Gasnąco-Słońcowe
Komentarze


12 - 22 februarius 5002

Wyprawa na Skey, cz. 10, 11 (Raven - przestrzeń)

Sesja niedzielna

BY AZIM

[Fragmenty z mnenmoimprintu Vral'a z klanu Feyr]

Uff, w końcu skoczyliśmy na Raven... A już myślałem, że będziemy tak krążyć w kółko po systemie do momentu zgaśnięcia ostatniego słońca...
Ruszamy zwyczajowym kursem na planetę po drodze zawijając trasę dookoła księżyca z vuldrocką stacją przeładunkową. Kolejne dni mijają spokojnie, spędzamy je na ćwiczeniach i, aeyy... *ćwiczeniach*! Trzy Pazury również twardo ćwiczy (ćwiczy, nie *ćwiczy*) mimo niesprawnej nogi. Jego udział w brataniu się z resztą ekipy nieco zmalał odkąd szefostwo przeniosło go do naszej starej komórki na miotły. Nie żebym żałował... Teraz mam z Herdis jakby nieco więcej miejsca... Na *ćwiczenia* oczywiście!
Dwa dni minęły nam jak z bicza strzelił... Minęliśmy księżyc ze stacją, wykorzystując jego grawitację do szybkiego skrętu na Raven i pomknęliśmy w stronę planety.
W tym momencie bogowie (Zukinayan? Marina?) najwidoczniej uznali, że mieliśmy dość spokoju na raz... Nasze sensory wykryły fregatę na kursie pościgowym... Do tego mająca wystarczającą przewagę szybkości żeby uniemożliwić nam ucieczkę. Wiedziałem, że to hamowanie w drugiej połowie lotu to zły pomysł... Gdyby tylko dało się inaczej...
Fregata przedstawiła się jako "Czarny Szczur" pod dowództwem Gieroja (albo jakoś tak) z Hargardu. Też bym był gierojem jak bym miał taką przewagę w uzbrojeniu. Każą nam hamować... Cholera, różnica jest taka, że jak nie posłuchamy to nas dogonią jakieś pół dnia później... A to by oznaczało, że ich apetyty będą ostrzone przez dodatkowe pół dnia. Szef zadecydował, że nie ma sensu wyostrzać ich apetytu. A gdyby jakimś cudem okazało się, że nie są wrogo nastawieni to tylko poświęcimy im czas Cóż, od cudów to tutaj są bogowie nie mały skromny ja.
Kilka godzin intensywnego hamowania później wysyłają dwa wahadłowce. Pełne vuldrockich łupieżców oczywiście. Oki chłopcy! Wbijać się w kombinezony! Przywitamy ich w śluzie. Grunsh, pożycz chłopaków z ciężką bronią. Szef też idzie... Mignięcie niewielkiego detonatora. To chyba na wypadek gdyby szczurze działa wyłączyły nas z gry. Przynajmniej nie nacieszą się łupami. Pierwszy wahadłowiec podpina się do śluzy... Drugi.. Ku***! Dopiero, co składaliśmy ten okręt do kupy! Nikt was nie nauczył otwierać drzwi? Idioci nieskrobani!
Krótka rozmowa szefa z wrażym negocjatorem podbiła napięcie... Gdyby nie cholerne ciężkie działo Szczura w śluzie byłą by jatka, ale jaki jest sens masakrować tych tu, jeżeli z nas zaraz potem zostanie tylko gówno i kapcie? Do tego oprócz stadka vuldroków jest tu jeden z czymś, co go kompletnie ukrywa przed wzrokiem umysłu... Płaszcz Psi? Al-Malik tutaj? Do tego brat Jamala? Kiedyś będę musiał się szefa zapytać jak on to robi przyciągając do siebie te wszystkie problemy. Źle, nic nie osiągniemy dając się zabić, a, że rozwaga była zawsze lepszą częścią odwagi... Panowie, składać broń (pieprz*** fregata, gdyby nie to ciężkie działo...). Wszyscy, którzy są poza zasięgiem wzroku chować broń do skrytek.
W międzyczasie szef znalazł sobie spokojny kącik i wyszedł z siebie... Jasne, jeżeli tylko udałoby się unieszkodliwić uzbrojenie fregaty to jesteśmy w domu. Vuldroków nie jest tylu, żeby Voroksy (z naszą skromną pomocą, rzecz jasna) nie dały sobie z nimi rady na pokładzie. Tylko, że fregata zaparkowała daleko, szef będzie potrzebować czasu. Źle. No to my grzecznie do ładowni. Dvar, schowaj to... Jak nie znaleźli to ich sprawa. Jeszcze nie Dvir, dopiero jak szef się obudzi i powie żeby lać, bez tego to zostanie z nas chmurka gwiezdnego pyłu. O, Grunsh. Was też tutaj? *Klik*? Aaaaaaa! Klatka Ishkinów się otworzyła! Aaaa... Nie sama. To jest jakiś plan... Może nikt ich nie zauważy... Tylko czy ryzyko puszczenia samopas stada niewidzialnych wesołków jest warte ewentualnych korzyści? Do tego musimy jakoś ich wypuścić z ładowni, śluza została zaryglowana. Proszę bardzo, hrabina życzy sobie zobaczyć Bash? Oczywiście, oczywiście! Czyżbyśmy składali swoje życie w cztery pary futrzatych łapek? Bez obrazy Grunsh, jak by chodziło o Voroksów to nie powiedziałbym łapek... Nawet kończyny Młodego nie kwalifikują się pod ten termin...
Dobra, skoro nie ma nic do roboty może jakaś partyjka?

(Kilka godzin później)
Uff, wygląda na to, że "Czarny Szczur" został wynajęty przez rodzinkę tego nieżyjącego, Jamala, która akurat pałęta się po okolicy, żeby dostarczyć szefa i hrabinę. Reprezentantem tej nieciekawej szajki na okręcie był Missa al-Malik, młodszy brat Jamala i jego siostry będącej chyba lokalnym bonzem ZCG. Po zajęciu okrętu Vuldrocy przeładowali na swoją łajbę Bertrama i Mizue, w charakterze zakładników. W między czasie ktoś odciął szefowi ucho (już przyfastrygowane, Soma i Bertram to zabójcza, er, uzdrowicielska mieszanka) a potem al-Malik po kłótni z hrabiną ściągnął szefa z powrotem. Oczywiście zanim szef w ogóle zbliżył się do fregaty...
Następnym krokiem owcojeb... Wrażego al-Malika! Było podarował szefowi, hrabinie i Trzem Pazurom gustowne obróżki z wbudowanymi kryształami blokującymi używanie mocy. To był, zdaniem Bash, interesujący widok, hrabina zapinająca szefowi obrożę na szyi... Wyłącz się! Wyłącz się!. Tia, Trzy Pazury umie się bronić całkiem nieźle i bez tego, ale szef bez mocy jest jak... Eee... Wykastrowany? Zły przykład, przy jego zdolnościach odrosłoby mu dość szybko (czy wspominałem już, że muszę się podciągnąć z Somy? Herdis ma bardzo silne szczęki... Never mind). No, w innych warunkach nie było by źle, ale tutaj? Jego talenty bojowe nie przekraczają dolnej (albo bardziej dolnej) średniej vuldrockiej. Tyle wiemy od Bash, którą niedługo potem odesłano do ładowni.
No, ale kolejny raz problem został rozwiązany po al-Malicku. Zdaje się, że w jakiś sposób hrabina unieszkodliwiła jego obróżkę. Do takiego wniosku doszedł Dvar po tym jak dwóch vuldroków wyciągnęło go z ładowni... Niewiele brakowało, wybierali go na chybił-trafił, ja stałem dwa metry dalej... W każdym razie okazało się, że Missa chce udzielić szefowi lekcji poglądowej. Niestety niezbędnym do tej lekcji przyborem miały być jelita Dvara. Na szczęście (Dvara w pierwszej kolejności, ale biorąc pod uwagę skłonność szefa albo hrabiny do współpracy jak ich naciskać, prawdopodobnie dla wszystkich nas czekających w ładowniach) vuldrokowie wykazali się stosownym poziomem chciwości i rozsądku. W momencie, kiedy Dvar przygotowywał się do oglądnięcia swoich wnętrzności z bliska szef zaoferował vuldrokom swoją nową korwetę - znaczy się tą, która zdobyliśmy na Magthawach na Wolf's Lament - w zamian za wypuszczenie nas i głowę Missy. Jeden, z vuldroków poszedł omówić sprawę ze swoim kapitanem i oddalił się, do komunikatora. Missa chyba lekko spańkował, bo próbował przekupić dwóch pozostałych vuldroków jakimiś rubinami... Pokazywanie rubinów bez wsparcia okazało się jego ostatnim błędem (nie licząc niedoceniania prywatnej inicjatywy vuldrockich łupieżców i daru przekonywania szefa). Chwilę później Missa leżał z rozpłatanym gardłem a jego dobytek uległ przepadkowi na rzecz szybszego z vuldroków. Do tego pierwszy vuldrok wrócił z wieściami od swojego starego. Propozycja została uznana za interesującą... No, cóż, w Cesarstwie pewnie by się okazało, że Szybki vuldrok musiałby załatwić u szefa zgodę na egzekucję Missy z wsteczną datą. Tutaj, w światach vuldrockich na szczęście nikt nie traci czasu na biurokrację.

Szef i hrabina polecieli na Czarnego Szczura omówić z kapitanem Gierojem (albo jakoś tak) z Hargardu kwestie okupu. Przydatna okazała się opinia tego jarla, co go nam Ryżobrody Siggi przydzielił... Okazało się, że Gieroj (albo jakoś tak) jest jednym z jego jarlów i tym samym nie leży w jego interesie uniemożliwienie nam kontynuacji naszej dzielnej wyprawy tam i z powrotem. Co oczywiście nie znaczy, że nie obedrze nas z kosztowności, pieniędzy i co fajniejszych zabawek. Na pierwszy ogień poszła całą broń plazmowa i sprzęt ciężki. Ostała się tylko wyrzutnia rakiet Młodego. I dobrze, bo mogłoby się skończyć jednovorksową szarżą na Czarnego Szczura... Ciekawe, jaką szybkość mógłby Młody osiągnąć na dystansie 6.000 Km?
Zaraz po powrocie z fregaty szef zdążył odnaleźć Szybkiego vuldroka i dokupić zdobyczny (na Missie) płaszcz psi, który na dodatek okazał się produktem made on Skarbiec z wbudowaną tarczą. W zamian szef przehandlował tarcze turniejową, strzelbę plazmową (skoro i tak ją mieli zabrać, to niech lepiej coś za nią będzie) i... Eee... 20 Litrów spirytusu... Z NASZEGO TAJNEGO ZAPASU! W sumie... Spirytus szybko się uzupełni, a nowa zabawka dla szefa może skłoni go do jakiś premii po powrocie. Zakładając oczywiście, że w ogóle wrócimy, ale to akurat szczegół techniczny.
Gieroj (albo jakoś tak) chciał też zabrać sobie pancerz szefa... Ale jak sam podkreślił ta kwestia podlegała negocjacji. W końcu szef poświęcił swoją główną tarczę (Bojówka! Ja chcę taką!) w zamian. W sumie - tarcza kosztuje 5.000 ptaków a na pancerz poszło już chyba z 15.000...
W międzyczasie Ishkiny dostały się do spiżarni (aj!) oraz wykradły parę rzeczy odłożonych przez vuldroków do zabrania.. Włączając w to Maskę Mariny. Jednak się na coś przydali.
Jeszcze tylko Mharr razem z listami od szefa przesiada się na Czarnego Szczura, żeby dopilnować wydania im korwety na Wolf's Lament, przeładunek łupów i lecimy dalej na Raven. Przynajmniej nie musimy wracać się osobiście na Wolf's Lament. Co nie zmienia faktu, że wszyscy życzą załodze Czarnego Szczura, żeby po tym jak się pożegnają z Mharrem dopadła ich jakaś zaraza albo dwie, najlepiej brzydka, nieuleczalna i bolesna. Jak będzie dostatecznie spełniała te warunki to nawet nie musi być śmiertelna.
W końcu docieramy w pobliże Raven. Po wysłaniu wiadomości do ambasady Skey przysłane są dwa myśliwce do naszej eskorty... TERAZ?! Teraz to sobie możecie... Ech, nie lubię być zamykany w ładowni... Choć z drugiej strony... Obyło się bez ofiar... Missy oczywiście nie liczymy, sam się prosił.
Na planecie czeka nas królewskie powitanie... Choć może boskie było by lepszym określeniem. Wita nas niezła laska - i nie mówię tutaj o tej psychoaktywnej lasce będącej symbolem Strażniczki Kluczy. Aeeayy, faktycznie Herdis, te rytualne szaty są naprawdę interesujące jak już się im uważniej przyglądnąć...
Królewskie apartamenta... Czy staroszkolni Skey nie są przypadkiem spokrewnieni z al-Malikami? Chyba znam nawet ten styl. Zresztą, co tam styl! Służba, doskonałe jedzenie, dużo wody do kąpieli i masaże. Ahh, da się jeszcze jakoś załapać do waszego panteonu? Może powiem, że jestem kuzynem Zukinayana?
Na kolacji odbywa się proces wstępnego uświadamiania Strażniczki Kluczy, lokalnego Węża oraz dowódcy straży w zagrożeniu, jakie stanowi (ponura muzyka) Zakon Czarnej Gwiazdy (koniec ponurej muzyki). Proces jest kontynuowany następnego dnia już przez samą Aidę. Po pierwszym ostrzeżeniu wszyscy wkopują się w dane wywiadu ambasady. Liczą się dwie informacje:
a) rodzina Jamala siedzi w ambasadzie Kurga przy poselstwie Fingisvold a przewodzi jej kobieta przypominająca z fizjonomii samego Jamala.
b) jakiś tydzień temu do wyżej wzmiankowanej instytucji przybyły dwie osoby. Dwie znane nam z widzenia osoby. Dokładniej mówiąc Dekados i przypuszczalny klon Vasyla Kropotkina stojący za porwaniem najwyższej kapłanki Matek. I podróżowali kurierem Magthawów.
Super, wiec wiemy, żeby kopnąć Skeyów o baczniejszą obserwację i szukanie bardziej szczegółowych informacji.





Komentarze:
11.12.2005, 22:46 :: 83.16.4.226

Jonathan

Ja bym dał... Chociaż ja nie jestem normalny :)
11.12.2005, 22:16 :: 217.96.97.147

Trzy Pazury

Jakbym mial do tego glowe... Spakowalem to i zapomnialem o tym... Kto by normalny dawal pieniadze za taka obrozke?? Ale Starszy Statku i Aida wzieli, to i ja wziolem.
11.12.2005, 21:58 :: 83.16.4.226

Jonathan

Trzy Pazury: Zapytaj Ukarów...
11.12.2005, 18:35 :: 83.19.210.2

Azim

Jeżeli polecisz z nami do ziem cesarstwa to za tą obróżkę i kamerton każę zrobić dla ciebie snajperkę dopasowaną do twoich rąk i oka z wszelkimi możliwymi usprawnieniam jaki się będzie tylko dało w niej zmieścić... :)
11.12.2005, 00:08 :: 217.96.97.147

Trzy Pazury

Plasz psi? A co to? Ja dostalem jakies swiecidelko ktore, zdaje sie, blokuje moce psi... Czy mozna gdzies w ZS wymienic to na pieniadze?
10.12.2005, 22:20 :: 83.18.233.250

Vasil

No...jednak Al-Malicy to ród z tradycjami...gildyjnymi :)
10.12.2005, 20:19 :: 83.16.4.226

Jonathan

Azim potrafi robić świetne interesy nawet jak go łupią.... ech...(na myśl o Płaszczu Psi)

ownlog.com :: Wróć