Gasnąco-Słońcowe
Komentarze


21 - 27 septembris 5002

Cienie minione cz.1 i 2

Sesja Wewnątrztygodniowa

BY MOEBIUS

Po szybkich przygotowaniach odbywa się druga ceremonia ślubna, tym razem z właściwą panną młodą. Gości jakby mniej, ale nie szkodzi. Potem Askar przysięga Fajsalowi wierność lenną. No i wesele! Kobiety (a co, każdemu wolno), alkohol i śpiewy! Prezenty dla młodej pary. Ech, lubię szczęśliwe zakończenia. Pokazują, że to, co robimy ma jakiś sens…

* * *

He he, Mazzarin w roli błazna jest niezwykle przekonujący. Tak, to człowiek wielu zalet. Wszyscy się bawią. Tańce, rozmowy… Mam okazję nareszcie zamienić kilka słów z Fatimą. Jest chyba nawet bardziej urocza niż sobowtór.

No i koniec. Wszyscy się rozchodzą, składają ostatnie gratulacje nowożeńcom. Tylko… Jenny. Coś z nią nie tak. Co jest? Obserwował Cię? Kto?
Nie… to niemożliwe. Cholera, kilka godzin spokoju i znów się zaczyna dziać. Powracają wydarzenia z przeszłości. Wtedy też byliśmy na Aylonie. Klon Jenny, utrata Paula. To wszystko ma się teraz powtórzyć? Czego chciał ten człowiek? Był w naszym skoczku? Wrrr… należy to zakończyć. Raz na zawsze.
Manuel modli się… Po chwili otwiera oczy. Wie, gdzie poleciał człowiek, którego zapamiętała Jenny. Tymczasem w skoczku ochrona znajduje zdjęcie naszej Amalteanki z przestrzeloną głową. I notatką od Paula… Askar sprzeciwia się pokazywaniu tego Jenny, ale… Cholera, to o nią tu chodzi. Powinna wiedzieć co jest grane.
Manuel postanawia jeszcze raz poprosić Wszechstwórcę o pomoc. Tym razem jednak coś idzie źle. Kapłan rzygając krwią wali się na podłogę. Gówno! Musiał wpakować się na psychonika!
Dobra, teraz czas na specjalistów. Już w pałacu siadam wygodnie i przywołuję Moc. Zaczynam szukać. Coraz dalej i dalej. W końcu.. jest! Pokój. Piwnica. Człowiek, którego widziała Jenny. Komora hibernacyjna a w niej… klon. Ha, zgadnijmy kogo? Bingo! Teraz jeszcze formalnośc – gdzie ja w ogóle jestem? Sądzę, że dwieście metrów wystarczy. Posyłam swój wzrok w górę. Step. Ruiny. Żadnych punktów orientacyjnych. Szkoda, będzie trudniej.
Teraz wiemy już, czego szukać. Znamy odległość tego miejsca od pałacu, wiemy, że zabudowania leżą na stepie (na pustynnej planecie to spore ułatwienie), znamy ich rozłożenie.
Teraz wystarczy tylko zebrać mapy satelitarne całego obszaru (setki tysięcy kilometrów kwadratowych!), zatrudnić sztab ludzi do pomocy i… szukać, mając nadzieję na łut szczęścia…

No i już. Kilka godzin wytężonej pracy prawie sześćdziesięciu osób i jesteśmy w domu. Ładujemy się na skoczki. Bierzemy komandosów Askara. I – jazda.
Na miejscu zabezpieczamy teren. Ja z jedną drużyną zostaję na powierzchni. Drugi skład, z Askarem, Azimem, Varią i Manuelem wchodzą do podziemi budynku.
Spokojnie jest. Sporo kości. Jakieś umocnienia. Pewnie była tu kiedyś bitwa. Nagle… wszystko zamiera. A zmysł Mocy zaczyna wariować. Niebezpieczeństwo!

Ziemia faluje. Porośnięte pożółkłymi trawami wzgórze eksploduje nagle, uwalniając swych mieszkańców. Szczątki dawno poległych żołnierzy zaczynają łączyć się, tworząc na nowo kształty upiornych wojowników. Nieumarli sięgają po broń…

Kurwa, dużo ich! W dodatku nasze kule nie robią im żadnej krzywdy. Komandosi chowają się w okopach. Mam nadzieję, że druga grupa szybko tu dotrze. Głupio było by ginąć od kuli jakiegoś niespokojnego umarlaka.
Krzyk! Cholera, Magda! Askarowa medyczka. Co ona tu robi? Dobra, później się będę zastanawiać. Na szczęście nie jestem tak całkiem bezbronny. Niech żyją złe przeczucia!

Młoda kobieta osaczona przez kilkunastu nieumarłych. Bez szans na ratunek. Strach. Uniesiona lufa…
Nagle, jak spod ziemi, pośród grupy ożywieńców wyrasta drobna postać. Wyciągnięta ręka, do której wskakuje niewielki, zdobiony Ukarskimi grawerunkami przedmiot. Aktywacja…
Pole siłowe zaczyna wypełniać się krwistoczerwoną plazmą. Czas zwalnia. Wojownik o białej skórze, wirując, wpada w przeciwników…

Odpycham brzydali od Magdy. Po chwili dołącza do mnie Manuel. Z jego sztucznej dłoni wysuwają się półmetrowe monoostrza. Razem kończymy dzieło zniszczenia.
Co dalej? Porywacze zostawili wiadomość. Mamy się spotkać w starym pałacu Sinuhe – kuzyna Askara. Lecimy tam.

* * *

Na miejscu wita nas psychonik. Silny. Silniejszy nawet ode mnie. Zaprasza do środka Askara i Jenny. Reszta ma czekać na zewnątrz. Inaczej wysadzi nasze skoczki. Cóż, facet ma niezłe podejście w interesach.
Siedzimy z Varią przed drzwiami pałacu i zaczyna nas już lekko trafiać. Spojrzenie. Drugie… Idziemy szukać jakiejś drabiny.

Trafiamy akurat na koniec rozmowy. Monologu raczej. Askar trzymany na muszce pod ścianą. Jenny stoi na środku pokoju. Psychonik kończy składać ofertę. My odlatujemy bezpiecznie, a on zabiera Jenny, żeby w jej ciał o przenieść umysł kobiety, którą kochał, a która została śmiertelnie ranna. No a żeby było już całkiem zabawnie, wybranką jego serca jest… klon naszej Amalteanki. Popieprzone to wszystko…
Oczywiście jak się nie zgodzimy, facet wszystko wysadzi.
Askar zaczyna pertraktować. Mamy przecież jeszcze jednego klona. Leży od roku w komorze stazy. Wystarczy mu tylko wyczyścić umysł i – voila. Jest tylko jeden problem. Taką operację mógłby przeprowadzić tylko demon ze Skorpiona. Dostajemy kilka tygodni na podróż tam i z powrotem i przywiezienie ciała gotowego na przyjęcie nowej duszy.

* * *

Plan jest prosty. Ja, 49 i Jenny lecimy Allawem na Skorpiona. Askar i Varia udają się na poszukiwanie Ewangelistów – grupy nawiedzonych i cholernie skutecznych łowców nagród (czy jakoś tak), którzy mogą ponoć wydostać Paula. Zarówno Varia jak i Askar są święcie przekonani, że Ewangeliści wydostaną naszą „zgubę” nawet i z Pajęczyny. Fajnie by było… Spotykamy się na planecie za trzy tygodnie. Manuel odlatuje na Terrę…



Komentarze:
ownlog.com :: Wróć