Menu :


Link :: 20.05.2006 :: 12:40
7-21 septembris 5002

Dwa śluby i pogrzeb

Sesja Specjalna - Beatkon II

BY FATIMA & INVIDIA

Invidia
Kolejne zadanie, kolejny obiekt. Młoda dziewczyna, prawie dziecko jeszcze. Mimo to wyraz jej oczu, gdy patrzy na pułkownika nigdy nie pojawiłby się u dziecka. Siedzi unieruchomiona i nawet, jeśli zdaje sobie sprawę z sytuacji, dobrze to ukrywa. Cóż, zaraz się przekonamy…

Fatima
Przytomność wraca nagle. Jeszcze zanim otworzę oczy, próbuję się poruszyć - bezskutecznie. Ramiona mam unieruchomione w wyjątkowo niewygodnej pozycji i z tego, co się zorientowałam, bez szans na jakikolwiek próby uwolnienia się...
Mała klitka, zapewne na jakimś statku, w środku kilka osób. Trzy z nich - kobiety - przyglądają mi się. Jedna rudowłosa o uderzającej urodzie, druga w typie nieco lihalańskim, trzecia niezupełnie do nich pasuje - wydaje się być przeciętnie nijaka. Czwartą osobą jest Vladimir Decados… Unika mojego wzroku. Ma na sobie oficerski mundur floty Kadyksu. Ze znakiem czarnej gwiazdy…
Moje spojrzenie sprawia, że jeszcze bardziej pochyla głowę. Odzywa się rudowłosa i choć staram się skupić na jej słowach, wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało.
Wszystko powraca z całą wyrazistością.

Kalejdoskop wrażeń, wydarzenia niczym kolorowe szkiełka… Powrót z Terry na B2, rozmowa z Thefaną, tylko trzy dni by nacieszyć się towarzystwem Fajsala, wylot na Aylon, spotkanie z Bratem, przygotowania do ślubu, przymiarki sukni, odświeżenie starych kontaktów i znajomości... Dzwonek prywatnego komunikatora. Dawno nie słyszany znajomy głos… nazbyt znajomy.
- Spotkajmy się.


Invidia
Wchodzi staruch. Dziewczyna próbuje się bronić przed jego skanem, ale dostaje inhibitor. Tymczasem ja skupiam się… Pytanie siostry jest niepotrzebne i widzę, jak oczy oryginału rozszerzają się nagle, gdy widzi moją transformację. Pozwalam sobie na lekki uśmiech, kiedy czuję na skroniach dłonie starucha. Już czas….

Fatima
- Envy, jesteś gotowa? - pyta w pewnym momencie ruda.
Envy… Invidia…
...
Saligia.
...
Nijaka kobieta, przez cały ten czas przyglądająca mi się uważnie zaczyna się…zmieniać. Włosy ciemnieją i stają się dłuższe, sylwetka delikatniejsza, twarz…
Po chwili na miejscu Invidii stoi… stoję ja…
W międzyczasie starszy człowiek w ciemnych szatach, który bezszelestnie wsunął się do pomieszczenia staje obok. Kładzie mi na skroniach dłonie i trzyma moją głowę w mocnym ucisku. W pewnym momencie czuję, jak włamuje się do moich myśli… wspomnień... Nawet tych najstaranniej ukrytych… Chcę go odrzucić, ale jest silniejszy. Mimo to nie przestaję się opierać… Do chwili gdy czuję wbijająca mi się w ramię igłę…
I nic już nie mogę zrobić. Tylko patrzeć, jak mężczyzna przekazuje Invidii to, co mi wydarł, a ona zaczyna krzyczeć… Lecz w tym krzyku nie ma bólu - wręcz przeciwnie.
I jest to mój głos…
Chcę zatkać uszy, ale nie mogę…

Invidia
Jeszcze tylko finalne przygotowania, ostatnie szczegółowe wytyczne i mogę ruszać na planetę. W momencie ceremonii wsparcie zapewni mi Gula, ale ujawni się tylko w ostateczności… Powodzenie całego planu polega na mnie. Nie mogę zawieść - i nie zawiodę…

Fatima
Wychodzą. Zostaję sam na sam z grimsonem siedzącym naprzeciw. Nie reaguje na zaczepki, ani prowokacje, więc po jakimś czasie daję sobie spokój… Chwile wloką się niemiłosiernie, zmuszając mnie do analizowania sytuacji… I tego, jak się w to wpakowałam... Na własne życzenie dałam się wrobić jak dziecko…

Wreszcie udało mi się zniknąć Sadarze z widoku - ominięcie zwykłej ochrony nie stanowiło już żadnego problemu…Lot do Sunval, pod kawiarnię. Stanęłam w drzwiach i poczułam bolesne ukłucie w sercu…
Był tam. Siedział przy stoliku ubrany w zwykły, roboczy strój. Od kiedy widzieliśmy się ostatnio zmienił się… Zmizerniał, a na jego twarzy pojawił się nowy wyraz - trudno mi było go określić… Na mój widok wstał bez słowa i odsunął krzesło bym usiadła. Zamówił kawę - zdziwiło mnie, że pamiętał jaką lubię najbardziej - wydawał się nigdy nie zwracać na to uwagi…
- Tęskniłem z tobą...
- Wiesz, że to dla ciebie niebezpieczne, pokazywać się tutaj…
- Musiałem cię zobaczyć jeszcze raz, zanim…
Urywane, wypowiadane niepewnym głosem słowa, raz wpadamy sobie nawzajem w zdania, innym razem cisza trwa aż nazbyt długo… Otulam dłońmi filiżankę z kawą, bojąc się, że jakiś gest może mnie zdradzić. On kilkukrotnie wyciąga rękę jakby chciał mnie dotknąć, ale w ostatniej chwili powstrzymuje się. Robimy wszystko, by zmienić temat, by nie czynić sobie wzajemnie wyrzutów... On opowiada o swojej ucieczce z Kadyksu… Potem mówimy o obowiązkach…
Rozmowa trwa…
Zupełnie nagle czuję otulającą mnie ciemność. Próbuję oprzeć się o stół, ale ręka odmawia mi posłuszeństwa... Do moich uszu dobiegają jeszcze tylko ciche słowa "obiecali, że będziesz moja..." - a narkotyczny sen przyjmuje mnie w swe objęcia.

Invidia
"Wracam" do pałacu wieczorem, skruszona i poza faktem, że Sadara wydaje się być ciężko obrażona, obeszło się bez żadnych reperkusji. Czas mija na dopracowywaniu szczegółów imprezy i rozlokowywaniu gości. Najwięcej czasu spędzam oczywiście z "kuzynostwem" i ich towarzyszami. Pomimo faktu, że są mi dane wszystkie wspomnienia i wiedza oryginału, nie mam jej głupich sentymentów. I dlatego musze się naprawdę starać, żeby zachowywać się jak należy kiedy Leila zaczyna rozmowę - właściwie monolog o swoich perypetiach miłosnych.
Mam ochotę zrobić coś, namieszać, tym bardziej, że okazje ku temu same mi się nasuwają. Zadanie jednak jest najważniejsze i nie mogę pozwolić sobie na nic, co mogłoby pokrzyżować mi plany…

Fatima
Nie wiem, jak długo torturowały mnie własne myśli. W pewnym momencie tuz przede mną na stoliku staje zastawiona taca. Nie podnoszę głowy, czuję dłonie - znajome dłonie - sprawnie uwalniające mi jedną rękę.
- Zjedz coś - Vlad.
Poruszam zesztywniałymi palcami, przywracam krążenie w nadgarstku. Patrzę na niego. Idealnie panuje nad twarzą.
- Nie.
- Jedz - ton rozkazujący - a jeśli obiecasz, że nie będziesz niczego próbować, przeniesiemy cię do lepszej kajuty.
- "My"…? - nie mogę powstrzymać goryczy w głosie - a myślałam, że mogę ci ufać…
- Ja też tak myślałem… zanim nie zdradziłaś.
- Wykonywałam tylko swoje obowiązki…
Patrzy na mnie. Długo.
- Ja też.
Milczę. Wreszcie wychodzi. Korzystam z okazji by przyjrzeć się tacy. Zielona papka, bezbarwna papka i ryba z Madok. Pięknie.

Invidia
Askar i człowiek udający ukara nabrali ochoty na przejażdżkę. Kazałam wydać "kuzynowi" Bastiona z cichą nadzieją, że bydlę się znarowi a tamten spadnie i przynajmniej się potłucze… Nic z tego, jest za dobrym jeźdźcem.
Cóż…

Fatima
W pewnym momencie czuję budzące się na powrót moce… Jednak zanim zdołają ostatecznie powrócić, dostaję kolejna dawkę inhibitora…
Czas mija... Towarzyszy mi jedynie grimson - wciąż ten sam, poznaję po numerze seryjnym… Niejasno uświadamiam sobie ile czasu już minęło…
Kiedy psi znów się budzi, razem z inhibitorem dostaję coś jeszcze… zasypiam, a kiedy otwieram oczy, na stoliku obok stoi czarny kamień…

Invidia
Przybywają kolejni goście, suknia jest już prawie ukończona, przyjęcie przygotowane… Zajmuję się zatem życiem towarzyskim, życiem "rodzinnym" i korzystam z przywilejów przyszłej panny młodej. Przystępuję też do spowiedzi - mam wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia… Mimo to - a może właśnie dlatego znów muszę się pilnować, żeby Manuel nie powziął żadnych podejrzeń…

Fatima
No i przenieśli mnie do "wygodniejszej" celi… Przynajmniej nie jestem już związana… Wciąż jednak czuję obecność czarnego kamienia a moje zmysły pozostają otępiałe. W pewnym momencie uświadamiam sobie, że statek się porusza… Tłumię nagła rozpacz… Staram się nie myśleć o tym, co Invidia będzie w stanie zrobić na planecie… Staram się nie myśleć o tym, co będzie z nimi wszystkimi…Co będzie… ze mną, choć tego akurat mogę się domyślić…
Staram się nie myśleć, choć efekty nie są specjalnie zadowalające…
Czasem miewałam gości… Pomimo wszechogarniającego poczucia bezsilności (a może właśnie przez to?) robiłam wszystko, żeby być jak najbardziej uciążliwa… I mi wychodziło… Fakt że wciąż żyję przypisuję jedynie temu, że jeszcze nie przestałam być potrzebna - co oznacza, że Invidia jeszcze nie wykonała zadania…
A potem?

Invidia
Dwa dni przed ślubem na planecie pojawia się pan młody. Popołudnie tego samego dnia przeznaczone jest na wieczór panieński/kawalerski… Toast "Na pohybel Nataszy" wznoszę z pełnym przekonaniem. Nazajutrz zjawiają się ostatni goście - także druga obok Leili druhna. Wieczór ten przeznaczam na wprowadzenie drobnych zmian w sukni… Ot, niezbędne poprawki.

Fatima
Bezsilność… Orientuję się mniej więcej w upływie czasu… Do ślubu coraz bliżej…
Boję się.
Do tego z każdym dniem świadomość, która obudziła się w mojej głowie staje się coraz silniejsza. Staram się jak mogę, żeby nie ulegać jej podszeptom…
Drzwi do mojej "celi" uchylają się i staje w nich Vlad. Zanim jednak zdąży cos powiedzieć, nie przejmując się, ze w ten sposób wzmacniam cień, uderzam w niego wszystkim tym, co kiedykolwiek do niego czułam… i co czuję teraz… Jego oczy ciemnieją nagle, zakrywa dłonią twarz i zanim dostrzegę coś jeszcze, gwałtownie wychodzi. Po chwili do środka wpada dwóch typów - nie zważają specjalnie na zachowanie delikatności - w ramię znów wbija mi się igła…
Ciemność.

Invidia
Dzień ślubu. Wszystko odbywa się zgodnie z obyczajem. Porwanie panny młodej przy wtórze malowniczych obelg, pościg i wykupienie… Wczuwam się w rolę… Zgodnie z tradycja drużbowie maja pilnować żebym nie uciekła. Niestety, tylko ja jestem w stanie docenić ironię tego faktu.
Docieramy na miejsce. Goście już czekają, za ołtarzem stoją kapłani… Ceremonia rozpoczyna się… W ramach zerwania z dawnym życiem wrzucamy do płonącego w misie ognia przedmioty je symbolizujące. I znów tylko do mnie przemawia ironia związana z rzeczą, którą już dawno temu wybrała Fatima a ja teraz wrzucam w ogień… Czas na ciąg dalszy. Drużbowie zbliżają się nieco - wystarczy, że wyciągnę ramię i mogłabym dotknąć stojącego w parze z Leilą Hakima.
Idealna okazja.
Być może Luxuria poczekałaby do końca przysięgi, by wzmocnić efekt, ale nie mam aż tyle teatralnego zacięcia co ona. Zaczęli reagować dopiero w momencie, gdy Hakim leżał już na ziemi, a Askar właśnie padał - musiałam go wyeliminować, był tu potencjalnie najgroźniejszy...
Ucieczka powinna być prosta.

Fatima
Jest mi dobrze… Ciepło i przyjemnie… Ni przeszkadzałoby mi, gdybym teraz tu została … Hmm? Coś uwiera mnie w przedramię… A, to tylko igła… To dzięki niej nie musze się teraz niczym przejmować… A już najmniej tym, że gdzieś tam, na Aylonie właśnie minął dzień w którym miałam wyjść za mąż…
Dość. Przestań… Nie chce cię więcej słyszeć…
Już wkrótce nie będziesz musiała… jeszcze tylko troszkę czasu i sama się od ciebie uwolnię…
Do tego czasu… zamilcz.
Dlaczego? Zawsze to przyjemniej z kimś porozmawiać. Nawet jeśli jest tak niedoskonały jak ty.
To ty jesteś wypaczeniem… Tylko wypaczeniem mojego umysłu…
"Tylko"? Wiec powiedz mi, jak mogę w takim razie mieć nad tobą taka władzę? Zrobisz wszystko, co tylko ci każę… I nie zrobisz nic, jeśli ci zabronię…
Nie...
(spojrzenie w dół, na przedramię… od igły ciągnie się półprzezroczysta rurka przez którą powoli sączy się płyn… dłoń z wysiłkiem sięga do igły…)

Invidia
Ruszam biegiem, z tłumu wymyka się umówiony wcześniej pilot i kieruje się ku skoczkowi. Próbują mnie powstrzymać - z marnym skutkiem. W pewnej chwili ochrona arcyksięcia otwiera ogień. Jeden z pocisków przebija tarczę…
Ale to nic…

Fatima
Musiałam użyć całej siły woli, żeby pozbyć się igły… Udało mi się wreszcie, ale wciąż czuję senność a rzeczywistość wydaje się być dziwnie… rozciągnięta.. zamazana… Zmuszam się by zacząć myśleć jaśniej.
W tym momencie w drzwiach staje rudowłosa… Luxuria. Uśmiecha się, a uśmiech ten mrozi mi krew w żyłach… Podchodzi bliżej patrząc na igłę.
- Nieładnie, nieładnie… - ma piękny melodyjny głos, a kiedy wyciąga rękę i ujmuje mnie pod brodę, chcę, żeby jej dotyk trwał…
Nie!
Gwałtownie wyrywam się i cofam opierając o ścianę choć wiem że niewiele to da. Ona ponownie dotyka mojej twarzy. Tym razem bardziej stanowczo. Zmusz, bym na nią popatrzyła.
- Moja siostra nie żyje - oznajmia spokojnie. Wyłapuję implikacje jej wypowiedzi…
- Gdybyście chcieli się mnie pozbyć, już byście to zrobili…
Podczas rozmowy czuję, jak otępienie znika częściowo… czuję kamień cienia.. czuję też, ze tym razem nie dali mi inhibitora… Korzystając z tego, że Luxuria napawa się swoją wyższością, koncentruję się… Cień znów się wzmocni, ale może się uda…
Była szybsza.
Uderzenie odrzuciło moja głowę do tyłu… Rudowłosa cofnęła rękę i spojrzała na mnie zimno.
- Niczego się nie nauczyłaś…
Zostaję sama. Znów cos mi zaaplikowali, ale kiedy obudziłam się wreszcie, byłam sama… Całkiem sama… Kamień cienia zniknął…
Cień również zniknął. Pozostała jedynie pustka - i ja.
Nie wiem, ile tak siedziałam… Wciąż starając się skupić pomimo ogarniającego mnie poczucia obojętności… Obrzydliwie przyjemnej i kuszącej… obiecującej zapomnienie…
Znajomy dotyk myśli… Przynajmniej powinien być znajomy… A, tak… to Varia… Tylko czy na pewno?
Zamek w drzwiach szczęknął cicho - wystarczy je pchnąć by się otwarły. Głos Varii każe mi poczekać jeszcze a potem wyjść… Staram się opanować oporne ciało… Opieram się o ścianę i wychodzę… Kierując się wskazówkami ruszam korytarzem.
W jednym z pomieszczeń na podłodze leży grimson. "Zabij go" - to Askar. Podcinam mu gardło i ruszam dalej…
Potem… pamiętam, że wyciągnęli mnie stamtąd… że lot na Aylon spędziłam głównie w medlabie… że mówili, że nikomu nie stało się nic poważniejszego…
Że już nie byłam sama.

* * *


Po wylądowaniu Askar podał mi ramię wystudiowanym, eleganckim gestem i doprowadził do Fajsala…
- Nie uciekła - oświadczył panu młodemu wypełniający obowiązek drużba…

* * *


Bardzo kameralny ślub odbył się dwa dni później. Udzielił go Manuel, świadkami byli Askar i Leila. Arcyksiążę powoli dochodził do siebie - przynajmniej sądząc po tym, jak szybko wróciła mu złośliwość…
Przyjęcie, podobnie jak ceremonia, również nie było zbyt wystawne…
Dziękuję wam wszystkim - za prezenty również, ale przede wszystkim za obecność… I za to, co dla mnie zrobiliście - niektórzy, jak Moebius, nie znając mnie wcale…

* * *


W pewnym momencie drzwi otwierają się i przez całą długość sali toczy się w moja stronę niewielka szklana kula… Podnoszę ja i przyglądam się uważnie - wewnątrz wiruje piasek. Opada powoli odsłaniając niewielki pałacyk… I słowa. "Trzeba mieć cos swojego"…
Nie mogę powstrzymać uśmiechu. To charakterystyczne tylko dla jednej osoby - bałam się, że już opuściła planetę... Rozmowy powoli cichną gdy w drzwiach staje lihalańska flecistka. Za nią drobna postać w sukni koloru ognia. Gestem zaprasza mnie do tańca…
Wstaję.

* * *


Przyjęcie zbliża się nieuchronnie ku końcowi. Wracam na swoje miejsce. Miejsce u boku mojego męża…
Fajsal uśmiecha się…

DODATKI:

Moebius' point of view...
Komentuj (0)



FORUM

[Księga gości]

WSTĘP

Postacie

Aida
Alejandro Corrinho Dulcinea
Alexander Wolverton
Andrew Hakkonen
Askar Al-Allaw
Azim
Fatima Al-Malik
Leila Al-Allaw
Manuel Trinidad Li Halan
Moebius
Seth
Varia
Vasil
Vlad Al-Allaw
Volrath "Trzy Pazury"

Hazackiego pierdoły gawędy

Matka Wojna
Wiara, nadzieja, miłość
Baronet w Zalotach

Chronologia

5003 (22.06.07)
5002 (21.08.06)
5001 (09.08.05)
5000 (29.01.05)
4999
4998
Czasy prekampanijne (10.12.05)

Kroniki Leili (27.03.05)
Listy (21.05.06)

Raporty Specjalne

Kfiatki z sesji (22.06.07)

Handouty

Download

Mapa Cesarstwa (duża)
Błogosławiony Allaw
Dar Ikony
Piękna Callista
Historia rodu Corrinho
Genealogia Alejandro Corrinho Dulcinea
Tabele GSowe

Galerie

GALERIA MATKI MONIKI
Kalendarz z Azimem na 5002
Kalendarz z Owieczką na 5002
Załoga Allawa
Prawdziwa twarz Askara
Sora Tenema LiHalan - Autoportret
Grunsh - by Monika
Prawdziwa twarz Niedzielnych
Prawdziwa twarz Drejkowych
Alejandro ręką Fatimy nakreślon
Varia i Ewa by Fatima
Askar i jego fanka by Fatima

Zaprzyjaznione blogi

GSowe

Blog Askara

RPGowe

Sekretne Zwoje Pani Noriko z rodu Isawa
Blog DeadLands by Cathia
Blog DeadLands by Ramel
Blog Rippers
Blog Maga "Rozbita Rzeczywistość"
Blog Wampirzy Yaviego

Sznureczki

Nasza strona GS
Forum Moorholda
Bufor Sathra


ownlog.com

2019
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2018
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń