Menu :


Link :: 01.06.2005 :: 22:38
18-20 decembris 5001

Hargard cz. 3

Sesja niedzielna

BY ALEJANDRO

Wieczór… ledwie wygramoliłem się z biblioteki i odświeżyłem nieco - kolacyjka u Azima. Ustalanie planów na dzień następny. Wizyta u Sigfaddira Ognistobrodego czy polowanie na Kosiarza? A tak, Kosiarza. W czasie wycieczki po mieście Aida i Azim rozmówili się z Herdis z Białych Smoków - lokalnych łowców demonów. Dowiedzieli się że jeden się właśnie pojawił. Odpowiadał rysopisowi umrzyków z Keth-Kordeth…
Nadarza się zatem okazja do upichcenia dwóch pieczeni na jednym ogniu. Zabić Kosiarza - i przy okazji zwiększyć nasze notowania u Vuldroków. A później - jeżeli przeżyjemy - wizyta u jarla. Skontaktowaliśmy się ze Smokami, umówili spotkanie.
Jeszcze tego samego wieczora Azim kazał zwieźć z "Pięknej Callisty" sprzęt sejsmiczny, swoją zbroję i inne du… sprzęt niezbędny przy polowaniu. No właśnie, polowaniu. Słówko na P trafiło do pewnych uszu… Ależ oczywiście, chętnie zabierzemy panią Juanitę… Odstąpiłem jej swój apartament i wyniosłem się z ludźmi do Azima.
Poranek… Co robi Herdis w moim… nie, Azima apartamencie, wychodząca z pokoju jednego z jego Ukarów? A, zresztą, co mnie to…
Zbiórka! Aida zabiera czterech Voroksów, Azim swoich Ukarów, Hakkonen dwóch, ja - czterech ludzi. Juanita dwóch pomocników - i Grantza Safari. Z takiego ustrzeliłem kiedyś Grackle na Ungavoroks…Na te kilkanaście osób mamy, owszem, broń mogącą ranić Kosiarzy - sztuk całe trzy. Jak w tym kawale o decadoskiej piechocie wybranieckiej.
Na mieście spotykamy się z piątką Skey, wprowadzają nas w sytuację. Kosiarza zauważono w górach na północy. Wymordował mieszkańców jednej wioski, poszedł w kierunku drugiej. Stamtąd uprowadził około trzydziestu osób, zabijając opornych, tam też trafił na grupę Skey, w której był wuj Herdis. Te informacje pochodziły właśnie od nich - ostatnie które wysłali. Oglądam też łowców i ich broń. Wojownicy, na pierwszy rzut oka doświadczeni. Groty ich włóczni i bełtów są aktywne psionicznie…
Dolecieliśmy do wioski. Obrazek… jak na wojnie, tylko chałup nie podpalił. Wieśniacy zginęli od postrzałów plazmą lub zatłuczeni. Tak samo czterej Skey - ci jednak walczyli, na ich ostrzach jest zakrzepła krew. A więc Kosiarza można tym ranić…
Skey klękają przy zabitych, smarują twarze ich krwią. Potem - szukają śladów. Trupów jest bowiem za mało, niewykluczone że zabrał drugą partię. Zgadza się… ślady kilkudziesięciu osób.. ruszamy.
Idziemy po śladach, Azim wspomaga nas dodatkowo mapą geomantyczną Hargardu. Na Keth siedlisko Kosiarzy leżało na linii, a tu… też idziemy po jednej. Dochodzimy do skalistej kotliny… Aida korzysta ze swych mocy - to tu… Dwa tygodnie temu trzęsienie ziemi otworzyło jaskinię…
Gotujemy się do walki. Idą w ruch sondy sejsmiczne i kule - szpiegule. Manuel dostaje mój monosztylet, Juanita w kombinezonie maskującym wtapia się w tło. Aida decyduje się poszukać Kosiarza… w nadziei że spotka ją to co kiedyś Leilę - i że Kosiarz teleportuje się prosto na nas. I jeszcze życzenie - "rozproszcie mnie jakby co"… Pięknie - zatem mam jej w razie czego przyłożyć i liczyć że Grunsh nie zrewanżuje mnie się tym samym…
Aida koncentruje się… pojawia się Kosiarz, z wymierzoną w nią laską, i natychmiast strzela. Rzucamy się z Grunshem… on jest szybszy i bierze na siebie ładunek plazmy, ja przechodzę do ataku. Kosiarz paruje cios mój i dwóch Skey którzy doskoczyli, ciosem w obojczyk wyłącza Manuela z walki. Drugiego mojego już nie paruje, tnę go pod pachę, składam się do powtórki… zmysł zagrożenia! kurwa! drugi!
Paruję jego cios, pierwszy korzysta z okazji i dopada Herdis. Wbija jej rękę w pierś, dziewczyna pada. Duszy jej nie wyssał - za szybko - ale wyeliminował ją skutecznie. A wtedy wszystkim pękają bębenki od podwójnego wystrzału z Grantza. "Mój" Kosiarz dostaje w pierś, leci - wyraźnie zdziwiony - parę metrów do tyłu. Dopadam go, tnę… znika… teleportował się.
Atakujemy pierwszego. Tnę w szyję… normalnemu człowiekowi głowa spadłaby już z ramion. Skey wbija mu włócznię w pierś, zwalnia sprężynę, blokuje rozwinięte ostrze. I… ostrzegawczy krzyk Aidy…Znowu drugi! Łapie mnie w niewygodnej pozycji - schylonego, z opuszczonym ostrzem… Pierwszy cios paruję, drugi wysyła mnie w powietrze z kolekcją połamanych żeber… Pierwszy Kosiarz… zablokowany przez jednego Skey, drugi potężnym zamachem zdejmuje mu głowę z ramion. Dźwigam się powoli… Vuldrok nie może wyciągnąć włóczni z ciała Kosiarza, więc - ma wszak aurę pilota - udzielam mu błyskawicznego kursu obsługi uryjskiej laski. Strzela i - o dziwo - trafia! Dokładnie w miejsc e gdzie trafiła go Juanita. Na wylot. A ten ciągle idzie!
Azim blokuje jego teleportację, następnie razem z Aidą spowalniają go. Porusza się wolno jak zwykły człowiek… Paruje moje cięcie, za słabo jednak… bezpośrednio z niego pcham w odsłonięty kark… dalej już nie pójdzie.
Co z rannymi? Grunsh oberwał plazmą, Manuel ma strzaskany obojczyk i parę żeber, Herdis jest nieprzytomna… nikomu jednak nie grozi niebezpieczeństwo. Pakujemy ich na skoczek i odsyłamy do stolicy. Razem z nimi leci również Juanita - tym lepiej, po co ją wprowadzać w kwestie Zakonu…
Schodzimy do jaskini. Resztki uryjskiego statku, który musiał się tu rozbić parę tysięcy lat w tył, kilkudziesięciu niewolników ryjących tunel. Pięć komór stazy. Dwie puste - po naszych milusińskich - dwie zniszczone z usmażonymi Kosiarzami w środku, jedna aktywna… W środku - cały i żywy pilot Lewiatana, a ściślej jego "forma wychodna" z materii statku. Może leciał na przepustkę…
Azim odpala sondę sejsmiczną. Statek - transportowiec - przy lądowaniu rozbiło na dwie części. Większa jest zakopana i to do niej próbują się dokopać ujarzmieni przez Kosiarzy niewolnicy. Na oko zajmie im to sześć - siedem miesięcy… coś w tym jest, że długowieczność wiąże się z cierpliwością… Mam tylko nadzieję że to nie jest transportowiec wojska. Myśl o paru tysiącach Kosiarzy jest, mówiąc delikatnie, niepokojąca…
Wyganiamy niewolników, zawalamy jaskinię. Kiedyś tu może wrócimy - z cięższym sprzętem… Wracamy do stolicy, Skey zapraszają nas do swojej siedziby. Rozmowa o "miotających pioruny czarnych smokach" przynosi ciekawe wiadomości… gdzieś w systemie jest ukrytych siedem Lewiatanów na nasz użytek… tylko, że…
Aido… dlaczego powiedziałaś "Marina zostawiła mi trzy"? Skąd, jeśli można, o tym wiesz?
Wracamy do pałacu. Hieronim wysyła połamanego Manuela na "Callistę" - mają lepszy medlab. Dowiaduję się o Grunsha - z wyjątkiem wygolonego kawału skóry prawie jak nowy. Zapraszam go na karty… Co, na picie wódki a nie na pieniądze? To zagramy z Hieronimem. W pewnym momencie Grunshowi znudziło się przegrywanie (i picie) i pokierował rozgrywką tak, że Hieronim przegrał piętnaście rozdań pod rząd (wtedy szedł już bimber na symbiontach) i trzeba go było odnieść… Dobrze że Voroksy są pod ręką.
Poranek… czas złożyć wizytę Ognistobrodemu. Oczywiście zapowiedzianą w ostatniej chwili. Podarunki? Naturalnie - ozdoby dla kobiet, para plazmowych pistoletów dla jarla, dawka lypee… jedna. Prezentacja? Oczywiście - wyglądać najbardziej - wedle vuldrockiej miary - imponująco. Jak ja nie lubię obwieszać się jak choinka medalami…
Lądujemy, wychodzimy. Standardowa zabawa w "kto-zrobi-więcej-kroków", po której Jego Ognistobrodość (jak na swój wiek i brak lypee trzyma się nieźle - nawet nie zaczął siwieć) zaprasza nas w swoje skromne progi. Przed rzeczonymi progami spotykamy szefa lokalnej rezydentury Rycerzy Poszukujących - wbitego na pal.
Wkraczamy do głównej sali. Jarl rozwala się na tronie - oczywiście, chce nam pokazać kto tu rządzi… mamy stać? Tylko Aida psuje mu nieco koncept… Niech sobie siedzi na tronie - my zasiadamy na żywych Voroksach… Szermierki słownej ciąg dalszy… z - jak się wydaje, dobrym skutkiem. Każe przynieść krzesła. Nieważne za co nas uważa - w oczach jego ludzi uznał nas za równych. Służba wnosi miód… Zdrowie gospodarza. A potem - negocjacje…


Komentuj (0)


Link :: 05.06.2005 :: 23:37
20,21 decembris 5001

Hargard cz. 4

Sesja niedzielna

BY ANDREW

Fragment z obserwacji markiza Andrew Hakkonena

Dalsza część naszej wizyty u Jarla minęła dość szybko. Najpierw spróbował sprowokować nas po raz kolejny przy pomocy „podziału niewolników” i, szczerze mówiąc, prawie mu się udało. Ostatkiem sił udało mi się powstrzymać agresje. Dalsza część wieczoru minęła pod znakiem uczty (na której Grunsh pokazał, że na rękę nie ma na niego mocnych), oraz małego spektaklu, który nazwany został próbą. Całość miała polegać na skakaniu po działach oraz rzucaniu toporami w warkocze pewnej niewolnicy. Barbarzyństwo pełną piersią.
Do „próby” stanęli Pan Hrabia oraz Pan Markiz. Dodatkowo pięciu Vuldroków, z których jeden zakończył zabawę na próbie ostatniej. Dość długo Pani Hrabina zastanawiała się nad przyłączeniem się do zawodów, lecz ostatecznie, mimo bezgłośnego poparcia gospodarzy (Matko, co oni widzą w tej kobiecie?), nie zdecydowała się. Całość zabawy z powodzeniem zakończył Pan Markiz pięknym rzutem topora, za co dostał zasłużone zaproszenie do wspólnego spożywania trunków oraz, od samego Jarla, pięknie wykonany topór. Po chwili przeznaczonej nad zastanowieniem się nad sytuacją Hrabia, Hrabina oraz Markiz udali się na statek. U tu zaczyna się niemiła część opowieści.
Zostaliśmy uznani, przez naszych ludzi, za symbiontów! Wiązało się to podobno z lądowaniem jednego statku oraz dziwną istotą z niego wychodzącą. Pozostaje jednak parę niewyjaśnionych kwestii. Po pierwsze, dlaczego nie dostaliśmy żadnej informacji o tym statku? Po drugie, osoba ta została dostrzeżona przez naszych ludzi wracających na statek (o czym powiadomienie dostaliśmy) więc dlaczego oni nie zostali wzięci za symbiontów? A, jeżeli zostali wzięci to, dlaczego nas o tym niedoinformowano i dlaczego, po ich przeskalowaniu, nadal odnoszono się do nas z tak wielką nieufnością?
Ostatecznie udało się zażegnać sprawę i po badaniach (a także przepytaniu niewolników, którzy zostali odesłani na orbitę) udało się dojść do wniosku, że najpewniej nie byli to symbionci, a jakaś ośmiornico-podobna rasa (o której współtowarzysze zdają się wiedzieć znacznie więcej niż ja).
Ostatecznie powróciliśmy do pałacu gdzie udaliśmy się na spoczynek. Następnego dnia zostaliśmy zawezwani na audiencje gdzie, przy winie oraz starej grze (wymagającej zręczności, ale już nie tak niebezpiecznej) Królowa raczyła nas rozmową o innych siłach na Hargardzie.

Chociaż wiele się wydarzyło nadal nie rozumiem związków pomiędzy osobami biorącymi udział w wyprawie. Pan Markiz wydaje się być świetnym wojownikiem (za co darze go szacunkiem) jednak pewne kwestie zdają się Pana Markiza nie interesować. Pani Hrabina zdaje się mieć wiele do powiedzenia (i to całkiem ciekawych rzeczy), jednak wydaje się być niebezpieczna ze względu na łatwość kontrolowania wojowników (patrz Pan Markiz oraz Pan Grunsh, a także zachowanie Jarli których mogłaby owinąć sobie wokół paluszków). Pan Hrabia zaś jest postacią o której mogę powiedzieć najmniej. Wydaje się mieć jakieś kontakty z tutejszą władzą, o których nie mam pojęcia. Jedyne sensowne powody to zbyt duża nonszalancja Pana Hrabiego z rozmowach z Królową i Jarlem (lecz to może być tylko sposób bycia Pana Hrabiego).


DODATKI:

Milcz...



Komentuj (5)


Link :: 12.06.2005 :: 10:03
10-16 decembris 5001

Into the Dark cz. 5 i 6

Sesja wewnątrztygodniowa

BY LEILA

Ox kontynuuje swój lot w stronę celu. System komputerowy zostaje naprawiony i sytuacja na pokładzie statku wraca do normy, czego niestety nie można powiedzieć o relacjach interpersonalnych. Varia czuwa nad prochami Askara. Moebius odbywa tzw. „ciężkie rozmowy” z rodzeństwem Al Malików.

Kolejne dni upływają bez większych niepokojów (jeśli nie liczyć sporadycznie pojawiających się i znikających śladów tętniącego w Mroku „życia”) aż do momentu kiedy Laura odbiera komunikat od...swojego nie żyjącego już od dawna ojca. Niedługo potem komunikator odbiera serię dziwnych sygnałów – fragmenty rozmów zarówno z przeszłości jak i przyszłości... Kiedy LiHalanka wybiera numer ojca udaje się jej odbyć rozmowę – ktoś po drugiej stronie – wyraźnie zdziwiony jej odpowiedziami zdecydowanie odradza Laurze „dołączenie do siebie”. Źródłem sygnałów okazuje się planeta, której wedle wszelkich danych astrofizycznych powinno nie być. Obiekt ma średnicę średnice trzykrotnie większą od Urtyjskiej. Sonda wysłana w jego stronę dostarcza dalszych danych - wskazują one na obecność czap lodowych i atmosfery o zmieniającym się składzie – stężenie tlenu sukcesywnie wzrasta. Na skalistej powierzchni planety nie udaje się zauważyć żadnego sztucznego obiektu, który mógłby być źródłem sygnałów. Symulacje przeprowadzone dla modelu rozwoju planety typu Urth wskazują, iż – jeśli tempo zmian było cały czas takie samo - planeta powstała przed zaledwie dwoma miesiącami. Aktualnie obiekt przyspiesza, wyznaczona później trajektoria lotu wskaże, iż kieruje się w głąb Mroku. Niestety dalsze obserwacje zostaje przerwane – z niewiadomych przyczyn sonda wybucha. Ox nie zbacza z kursu i niedługo później natrafia na Lewiatana. Statek drapieżców szczęśliwie okazuje się „bezpański”. Wasilij nawiązuje z nim kontakt. Askar, Moebius i Laura udają się wahadłowcem zamocować ładunki wybuchowe na wypadek nieprzewidzianych trudności. Varia, Leila i Wasilij zostają na pokładzie. Tym razem Wasilija czeka długa rozmowa – Leila pragnie wyjaśnić kilka spraw między innymi kwestię „własnej” śmierci w świecie równoległym.

Tymczasem załoga wahadłowca dociera do celu. Askar z Moebiusem zakładają specjalne kombinezony i lecą zamontować ładunki. Markiz zostaje zaatakowany przez ameboidalną istotę. Na szczęście udaje mu się ją unieszkodliwić z pomocą Moebiusa i bezpiecznie wrócić do wahadłowca, a później na Ox’a.

Lewiatan zostaje chwycony wiązką ściągającą. Ox rusza w drogę powrotną.
Obecność na Lewiatanie ewentualnych „pasażerów na gapę” niepokoi Varię. Razem z Askarem i Wasilijem i jednym z naukowców z załogi schodzi do części statku nie objętej ochronnym polem gargulców i próbuje sprawdzić Lewiatana, niestety nie udaje się jaj to, ponieważ okazuje się, że Ox przelatuje właśnie przez „ławicę” istot posiadających własną, prymitywną świadomość. Naukowiec tłumaczy, że takie istoty nie są niczym nadzwyczajnym, zaś niepożądani pasażerowie zostaną usunięci po powrocie do Układu Skorpiona.
Varia, Askar i Vasilij dowiadują się także o eksperymentach przeprowadzanych na ludziach – ludzie Mazarina badają mutagenny wpływ Mroku. Jednym ze skazańców okazuje się były Rycerz Poszukujący Estancia, u którego mutacje posunęły się tak znacznie, że konieczne jest jego natychmiastowe zabicie.

Dalsza część lotu upływa spokojnie. Varia zwołuje naradę, w trakcie której próbuje ustalić plan dalszego działania. Przez kolejne dni wszyscy zajmują się swoimi sprawami. Po powrocie do Układu Skorpiona Askar, Varia i Ewa lecą odwiedzić Ojca.
Varia dowiaduje się o współpracy Ojca z Mazarinem – w zamian za dwa układy (Skorpiona i jeszcze jeden – do ustalenia) Ojciec pomaga cesarstwu. Aktualnie przygotowuje projekt stworzenia idealnych żołnierzy. Oprócz kwestii politycznych Varia rozmawia także o Ewie – Ojciec zmienia dziewczynkę tak, by normalnie rosła, stwierdza też, że przyszły los Ewy będzie zależał tylko od niej samej. Askar usiłuje się dowiedzieć dlaczego Ojciec i jego dzieci „darzą go niechęcią”, niestety nie udaje mu się to.
Wasilij, Moebius, Leila i Laura lecą Allawem na Leminkainen, gdzie na Duncanie świętują Lux Splendor, następnie udają się na BII.


Komentuj (5)


Link :: 12.06.2005 :: 22:45
WAŻNE


Dobra.... Skoro leży strona na Valkirii to stawiam to tutaj...
Zrobilem kilka logo naszej strony na Vce i zastanawiam sie ktore wybrac...
Decyzja nalezy do was :>

Rysunek 1



Rysunek 2



Rysunek 3



Rysunek 4



Rysunek 5



Ze wzgledu na duża popularność...

Rysunek numer 4 z wygladzonym rombem




Dla rozluźnienia.... Koszmar każdego Al-Malika



i znow logo.... Tym razem poszedlem po linii Drejka...




Przeróbki Wasylowej reki










Kolejna propozycja Wasyla z moja skromna pomocą :)




Komentuj (32)


Link :: 18.06.2005 :: 18:22
21 - 23 decembris 5001

Hargard cz. 5

Sesja niedzielna

BY AIDA

Od rana trawiła go gorączka. Wstając z łóżka odkrył, że nie panuje nad aktywnością somy, był za szybki, za silny i wyczerpywało go to. Gorączka płonęła w oczach, wysuszała usta. Kazał przygotować zimną kąpiel, wezwał Hieronima.
Woda nagrzała się od temperatury ciała, gorączka była wysoka. Hieronim z zakłopotaniem i niepokojem potarł czoło. Był zdezorientowany, nie wiedział, nie potrafił pomóc.
Alejandro ubrał się i poszedł do Azima. AlMalik przyjrzał mu się, wezwał Bertrama, spojrzał powtórnie – tym razem jego oczy nabrały niezwykłego, przenikliwego wyrazu. Pokręcił głową. Aura – przynajmniej na jego wyczucie – była czysta. Żadnych wpływów, żadnych śladów manipulacji. Wchodzący Bertram demonstrując niechęć ominął stojącego przy drzwiach Hieronima, sztywno ukłonił się obu arystokratom. Dotknął czoła siedzącego na poduszkach Alejandro, cofnął rękę, sięgnął do swojej lekarskiej torby. Przeklęta technologia wiele ułatwiała, ale badania i tak musiały potrwać. Alejandro opuścił apartament Azima, wrócił do siebie, śniadanie, pragnienie... woda, woda... Woda...

W południe, w odpowiedzi na zaproszenie królowej, pojawił się razem z Aidą i Azimem na audiencji; w małej, kameralnej sali było ciepło, ramakriszneńska gra rozpraszała niespokojne myśli. Korzystając z nieopanowanej teraz, wzmocnionej zręczności Alejandro skupił się na grze, jednym uchem słuchając rozmowy, niemal w niej nie uczestnicząc.

Królowa mimochodem nakierowała wymianę słów na cel przybycia gości. Na ich spojrzenie na Hargard. Pod przykrywką filozoficznych ogólników rozpoczęły się pierwsze, bardzo jeszcze niekonkretne rokowania, pierwsze łamanie narosłych od dawna lodów pomiędzy „dzikim”, niezależnym Hargardem a Znanymi Światami. Jak na złość – Hakkonen nie mógł uczestniczyć w dyskusji, a powinien...
Reszta dnia upływała pozornie spokojnie. Bertram ślęczał nad badaniami, z których wynikało, że Alejandro jest całkowicie zdrowy. Gorączka nie ustępowała. Próby posłużenia się psioniką kończyły się gwałtownym przyspieszeniem rytmu serca i trudnościami z oddychaniem. Zaczął myśleć o inhibitorach.

Popołudniem lekarz Azima poprosił Alejandro o rozmowę. Suchym, profesjonalnym tonem poinformował go, że znalazł prawdopodobną przyczynę gorączki – lokalną chorobę, zwaną tutaj „gorączką szaleńców”, której objawy całkowicie zgadzają się z dolegliwościami markiza. Chorobę nie poddającą się leczeniu, krótkotrwałą, ale zazwyczaj śmiertelną. Prowadzącą przez pełną wieszczych wizji malignę w rezygnację z życia. Bertram zamierzał nad tym pracować, ale statystyki nie były zachęcające. Alejandro wysłuchał nie komentując. Podziękował. Zamyślił się.


W południe następnego dnia dotarło do nich zaproszenie do wzięcia udziału w pogrzebie poległych Białych Smoków. Wieczorem na miejsce pochówku wyruszyli wszyscy, którzy wzięli czynny udział w walce z przebudzonym żołnierzem drapieżców.

O zmierzchu zgromadzili się przy dawnych i nowych kurhanach, na cmentarzysku łowców demonów, niewielu było obecnych. Niewielka grupka Białych Smoków, kilkoro rytualnych tancerzy, przewodniczący ceremonii starzec – i oni: obcy, a towarzysze walki. Alejandro stał razem z Azimem, Aidą i towarzyszącym jej olbrzymim Voroksem na uboczu, szczelnie owinięty płaszczem próbował opanować wstrząsające nim dreszcze. Drgnął zdziwiony, kiedy z ust przewodnika popłynęły obce, a zrozumiałe słowa... Język Mariny. Postacie tancerzy płynęły nad ziemią, starzec przemówił głosami umarłych, trupy przekazały poświatę swej siły żyjącym i zsunęły się w czarne doły grobów, żyjący poczęli rękami przysypywać ciała ziemią. Alejandro przyłączył się do nich. Gdzieś obok siebie rejestrował obecność Azima, widział drobne, białe dłonie Aidy ostro odbijające od czarnej ziemi, cztery, pracujące miarowo ramiona Grunsha. Tancerze rozpłynęli się w mroku, żałobnicy pochwalnymi słowami żegnali poległych. Zapatrzona w twarz starca Aida wyszeptała krótką modlitwę i dołączyła swój głos – przemawiając językiem Mariny, sławiąc poległych i tych, co nadal walczą. Alejandro prawie miał ochotę się uśmiechnąć, znowu prowokowała. Patrzyła w oczy Białym Smokom i próbowała... czegoś próbowała, jednej z tych swoich sztuczek... Czegoś oczekiwała. Alejandro podążył wzrokiem za jej spojrzeniem. Stary mistrz ceremonii uśmiechał się... enigmatycznym, nic nie mówiącym uśmiechem.

Stypa była krótka, miód rozluźnił atmosferę, zaczęli rozmawiać. Starzec z plemienia Węży obiecał kontakty ze swoim ludem, mówił o przekazywanych przez pokolenia legendach, o kulcie prakrólowej. Ale na właściwe rozmowy – nie było to stosowne miejsce, ani odpowiedni czas. Teraz trzeba było powrócić do pałacu.


Dies Lammentum wstał pogodny. Alejandro o świcie zerwał się z płytkiego, niespokojnego snu. Gorączka nie ustąpiła. Posłusznie i bez słowa wypił podsunięte mu przez zasępionego Hieronima ziółka i zajął się przygotowaniem do obchodów święta. Skoro nie mógł inaczej walczyć z chorobą – przynajmniej nie zamierzał jej się poddawać. Pierwsza – południowa msza zgromadziła większość w jego apartamencie, w skupieniu wysłuchali nabożeństwa i rozeszli się w ciszy.

Msza wieczorna, uroczysta msza odejścia proroka i lamentu apostołów odprawiana przez Hieronima zgromadziła ich ponownie. Potężny Amalteanin przewodniczył uroczystości jak w natchnieniu, jego dudniący głos złagodniał teraz i przepełniony wzruszeniem płynął nad głowami obecnych głosząc płacz Amaltei. Alejandro słuchał tak dobrze sobie znanego głosu poddając się jego kojącemu brzmieniu, dźwięczącej w nim sile wiary. Ręce uniosły w górę koło wrót, które wybuchnęło jasnym płomieniem i popiołem osypało się na obecnych. Nagle kapłan drgnął i upuścił księgę z jękiem rzucając się naprzód – nie zdążył. Nieprzytomny Alejandro osunął się na podłogę.


Komentuj (20)


Link :: 21.06.2005 :: 20:40
CESARSTWO WZYWA !!!!


Braci GSowa...
Jego Cesarska Oświeconość ogłosił ustami swego wiernego pachoła czyli mnie co następuje..


W łaskawości swej wielkiej wybrałem markiza Alejandro na organizatora grupy wypadowej na giarystyczne święto
Wiankusów Krakówkowych
Impreza ta obejmuje pokaz strzelania z broni plazmowej i degustacje tanich napojów winopodobnych



Miejsce : Święta Terra, Azja Zachodnia, djecezja Krakwa
Czas: 25 Iunius 5002
Początek: do ustalenia


Komentuj (9)


Link :: 27.06.2005 :: 08:42
23,24 decembris 5001

Hargard cz. 6

Sesja niedzielna

BY ANDREW

Mój powrót do pałacu w dzień "dies lammentum" okazał się obfitować w nowe wrażenie. Stabilny stan pana markiza Alejandro. Jak to się przywykło mówić u mnie w bunkrze "Gdy stan śmierci jest stanem stabilnym to bardzo dobrze, nowych skorup brak". Udałem się więc na zasłużony spoczynek zrzucając na służbę obowiązki dowiedzenia się szczegółów. Rankiem, około 2 w nocy, wstałem. Połączenie ze statkiem wyjaśniło sprawę próby namierzenia mojego komunikatora. Pan Hrabia postanowił sprawdzić gdzie jestem. Na mój gust przyczyniła się do tego pani Hrabina, ale mogę się mylić. Gdy mundur dobrze na mnie leżał udałem się do centrum ochrony. I właśnie tutaj zaczęły się ciekawe obserwacje.
Mizue, jedna z przybyłych tu z panią Hrabiną, leżała nieprzytomna na łóżku. Hrabiostwo zaś krzątało się rozmawiając o jakiś psionicznych duchach stojących za panem markizem. Zastanawiali się też nad kwestią choroby, która męczyła pana markiza. Cała dyskusja mogłoby być ciekawa, lecz przerywana była długimi momentami milczenia. Zapewne dało się im we znaki niewyspanie oraz nerwy w ostatnim dniu. Zarejestrowaną na krysztale całość rozmowy załączam do tego dokumentu.
Następnego dnia Mizue ocknęła się, lecz jej pamięć z dnia poprzedniego wydawała się wymazana. Hrabiostwo spotkało się znowu i dyskutowało dalej na temat stanu rzeczy. Z powodu braku możliwości postanowili prosić o pomoc komórkę smoków (patrz załącznik 4). Pan Hrabia postanowił, za namową pani Hrabiny, udał się do mnie by poinformować mnie o wydarzeniach dni poprzednich. Rychło w czas. Zaproponowałem mu poproszenie o pomoc tutejszej władzy (patrz załącznik 2), lecz uznał, że zna ich odpowiedź. Następnym ważnym wydarzeniem było zemdlenie Pani Hrabiny spowodowane, najprawdopodobniej, używaniem mocy teurgicznych na panu markizie.

Całość sytuacji nasuwa mi następujące wnioski:
  1. Hrabiostwo stara się mnie w jakiś sposób kontrolować. Bardzo możliwe, że posłali za mną szpiegów.
  2. W momentach kiedy ktoś z ich ludzi jest zagrożony (a przynajmniej pan markiz czy Mizue, zaryzykuje jednak stwierdzenie iż ktokolwiek), przestają myśleć o czymkolwiek innym niż pomocy.
Przesłanki do 2:
  1. Brak prośby do władz (które dzięki systemowi kamer wiedzą o stanie pana markiza) o inne niż ogólnodostępne informacje o chorobie nie została wykonana
  2. Zamiast tego poproszono o pomoc smoki (bez zgody i oficjalnej wiedzy królowej), które nie są dobrze widziane w pałacu (przynajmniej w moim odczuciu), co jest dużym błędem dyplomatycznym, którego można by było łatwo uniknąć.


Komentuj (0)


Link :: 29.06.2005 :: 14:22
17 decembris 5001 - 2 ianuarius 5002

Pył cz. 1

Sesja wewnątrztygodniowa

BY LEILA

Lot na BII upływa bez większych komplikacji. Zabawne, doszło do tego, że zaczynam niepokoić się kiedy wszystko idzie dobrze. Jakby już nie mogło być zwyczajnie, spokojnie, bezpiecznie... Mam czas na przemyślenia. Tyle że – wcale nie chcę nad pewnymi rzeczami się zastanawiać. Udawanie, że wszystko jest w porządku idzie mi nawet całkiem nieźle – sama zaczynam w to wierzyć. Zresztą – zorganizowałam sobie zajęcia tak, że na nudę nie narzekam. Zagłębiam się w dane z Persefony, przeglądam dokumenty od Varii i dane dotyczące krystalicy. Musi być jakiś sposób leczenia... I jeszcze lekcje języka vau...
W układzie BII czeka na mnie pakiet informacji. Niespodzianka – wiadomość na Susan. Dowiedziała się, że pomieszkuję na BII i chce się spotkać. Wspaniale! Zwłaszcza, że moje próby spotkania się ze starą paczką w większości okazały się niewypałem. Rozjechało się towarzystwo po całych Znanych Światach. No – może przesadzam – większość wybyła na Hefajstosa. Poznajdowali sobie dobrze płatne posadki i porzucili Akademię... Tylko Finn się ostał – choć i on planuje przeprowadzkę. Susan jak się dowiedziałam została wiceprezesem firmy ojca. Ponoć rodzina trochę naciskała, ale w sumie nie wahała się długo. Zresztą – może to i słusznie – zarobi sobie na pewno dobrze, a jak ją znam to w chwilach wolnych i tak będzie się czymś zajmować tym razem nie martwiąc się już wcale studentami... Wciąż trudno mi ją sobie wyobrazić jako panią prezes... ale – każdy z nas ma swoje życie i podejmuje własne decyzje. Tak czy owak – wydział stracił wraz z jej odejściem... a już na pewno bez jej ciętych komentarzy jest tam dziesięć razy nudniej. Jeszcze dziś pamiętam napis ciągnący się wzdłuż całej ściany jej pokoju na Ligheim. „Za facetem jak za gravibusem nie warto gonić – będzie następny”. Susan wysmarowała tę wiekopomną sentencję flamastrem po tym jak przyszłam do niej się wyżalić, kiedy ostatecznie zerwałam ze Svenem... (swoją drogą powinnam sobie wziąć tę złotą myśl bardziej do serca...Ech...) Stare czasy. Spotkamy się to powspominamy.
Z wiadomości dowiaduję się, że Way Corporation otworzyła na BII nową filię i Susan została jej przedstawicielem na całą planetę. Ładnie. Ponoć dopiero muszą wyrobić sobie renomę pośród konkurencji, ale... wierzę, że Susan sobie poradzi. Już wkrótce wszyscy będą latać na ich silnikach skokowych.

Lądujemy. Dzwonię pod numer firmy i po chwili rozmawiam z Susan. Jej, jak dobrze jest przylecieć i usłyszeć znajomy, życzliwy głos. Susie proponuje spotkanie dziś wieczór, u niej w domu. Świetnie bo akurat muszę załatwić kilka rzeczy na mieście. Zostawiam listy, analizuję stan mojego konta, idę do parku. Przyjemnie jest znów spacerować wśród drzew...

Wieczór. Gravitaksówką dolatuję nad gildyjny sektor. Lądujemy na prywatnym lądowisku, na przedostatnim poziomie wieżowca. Wąska klatka schodowa prowadzi na najwyższe piętro...piętro? Może dach...dach na którym postawiono elegancki, nowoczesny dom. Chrom i szkło. Kubistyczna oszczędność bryły. Hmmm. Susie nieźle się tu urządziła. Spoglądam w górę, by zamiast zachmurzonego, szarego nieba Bizancjum zobaczyć błękit upstrzony pierzastymi chmurkami. Idę prze ogród w kierunku domu. Na razie to nic specjalnego, ale przecież Susan nie mieszka tu długo. Dzwonię do drzwi. Cisza. Jeszcze raz. Nadal brak odpowiedzi. Wołam. Bezskutecznie. Kątem oka dostrzegam błysk. Odruchowo wyostrzam zmysły. Coś znika za rogiem domu. Idę tam i znajduję ogrodniczego robota. Obchodzę dom, dostrzegając jeszcze wygniecione miejsce na trawie i ślady rozkręcania okna. Czuję, jak głęboko wewnątrz mnie narasta tak dobrze znane uczucie. Nie. Nie można tak od razu spodziewać się najgorszego. Istnieje jeszcze coś takiego jak normalne życie. Na pewno coś ją tylko zatrzymało. Wracam przed drzwi wejściowe i jeszcze raz dzwonię. Potem kontaktuję się z firmą i dowiaduję, że Susan wyszła dwie godziny temu i poleciała do domu. Czyżby coś ją zatrzymało... Tyle że Susie zawsze była wręcz wzorem zorganizowania i pedantyczności. Nigdy nigdzie się nie spóźniała. A nawet gdyby dałaby mi znać. Niepokój wraca zdwojoną falą. Wracam pod okno. Włamywać się do czyjegoś domu... Dobra dość tego... a jeśli coś się stało? Ponownie wykręcam śruby i wchodzę do domu. Tylko ostrożnie.

Wielka zwalista sylwetka ochroniarza wypełnia niemal całą dyżurkę. Martwy. Rozpoznaję ślady na szyi. Psionik. Ale kto? I po co? Może porwali ją dla okupu. Kolejny korytarz. Salon. Ślady krwi na podłodze. Otwarte drzwi gabinetu. Susan leży przy biurku ściskając w zakrwawionej dłoni komunikator. Przez dobre parę sekund gapię się na to otępiała. Nie znowu. Dlaczego, dlaczego... Przełamuje się, podchodzę pochylam. Jeszcze żyje...muszę wziąć się w garść i udzielić jakiejś pomocy. Odwracam ją trochę... Wszechstwórco... przed oczyma staje mi martwa Xadeer na Ligheim. Nie poradzę sobie, nie wiem co robić. Wyciągam komunikator, chcę dzwonić po Aptekarzy.
„Nie ruszać się” słyszę za sobą. Odwracam się i widzę kajdaniarzy z oznakami gildyjnej policji. Mierzą do mnie z broni. Gdzie byli wcześniej, kiedy byli potrzebni ? „Ręce na ścianę” – rozkazuje jeden z nich. „Ona umiera, pozwólcie mi jej pomóc...”. Jeden z nich podchodzi do Susan, sprawdza puls, kręci głową. Patrzę na to wszystko wciąż nie rozumiejąc, nie chcąc rozumieć. Pozwalam się zakuć w kajdanki i zawieść na komendę. Każą mi podać kogoś, z kim mogliby się skontaktować odnośnie adwokata. Podaję Wasilija. Nie chcę, by Askar się dowiedział, poza tym mam nadzieję, że niebawem mnie wypuszczą. Przecież jestem niewinna.... Chcę rozmawiać z oficerem śledczym, ale dowiaduję się, iż jeszcze nie wrócił z miejsca przestępstwa. Czekam. Pozwalają mi zatelefonować do kogoś. Muszę uprzedzić Wasilija o sprawie. Jak się okazuje już wie. Chwilę rozmawiamy. Wasilij chce do mnie przylecieć. Proszę, by nic nie mówił Bratu.
Znowu czekanie. Kto mógł to zrobić? Dlaczego? I jeszcze tak okrutnie... jak długo... ona...
umierała...

Wreszcie drzwi do celi otwierają się. Zza pleców oficera macha do mnie Wasilij. Porucznik mówi mi, że nie jestem już oskarżona o morderstwo, ale mam pozostać na planecie jako świadek w sprawie. Spisuje moje zeznania. Potem wychodzimy. Pora odczytać wiadomości – oho, Askar już wie. Spotykamy go niebawem w holu. Spodziewam się awantury, ale o dziwo Brat nie ma od mnie pretensji. Wsiadamy do skoczka. Varia pyta mnie, czy chcę pomóc rozwiązać tę sprawę. Chcę. Analizujemy fakty. Zastanawiamy się, komu mogłoby zależeć na śmierci Susan. Konkurencji? Hmmm – przecież Way Corporation była nowa na rynku, nie sądzę, by ktoś czuł się już zagrożony. Askar porusza swoje kontakty i jedzie porozmawiać z inspektorem. Wasilij grzebie w sieci. Od Finna wiem, że Mark też jest na BII. Może on coś wie? Zdobywam do niego namiary. „Leila, kopę lat” – wita mnie znajomy głos. „Susie nie żyje”. Chwila ciszy. „Przecież...widziałem się z nią przedwczoraj... Zjedliśmy razem kolację...” Krótko przedstawiam sytuację. Mark jest tak samo przejęty. Obiecuje poruszyć swoje kontakty. Jeśli coś znajdzie, przyśle mi informacje. Sama wysyłam mu tyle co wiem, a potem jeszcze kilka pytań. Dzwonię do Way Corporation. Chcę rozmawiać z jakimś współpracownikiem Susan, ale “wszyscy są zajęci” informuje mnie lodowaty głos w słuchawce. Nie podoba mi się ta ich firma coraz bardziej. Askar wraca i oświadcza, że pozwolono nam zobaczyć miejsce zbrodni. Lecimy tam wszyscy. Co udaje się ustalić – prawdopodobnie zabójców było co najmniej dwóch. Varia zwraca uwagę na ślady, wskazujące że przez ogród ciągnięto ciężki przedmiot. Możliwe, że jakiś zagłuszacz elektroniki, bo kamery nie zarejestrowały morderstwa. W domu zginęły jeszcze dwie osoby – tym razem zastrzelone z kuszy. Miał sukinsyn fantazję niech go cholera. Szukamy jakiś śladów, chociaż podejrzewam, że policja przetrząsnęła wszystko dokładnie. Może znajdziemy cos, co umknęło ich uwadze. Wasilij zna się na elektronice, doświadczenie Moebiusa może się przydać...umiejętności Varii.

Komentuj (2)



FORUM

[Księga gości]

WSTĘP

Postacie

Aida
Alejandro Corrinho Dulcinea
Alexander Wolverton
Andrew Hakkonen
Askar Al-Allaw
Azim
Fatima Al-Malik
Leila Al-Allaw
Manuel Trinidad Li Halan
Moebius
Seth
Varia
Vasil
Vlad Al-Allaw
Volrath "Trzy Pazury"

Hazackiego pierdoły gawędy

Matka Wojna
Wiara, nadzieja, miłość
Baronet w Zalotach

Chronologia

5003 (22.06.07)
5002 (21.08.06)
5001 (09.08.05)
5000 (29.01.05)
4999
4998
Czasy prekampanijne (10.12.05)

Kroniki Leili (27.03.05)
Listy (21.05.06)

Raporty Specjalne

Kfiatki z sesji (22.06.07)

Handouty

Download

Mapa Cesarstwa (duża)
Błogosławiony Allaw
Dar Ikony
Piękna Callista
Historia rodu Corrinho
Genealogia Alejandro Corrinho Dulcinea
Tabele GSowe

Galerie

GALERIA MATKI MONIKI
Kalendarz z Azimem na 5002
Kalendarz z Owieczką na 5002
Załoga Allawa
Prawdziwa twarz Askara
Sora Tenema LiHalan - Autoportret
Grunsh - by Monika
Prawdziwa twarz Niedzielnych
Prawdziwa twarz Drejkowych
Alejandro ręką Fatimy nakreślon
Varia i Ewa by Fatima
Askar i jego fanka by Fatima

Zaprzyjaznione blogi

GSowe

Blog Askara

RPGowe

Sekretne Zwoje Pani Noriko z rodu Isawa
Blog DeadLands by Cathia
Blog DeadLands by Ramel
Blog Rippers
Blog Maga "Rozbita Rzeczywistość"
Blog Wampirzy Yaviego

Sznureczki

Nasza strona GS
Forum Moorholda
Bufor Sathra


ownlog.com

2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń