Gasnąco-Słońcowe
Komentarze


1 - 13 aprilis 5002

Dolina cz 1 i 2

Sesja wewnątrztygodniowa

BY LAURA


Pochyliła się nad śpiącym chłopcem i delikatnie przykryła go dodatkowym kocem. Dziecko nawet się nie poruszyło. Spało z na wpół otwartymi ustami, oddychając równo, spokojnie. Ciężko się było dziwić - po dniu tak pełnym wrażeń... Myśl, jak słabo Jonatan zdaje sobie sprawę ze zmian mających nastąpić w jego życiu wywołała na jej twarzy uśmiech.
Podniosła się z klęczek i wróciła do swojego łóżka. Kolejną godzinę spędziła leżąc z rękami pod głową i przypominając sobie krok po kroku wydarzenia poprzednich dwóch dni. Od lat dręczyła ją bezsenność, ale tej nocy wyjątkowo nie było to nieprzyjemne. Nie musiała uciekać w książki, nie usiadła do komputera by pisać teksty, które nigdy nie ujrzą światła dziennego. Tej nocy po prostu przywoływała przed oczy obrazy - chwilę, gdy wchodząc do udostępnionego jej przez Askara pokoju, zobaczyła Tomashiego, chwilę gdy dotarł do niej sens przekazanego jej testamentu wuja... Stłumiła śmiech gdy przypomniało jej się jak bardzo zmieszana i przerażona wtedy była, jak bardzo nie chciała tych pieprzonych ziem, tego całego związanego z nimi zamieszania... A teraz...
Jutro wynajęta grupa architektów obejrzy szczątki budynku drugorepublikańskiego muzeum, w najbliższych dniach sprowadzi tam ekipę do zbadania zawartość piwnic-magazynów... Co prawda mogą w środku niczego nie znaleźć - tylko beton i szczury (choć na te drugie jakoś nie liczyła) ale jednak.. .ten dreszczyk emocji... Z przerażeniem doszła też do wniosku, że cieszy ją sam fakt posiadania ziemi - co prawda jest to tylko niewielka dolinka w środku slumsów ale zawsze... To jest jej, ci ludzie są od niej zależni, może dla nich zrobić coś dobrego, albo może umyć ręce i zostawić ich samym sobie... Władza... Teraz prawie głośno śmiała się w poduszkę... I odpowiedzialność. Odpowiedzialność przede wszystkim. Nie, nie umyje rąk, nie przejdzie koło nich obojętnie. Coś wymyśli - nie będą już zdani na księdza głoszącego, że Al Malikowie to demony, nie będą się wszystkiego bać, może uda się ich wyciągnąć z nędzy.
Przypomniała sobie rzędy małych poletek i skleconych z byle czego domków, które ujrzeli po kilkugodzinnym locie nad miastem. Wybrali się wszyscy obejrzeć zapisane jej "posiadłości"... Wszyscy z wyjątkiem Varii. Wszyscy oznaczało odtąd również Tomashiego - człowieka który miał ją chronić i towarzyszyć jej na każdym kroku (skrzywiła się lekko - ten fakt wciąż budził lekką irytację). Zobaczyli zamknięty na cztery spusty kościół, zobaczyli zajeżdżający przed Dom Wszechstwórcy samochód z księdzem w środku i ministrantów – opryszków wyznaczonych do pilnowania wozu.
...Próby rozeznania sytuacji, nabożeństwo które współprowadziła, kilka zdań do zgromadzonych wiernych, ludzi rozstępujących się przed nią kiedy włożyła amalteańskie szaty... Czy Jonatan stał tam wtedy w tłumie z innymi dzieciakami?... Na chwilę zamarła... Cichy szelest pościeli gdy chłopiec obracał się na drugi bok... Coś wymruczał pod nosem... Ciekawe o czym śni...Po chwili wróciła myślami do Pozyskiwaczy uzurpujących sobie prawo ściągania daniny od tych ludzi i ostrą z nimi rozmowę... Dziękuję Wszechstwórco, że obyło się bez walki... Jak łatwo człowiek ulega wpływom otoczenia - gdyby nie Moebius i Tomashi nigdy nie pomyślałaby, że można kogoś zabić tylko za to, że wypowiedział obraźliwe słowa... Wszechstwórco daj mi siłę żebym z nimi wytrzymała... Wspomnienia stały się chaotyczne, oczy zaczęły jej się kleić...
W natłoku tych wszystkich wrażeń spotkanie z Mazzarinem następnego dnia było jakieś nierealne, jak sen, coś z zupełnie innego świata... Tylko Askar zdający relację z wyprawy do Oro’ymów stał jej nadal przed oczami. Askar wręczający cesarzowi wstęgę – znak przymierza między Cesarstwem i obcą rasą. Aha...i jeszcze złośliwy komentarz Mazzarina a’propo Moebiusa... tak, świetnie pamiętała tą złość, miała ochotę rzucić Mazzarinowi choć jedno krytyczne spojrzenie – chyba nie ceni się zbyt wysoko skoro tak traktuje swoich pracowników. Powstrzymała się resztką siły woli. Można nie czuć żadnego respektu przed czyjąś władzą, można nie uznawać autorytetów i nikogo nad sobą ale po co wywoływać zbędne napięcia. Wszechstwórca wszystkich osądzi, w oczach Wszechstwórcy wszyscy jesteśmy równi...
Ciężko powiedzieć czy to był już sen czy jeszcze jawa... Zdawało jej się przez moment, że znów, tak jak minionego wieczora, stoi w półmroku na trawniku w cieniu szkieletu wieżowca, że przed nią z łopatą pochyla się chudy, zaniedbany chłopiec i wybiera ziemię z płytkiego dołka. Niemalże czuła za plecami obecność Tomashiego. Było chłodno, lekko mżył deszcz. Gdyby się odwróciła Li Halan stałby tak – ciemna sylwetka, prawie niewidoczna z racji zmierzchu twarz. Bez wyrazu – tego była pewna... A potem biel betonu prześwitującego spod warstwy ziemi, przerażenie dziecka myślącego, że dokopało się do dachu piekła... I jej radość, że potwierdziły się przypuszczenia... Wydarzenia nabrały tempa. Wzięła chłopca za ramię, pożegnali się z jego rodziną, obejrzeli grawitaksówkę zaparkowaną za wzgórzem, wsiedli do niej i tak sunęli nad zasypiającym miastem ku przerażeniu i fascynacji małego pasażera... Czas jakby znowu zwolnił... wspomnienia przeszły w sen... Dziecko siedziało koło niej z twarzyczką przyklejoną do okna... Wierciło się na miękkim fotelu... W pewnym momencie niemalże krzyknęło rozpoznając dobrze znaną sobie okolicę. "Tam jest dom tatki, taki mały, ucieka w dół!". Ślad palca odcisnął się na szybie, Jonatan odwrócił się gwałtownie w jej stronę...
Jęknęła. Sen odszedł bezpowrotnie. Wbiła oczy w sufit. Wiedziała, że długo ich nie zamknie. Twarz dziecka które do niej mówiło nie była twarzą Jonatana. Wspomnienia ostatnich dni rozwiały się. Była już tylko pustka i cienie z czasów wojny.



Komentarze:
17.12.2005, 14:20 :: 213.134.160.226

Laura

A ilu pan zna ludzi panie Hakkonen ktorych by interesowal marny kawalek slumsow, w ktory trzeba by najpierw wpakowac setki tysiecy feniksow zeby moze po latach cos na tym zarobic? Bo mam wrazenie, ze o moich nowych "ziemiach" wiele mozna by powiedziec i z pewnoscia sa interesujace dla jakis kulturoznawcow, spolecznikow, amaltean ... ale nie wierze, zeby ktokolwiek chcial toczyc polityczne potyczki o panowanie nad nimi ;>
16.12.2005, 16:07 :: 83.29.215.236

Manuel T

No co... a od czego ma się suwerena? :)
16.12.2005, 15:49 :: 217.96.97.147

Andrew Hakkonen

Cieszy? Wladza? Poczekaj pani do pierwszej rozgrywki politycznej o swoje ziemie i wtedy przeanalizuj jeszcze raz swoje slowa.
16.12.2005, 15:47 :: 83.7.251.23

Leila

Bardzo fajny raport :) Podoba mi się :)
ownlog.com :: Wróć