Menu :


Link :: 13.05.2007 :: 07:43
15 -19 wrzesień 5003

Kiszonka po lihańsku cz.1

Sesja wewnatrztygodniowa

BY VARIA

Kochana córeczko
tak mi żal, tak strasznie żal, że nie mogę być z Tobą. Ale na okręcie Askara jesteś bezpieczniejsza, a ja dzięki temu mogę być spokojna na ile to możliwe w tych okolicznościach. Tak mało miałyśmy czasu, odkąd się obudziłam, tyle do omówienia... Wiem... że znalazłaś pamiętnik Twojej prababki... Widziałam jej pajęczą bransoletkę... Nie, nie podoba mi się to, ale nie będę Ci zabraniać dociekań na jej temat. To Twoja rodzina. Masz prawo do tej wiedzy. Ale jeszcze nie teraz... Nie teraz. Kiedy wrócę... jeśli będziesz chciała zajmiemy się tym razem.
Oktawian mówi, że obudziłabym się wcześniej, ale jakieś cholerstwo przyssało się do mnie i blokowało. Tak.. też coś widziałam. Ubawiłabyś się widząc, z jaką uciechą wujek Oktawian tłukł się z demonem... To takie khalityjskie ćwiczenia relaksujące, jak sądzę.
No i... obudziłam się i polecieliśmy zaraz... Na nic nie było czasu, ale wrócę do Ciebie, maleńka moja, obiecuję.
Kody i hasła od wujka Chamona zadziałały jak należy i przelecieliśmy przez wrota bez trudu mijając kontrolę. Ale tam... żebyś widziała. Ewuniu... Ile ich tu jest... Wszystko wymalowane w te cholerne czarne gwiazdy, flota gotowa do wyruszenia. Jest tu... mój Cie... Nie, to nie mój Cień, nawet mój Cień byłby lepszy. Jest tu Nikita Decados. Mój wróg. Moja Nemezis. Zabiję go, zabiję dla Ciebie. Za Maję, za wszystko. Obiecuję Ci córeczko. Jak tylko będę mogła, bo nawet dla jego śmierci nie zaryzykuję ich życia, ani misji dla Feniksa.
Heh... Planeta tu upalna jak Madoc tylko na odwrót – same pustynie i trochę wody.
Wujek Manuel w roli drobnego lihalańskiego kupczyka czuje się jak ryba w wodzie, targuje się o wszystko gorzej niż almalicy. A wujek Askar robi za Hazata tak udatnie, że czasem muszę się hamować, żeby go nie kopnąć. (Nie, nie możesz tego zrobić za mnie po powrocie). Ludwik utlenił włosy i wygląda jak młody gniewny z ligheimskiej dyskoteki. Moebius wygląda trochę bardziej jak Ukar, ale prócz tego niewiele się zmienił. Azim też... Włosy ma całe białe i chodzi w kombinezonie, ale mam wrażenie, że on nie potrafi się tak naprawdę ukryć... Jakkolwiek wygląda i tak jest Sobą (no wiesz – to TEN Azim...). A ja codziennie się farbuję na blond(wieczorem spływa, tak jak mówili, ech te nasze włosy...) i chodzę w różowej mini, obciach jak nie wiem...
No i tak... Wynajęliśmy łódkę i popłynęlimy w kierunku tego całego Nefrytowego Daymio, co jest tu lokalnym ruchem oporu. Oczywiście udając, że gdzie indziej... Prócz Oktawiana to chyba wszyscy zabyli o Santa Flamma Dies, wstyd... ale taki to wojenny czas – nadrobimy to.
To też Ci obiecuję...
No więc popłynęli i dopłynęli... Myśleliśmy, co będzie problem, a tu – raz dwa Oktawian wypalił do pierszego lepszego Nefrytowego żołnierza w porcie kim jest i zamiast wylądować w loszku albo gdzie trafiliśmy bezpośrednio w gościnę Nefrytowego Daymio...
To z grubej rury: Nefrytowy Daymio to starszy brat Manuela. Tylko, że tak się składa, że on nie żyje. Od jakichś osiemnastu miesięcy. Ma też syna. To też nie jest... wydaje mi się, że to jakiś duch. Dobry to on nie jest. Jest tu także ks. Rodrigo z Fatimy, prawa Ręka WK Fativy Ikońskiej, ale taki trochę niepitomy i ućpany. I trochę tak wygląda, że lepiej byłoby nam w loszku...
Córcia, zapamiętuję dla Ciebie wszystko, spiszę, jak tylko Mantius z opresji wybroni i będzie można bezpieczno informacje kodować. Całuję Cię, Niech Cię wszyscy Apostołowie chronią.
Mama Varia










Komentuj (1)


Link :: 16.05.2007 :: 06:30
listopad - grudzien 5002

Tre Geddar

Sesje różne

BY TRE GEDDAR

Nicość, cisza, pustka. Dźwięk! Światło. Nie, to nie światło, to raczej pojawia się ciemność by można było nazwać aktualny stan jasnością. Pojawia się stół. Trzy krzesła, trzy postacie. Powoli kierują się do krzeseł i siadają.
Pierwsza postać to mężczyzna, wysoki, chciałoby się powiedzieć wielki. Pospolitą twarz szpeci wypalone znamie. Długie włosy plączą się. Wydają się wpadać do uszu, nosa, ust, oczodołów. Pustych oczodołów. Przyodziany w wspaniałą zbroję, która kiedyś odbić mogła wiele ciosów. Dziś przyczerniąłą, i pewnie gotową rozpaść się przy gwałtowniejszym ruchu. To Volrath, zwany Szalonym, kiedyś bohater, później wyśmiany, dziś zapomniany. Siada...
Druga postać to także mężczyzna. Siwe wlosy spływają mu do ziemi, siwa broda obwiązana wokół pasa. Trójkątna twarz niewyrażająca zupełnie niczego. Oczy patrzące w dal. Koszula z wyszytym symbolem wrót. Rękawiczka na lewej dłoni, i prawa dłoń – bez palców. To Injan, zabójca demonów, który świat fizyczny opuścił niecałe sto lat temu. Wspominany jako osoba nie odczuwająca strachu w czasie bitwy, a bojąca się małych zwierzątek. Kiedyś ludzie i demony drżały przed nim, dziś jest wspominany tylko jako obiekt dowcipów wśród młodych Vuldroków na Hargardzie.
I wreszcie trzecie postać. Kobieta w luźnych kombinezonie z dużą liczbą kieszeni. Zawsze gotowa by pokazać swą wyższość nad rodem mężczyzn – Selena. Czy ktoś pamięta że to ona rozbroiła bombę w pałacu Warlorda? Czy ktoś wie jak szybko mogła się włamać do każdego systemu? Nie! Dziś wspomina się ją w żartach jako kobietę która nie przyznawała się do bycia kapłanką Ultasht. Sława bywa taka ulotna. Wyciągając cygaro z kieszeni, zapalniczkę z drugiej, Selena siada na ostatnim wolnym miejscu. Zaraz zaczną obradować....

Rozpoczyna Volrath, jako ten, który zna Boga.
 Spotykamy się tu by omówić, co się dzieje z naszym podopiecznym – mówi wyniosłym tonem – od czasu gdy opuścił Hargard i udał się do cesarstwa feniksa.
 A co tu omawiać – rzuca kobieta – przecież nie przywoływał nas wystarczająco często by widzieć co robi i co mu w głowie szumi.
 Pewnie procenty – Injan zarzuca brodę do tyłu – a zresztą, co ty możesz wiedzieć? - patrzy znacząco na biust kobiety – W końcu, jak tylko masz możliwość, to rozglądasz się za tylkami facetów i dymem tytoniowym!
 Ty cholerny starcze – Selena wstaje i podpiera się na stole – odwołaj to bo za chwile ten śrubokręt – kobieta wyciąga przedmiot z kieszeni – znajdzie się w twoim....
 Cicho! - wstaje Volrath – Doprawdy, zachowujecie się jak dzieci! - przerywa by zaczerpnąć powietrza – Zatem powiem wam co zapamiętałem.
I mężczyzna mówi, powoli cedząc słowa. Zaś ciemność wokół powoli rozprasza się, zakrywająć ich postacie.

Gdy nasz podopieczny opuścił światy Gwiezdnego Narodu, udał się na Leminkainen, później na Criticorum i tam też działał. Wpierw jednego barona Al-Malickiego bronił. I gdy przy bramie ich dopadli rozciął brzuch jednemu, a drugiego o głowe skrócił. Zaś jak się między miastami zaczaili, on ich wypatrzył i ogień na nich nacelował. A pamiętać przecież trzeba, że z demonami miał on wtedy doczynienia, i z grupą tego człowieka, co syna chciał odzyskać. A gdy po podrózy na Ligheim się znalazł, kolejnych ludzi do pustki wysłał, gdy oni z pustki fragmenty chcieli wyrwać. Na sam koniec zaś barona Hazackiego jednego na pal nadział, co on demony chciał na swych sąsiadów sprowadzić. Jego kompanów zaś, przez Patrzącego, do nicości posłał, by więcej w złym nie pomagali. A gdy dowiedział się wtedy, o demonicznych działaniach, co się na Gwyneth działy, udał się tam, i sprawiedliwość zaprowadził. I nie było już demonicznego kapłana, który poczwarę chciał, ku uciesze swojej, wezwać na Gwyneth. I tak się historia czynów jego w roku 5002 kończy gdyż później.....

Błysk uderzającej pięści przerwał historię. Stół na powrót okrył się światłem. Selena jakimś dziwnym urządzeniem przecina powłokę nierzeczywistości. Pięść Volratha powoli na powrót staje się dłonią. Przez usta na brzydkiej twarzy powoli przechodzą kolejne słowa...

 No właśnie, później – powietrze milknie na chwile – później spotkał tą, która pretendowała do wielkości, lecz wielkości się przeraziła! - mężczyzna wydaje się być wściekły. Reszta cicho przygląda się mówcy – I co? I, na pal, wziął sobie cholerny tygodniowy urlop na Gwyneth! - W tym momencie Selena podchodzi do stołu. - Zresztą sami pamiętacie – wzrok Volratha przechadza się po ich twarzach i ucieka w dal.
 Nie przesadzaj, Boksytowy Król był przystojny – słychać jeszcze kobiecy głos, gdy ktoś dmuchnięciem gasi ciemność.

To był całkiem przyjemny dzień. Ładunek przygotowany do lotu na B2 i odbioru nowego zadania. Kolejne strony elektrycznego notatnika zapisane przepisami. Mapy, w umyśle, stworzone. Piłem właśnie ostatnie krople tutejszego trunku gdy w oddali zobaczyłem Grunsha. Pamięć rzadko mnie zawodzi, więc przywitałem się z nim. Dowiedziałem się, że Aida jest niedaleko, więc postanowiłem do niej zawitać dnia następnego. Pożegnawszy się przełożyłem lot. Uznałem, że i mnie należy się chwila wytchnienia.
W południe dnia następnego udałem się za miasto by spotkać tą, której długo nie widziałem. Było wesoło, nawet mimo tego ze Mizue chyba nie była zachwycona. Ochroniaż Aidy, a w zasadzie Katli, nie powiedział jej, że gościem będę ja, wydaje mi się że się ucieszyła. Widziałem też dziewczynkę, która się mnie bała, a którą Katla uznała za drogę do jakiegoś odkupienia. Zjedliśmy obiad, zaś ona zaprosiła mnie, był zamieszkał w tym domu. Ja zaś się zgodziłem. I spędziłem tam jeden z najlepszych tygodni w moim życiu. Widziałem Katle robiącą śniadanie, widziałem śmiejącą się z filmu o Boksytowym Królu. Sam gotowałem i śmiałem się. I nie myslałem o demonach.
A później podjąłem decyzje by tak nie żyć, i zmusiłem też Katla, by przypomniała sobie o zagrożeniach. Bez potrzeby wyrwałem ją spowrotem do potoku śmierci, którym jest życie. I po co? Dla króla-królów, który dumą mógłby obdarować pare systemów, dla Cesarza którego nigdy nie zobaczę, dla Kalifa? W każdym razie znów poluje....

Cień na powrót znalazł drogę do nierzeczywistości. Trzej przodkowie siedzieli i mądrze kiwali głowami. Spojrzeli na siebie, przyglądneli się sobie dokładnie. W tym momencie wiatr przyjął kolor ich śmiechu.

 O szlag i chore golemy – Selena odezwała się pierwsza – macie papierosa? - mężczyźni pokręcili głowami – No tak, podopieczny musi mnie przywołam bym papierosa dostała. - po chwili, z szelmowskich uśmiechem, popatrzyła na towarzyszy – Czy też macie wrażenie, że gdyby popatrzeć na nas z zewnątrz, to patos i te sprawy latały by wokół nas jak muchy wokół pełnych pali?
 W sumie racja – rzucił Injan i wyprostował się na krześle – więc wróćmy do tematu. Volrath – spojrzał na towarzysza – nie, nie chodzi o ciebie, tylko o tego drugiego. No więc miał chwile wahania, i nadal nie uważa, że decyzja którą podjął była dobra. Ale przecież pamiętacie sprawę na Criticorum?
 Oczywiście – kiwnął głową Volrath – ale pamiętaj, że wtedy wszystkie decyzję podjęła Aida....

Statek z Gwyneth wylądował na Criticorum. Grupa turystów wypłynęła w stronę straganów. Kupcy próbowali wścisnąć dużo zupełnie niepotrzebnych towarów. Feniksy były wymieniane za buble, owoce niewarte połowy ceny, działające jeden dzień zabawki. Knajpy zaczęły reklamować swoje potrawy z ryb z Madok jako wspaniałości al-malickiej kuchni. Sztuczne zapachy przecinały powietrze jak pociski, tylko zamiast w serca, trafiały w portfele. Część turystów, z Voroksem w swych szeregach, oderwała się od głównego strumienia i trafiła do gildyjnej kantyny. W środku brakowało tylko grupy grających obunów. Za to pilotów, inżynierów i innych gildyjnych indywiduów było dużo. Grupa zajęła stolik, zajęła się jedzeniem, piciem i wesoło konwersacją. Padł strzał, jeden z mężczyzn padł martwy na ziemie. Drugi został z dymiącym pistoletem. Z grupy, która przyszła, wpierw zareagowała kobieta, niosąca właśnie butelki jakiegoś roztworu. Inni poszli za nią. Zabójca, który pozostawał w szoku, został odprowadzony do celi, która znajdowała się w budynku administracji lądowiska. Śledztwo, poprowadzone przez dzielnych podróżników przyniosło spodziewane efekty. Zabójca został wypuszczony i odesłany do zakładu dla chorych psychicznie. Prawdziwy pomysłodawca ataku, zasłaniając się swoimi pieniędzmi i najętym psychonikiem, uniknął odpowiedzialności. Ot, następny dzień w kosmoporcie – zanotował znudzony obserwator w swoim szarym zeszycie i udał się do baru podsumować kolejny nudny tydzień istnienia...

 No teraz to panowie dołujecie mnie strasznie – ryknęła Selena wstając od stołu – co miał może zrobić, rzucić się z cholerną maczetą na al-malickich kupców? - najwyraźniej kobietą wyładowywała właśnie swoją frustrację.
 Czy mógłbym cię o coś poprosić, o piękna? - Volrath starał się najwyraźniej uspokoić rozwścieczoną panią inżynier.
 Czego?
 Zamknij się! - krzyknął i zwrócił się do Injana – No więc Criticorum odnotowane, przejdźmy dalej. Co tam mamy przyjacielu?
 Miejsce gdzie ciągle pada, B2 – pytany stuknął palcem w stół gdzie ukazała się mapa gwiezdnych dróg – oraz cała sprawa z Simulakrum, eskatonem oraz Hazatami....
 Ech, Hazaci – odezwała się cicho Selena gdy mroki znów rozświetliło światło...

Witamy słuchaczy w naszej codziennej audycji „Pogoda na dziś”. Tu mówi Ankon, wasz ulubiony głos w korkach. Przelotne opady deszczu przejdą dziś przez dzielnice biedoty, popularnie nazywaną slamsy. Zakończą się zapewne za jakieś dwa tygodnie. Pod centralną wierzą miasta gromadzą się chmury, więc, moi ulubieni bogaci słuchacze, nie wychodźcie dziś na balkony bo może was trafić jakiś piorun. A teraz chwała Feniksowi i czas na przerwę reklamową. * PSTRYK *

Był upalny wieczór, ona, niczym anioł, weszła do mojej ulubionej restauracji i siadła na przeciw grubego eskatonika. Jej piękne włosy falowały gdy powoli, niczym barbarzyńska bogini, oddzielała odpowiednie dla niej kęsy mięsa. A potem jej rozmówca zdechł.

 Nie, to jest do niczego, szlag – rzekł pisarz wyciągając papier z maszyny do pisania. Zapewne będzie musiał wrócić do pisania opowieści o Boksytowym Królu, gdyż pieniądze zaczęły się kończyć.

Gdy innego dnia znów skierowałem się do tej restauracji zobaczyłem ją. Siedziała z jakimś Hazatem, Voroksem i Barbarzyńcą przy stoliku. Jedli, a ja wzdychałem do jej urody. A potem jej towarzysze wybiegli. I rozmawiali z jednym bratem z zakonu św. Michała. I nigdy więcej jej nie zobaczyłem.

 Koniec – rzekł pisarz i tak jego kolejne brukowe arcydzieło zostało spłodzone. Każdy zaś z niższych poziomów będzie je brał, i czytał, i narzekał że nie ma w tym nic, o ich bohaterze.

Było to zaraz przed świętem końca roku na B2. Wędrowałem razem z Katlą w poszukiwaniu rozwiązania sprawy morderstwa wysoko postawionego eskatonika. W jednym z klasztorów potwierdziłem swą wiedze. Wiedze dotyczącą Hazatów. Dość powiedzieć, że poznałem don Alejandro, wodza z tego szlacheckiego domu. Trop zaprowadził nas Pentateuch, skąd pochodziły klony Aidy. Polecieliśmy tam statkiem. Później przyleciałem tutaj i zabiliście mnie. Co jeszcze do cholery chcecie wiedzieć, cholerni antynomiści, przed waszą śmiercią?

 Lot miedzygwiezdny w grudniu to był dobry czas – powiedział Volrath, a pozostali kiwnęli głowami – śmierć cielesnych ciał demonów, wspólna walka z Alejadro – przodek uśmiechnął się – dużo dobrego można powiedzieć o naszym podopiecznym.
 Czyli wspieramy go dalej – zapytał Injan patrząc na zebranych, i Volrath, i Selena potwierdzili – A więc postanowione!
 Czekaj, czekaj – wtrąciła się kobieta, chcąc mieć ostatnie słowo – a co z sylwestrem?
 Nie mówmy o tym, przyjmijmy że to był zły, Hawkwoodzki głośnik, i tyle! - mężczyźni spojrzeli na siebie, na piękną panią inżynier, skinęli głowami... i zniknęli.

A Trzy Pazury wstał z łóżka i także doszedł do wniosku....
 Jak ja nienawidzę mieć kaca!

Szczęśliwego roku 5003.



Komentuj (4)



FORUM

[Księga gości]

WSTĘP

Postacie

Aida
Alejandro Corrinho Dulcinea
Alexander Wolverton
Andrew Hakkonen
Askar Al-Allaw
Azim
Fatima Al-Malik
Leila Al-Allaw
Manuel Trinidad Li Halan
Moebius
Seth
Varia
Vasil
Vlad Al-Allaw
Volrath "Trzy Pazury"

Hazackiego pierdoły gawędy

Matka Wojna
Wiara, nadzieja, miłość
Baronet w Zalotach

Chronologia

5003 (22.06.07)
5002 (21.08.06)
5001 (09.08.05)
5000 (29.01.05)
4999
4998
Czasy prekampanijne (10.12.05)

Kroniki Leili (27.03.05)
Listy (21.05.06)

Raporty Specjalne

Kfiatki z sesji (22.06.07)

Handouty

Download

Mapa Cesarstwa (duża)
Błogosławiony Allaw
Dar Ikony
Piękna Callista
Historia rodu Corrinho
Genealogia Alejandro Corrinho Dulcinea
Tabele GSowe

Galerie

GALERIA MATKI MONIKI
Kalendarz z Azimem na 5002
Kalendarz z Owieczką na 5002
Załoga Allawa
Prawdziwa twarz Askara
Sora Tenema LiHalan - Autoportret
Grunsh - by Monika
Prawdziwa twarz Niedzielnych
Prawdziwa twarz Drejkowych
Alejandro ręką Fatimy nakreślon
Varia i Ewa by Fatima
Askar i jego fanka by Fatima

Zaprzyjaznione blogi

GSowe

Blog Askara

RPGowe

Sekretne Zwoje Pani Noriko z rodu Isawa
Blog DeadLands by Cathia
Blog DeadLands by Ramel
Blog Rippers
Blog Maga "Rozbita Rzeczywistość"
Blog Wampirzy Yaviego

Sznureczki

Nasza strona GS
Forum Moorholda
Bufor Sathra


ownlog.com

2017
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń