Gasnąco-Słońcowe
Komentarze


19-29 martius 5002

Madoc 8, 9 i 10

Sesja wewnątrztygodniowa

BY ASKAR

(Fragment autobiografii admirała Askara ibn Selim księcia Al Allaw Malik "U stóp Czwartego Szczytu", Wydawnictwo Pałac Cesarzowej, Byzantium Secundus AD 5034)


W imię Wszechstwórcy miłosiernego, litościwego!

Zdarzyło się w miesiącu Azar dziewiątego roku panowania Jego Cesarskiej Wysokości Alexiusa I Wielkiego.

Przetrwawszy pomyślnie próbę siły i próbę intelektu, moi towarzysze i ja znaleźliśmy się na pokładzie oro'ymskiej łodzi podwodnej zmierzającej w stronę jednego z miast tego ludu. Pomimo pewnych niedogodności związanych z różnicami fizjologicznymi pomiędzy oro'ymami i ludźmi, podróż przebiegła bez większych zakłóceń. Mieliśmy czas na wstępne zapoznanie się z tą fascynującą kulturą, co dane było niewielu obywatelom Znanych Światów. Zapoznaliśmy się także ze strukturą społeczną oro'ymów, którzy dzielą się na warstwę rządzącą, ławice (tak zwani "czerwoni" oroy'mowie) oraz poddanych, lud ("zieloni"). Członkowie ławic noszą miana zgodne z ich pozycją w hierarchii. Przywódca ławicy jest zwany Pierwszym, a władca wszystkich oro'ymów — Pierwszym z Pierwszych.

Po 40 godzinach ujrzeliśmy miasto, siedzibę ławicy Blayne. Choć dane mi było wrócić kilkakrotnie w to miejsce, nigdy nie zapomnę pierwszego spojrzenia na nie. Zupełnie obce, tak różne od naszych ludzkich osiedli... a jednak piękne w swojej obcości. Szesnastoramienna gwiazda trzy tysiące metrów pod powierzchnią oceanu, rozświetlona blaskiem ogromnych sfer stanowiących główne centra życia miasta. Piękne... A w pobliżu największej sfery, leżący spokojnie w czymś na kształt doku, lewiatan... Widok ten napełnił nasze serca radością i nadzieją. Potwierdziły się plotki, które nas tu sprowadziły. Po chwili dostrzegliśmy jeszcze jeden element miasta. Struktury obronne o wyraźnie ludzkim, współczesnym pochodzeniu. Oznaczało to, że honga rządząca Madoc i oro'ymowie zaiste są w doskonałej komitywie.

Gdy statek zadokował, zostaliśmy wyposażeni w odpowiedniej jakości i budowy kombinezony nurkowe, a następnie zaprowadzeni do kompleksu, który miał stać się naszym domem na czas pobytu w mieście. Była to struktura zbudowana przez hongę jako miejsce odpoczynku dla jej wysokich dygnitarzy odwiedzających swoich sojuszników. Kompleksem opiekowali się ludzcy niewolnicy, co napełniło mnie smutkiem. Powszechnie wiadomo, iż zawsze sprzeciwiałem się niewolnictwu i całkowicie popieram edykt z 5012 całkowicie znoszący je w Cesarstwie.

Kompleks hongi okazał się być wyposażony wygodnie, niemalże luksusowo. Powiedziano nam, że audiencja u Pierwszego nastąpi za dwa dni, a do tego czasu możemy swobodnie poruszać się po mieście, oczywiście z oro'ymskim przewodnikiem. Po krótkim odpoczynku przystąpiliśmy do zbierania informacji na temat oro'ymów, gdyż posiadaliśmy ich rozpaczliwie mało. W międzyczasie w kompleksie zaczęły się dziać rzeczy, które nie powinny mieć w miejsca w dobrej rezydencji dla gości. Do jednego z apartamentów dotarła urwana wiadomość z ostrzeżeniem dla mnie. Baronowa Juandaasta, przy użyciu mocy psychonicznych, z właściwym sobie wdziękiem i elegancją dotarła do nadawcy tej wiadomości, którym okazał się być agent Lux Splendor*. Przekazał on informację, iż jedna z niewolnic pracujących w kompleksie jest nieświadomym agentem Zakonu Czarnej Gwiazdy, niech miano to będzie przeklęte siedmiokroć. Fakt ten udało się potwierdzić później innymi metodami i niebezpieczeństwo wynikające z jej obecności zostało zneutralizowane.

Następnego dnia udaliśmy się na wycieczkę po mieście. Oro'ymski przewodnik oprowadził nas po interesujących miejscach tego siedliska. Moja fascynacja trwała dalej, lecz ze smutkiem stwierdziłem, że społeczeństwo oro'ymskie znajduje się w stanie stagnacji. Umierał handel, który zawsze jest okazją do wymiany nowych poglądów. Oro'ymowie stali się zadowoleni z siebie, ze swej wspaniałej przeszłości, a jednocześnie obawiali się wyjścia poza twardo ustawione ramy, obawiali się wszelkich zmian. Nasza wycieczka została przerwana przez nagłe zasłabnięcie pani diakon Li Halan, tak więc powróciliśmy do naszej rezydencji.

Wieczorem baronowa Juandaasta dokonała zadziwiającego odkrycia. Nawiązała kontakt... Nie, nawet teraz nie wolno mi o tym pisać. Nazwijmy ten kontakt Źródłem Beta. Źródło Beta przekazało nam ogromną ilość danych na temat samych oro'ymów, ich psychiki oraz osobowości Pierwszego. Wartość tych informacji podczas późniejszych negocjacji okazała się nieoceniona.

Następnego dnia nadeszło zaproszenie od Pierwszego, na które niezwłocznie odpowiedzieliśmy. Zaczęły się negocjacje. Warto zapisać dla potomności nazwiska osób uczestniczących w tym wielkim wydarzeniu. Ze strony Oro'ymów — Pierwszy z ławicy Blayne; Trzeci z ławicy Blayne - dowódca floty oraz Piąty z ławicy Blayne - odpowiedzialny za kontakty z ludźmi. Ze strony Cesarstwa — moja siostra, Leila baronowa Al Allaw Malik; diakon Świątyni Wieczności, Laura baronowa Li Halan; adiunkt Najwyższego Zakonu Inżynierów, Vasil markiz Kropotkin; agent Archiwum Cesarskiego, Nor-Yian z klanu Miharshun; a także piszący te słowa. Niestety droga memu sercu Varia Silva baronowa Juandaasta musiała pozostać w kompleksie, gdyż złożył ją kolejny atak choroby, która trawiła ją w tym czasie.

Negocjacje zaczęły się od mojej przemowy, w której starałem się wyliczyć bez zbytniego upiększania zalety ewentualnego sojuszu oro'ymów z Cesarstwem oraz przedstawić naszych przeciwników w nadchodzącej wojnie w jak najgorszym świetle. Pierwszy zadał kilka bardzo celnych i podchwytliwych pytań, na które jednakże udało mi się odpowiedzieć, nie tracąc rezonu. Pierwszy przedstawił także warunki sojuszu ze strony oro'ymów. Uznałem je za rozsądne i absolutnie akceptowalne. Jedna tylko kwestia mąciła me myśli — oro'ymowie przeciwstawili się wszelkim próbom kontaktu z Vau. Przyjąłem jednakże i ten warunek. Pierwszy oznajmił, iż decyzja zostanie podjęta za trzy dni, po konsultacji z innymi Pierwszymi i Pierwszym z Pierwszych.

Były to trudne trzy dni, wypełnione nerwami i niespokojnym oczekiwaniem. Na dodatek przez cały ten czas baronowa Juandaasta nie obudziła się... W końcu nadszedł ten dzień. Decyzja oro'ymów była... pozytywna! Trudno było mi zachować odpowiednią powagę, gdy moje serce zaznało chwili czystej i niezmąconej radości. Oro'ymowie w chwili wybuchu wojny obiecali udostępnić nam jedną piątą swoich sił, czyli 10 lewiatanów i 2 behemoty. Ta potężna siła zadecydowała później o naszym zwycięstwie... Otrzymałem prezent dla Jego Cesarskiej Wysokości, natomiast ja osobiście zostałem uhonorowany tytułem Przyjaciela Oro'ymów, który z zaszczytem noszę do dzisiaj.

Tamten wieczór był wspaniały. Był jedną z tych niewielu chwil czystego szczęścia, którego tak niewiele jest nam dane. Widok na twarzy Varii, kiedy obudziła się i usłyszała wieści... Nie zapomnę. Nigdy.

Następnego dnia opuściliśmy z żalem miasto ławicy Blayne. Po 40 godzinach znaleźliśmy się na powierzchni i promienie słońca ogrzały nasze twarze po raz pierwszy od dwóch tygodni.

* Oblicze organizacji tej, której mam zaszczyt być członkiem, zostało ujawnione światu dopiero po zwycięskiej Wojnie Pajęczycy, w której odegrała kluczową rolę.




Komentarze:
05.12.2005, 16:13 :: 83.29.2.149

Askar

"Cóż, każdy przeznaczony jest do innych celów i zadań..."

Mądre słowa, Manuelu. Owszem, udało nam się teraz odnieść spektakularny sukces, ale wartość wszystkich działań, czy to Waszych, czy Aidy, Azima i Trzech Pazurów, czy też w końcu naszych, może się kiedyś okazać nieoceniona.
05.12.2005, 14:59 :: 83.29.250.58

Manuel T

Każdy z nas, nie z Behemotów ;)
05.12.2005, 14:58 :: 83.29.250.58

Manuel T

Mimo wszystkich nieporozumień i drobnych sprzeczek - już przynoszą. Układ niemalże zajęty, dotychczasowe systemy polityczne rozwiazuja się na wieść o Feniksie, Flota wzbogaciła się o zgrabny niszczyciel - a wszystko bez jednego wystrzału.

A że nie rzucimy Alexiusowi pod nogi Behemota? Cóż, każdy przeznaczony jest do innych celów i zadań...
03.12.2005, 21:22 :: 83.175.179.209

Antonio

Gratuluje. Tyle tylko powiedziec moge. Pozostaje miec jedynie nadzieje ze nasze dzialania przyniosa dla Cesarstwa takze nieco pozytku.
03.12.2005, 19:54 :: 83.29.57.163

Askar

Ech.... Tak, honga w całym mieście ma 10 niewolników. Oro'ymowie nie prowadzą wymiany handlowej z ludźmi. Tak więc nie bardzo co miało się przekształcać. Nie ma "nowych warunków" dla oro'ymów, którzy kontakty z ludźmi ograniczają do minimum...
03.12.2005, 19:48 :: 217.96.97.154

Trzy Pazury

Wiec uwazasz dyplomato ze honga ma w calym miescie 10 niewolnikow? Ze w ogole bedzie 10 niewolnikow?

Osmiornice przyzwyczaily sie do kontaktow z ludzmi wiec ich rynek ulegl przeksztalceniu, czy jakos tak. Gdy hongi zostana zaatakowane przez biurokratow ulegnie zalamaniu wymiana handlowa na kawal czasu... A osmiornice ktore zostaly przyzwyczajone do nowych warunkow moga sie na to nie zgodzic...

Oczywiscie sa to dywagacje. I to kogos kto sie na tym nie zna... Wiec moge sie mylic.
03.12.2005, 19:43 :: 83.29.57.163

Ukochany MG: Tak, w obecnej sytuacji oczywiście. Zwróć jednak uwagę, że po wojnie sytuacja może się mocno zmienić... Wtedy o tym pomyślimy

Pan Hakkonen: Pozwoli pan, że pewne sprawy omówimy później. Gdy wiedza ta nie będzie już mogła nikomu zaszkodzić.

Trzy Pazury: Nie widzę, w jaki sposób brak 10 niewolników mógł zniszczyć ekonomię hongi i oro'ymów.
03.12.2005, 18:57 :: 194.150.99.136

sathra

<Tu mówi ukochany MG>

Cesarstro nie zniesie niewolnictwa... To nóż w plecy wiecej niż jednego sojusznika...


03.12.2005, 18:49 :: 217.96.97.154

Andrew Hakkonen

No coz Panie Markizie, gratuluje.
Zapytam jednak co bedzie stanowilo o wybuchu wojny? Wojny z organizacja ktore, wedle cesarskich definicji, nie istnieje jako calosc?
I na jakich zasadach beda one uzywane? Czy moga dzialac przeciwko flocie decadosko-hazackiej, czy tylko przeciw flocie tej organizacji?
Rozumiem, prawa autobiografii, ale pominal Pan Markiz pare kwestii ktore naprawde moglyby byc interesujace.

A co do zniszczenia Oro'ymow pozniej. Prawa dyplomacji, sojusznik jest wartosciowy tylko jezeli jest przydatny.
03.12.2005, 18:38 :: 217.96.97.154

Trzy Pazury

Co nie zmienia faktu ze byli czescia systemu ktory utrzymal sie do tego roku... A pozniej cesarscy wpadli i.. poszla ekonomia..
03.12.2005, 18:36 :: 83.29.57.163

Askar

Trzy Pazury, mój drogi. Niewolnicy należeli do hongi, nie oro'ymów.
03.12.2005, 18:27 :: 217.96.97.154

Trzy Pazury

Tak, tylko dziesiec lat pozniej cesarstwo znioslo niewolnictwo bez zadnego kontaktu z samymi Oro'ymami. I choc ustawa nigdy do konca nie weszla w zycie uderzyla w nich moca lowcow nagrod.

I tak cesarstwo zabralo kolejny kawalek tortu przyjacielowi. Wbijajac mu wczesniej noz w plecy.
ownlog.com :: Wróć