Gasnąco-Słońcowe
Komentarze


BRAK DAT

„Kuszenie/Upadek?” – cz. 5

Sesja Drejkowa - D2

BY SORA

Godziny mijają. Kolejne kabiny w rozbitym jachcie nie zawierają nic cennego. Wracam na fregatę z mocnym postanowieniem uporządkowania moich wiadomości. Wszystko, co dotychczas powiedział mi komodor, wydaje się być co najmniej chaotyczne. Nie oskarżam go o celowe wprowadzanie mnie w błąd – raczej o bardzo specyficzną interpretację pewnych faktów. Podejrzewam, że jego ranny psychonik, Victor Colden, może powiedzieć mi więcej – zwłaszcza, że kryształ, który widziałam w „maszynowni” emanuje jakąś formą energii psychicznej. Nie mylę się – Colden jest zainteresowany, co więcej, podekscytowany. Widział już kiedyś podobny kryształ, mniejszy i nie będący częścią statku. Zaintrygowana, zadaję kolejne pytania i jestem w stanie uporządkować przynajmniej cześć moich informacji. Wygląda na to, że Colden nie tylko jest lepiej poinformowany niż komodor, ale też że pracuje dla innych, bardziej kompetentnych w pewnych sprawach osób. Antonio, jak się dowiaduję, udzielił mi tajnych informacji. To, że zrobił to w sposób chaotyczny, umniejsza jego przewinienie, tak czy inaczej, Colden nie jest zadowolony.
Niestety, nie udaje mi się dowiedzieć wiele więcej. Wkrótce komodor wzywa Coldena na dół. Nie wiem, co się dzieje, ale około dwóch godzin później psychonik wraca na pokład statku nieprzytomny. Diagnoza – wylew. Matka Monika i pokładowy lekarz przeprowadzają operację, ale mężczyzna zapada w śpiączkę. Niestety, lekarze zrobili co w ich mocy, cała nadzieja leży teraz we Wszechstwórcy. Zmęczona, zasypiam.

Budzi mnie wstrząs startującej fregaty. Ubieram się w pośpiechu i biegnę na mostek. Komodor wydał rozkaz. Mamy lecieć w stronę wrót, omijając Vau. VAU?!? Kapitan pokazuje mi zdjęcia wykonane przez sondę. Statki, jakich nigdy dotąd nie widziałam... Jako laik techniczny, nie jestem w stanie ocenić funkcji tych ogromnych kul plazmy, ale podejrzewam, ze załoga też tego nie potrafi. Modlę się. Wszyscy się modlimy. Antonio zszedł na dół, domyślam się, co chce zrobić. Moja spowiedniczka również się domyśla i jest zła. Ale nie mamy teraz innego wyjścia jak tyko uciekać. I unikać walki, nie mamy już pocisków a moje „cienie”... nie chcę tego.

Kolejne dni upływają w nerwowej atmosferze. Lecimy w kierunku wrót, modląc się, by nie natknąć się na Vau. Ci jednak jakby się zapadli... Przy wrotach oczekuje na nas jednak coś zupełnie innego... olbrzymi, ciemny byt... co, co czekało na Antonia i to co kiedyś było Antoniem. Behemot. Trochę czasu upływa, nim udaje mu się nawiązać kontakt. Flota Vau zniszczona. Przez niego. Planeta też – przez Vau. Mój „cień” po raz pierwszy od swego pojawienia się wykazuje jakieś emocje. Jest... zaniepokojony, jeśli można to tak nazwać. Prosi mnie o rozmowę. Jestem w szoku – a kiedy dowiaduję się pewnej rzeczy, biegnę do Moniki. Moja spowiedniczka wydaje się być pewna siebie. Wiedziała o tym od początku. Obie czujemy, że musimy coś z tym zrobić, lecz jeszcze nie teraz...
Kiedy wreszcie udaje nam się otworzyć zamknięte przez Vau wrota i wracamy do układu Nowhere, oczekuje już na nas statek floty cesarskiej. Pani admirał poleca Behemotowi udać się do jakiegoś miejsca... Kiedy istota, która jeszcze niedawno była Antoniem żegna się jeszcze, wyrażam nadzieję na ponowne spotkanie...



Komentarze:
ownlog.com :: Wróć