiem zabawnie, wybranką jego serca jest… klon naszej Amalteanki. Popieprzone to wszystko…
Oczywiście jak się nie zgodzimy, facet wszystko wysadzi.
Askar zaczyna pertraktować. Mamy przecież jeszcze jednego klona. Leży od roku w komorze stazy. Wystarczy mu tylko wyczyścić umysł i – voila. Jest tylko jeden problem. Taką operację mógłby przeprowadzić tylko demon ze Skorpiona. Dostajemy kilka tygodni na podróż tam i z powrotem i przywiezienie ciała gotowego na przyjęcie nowej duszy.

* * *

Plan jest prosty. Ja, 49 i Jenny lecimy Allawem na Skorpiona. Askar i Varia udają się na poszukiwanie Ewangelistów – grupy nawiedzonych i cholernie skutecznych łowców nagród (czy jakoś tak), którzy mogą ponoć wydostać Paula. Zarówno Varia jak i Askar są święcie przekonani, że Ewangeliści wydostaną naszą „zgubę” nawet i z Pajęczyny. Fajnie by było… Spotykamy się na planecie za trzy tygodnie. Manuel odlatuje na Terrę…

Komentuj (0)


Link :: 28.05.2006 :: 15:28
10-12 octobris 5002

Rozdzielone Drogi cz 1

Sesja Wewnątrztygodniowa - Drake

BY MOEBIUS

I jeszcze raz Aylon. Sprawy na Skorpionie poszły nad wyraz szybko. Mamy na tyle czasu, że nie musimy gnać na złamanie karku.
Skok jak zwykle bez problemów. Hans może i jest ciężko zakręcony (to jakaś choroba zawodowa pilotów?), ale latać potrafi. Lecimy w stronę planety.
Wrzask! Co jest, do jasnej a niespodziewanej? Ktoś „nadaje” telepatyczny przekaz na cały system. Prośba o pomoc. Koniec. Kto to był?
Barney. Z Jenny coś jest nie tak. Siedzi na łóżku bez ruchu. Idziemy do niej z Magdą. No nie wygląda to najlepiej. Niby oddycha, ale nie reaguje na żadne bodźce. Szybka decyzja – do medlabu z nią. Łatwiej będzie w razie czego udzielić jej pomocy.
Szybki wywiad środowiskowy. No i się wszystko zaczyna układać. Krzyk słyszeli wszyscy obdarzeni Mocą. Jenny pewnie też. W katatonię wpadła chwilę później.
Dobra, musimy coś zdecydować. Kto tu teraz rządzi? Eee… Czemu tak na mnie patrzycie? Nie, no bez jaj, zajączki. Musi przecież być ktoś inny... Nie ma? Jak to – nie ma? Wry, i o się nazywają koledzy?
Fajnie, w takim razie jazda z tym koksem.
Co mamy? Było wezwanie. Jenny odpłynęła. Znaczy, to jest powiązane. To mamy dwa wyjścia – lecimy dalej na planetę albo sprawdzamy kto i dlaczego wołał. Tylko jeśli Młoda tak ostro zareagowała, to może być coś poważnego. Krótka piłka. Sprawdzamy. 49, możesz mnie ekranować?
Koncentracja. Znaleźć ostatnie wibracje krzyku. Są. Niestety po dłuższej chwili są zbyt słabe, aby nimi podążać. Dobra, przynajmniej wiemy mniej więcej gdzie lecieć.

* * *

Od kilku godzin lecimy z „misją ratunkową”. Po sprawdzeniu podejrzanego rejonu dochodzimy do wniosku, że wezwanie wyszło ze statku lecącego z Aylonu do Wrót.
Znowu krzyk! Teraz już jesteśmy przygotowani. 49, wiesz co masz robić!
Zamykam oczy. Rozchodzące się fale Mocy. Chwytam jedną z nich i „płynę” pod prąd. Umysł. Słaby. Śpiący. Ktoś posłużył się własnymi siłami, aby nadać komunikat. I czymś jeszcze… Taaak, rozpoznaję to zawirowanie. Obudzony Cień.

Witaj… Miło Cię poznać. Maria? Piękne imię. Słuchaj, nie chcę, aby ktoś mnie zauważył. Wytrzymaj jeszcze. Pomoc już w drodze…

Znów konsultacja. Teraz wiemy, że naszym celem jest statek do przewozu ludzi. 49 wykrył, że ktoś podał Marii shantorską dawkę inhibitora. Cud, że jej nie zabiło. Śpieszmy się.

* * *

Kolejne pół dnia lotu. Dobra, cel w zasięgu radarów. Nie będą nas widzieli jeszcze co najmniej czterdzieści minut. Zbieramy informacje.
Są pierwsze wyniki skanów. Pomyślne. Transporter prawie w ogóle nie jest uzbrojony. Dobra, w razie czego możemy ich zmieść.
Tyle, że zależy mi na „ładunku”. Maria mówiła o kilku do kilkunastu psychonikach. Chcę ich wydostać.
Wywołują nas. Pytają (a w zasadzie pyta – właściciel transportowca, baronet Justynian), czemu zwalniamy na trajektorii przechwytującej. Teraz ostrożnie, nie palnąć czegoś głupiego…
Mówię, że mamy na pokładzie chorego Rycerza Poszukującego, lady Jennifer Hawkwood. Pytam, czy nie leci z nimi medyk. Odpowiedź, oczywiście, odmowna. Próbują nas spławić. Heh, nie ze mną takie numery. Wyciągam cięższe działa. Nadaję, że choroba Rycerza Jennifer ma podłoże okultystyczne i wiem, że na transportowcy znajdują się psionicy. Znów odmowa. Tak? No dobrze. Bo widzicie, wiem również, że przewozicie nie zarejestrowanych okultystów. A przy wrotach akurat widzieliśmy ścigacz Avestii (sic!). To może poczekacie tu na nich? Albo, jeszcze lepiej. Tak się składa, że na podstawie uprawnień nadanych mi przez Wielkiego Księcia Aylonu (sic!!) mam prawo wejść ze swoimi ludźmi na pokład i przeszukać go (sic!!!).
Na szczęście przerwy między transmisjami są długie. Poza tym Barney wysyła moje wypowiedzi pakietami, więc jest czas wystukać krótki list do Fatimy: „Sytuacja nietypowa. Wytłumaczę później. Za kilka godzin może wpłynąć do Fajsala pismo z pytaniem o moje upoważnienia. W razie czego, niech się zgodzi. Obiecuję, że nie zrobię żadnego głupstwa. Moebius”.
Rozmowy trwają, z przerwami, koło godziny. Zaczyna mnie to już irytować. Jak Askar coś załatwia to wszystko tak gładko idzie. A biednemu (mi, znaczy) wiatr zawsze w oczka dmucha. Dobra, mam już dość. Nie dało się po dobroci, będzie po mojemu…
Koncentracja. Kapitan. Wyczuwam jego umysł. Słaby, bezbronny. Leciutki wpływ. Nikt nie powinien zauważyć…
Chcę kupić tych niewolników. Dwadzieścia feniksów od głowy? Dam najwyżej dziesięć. Lekkie pchnięcie Mocy. Zgoda.
Eee… Dwa tysiące? (Wszechstwórco, to ilu ich tam jest?) Tak, jasne, że mamy. To ja podlecę i podpiszemy umowę. Aha, to jeszcze mała dopłata i zawieziecie mi ich z powrotem na planetę…




Komentuj (0)


Link :: 28.05.2006 :: 15:28
10-12 octobris 5002

Rozdzielone Drogi cz 2

Sesja Wewnątrztygodniowa - Drake

BY MOEBIUS

Jenny się obudziła! Wpadam na nią na korytarzu, idąc na spotkanie z Justynianem. W zasadzie to ona teraz tu rządzi. Poza tym, reprezentuje sobą autorytet Cesarza, jest wysoko urodzona, jest piękna kobietą… Ekhm, czy nie zechciała byś towarzyszyć mi przy takiej jednej transakcji?
No, prezentujemy się niemal okazale. Jenny w obcisłych jeansach, koszulce na ramiączkach i skórzanej kurtce – pilotce. 49 (idzie z nami, jakby cos poszło nie tak) w kombinezonie. Dwóch komandosów Askara. I ja – w garniturze. Prezentuję się chyba najlepiej a czuję najgłupiej ze wszystkich. Niosę skrzyneczkę z gotówką. Kurde, nie dość, że zapożyczyłem się u wszystkich pasażerów Allawa, to jeszcze wydrenowałem „żelazny” fundusz Magdy przeznaczony na lekarstwa. Zresztą, i tak byśmy go nie potrzebowali.
Na pokładzie przyjmują nas jak należy. Od samego początku kapitan nie widzi świata poza pośladkami Jenny. Ha, wiedziałem, że zabranie jej będzie dobrym pomysłem.
Natomiast niepokoi mnie „doradca” kapitana. Psychonik. Silny, ale słabszy ode mnie czy 49. Właśnie… Młody wzbudza zdecydowanie niezdrowe zainteresowanie okultysty. Nic to. Na razie podpisujemy (znaczy, Jenny podpisuje) umowę. Następnie idziemy obejrzeć „towar”.

* * *

Ouch, nie wygląda to najlepiej. Warunki złe. Fakt, nie katastrofalne, ale i tak trzeba coś z tym zrobić. Dziesięć komór, w każdej z nich dwadzieścia osób. Kobiety, mężczyzny, dzieci… Kilku staruszków. Już w pierwszym pomieszczeniu trafiamy na dziadka, który umie pisać. Jenny daje mu zadanie – spisać wszystkich, zaznaczyć kto jest z której rodziny. Następnie z 49 wyławiamy potencjalnych psychoników i uzupełniamy informacje z listy. W transporcie jest troje niemowląt. Razem z matkami zostają przeniesione na Allawa.
Większość ludzi, jakieś trzy czwarte, to rzeczywiście psychonicy. Słabi, część w ogóle nie przebudzona. Są jednak „perełki”. Pierwsza to Maria właśnie. Niestety, fatalnej jakości inhibitor połączony z olbrzymim wydatkiem Mocy spowodował uszkodzenie mózgu i śpiączkę. Kurwa! Bierzemy ją do medlabu. Ona ma przeżyć! Obiecałem jej to i dotrzymam słowa. Poza tym… zaimponowała mi. Jej desperacja, gotowość na wszystko… Rzadko spotyka się coś takiego u ludzi.
Drugi „przypadek szczególny” to Omar – młody chłopak, młodszy nawet od 49. Eksterioryk. Nieprzytomny. Okazuje się, że „wyszedł z siebie” i idzie w kierunku planety. Nawiązuję kontakt. O, Wszechstwórco! Co za debil! Wiesz ty, kretynie, co w ogóle robisz? Wiesz co się dzieje z podróżnikami po przerwaniu połączenia? Nie? I, kurwa, słusznie! Nikt nie wie! Agrrr… Wracaj, bucu. Potem pogadamy. I nie, nie jestem demonem. Co znaczy – nie umiem. Jak to nie umiesz wrócić? Jak to – nie rozumiesz?
No i klops. Nasz wędrowniczek nie ma pojęcia, że korzysta z Mocy. Super, coś czuję, że długa nauka przed nami. A teraz 49, jak byś mógł go rozproszyć. Trzeba mu dać coś do jedzenia.
Tych dwoje zatrzymuję dla siebie.
Jenny też nie wraca z pokładu transportowca z pustymi rękami. W ostatniej „celi” znajdujemy, między innymi, dziadka (na oko dwustuletniego). Zasuszony, z siwą broda do pasa. Okazuje się, że jako jedyny w transporcie jest Teurgiem. Giarthystą, gwoli ścisłości. Bywały. Odwiedził co najmniej trzy planety… W dodatku, kiedy z nim rozmawiamy, czujemy… dotyk? Jakaś świadomość jest w pobliżu. Zapytany, dziadek tłumaczy, że jest to jego duch opiekuńczy. Skoro tak mówi. W każdym razie duch nie jest natrętny, więc nie ma żadnego problemu. Też ostatecznie ląduje na pokładzie Allawa.

* * *

Ciągle lecimy w kierunku planety. Niepokoi mnie ten psychonik kapitana. Z tego co widzę, to raczej on rządzi na statku. Postanawiam złożyć mu wizytę. Au, odpiera mnie. Oj, nie lubię takich zabaw. Uderzam mocniej. Przełamuję blokady na umyśle. Zaczynam sczytywać wspomnienia. Fiu fiu, co my tu mamy? Zakon? Hihi, więc to o to chodziło. Właśnie zakosiliśmy Zakonowi transport psioników. Jest cos jeszcze. 49. Szukają go i wiedzą, że podróżuje z Askarem. Kopiuję całą pamięć. Może Mazzarin jakoś wykorzysta te informacje. Jeszcze tylko zatrzeć ślady swojej obecności i leciutko zmodyfikować część pamięci dotyczącą 49.
A teraz, z poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku, wracam do Omara i kontynuujemy podstawową edukację…

* * *

- Po raz setny powtarzam! NIE JESTEM DEMONEM!
- Dobrze…
- No!
- Wszystkie demony tak mówią…
- Arrrgh!

Komentuj (0)



FORUM

[Księga gości]

WSTĘP

Postacie

Aida
Alejandro Corrinho Dulcinea
Alexander Wolverton
Andrew Hakkonen
Askar Al-Allaw
Azim
Fatima Al-Malik
Leila Al-Allaw
Manuel Trinidad Li Halan
Moebius
Seth
Varia
Vasil
Vlad Al-Allaw
Volrath "Trzy Pazury"

Hazackiego pierdoły gawędy

Matka Wojna
Wiara, nadzieja, miłość
Baronet w Zalotach

Chronologia

5003 (22.06.07)
5002 (21.08.06)
5001 (09.08.05)
5000 (29.01.05)
4999
4998
Czasy prekampanijne (10.12.05)

Kroniki Leili (27.03.05)
Listy (21.05.06)

Raporty Specjalne

Kfiatki z sesji (22.06.07)

Handouty

Download

Mapa Cesarstwa (duża)
Błogosławiony Allaw
Dar Ikony
Piękna Callista
Historia rodu Corrinho
Genealogia Alejandro Corrinho Dulcinea
Tabele GSowe

Galerie

GALERIA MATKI MONIKI
Kalendarz z Azimem na 5002
Kalendarz z Owieczką na 5002
Załoga Allawa
Prawdziwa twarz Askara
Sora Tenema LiHalan - Autoportret
Grunsh - by Monika
Prawdziwa twarz Niedzielnych
Prawdziwa twarz Drejkowych
Alejandro ręką Fatimy nakreślon
Varia i Ewa by Fatima
Askar i jego fanka by Fatima

Zaprzyjaznione blogi

GSowe

Blog Askara

RPGowe

Sekretne Zwoje Pani Noriko z rodu Isawa
Blog DeadLands by Cathia
Blog DeadLands by Ramel
Blog Rippers
Blog Maga "Rozbita Rzeczywistość"
Blog Wampirzy Yaviego

Sznureczki

Nasza strona GS
Forum Moorholda
Bufor Sathra


ownlog.com

2017
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń