Gasnąco-Słońcowe
Komentarze


18 - 21 aprilis 5002

Dziewięc lat...

Druzyna specjalna, Fatima, Leila, Varia, Askar, Genjuro i Manuel

BY FATIMA

1 – 20 nisan 5002, Bysantium Secundus, Cesarskie Miasto

Aylon… Świat ukochany przez Proroka, dumny i zarazem piękny. I skąpany we krwi…
W działaniach wojennych zapanował impas. Siły Avestian (na planecie jest ich ok.500 tys) wycofały się do Żelaznej Korony. Wejścia do twierdzy zostały zalane wodą przez obrońców i nie można się tam dostać – oblegające ją siły Rashidów nie mogą robić nic innego jak tylko czekać…
Oddziały Hashimidów są w odwrocie – a przynajmniej takie sprawiają wrażenie. Mimo to ich przeciwnicy nie mogą wykorzystać okazji, gdyż zaczyna brakować im wojsk, nawet pomimo sojuszu z Parahami. Hrabina Aleema robi co tylko w jej mocy by zapanować nad sytuacją, ród al-Rashid poszukuje sprzymierzeńców…
Są jeszcze ci „neutralni”, czekający na rozwój wydarzeń – a jak uczy historia, nikt tak naprawdę nie może pozostawać bezstronny. I dlatego to właśnie od nich może zależeć wiele…



Na B2 przybyłam obarczona pewnym zadaniem, kilkoma ogólnymi wytycznymi od Brata i Gustawem. Swoją droga, to ciekawe, jak mój „ochroniarz” ze stoickim spokojem znosi wszystko, co się wokół niego dzieje. Pewnego dnia ta kamienna maska pęknie – i nie wiem, czy chciałabym być wtedy w pobliżu…
Przez kilka dni miałam okazję, by zapoznać się bliżej z moim gospodarzem – książę Fajsal we właściwym sobie stylu, który zapamiętałam z naszych nielicznych wcześniejszych spotkań przyjął mnie w Pałacu Wodospadów. Sądzę, że na ten (jakże pełen wrażeń) tydzień można opuścić zasłonę milczenia... Są sprawy ważkie, które odarte z kontekstu wydają się niczym i są błahostki, które niewłaściwie odczytane zdają się urastać do gigantycznych rozmiarów…
Spotkałam się również z moją drogą Kuzynką. Leila, której nowa fryzura (paradoksalnie) bardzo pasuje, mieszka w niewielkim apartamencie w dzielnicy gildyjnej. Cóż można sobie powiedzieć po niemal rocznej przerwie? Jak się okazało – bardzo wiele… Chwilami było mi żal Gustawa (ale tylko nieco i chwilami…), który po jakimś czasie już nie próbował udawać, że jest zainteresowany naszą radosną damską paplaniną i zajął się biblioteczką Leili. Dwumetrowy ochroniarz w skupieniu czytający poważną naukową literaturę – to widok wart zapamiętania. Z radością dowiedziałam się również, że oprócz Leili, także Askar i Varia będą obecni na balu z okazji rocznicy panowania Cesarza. Dzięki Ci, Wszechstwórco za kolejne przyjazne twarze…
Co do samego Cesarskiego Miasta – nad pałacem już od kilku dni unosił się utkany ze światła ogromny feniks… Na ulicach podekscytowany tłum oczekiwał na coraz to kolejne atrakcje i nie zawiódł się… Zresztą, ci, którzy byli tego dnia na miejscu, doskonale pamiętają, jak wyglądała feta. Nieobecni prędzej czy późnej dowiedzą się o wszystkim, więc nie ma powodu, by na próżno używać niezręcznych słów. Niezręcznych, gdyż trzeba by talentu największych poetów lub mówców naszych czasów, aby w pełni oddać atmosferę tych chwil. Zabawy na ulicach, parada wojskowa… No właśnie. Parada. Przemarsz kolejnych reprezentacyjnych oddziałów, hołdy, przemowa Cesarza i błazen specyficznie komentujący sytuację… Mimo tego wszystkiego jednak, pomimo całej radosnej otoczki dawało się wyczuć coś jeszcze. Podskórne napięcie, starannie ukrywane przez większość obecnych (sądząc po tym, co dzień wcześniej mówił Fajsal, całkowicie uzasadnione). I sam Feniks… Z mojego miejsca wyraźnie dał się widzieć Jego stan – blada twarz o podkrążonych oczach, drżenie dłoni, wychudłe ciało – oczywiście wszystko to starannie ukrywane… Pomimo tego Jego Wysokość trzymał się jak zawsze godnie przez cały czas trwania „publicznej” części obchodów na Placu Pięciu Tysiącleci.
A wieczorem odbył się bal…Dla wielu z nas niezwykle pamiętny…
Zanim jeszcze zaczęła się część oficjalna nastąpiły dwa wydarzenia, które zapewne przyprawiły szlachetnego mistrza ceremonii o palpitacje. Pierwszego nie dane było mi ujrzeć (stałam zbyt daleko), ale część obecnych miało okazję być świadkami interesującej sceny – LiHalan i al-Malik żywiołowo witający się „po decadosku” – jak się okazało mój Kuzyn Askar po latach spotkał starego przyjaciela. Natomiast drugie faux pas… w pewnym momencie usłyszałam własne imię wykrzyczane radosnym tonem – z przeciwległego krańca sali machała do mnie ręką ognistowłosa młoda dama w zieleni – Varia Silva Jundaasta…
Jakkolwiek heretycko by to nie zabrzmiało, są w życiu szlachcica momenty, w których nie powinien przejmować się etykietą. Z takim też podejściem ruszyłam w jej stronę. Varia widocznie była tego samego zdania, gdyż spotkałyśmy się w połowie drogi. Tuż za nią pojawił się Askar – cały w bieli, dużo poważniejszy niż go zapamiętałam… Przywitaliśmy się jak przystoi rodzinie (Leila wydawała się nieco przygaszona) i zdążyliśmy zamienić zaledwie parę słów, gdyż rozpoczęła się część oficjalna.
Wtedy też Varia mogła odetchnąć z ulgą. Okazało się, że niewysoki człowiek od którego od początku wyczuwała coś, co ją zaniepokoiło, to wielebny Genjuro LiHalan. On właśnie w imieniu swego zakonu wręczył naszemu władcy podarunek – miecz, którego wykucie zajęło całe dziewięć lat. W rzeczy samej, prezent godzien obdarowanego…
Sam Feniks, rozdając odznaczenia i tytuły oraz przyjmując hołdy, wyglądał znacznie lepiej niż na paradzie… Być może była to tylko chwilowa niedyspozycja, myśleliśmy. Być może zajmują go sprawy cesarstwa (zwłaszcza Hira...), może jest przemęczony, jak ostatnio jest z wieloma ludźmi na wysokich stanowiskach. Może (co gorsza) trawi go jakaś choroba. Myliliśmy się wszyscy…
Ale zanim dane nam było się o tym dowiedzieć, rozpoczęła się część nieco mniej oficjalna. Dały się słyszeć rozmowy, spojrzenia znów skierowały się na przyjaciół i wrogów, wspaniałe szlacheckie targowisko próżności ruszyło na nowo… Rozbrzmiała muzyka – a ja, zanim zdążyłam się zorientować, znalazłam się na parkiecie pewnie prowadzona w tańcu przez księcia Fajsala… A jest w tym naprawdę dobry. Nie o tym jednak miałam opowiadać…
Udało mi się jeszcze porozmawiać z Askarem w cztery oczy (o Aylonie i nie tylko), poznać nieco bliżej szlachetnego Manuela Trynidad (a była to rozmowa pełna niespodzianek…) i ucieszyć się z faktu, że Leila jednak zaangażowała się w przyjęcie (przynajmniej częściowo). Chwilę później zostałam dyskretnie wywołana przez mistrza ceremonii we własnej osobie. W sprawie jakoby nie cierpiącej zwłoki i wymagającej pełnej dyskrecji… Na miejscu okazało się że są tam również Varia, rodzeństwo al-Allaw, Manuel LiHalan i wielebny Genjuro. Zostaliśmy wprowadzeni w sytuację…

Są sprawy zbyt wielkie by dało się je ogarnąć. Są emocje zbyt silne, by je odczuwać…

Oczom naszym ukazał się Feniks – prawdziwy, nie sobowtór, który wiele poziomów nad nami wciąż odgrywał swą rolę. Podłączone do podtrzymującej życie aparatury bezwładne ciało najważniejszej osobistości Znanych Światów… Zaskoczenie, gdy udało się odkryć, co Mu dolega… Manuel - nie, Oktawian wykonujący rytuał wypędzenia istoty pasożytującej na energii Cesarza… Twarz Varii w momencie, gdy aparatura wskazała zaprzestanie funkcji życiowych… Lot po „nowe serce”… Słowa Przyprowadźcie go, desperackie próby zrozumienia, usprawiedliwienia… Wpatrujący się w nas młody, ciemnowłosy mężczyzna o szczerych oczach, jego pytanie, czy zobaczy plażę… Wyraz twarzy Askara, gdy przekonywał go, ze tak, zobaczy, jeszcze tylko kilka badań… Wysiłki, by zapewnić mu życie – wszystko to wielokrotnie miało do nas wracać…
Milczeliśmy patrząc na rozgrywającą się na naszych oczach scenę operacji. Bo i cóż można w takiej chwili powiedzieć…
Wszystko przebiegło pomyślnie – przynajmniej dla Feniksa… Askar znów musiał ingerować, by uratować „tego drugiego”, gdy okazało się, że jego organizm odrzucił sztuczne serce. Wreszcie się udało – i choć wiem, że to prawdopodobnie tylko pobożne życzenie, to mam nadzieję, że dojdzie do siebie i dane mu będzie ujrzeć plażę…

Po godzinach spędzonych na oczekiwaniu na poprawę stanu obu pacjentów (w nagłym przypływie czarnego humoru ujrzałam oczyma duszy sprawozdanie Gustawa: „Pani Fatima wraz kilkoma jeszcze osobami wymknęła się na przyjęcie zamknięte znikając mi tym samym z oczu” i jego późniejsze domysły…) zabraliśmy się z śledztwo. Badając czas spotkań i audiencji, przeglądając nagrania i po prostu drogą eliminacji udało nam się ustalić, kto zdołał przenieść „larwę” na Cesarza. Kawaler Farad al-Malik - jeden z członków poselstwa przebywający w Pałacu Wodospadów…
Przesłuchanie go niewiele jednak dało, podobnie wgląd w akta.
Nigdy nie lubiłam korzystać z mojego...hm…talentu… Zawsze czuje się potem, jakbym podeptała czyjąś prywatność. Jednak tym razem z ponurą determinacją zagłębiłam się w jego umysł, poszukując wiedzy, którą nie chciał się z nami podzielić w bardziej tradycyjny sposób. I znalazłam – ślad wiodący do gildyjnego nazwiskiem Jonatan Pierre (jak się dowiedzieliśmy, zginął kilka dni wcześniej – cóż za niefortunny przypadek…). W jego myślach pojawiła się również „Pani”, czyli kobieta w czarnej sukni. Anna Decados…
Więc dotarli już tak blisko Feniksa.
Niech Wszechstwórca miłosierny czuwa nad nami i nad Cesarstwem…

Kilka dni.
Dni, które przyniosły tak wiele pytań.
Czym jest dusza?
Czy klony ją posiadają?
Jak daleko może posunąć się władca?
Czy przelewanie krwi może stanowić powód do dumy i chwały?
Ile można zrobić w imię wyższych celów?
Czym tak właściwie są te „wyższe cele”?
Ile czasu minie, nim wróg wykona kolejny ruch?
Wiele pytań, żadnych odpowiedzi. Kiedyś może je odnajdziemy…

Co innego zobaczysz,
Gdy minie to, co jest teraz.
Jeśli tylko przetrwać zdołasz,
Zobaczysz, co śpiącemu sen odbiera.
A gdy coś się wydarzy, zobaczysz,
Dlatego tak się dzieje.

- Abu al-Atahijja


List Manuela
Wspomnienia Leili



Komentarze:
30.12.2005, 12:41 :: 83.29.216.67

Manuel T

To była mocna sesja. Dzięki, JaXo, dzięki i Wam, gracze...
ownlog.com :: Wróć