Menu :


Link :: 01.08.2006 :: 15:03
8 januaris 5003

Dwie minuty

Sesja Wewnątrztygodniowa

BY MANUEL

Pacjent nr 03/05/NOB/CVB/21

Imię: Manuel
Nazwisko: Trinidad
Wiek: 48 lat
Płeć: M
Rasa: Człowiek

Znaki szczególne: blizna na lewej dłoni.

Wyciąg z biogramu: Szlachcic. W roku 96 agent wywiadu lihalańskiego, od jesieni 96 mnich Avesti. Od marca 98 agent Kalinthi. Ścigany listami gończymi za zbrodnie wojenne na Vera Cruz. W lipcu 5002 wyniesiony do rangi księcia, kreowany arcybiskupem, później patriarchą. Abdykował. Ekskomunikowany. W styczniu 5003 pierwsze objawy choroby. W lutym udział w aylońskiej wojnie domowej - ciężko ranny. W kwietniu skazany zaocznie za zabójstwo cesarskiego gubernatora, w maju uznany za niepoczytalnego i zdjęty z urzędów.

Objawy: Paranoja (stadium zaawansowane), mania prześladowcza, alkoholizm (uśpiony), okazjonalnie stany depresyjne i katatoniczne. Dwanaście nieudanych samobójstw, czterdzieści dwie próby ucieczki, sto osiemdziesiąt pięć aktów napaści na personel i innych pacjentów.

Dotychczasowy przebieg leczenia: Od 5003 podawanie neuroleptyków, głównie pochodnych metafenotiazyny. W latach 5004-5005 i 5006-5008 terapia hiperanksiolitykami. Wyniki poprawne. W 5005 kuracja tetrahydrosulpirydem, zakończona z powodu braku efektów. Równoległe proces psychoterapeutyczny. W 5009 zakończone leczenie psi-trankwilizerami. Stwierdzony brak szans na wyleczenie.
UWAGA - pacjent dysponować może Teurgią. Zalecane podawanie dawek neoglikopromazyny minimum 8 cm3 na dobę!

Notatka lekarza prowadzącego:
Dr Anika Connard, asystent prof. Wilhelma Globba, 23 kwietnia 5019:

Manuela Trinidad poznałam kilkanaście lat temu podczas wyprawy na nowoodkryty układ Demeter. Już wtedy, jak pamiętam, sprawiał wrażenie niezrównoważonego psychicznie. Mój ojciec, jego znajomy, wiele mi o nim opowiadał - dzięki pewnej znajomości tematu oddelegowano mnie do prowadzenia tego pacjenta. Stanowi on niezwykle ciekawy przypadek, opisany przeze mnie dokładnie w pracy doktorskiej. Obiekt CVB/21 pozostaje cały czas pod moją opieką - poza leczeniem farmakologicznym prowadzona jest terapia: do dziś nie wyjaśniono bowiem przyczyn obłędu Manuela Trinidad.

Zapis z dnia 15 grudnia 5007

Byłem oficerem… kapitanem krążownika. Rozumiesz? To wszystko fikcja… równie dobrze mógłbym być tobą, adwokatem, cycatą amalteanką, najemnikiem... zresztą, ciebie i tak nie będzie. Pewnego dnia znów się obudzę... pytanie tylko gdzie. Może znów pojawię się na Istakhr... tak jak kiedyś.

/Pacjent uśmiecha się/

To były urodziny Askara. Byłem tam z moim synem... nie, nie Ludwikiem... Oktawianem. Grzeczne dziecko, i wspaniały oficer. Co się tak gapisz? Nie patrz się tak na mnie! Skoro byłem kapitanem, to mój syn był midszypmenem. I nic mnie nie obchodzi że miał wtedy 5 lat! Zresztą... już wtedy nosił medal za kampanię na Malignatiusie...

Tak, Malignatius był nasz. Pozostałe planety decadoskie wzięło Cesarstwo i al-Malicy. Z Hazatami podobnie... tak, to był piękny świat. Ale Askar wiedział... nie dane było mu zapomnieć... wiedział, co było wtedy.. w przeszło-przyszłości... usiłował mi to powiedzieć..


/Pacjent na chwilę milknie. Po pewnym czasie zaczyna się kiwać i kontynuuje monolog/

Był tam Moebius... i Fatima, tak, ta sama którą potem ukamienowano. Za co? Nieważne... za to samo, dlaczego ja chciałem ze sobą skończyć. Moebius jako przyszły nadakira i Fata jako... wolna szlachcianka. Bez zobowiązań, Fajsala u boku i Jafara nad głową. Była wtedy szczęśliwa.
Po powrocie do naszego świata obydwoje chcieli wrócić do tego co było... cóż. Miłość nie idzie w parze ze sprawiedliwością. Kamień silniejszy jest od słowa, a katowski miecz od kraxi...


/Pacjent zaciska pięści i zaczyna bębnić w blat biurka/

Moebius i Fata tańczyli... och, jak oni tańczyli! Tak ognistego tango nie znają chyba nawet na Aragonii. Te spojrzenia, te pozy, jak dwie błyskawice... nóż w zębach, błysk bransolet, stukot obcasów... można było oglądać bez końca, wierz mi.
Oczywiście, nic co pięknie nie trwa wiecznie. Pojawił się za chwilę jakiś głupi cesarski z nakazem aresztowania Moebiusa. Wywiązała się walka, oczywiście wygraliśmy... Askar pokonał pyszałka w pojedynku...
I przyszedł. Przyszedł i opowiedział o wszystkim. O tym co było-będzie... o tym, kim byłem-będę, co zrobiłem... to było strasznie. Ale przyjąłem to brzemię...


/Pacjent zaczyna chichotać. Trwa to około minuty/

A potem… a potem przeniosłem się z powrotem… potęga, której byłem świadkiem, była dla mnie próbą. Pewnego dnia zdobędę tę moc... a wtedy... wtedy zacznę wędrować. Będę Panem Czasów i Miejsc... będę ratować i uzdrawiać całe systemy w imię Najwyższego... wskrzeszę moich przyjaciół, wskrzeszę Cesarza, odnajdę Pisklę... wychowam Oktawiana... Ludwika...

/Pacjent zwija się w pozycję embrionalną i zaczyna płakać. Po zaaplikowaniu 1 cm3 omegapromazyny uspokaja się i zapada w stan odrętwienia. Koniec nagrania/


Wnioski: Wizje i urojone wydarzenia z przeszłości pojawiają się, jak wiemy, u osób chcących wyrzucić z pamięci traumatyczne wspomnienia. W opisywanym przypadku uwagę zwraca niebywała wręcz precyzja i spójność opisywanych przeżyć.
Do dziś nie uzyskano jednak satysfakcjonujących wniosków dot. początków choroby. Być może ma to związek z nieudaną próbą samobójczą Manuela Trinidad w lutym 5003.
Dalsze działanie medyczne oparte będzie na chirurgicznym usuwaniu fragmentów płatów ciemieniowych i skroniowych. Nie spowoduje to najprawdopodobniej utraty kontaktu z pacjentem, przynieść może jednak satysfakcjonujące dla nauki wyniki. Efekty wiwisekcji - praktycznie nigdy nie wykonywanej na tak silnym teurgu - posłużą jako materiał do pracy habilitacyjnej.


Komentuj (3)


Link :: 03.08.2006 :: 17:40
8 - 13 januaris 5003

W piekle aż na dnie...

Sesja Wewnatrztygodniowa

BY MANUEL


W olbrzymiej, gigantycznej niemal Świątyni jest cicho, bardzo, bardzo cicho. Smukłe, strzeliste kolumny, wspierające sklepienie, zdają się sięgać nieba. Gdyby ktoś usiłował się na nie wdrapać, musiałby spędzić na tym i tysiąc lat. Albo dwie sekundy. To nieistotne – do Świątyni przychodzi się w innym celu.

Na zielonej, marmurowej posadzce klęczy postać. Ma czarny płaszcz (jakiż by inny!), zmierzwione włosy przyprószone siwizną, i parę świetlistych skrzydeł, sypiących piórami przy mocniejszym poruszeniu. Postać bezgłośnie porusza ustami. Przygląda się obiektowi umieszczonemu w ścianie.

Przygląda się Bramie.

Brama zdaje się mieć wielkość wieżowca. Kamienna, z solidnymi, żelaznymi wrzeciądzami. Wykuto na niej słowa w zapomnianym już dziś języku. Słowa, które przed eonami posiadały wielką moc... Dawały siłę, potęgę, władzę i nieograniczone wręcz możliwości.
Skrzydlata postać przechyla głowę. Mruży oczy... tak jakby chciała odczytać hieroglify dawnej cywilizacji. Szczerzy zęby... chyba coś znalazła...

***


Wróciłem!

Gdzie Okta... Ludwik!? Co z moim synem!? Co z Varią? Co tu się dzieje, czy ktoś może mnie oświecić?

Kitelek? A dziękuję. Kawusia? Nie odmówię. No, co jest? Ach... moja dłoń. Dziękuję...

***


Istota siada. Olbrzymie skrzydła zdają się stanowić solidne oparcie. Skrzydlaty unosi głowę, oblizuje usta, i zaczyna nucić kołysankę.

***


Hahahahahaha! HAHAHAHAHA!

Jak się czujesz, Moebiusku? Kilkadziesiąt lat przeżyte w dwie minuty? Hahahaha! Blado wyglądasz, widać antynomia Ci nie służy. Tak, też pamiętam. Tak, to ja zadecydowałem. I tak jak z postrzeleniem Varii – nieważne co było. Ważne co z tym teraz zrobisz.

Chcesz wrócić? Chcesz?

Ułatwię Ci to... będziesz szczęśliwy. Z nią. Uciekniecie. Sfingujemy jej śmierć. I Twoją. Tylko zechciej... Ja nic nie narzucam... ale wiem jak tam było... to może się udać...

Co Ty robisz? Ach! Geniusz! Przybić, zaznaczyć Rzeczywistość... genialne! Podaj mi kraxi, proszę...

***


Skrzydlaty przykłada palce do serca, ust, czoła, potem do policzków. Naciąga skórę na twarzy, przygryza paznokcie. W końcu chowa twarz w dłoniach.

***


Wyrzuty?

Pretensje?

HAHAHAHAHA!

Cóż, nie dziwi mnie to. Cyt. Cyt. O mnie nie mówmy. Ja tu już się nie liczę. Zresztą, Fatimo – drogowskaz nie podąża drogą którą sam wskazuje, czyż nie? Ale to frazes. Teraz liczy się coś innego.

Masz wybór. Dostałaś drugie życie. Przeżyłaś je. Które wybierzesz? Tam jeszcze można wrócić...

Pytam, bo... sam nie wiem czy tam nie wrócę...

***


Skrzydlaty zaczyna się kiwać... tył.. przód... tył... przód... tył... przód... tył... przód... tył.. przód... tył... przód...

***


Dobrze, czas wziąć się w garść. Idziemy w Qulippothy. Do piekieł? Proszę bardzo, pewnie kilku znajomków się znajdzie.
Pogawędka z Allawem? Ależ z przyjemnością. Nic nas już nie zdziwi, nie przestraszy i nie wytrąci z równowagi. Idziemy sobie dziś do Piekieł, jutro wpadniemy do Empireów... cudownie.

Wioska. Maruderzy. Gustaw. Zaciśnięte pięści Fatimy.

Nie ma dobrej wyprawy do Qulippothów, jeśli nie zmierzymy się z naszymi strachami, prawda? No, ale na nas już czas, miłego dnia. Tak, jestem spokojny, opanowany i miły. Dla każdego. Tralalala.

Paul. Jakiś Ukar. No i Oktawia. Tak, oczywiście że obiecuję. Dzisiaj obiecam wszystko!

Rozmowa z dziadkiem Oktawii. Dusza Varii przebywa w Ojcu. Wracamy – przecież teraz możemy kreować rzeczywistość wedle własnych potrzeb, czyż nie?

Możemy.

I za chwilę Varia, moja Varia, jest już z nami. Cała, zdrowa... i bezpieczna. Hahahahaha! Uratowaliśmy ją! Żyje i będzie żyć!

Teraz już nic nam się nie stanie. Nie po tym. Sięgnęliśmy niemożliwego!

***


Istota o świetlistych skrzydłach (jakże nienaturalnie byłoby zwać ją aniołem... chyba że aniołem upadłym) zaczyna tarzać się po twardej płycie posadzki. Skrzydła gną się z głośnym trzaskiem. Pióra wirują w powietrzu.

***


Po co żyć, po co działać, po co walczyć, skoro za chwilę możemy obudzić się gdzie indziej? Chcecie być oficerami Przewoźników? Proszę bardzo! Grupą lihalańskich chłopów, pracujących w pocie czoła na plantacji miliryżu? Zapraszam! Chórzystami Chorali? Tralalalala i gotowe! Prokuratorzy? Dziewki wszeteczne? Kurgańscy szejkowie? Wszyscy święci? Co chcecie.

Chyba dotknęliśmy sekretu nieśmiertelności.

***


Skrzydlaty uspokaja się. Leży na pogiętych skrzydłach, z rozbitej brwi ciecze strumień krwi. Przygląda się Bramie, po czym znów zaczyna się histerycznie śmiać. Rozrywa zębami nadgarstki i zaczyna kreślić przerażające, plugawe symbole, kojarzące się z najohydniejszymi kultami i praktykami, jakie stworzyła Ludzkość.

*Zgrzyt*

*Zgrzyt*

*Zgrzyt*

Brama otwiera się bardzo powoli. Baaardzo... baaaardzo powoli...

W umyśle archonta pojawia się głos. „Obiecałeś.... obiecałeś!”. Istota podnosi głowę, rozgląda się wokół jakby szukając kogoś. Wrota zgrzytają znowu i stają w miejscu..

Skrzydlaty chichocze – wie, że jest już blisko. Jeszcze trochę, i otworzy Bramę.

A wtedy klękajcie narody.


Komentuj (0)


Link :: 14.08.2006 :: 07:51
20 octobris - 4 decembris 5002

Kyberis

Sesja Drejkowa

BY ALEJANDRO

To doprawdy interesujące... Znasz kogoś raptem tydzień. W ciągu tego tygodnia przez pół roku ramię w ramię walczyliście w powstaniu które wydarzy się za pięćdziesiąt lat... albo nie wydarzy... Dodatkowo uczestniczycie w wykopaliskach półtora tysiąca lat temu. I półtora tysiąca lat temu umawiacie się co w waszych czasach zrobicie ze znaleziskami z tych wykopalisk. Czyli – wykradniecie je komuś kto oficjalnie mieni się waszym sojusznikiem. Ale za pięćdziesiąt lat dowiedzieliście się że nie macie podstaw żeby szczególnie kochać tego sojusznika... A z twoim towarzyszem nie macie tez powodów sobie ufać... Ale gra jest warta świeczki.

Przez dwa tygodnie przygotowywałem moją część operacji. Sześciu pilotów – miałem więcej ale sześciu było godnych zaufania. Wynajęty megatransportowiec. Komplet oblachowania które miało ucharakteryzować lewiatany na frachtowce... o ile tam są. Równocześnie wyciągałem od Daragha dane na temat obstawy wrót na Kish. Siła, dowódcy, ich słabostki... których niestety nie było za wiele...

Spotkaliśmy się przy wrotach na Criticorum. Aleksiej miał ze sobą dwa transportowce oraz czterech pilotów. Ponadto siatkę już rozmieszczonych na Kish agentów. Dobra, dobra, niech mu będzie że to są „znajomi” a nie „miejscowa siatka Jakovian”. Po kilku dniach dolecieliśmy na orbitę. Złe wieści... teren wykopalisk obserwowali Męczennicy. Dostaliśmy tez zdjęcia interesującego nas miejsca, zrobione z ziemi i z orbity...

Dwaj szlachcice stali nad stołem, na którym leżał plik fotografii. Widniał na nich kawałek pustyni... dość niezwykły. Bo przecież kto i po co chciałby w sercu pustyni wykopywać dwa wielkie, ponad dwustumetrowe doły?
Z zaciśniętych ust obu mężczyzn wyrwały się jednocześnie dwa słowa. Ich adiutanci spojrzeli po sobie. Od dawna nie doświadczyli takiego ładunku energii i ekspresji zawartego w krótkim „kurwa mać”.


Tak więc dwa lewiatany wsiąkły... według wtyczek Aleksieja – kilka lat temu. Jego ludzie rozłożyli obóz „archeologów” – póki co, by nie wszczynać podejrzeń, zaczęli kopać w nieodległych ruinach. Stamtąd drążyli ukośny tunel w kierunku dwóch pozostałych lewiatanów.
Euzebio, jeden z moich pilotów, wybrał się na planetę wraz z Fiołkiem. Udawali parę szlachty na wycieczce... między innymi na pustynię. Pod ta postacią nie powinni wzbudzać podejrzeń.. a gdyby wzbudzili, Fiołek skutecznie odwróciłaby uwagę.
Po wylądowaniu Euzebio usłyszał wołanie lewiatana. Był to transportowiec. Następnie spróbował złapać zasięg drugiego, bojowego. Zbliżył się... stracił przytomność. Zwiniętego w kłębek, kwilącego i rzygającego Fiołek dowlokła do skoczka i doleciała do obozu „archeologów”. Okazało się że bojowy lewiatan umarł jakieś tysiąc lat temu wskutek odniesionych uprzednio uszkodzeń. To, co przytrafiło się Euzebio było okultystycznym śladem jego agonii.
Sondy sejsmiczne zlokalizowały transportowego lewiatana. Wokół niego były ślady odwiertów sprzed paru lat. Ktokolwiek to zrobił, pozostawił przy powłoce pięć „cosiów” wielkości lodówki. Okultystyczna obserwacja ujawniła charakter cosiów – ładunki jądrowe...
„Archeolodzy” dowiercili się do lewiatana i zaczęli kopać w kierunku min – tylko już nie plazmą i dynamitem, a młoteczkiem i miotełką... Euzebio połączył się ze statkiem. Jeszcze zanim to zrobił, lewiatan przekazał mu że ma, cytuję, „coś w brzuszku”. Koniec cytatu. Po połączeniu zamilkł – potrzebował paru dni by z pomocą naszych telepatów nawiązać ponownie kontakt. W ładowni były kilkadziesiąt skrzyń z ładunkiem – lewiatan wypluł jedną, zawierała – jak się okazało – sprzęt górniczy. Ponadto prawie czterdzieści komór stazy, z czego jedną o średnim i jedną o wysokim priorytecie.
Saperzy rozbroili miny. Ich urządzenia kontrolne w dalszym ciągu udawały że są aktywne. Dowiercili się tez do martwego lewiatana. Próba podejścia do niego kolejnego pilota skończyła się jak poprzednia – pobytem w medlabie. Zrezygnowaliśmy z prób wydobycia go w całości, zamiast tego nasi ludzie odcięli macki i kawałki pancerza po czym załadowali je do transportowca.
Teraz ucieczka. Jej plan był w zarysach bardzo prosty. Zaczekamy aż przestrzeń kosmiczna nad pustynią będzie względnie pusta. Wtedy to obserwujący satelita dostanie nagłej awarii, a lewiatan wygrzebie się z piachu i po prostu odleci – jego prędkość uniemożliwi jakikolwiek pościg. Później spotka się z naszym transportowcem - daleko od wszelkich szlaków żeglugowych - i zostanie zamelinowany w ładowni.

Ziemia zadrżała. Pomiędzy dwoma wykopanymi w pustyni kraterami wzbił się olbrzymi tuman pyłu. Po chwili w nocne niebo wystrzelił rozmazany kształt, oddalając się z nieprawdopodobną prędkością. Kilka sekund później na pustyni rozbłysło nowe słońce. Kurzawa przesłoniła wszystko. Obłok dymu zaczął wzbijać się ku niebu, formując kształt wielkiego grzyba. Zaczął padać deszcz... płynnego szkła.

Pozostawione przez Li-Halanów ładunki skutecznie zatarły wszelkie ślady naszego przedsięwzięcia. Przelot transportowca przez wrota i podróż na Keth-Kordeth odbyły się bez najmniejszych nawet przeszkód.
Przystąpiliśmy do oglądania zawartości ładowni. Skrzynie zawierały prawie wyłącznie sprzęt górniczy. Komory stazy natomiast... Trzydziestka małych, półtorametrowych komór (niski priorytet), w środku dziwne szaroskóre istoty. Sekcja jednej z nich i wiwisekcja drugiej trochę nam powiedziały. Stwory o rozwiniętym mózgu, szczątkowym układzie pokarmowym, niezdolne do rozrodu – wytwór inżynierii genetycznej. Służyły do prostych prac, głównie obsługi urządzeń. Komora o średnim priorytecie mieściła Kosiarza. W komorze o wysokim priorytecie spoczywała kobieta o czerwonobrązowym odcieniu skóry i ogolonej głowie...

Otworzyła oczy. Nie spodziewała się widoku, jaki ujrzała. Komora znajdowała się w środku salki zastawionej różnymi migającymi urządzeniami. Patrzyło na nią kilkunastu mężczyzn. Dwóch zdawało się być przywódcami. Pozostali – nie znała przedmiotów które mieli, lecz ze sposobu trzymania domyśliła się że jest to broń. Potrząsnęła głową. Czegoś brakowało... jej dodatkowy zmysł, jej moce zniknęły...
-Gdzie jestem? – spytała zachrypniętym głosem.
Wyższy z dwóch mężczyzn postąpił o krok. Z nozdrza spłynęła mu wąziutka strużka krwi.
-Zapewne cię to zaskoczy... Minęło dziewięć tysięcy lat, odkąd wyruszyłaś w podróż – odparł w języku Atlantów, potwornie niegramatycznie, lecz zrozumiale.


Kyberis z domu Acanthus


Komentuj (0)



FORUM

[Księga gości]

WSTĘP

Postacie

Aida
Alejandro Corrinho Dulcinea
Alexander Wolverton
Andrew Hakkonen
Askar Al-Allaw
Azim
Fatima Al-Malik
Leila Al-Allaw
Manuel Trinidad Li Halan
Moebius
Seth
Varia
Vasil
Vlad Al-Allaw
Volrath "Trzy Pazury"

Hazackiego pierdoły gawędy

Matka Wojna
Wiara, nadzieja, miłość
Baronet w Zalotach

Chronologia

5003 (22.06.07)
5002 (21.08.06)
5001 (09.08.05)
5000 (29.01.05)
4999
4998
Czasy prekampanijne (10.12.05)

Kroniki Leili (27.03.05)
Listy (21.05.06)

Raporty Specjalne

Kfiatki z sesji (22.06.07)

Handouty

Download

Mapa Cesarstwa (duża)
Błogosławiony Allaw
Dar Ikony
Piękna Callista
Historia rodu Corrinho
Genealogia Alejandro Corrinho Dulcinea
Tabele GSowe

Galerie

GALERIA MATKI MONIKI
Kalendarz z Azimem na 5002
Kalendarz z Owieczką na 5002
Załoga Allawa
Prawdziwa twarz Askara
Sora Tenema LiHalan - Autoportret
Grunsh - by Monika
Prawdziwa twarz Niedzielnych
Prawdziwa twarz Drejkowych
Alejandro ręką Fatimy nakreślon
Varia i Ewa by Fatima
Askar i jego fanka by Fatima

Zaprzyjaznione blogi

GSowe

Blog Askara

RPGowe

Sekretne Zwoje Pani Noriko z rodu Isawa
Blog DeadLands by Cathia
Blog DeadLands by Ramel
Blog Rippers
Blog Maga "Rozbita Rzeczywistość"
Blog Wampirzy Yaviego

Sznureczki

Nasza strona GS
Forum Moorholda
Bufor Sathra


ownlog.com

2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń