Menu :


Link :: 27.12.2005 :: 23:51
10 martius - 18 aprilis 4993

W Cieniu Gasnacych Słońc - The Gathering

Sesja specjalna


RAPORT I - REKA ASKARA SPISAN

Przełykam ślinę, patrząc w lustro. Patrzy na mnie twarz człowieka niepewnego i przestraszonego. Nie dość, że spadła na mnie śmierć dziadka, związany z tym tytuł i dziedzictwo Pazura Proroka, to jeszcze jestem na Byzantium Secundus jako członek Gwardii Honorowej arcyksięcia Hakima. Za dwa dni odbędzie się elekcja, nasz ród stoi twardo za arcyksięciem Aleksiusem z rodu Hawkwood. Nie znam tego człowieka, widziałem go raz... w sumie wzbudza zaufanie. Cóż, zobaczymy, nie na moją głowę takie rozważania. Jak narazie, muszę się przejść, odetchnąć świeżym powietrzem. No, względnie świeżym... atmosfera BII, z tego co wiem, nigdy nie należała do najczystszych, a teraz, po zniszczeniach wojennych, ech...
Przyoblekam się w jakieś zwyczajne ciuchy, przypinam Pazur i wychodzę. Cóż za niespodzianka — pada deszcz. Przynajmniej odświeżający. Spaceruję wśród ruin niedawno jeszcze dumnych budowli, powstrzymuję się od ciekawskiego rozgrzebywania gruzu kawałkiem patyka. W pewnym momencie do moich uszu dociera odgłos strzału. Przypominając sobie szkolenie, zaczynam skradać się w tamtym kierunku. Jednocześnie otwieram umysł, rozszerzając swoje zmysły, jak tylko umiem. Ze strzępów słów, które do mnie docierają, wnioskuję, że przebrani hazaccy maruderzy pojmali jakiegoś dyplomatę. Pewnie ma posłużyć im za gwarancję bezpiecznego odlotu z planety. Błyskawicznie wysyłam prośbę o wsparcie i skradam się dalej, chwytając rękojeść monomiecza.
Wyglądam zza załomu, widzę pięciu żołnierzy, młodego Li Halana i leżącego na ziemi sługę. Li Halan wyraźnie odmawia pójścia z Hazatami, dobywa katany, żołnierze unoszą karabiny... nie ma czasu do stracenia. Wydaję z siebie stary okrzyk bojowy pustynnych wojowników, zawijam mieczem młynek nad głową i ruszam biegiem w ich stronę. Strzelają, lecz pociski odbijają się od tarczy. Po kilku sekundach, które jednakże wydają się wiecznością, dopadam ich. Przetaczam się, unikając pocisków wystrzelonych z bliskiej odległości i tnę. Jeden z Hazatów pada. Od innego obrywam kolbą, robię piruet i rozcinam go na pół. I już jest po wszystkim...
Muszę przyznać, że żółtek... hej, to jednak nie żółtek... jasne, przecież nie wszyscy Li Halanie są skośnoocy... w każdym razie nieźle się sprawił tą kataną. Pozostali Hazaci również nie żyją. Podnosimy się obaj, kłaniamy sobie (ba, w końcu dyplomaci z nas pełną gębą), przedstawiamy się. Manuel baron Trinidad Li Halan. Kojarzę nazwisko... Chłopaczek niewiele starszy ode mnie, wydaje się sympatyczny. Nie ma jednak czasu na pogawędki, tuż obok nas ląduje skoczek z insygniami Regentury. Wysypują się żołnierze, nas biorą na spytki. Gadu-gadu, trochę czekania, po czym odstawiają mnie do tymczasowej ambasady. Składam krótki raport, po czym idę odpocząć. Pierwszy raz dzisiaj walczyłem Pazurem na poważnie. Muszę przyznać, że czuję, jakbym urodził się z nim w dłoni. Dzięki, dziadku... Zasypiam.
Budzi mnie pukanie do drzwi. Arcyksiążę wzywa. Błyskawicznie doprowadzam się do porządku i udaję się przed oblicze Hakima. No proszę... domyślił się, że się nudzę. I w związku z tym postanowił wysłać mnie na misję. Mam przewodzić almalickiej delegacji witającej Lorda Arcybiskupa Skarbu na BII (jego okręt właśnie zbliża się do planety). Tylko, że... sharmoota. Na pokładzie okrętu znajduje się dwóch decadoskich mentonimów. Przypuszczalnie na orbicie będą chcieli przeprowadzić zamach na Jego Ekscelencję. Rozkaz — zneutralizować, nie kłapać ozorem. Tak jest, Wasza Wysokość, się robi.
Zbieram moją obstawę, orientuję się, kto co umie... mam dwóch psioników, nie jest źle. Mentonima da się wykryć badaniem aury, więc i ja mogę próbować. Dobra. W lądowniku spotykam... niespodzianka, Manuela Trinidad. Szefuje delegacji lihalańskiej. Postanawiam wprowadzić go w sprawę. Na początku trochę nie kapuje (ech, Li Halanie... mniej bić czołem o ziemię, więcej myśleć), ale po chwili udaje nam się uzgodnić plan działania.
Na pokładzie okrętu Lorda Arcybiskupa wita nas... fiu fiu... niezła blondynka (to dobrze) w szatach przebitera (to źle). Anna Romanow, asystentka L.A.S. To może mi też trochę... poasystujesz, mała? Dobra, biorę się w garść. Witaj Wasza Ekscelencjo, bla bla bla. Po oficjalnym powitaniu dyskretnie oddalam się z Manuelem (zdążyliśmy przejść na „ty”... postępowy, jak na Li Halana) w kąt sali, po czym nieco zasłonięty wachlarzem odpalam czytanie aury. I momentalnie słaniam się, a oczy zachodzą mi czerwienią. Przeładowanie mocy, cholera... dobrze, że nikt nie zauważył. Z tego, co zdążyłem zobaczyć, podejrzanych aur brak, za to laska ma na sobie płaszcz psi chyba... pewnie jakaś Kalinthi czy coś. Trzeba ostrożnie z nią.
Kręci mi się w głowie. Przenosimy się chwilowo do jednej z mes, gdzie towarzyszy nam pani prezbiter. Gadka-szmatka. Intensywnie myślę, czy należy ją wprowadzić w sytuację. Jeśli jest z Kalinthi, to jasne... ale jeśli to już podstawiony mentonim? Ech, neek rasi. Na razie decyduję się na milczenie. Po jakimś czasie wracamy do głównej sali i zaczynamy obserwację środkami konwencjonalnymi. Taa, jeden z pomniejszych kościelnych zachowuje się zdecydowanie dziwnie. Zbyt często sprawdza wzrokiem odległość między sobą a Lordem Arcybiskupem. Biorę Manuela pod ramię, zmierzamy w tamtą stronę. Pani prezbiter również zauważyła to dziwne zachowanie i rusza w naszym kierunku. Kościelny dyskretnie zmienia pozycję. Asystentka marszczy brwi i wychodzi. Rzucam Manuelowi krótkie „zostań” i ruszam za nią. Dość krycia się.
Doganiam panią prezbiter w korytarzu. Wykładam jej wszystko. Jej źrenice (co za oczy...) nieco rozszerzają się ze zdziwienia, po czym kiwa głową. Spróbuje wywabić gościa z sali, a my go sprzątniemy. Razem z Manuelem ustawiamy się za załomem korytarza. Gdy pojawia się kościelny, Manuel tnie z góry, ja z dołu. Głowa toczy się po stalowej podłodze. Rysy twarzy zamazują się... czyszczą... a więc tak wygląda martwy mentonim.
Został drugi... gdzieś. Oferuję pomoc moich ludzi w poszukiwaniach, pani prezbiter wyraża zgodę. My wracamy na salę. Po godzinie docieramy na orbitę, przylatują kolejne szychy i zaczyna się impreza powitalna. Rozstawiamy się z Manuelem w rogach, obserwujemy. Jest, yebnen kelp! Jeden ze służących, zbliżający się do Lorda Arcybiskupa z tacą, chowa coś w rękawie. Skaczę, ale Manuel jest szybszy. Cios tanto otwiera gardło sługi, jego rysy zamazują się... ufff. Dobra robota, panie baronie.
Lord Arcybiskup wzywa nas do siebie. Dziękuje, wróży wspaniałą karierę, zapewnia, że będzie nas obserwować. Ciarki przechodzą mi po plecach od jego spojrzenia. Coś czuję, że wcale nie mam ochoty na taką obserwację. Wreszcie możemy się ewakuować. Raport dla arcyksięcia i spać...
***
2 dni później. Pole elekcyjne pełne szlachty i... innych. Po kolei wielmoże przykładają berła do maszynki testującej i unoszą je w górę. 23 berła z 40... jest większość. Aleksius I Hawkwood, niech żyje nam...
Tego wieczoru Manuel pojawia się u mnie z flaszką. Następny miesiąc... zakładam, że był, ale niewiele pamiętam.
***
18 kwietnia. Katedra... koronacja... Bla bla bla, w imieniu Wszechstwórcy, bla bla bla. Widownia wstrzymuje oddech, gdy Aleksius nakłada koronę na głowę. Heh, Hawkwood zdecydowanie ma więcej szczęścia, niż Vladimir Alecto (subhana wa toala). Mowa inauguracyjna niezła, ten człowiek ma w sobie siłę... może nie będzie taki zły.
Wychodzę z katedry, patrzę w niebo. W pobliżu podwójnego słońca BII widzę jakiś błysk...


RAPORT II - REKA MANUELA SPISAN

Wojna… jakże straszliwe zjawisko. Fakt, to wyświechtany frazes, ale dla tych, którzy nigdy okropieństw wojny nie doświadczyli. Jakie szczęście, mimo wszystko, że pochłonęła stosunkowo mało ofiar. „Mało ofiar”, karcę w myślach sam siebie… Feniks, Pisklę, trzej patriarchowie, kilku Wielkich Książąt… do tego kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy. Można by pomyśleć że w porównaniu z Wojnami o Tron to zaledwie nic nie znaczący epizod. A jednak…

Postanowiłem wyruszyć na Istakhr. Jeszcze wolno – nie wiadomo jednak co będzie za miesiąc czy dwa. W moim stanie powinienem unikać podróży i silnych emocji. Jednak przed niechybną śmiercią chciałbym po raz ostatni spotkać się z mym przyjacielem. Lecę zatem.

Przepychu al-Malików nie zdołała ukrócić ani wojna, ani nowe edykty. Poruszam się wśród kolumnad, wież i piramid, w których spoczywają doczesne szczątki arystokratów. Mogę iść z zamkniętymi oczami, a i tak znajdę drogę do tego jednego, jedynego grobowca z jasnego, niemalże białego piaskowca. Mogę, a raczej mógłbym, gdyby nie brak obydwu nóg. Poruszam się więc w lektyce.
Siedzący obok mnie al-malicki książę z zadumą obserwuje swą rodową nekropolię. W skupieniu i zamyśleniu podziwia kurhany swych ojców i dziadów. Bez słowa pokazuję mu statuy i pomniki, głoszące chwałę dawno zmarłych żołnierzy i dyplomatów. Mój towarzysz komplementuje je skinieniem głowy.
Słudzy ustawiają lektykę tuż przy grobie. Książę grymasem twarzy daje znać, iż jest znudzony – podaję mu kilka suszonych owoców, co zostaje przyjęte z aprobatą. Sam podciągam się do grobowca. Na płycie zręczny rzemieślnik wykuł dwa nazwiska. Po raz setny odczytuję litery…

Askar Al-Allaw…

Askarze… dlaczego? Dlaczego tak musiało być?

Zamykam oczy. Słudzy zostawiają mnie samego. Oddaję się przez dłuższą chwilę modlitwie… i wspomnieniom…

Pamiętam nasze pierwsze spotkanie. Było to dokładnie miesiąc przed koronacją cesarza Alexiusa. Przybyłem na B2 wraz ze świtą arcyksięcia Flaviusa. Zakwaterowano nas w pałacu regenckim, jednak pozostawanie w czterech ścianach bez żadnej rozrywki nie było (i chyba nadal nie jest) ulubioną rozrywką młodzików, toteż wraz ze sługą wybrałem się na spacer.
Jak się okazało, pomysł był kiepski – wędrówka wieczorem po mieście, w czasie gdy jeszcze trwają walki, skończyć się musiała tym, czym się skończyła, czyli spotkaniem z hazackimi żołnierzami. Ich dowódca chciał mnie porwać i wymienić za możliwość odlotu z planety. Zamiast jednak dać mi w łeb i związać, zaczął prowadzić rozmowę. Odpowiedziałem że nie chadzam byle gdzie z byle kim. Jako że zbliżało się rozwiązanie siłowe, nie czekałem na ich atak i sam dobyłem ostrza. Maruderzy odpowiedzieli ogniem. Ruszyłem do walki, ścinając od razu dowódcę.
W tym samym momencie za plecami żołdaków pojawił się osobnik, którego w pierwszym momencie wziąłem za kurgańskiego demona. Z wrzaskiem rzucił się na Hazatów, tnąc ich swym mieczem plazmowym. Przygodny sojusznik podziałał na mnie niewątpliwie motywująco i wespół wyrżnęliśmy wrogów.
Po walce... przedstawił się. Askar ibn Selim al-Allaw Malik... tak... nasza przyjaźń od walki się zaczęła i na walce się skończyła...
Dzień później zostałem wybrany aby reprezentować Ród na powitaniu przedstawiciela Kościoła, który w imieniu Patriarchy przywiózł berła elektorskie. Wyruszyłem. Jak się okazało – w imieniu al-Malików wystąpił Askar. Wsiedliśmy na transportowiec i ruszyliśmy w przestrzeń.

Myślałem – ot, sielankowa wyprawa, uśmiech do arcybiskupa i wracamy... niestety. Zaraz po wylocie Askar poinformował mnie o planowanym zamachu na Jego Ekscelencję... przestało być sympatycznie. Weszliśmy na okręt Kościoła z duszą na ramieniu, można powiedzieć. Z jednej strony arcybiskupi majestat, z drugiej – czujność i strach przed zamachowcami, którymi jakoby mieli być Zmiennokształtni…

Wlecieliśmy w przestrzeń B2. Koło nas pojawiła się eskorta, w imieniu której arcybiskupa przywitał komandor Antonio Dulcinea, przyszły Wielki Admirał. Jednak nijak nie zmniejszyło to naszego niepokoju. Poinformowaliśmy ochronę... i rozpoczęto dyskretne sondowanie załogi.
Po chwili wykryto pierwszego... zlikwidowaliśmy go w dyskretnym miejscu. Jakiś czas później zauważyłem, że jeden ze stewardów zbliża się do JE, trzymając coś pod tacką... miotacz trucizny, jak się po chwili okazało... Podszedł na odległość kilku kroków...

Nauka szermierki nie poszła na marne. Zamachowiec osunął się na ziemię z rozerżniętym gardłem. Arcybiskup podziękował mi lekkim skinieniem głowy… Wszechstwórco... niezbadane są ścieżki którymi nas prowadzisz... uratowałem Lorda Arcybiskupa Emmericha... późniejszego Jego Świątobliwość Patriarchę Severiusza V...

Pamiętam dzień elekcji. Urnę elekcyjną, elektorów... księżnę Fativę, wówczas dziewięcioletnie dziecko z pluszowym voroxem na rękach... przemawiającego arcyksięcia Hakima... a także Regenta, który stał się Cesarzem... uderzanie bereł o urnę... wiwaty gawiedzi... Wracaliśmy z elekcji upojeni szczęściem. Naprawdę czuliśmy się jak zwycięzcy – mieliśmy bowiem nasz mały i osobisty wkład w ten tryumf…

Tego, co działo się później, przez najbliższy miesiąc, ręka ludzka nie jest w stanie opisać. Dość powiedzieć, że były to bardzo młodzieńcze rozrywki… całonocne pijatyki z Askarem, rajdy ścigaczami w dzielnicach mieszkalnych, pojedynki z przygodnie napotkanymi szlachcicami, dwudziestoczterogodzinne karcery… ech, młodość….

Aż wreszcie nastał dzień koronacji. Czas absolutnego, niemal szaleńczego szczęścia i radości, jaka ogarnęła całe Znane Światy. Oto zakończone zostały niemal wszystkie walki! Mamy Cesarza! Pamiętam mszę koronacyjną, kazanie Palamona, drżące dłonie patriarchy dzierżącego koronę… Nowe Słońce… piękne chwile…


Z zamyślenia wyrywa mnie płacz księcia. Uspokajam go, nucąc melodię Antyfony do św. Mayi. Cicho, cicho… nie przystoi to Waszej Wysokości, szepcę.
Ze skrzyneczki wyjmuję to, co zostało z Pazura Proroka. Książę ze zdziwieniem ogląda pękniętą rękojeść miecza i podejrzliwie przygląda się, jak bezskutecznie usiłuję go włączyć. Tak, Wasza Wysokość… nie dla mnie to broń… nie jestem z waszego rodu, i nie nazywam się…

Faris Alex ibn Askar Al-Allaw Malik.
Biorę dziecko na ręce. Wielkie, błękitne oczy wpatrują się ze strachem w to, co zostało z mojej twarzy. Ja zaś spoglądam na pucułowate policzki niemowlęcia. Przyjdzie kiedyś dzień, Farisie, kiedy zapytasz o ojca. O swoje pochodzenie. Oraz dziedzictwo. Wtedy ja… opowiem ci historię twego rodu. A do tego czasu postaram się wychować cię na człowieka wiernego, uczciwego i dzielnego.

Obiecuję ci, Askarze. Będziesz z niego dumny.

Obiecuję.

Odchodzę… nie chcę patrzeć na drugie imię wykute w piaskowcu. Nie znowu… zbyt wiele bólu mnie to kosztuje..

Żegnajcie, przyjaciele.


Komentuj (3)



FORUM

[Księga gości]

WSTĘP

Postacie

Aida
Alejandro Corrinho Dulcinea
Alexander Wolverton
Andrew Hakkonen
Askar Al-Allaw
Azim
Fatima Al-Malik
Leila Al-Allaw
Manuel Trinidad Li Halan
Moebius
Seth
Varia
Vasil
Vlad Al-Allaw
Volrath "Trzy Pazury"

Hazackiego pierdoły gawędy

Matka Wojna
Wiara, nadzieja, miłość
Baronet w Zalotach

Chronologia

5003 (22.06.07)
5002 (21.08.06)
5001 (09.08.05)
5000 (29.01.05)
4999
4998
Czasy prekampanijne (10.12.05)

Kroniki Leili (27.03.05)
Listy (21.05.06)

Raporty Specjalne

Kfiatki z sesji (22.06.07)

Handouty

Download

Mapa Cesarstwa (duża)
Błogosławiony Allaw
Dar Ikony
Piękna Callista
Historia rodu Corrinho
Genealogia Alejandro Corrinho Dulcinea
Tabele GSowe

Galerie

GALERIA MATKI MONIKI
Kalendarz z Azimem na 5002
Kalendarz z Owieczką na 5002
Załoga Allawa
Prawdziwa twarz Askara
Sora Tenema LiHalan - Autoportret
Grunsh - by Monika
Prawdziwa twarz Niedzielnych
Prawdziwa twarz Drejkowych
Alejandro ręką Fatimy nakreślon
Varia i Ewa by Fatima
Askar i jego fanka by Fatima

Zaprzyjaznione blogi

GSowe

Blog Askara

RPGowe

Sekretne Zwoje Pani Noriko z rodu Isawa
Blog DeadLands by Cathia
Blog DeadLands by Ramel
Blog Rippers
Blog Maga "Rozbita Rzeczywistość"
Blog Wampirzy Yaviego

Sznureczki

Nasza strona GS
Forum Moorholda
Bufor Sathra


ownlog.com

2019
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń