Menu :


Link :: 31.08.2007 :: 08:34
lipiec - wrzesień 5002

Pamiętnik Sory #2

Sesja Drejkowa

BY SORA TENEMA

Za moimi plecami Monika próbuje wyplątać się z bandaży. Trójka nowicjuszy zakonnych zachowuje się jak dzieci (którymi są, mają w końcu zaledwie po szesnaście lat) i skacze radośnie wokół niej, wołając, że teraz na pewno ktoś napisze książkę „Boksytowy Król i mumia Voroksa”. Monika chętnie uczestniczy w ich zabawie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałam ją taką. Zastanawia się, jak bardzo ludzkie nastolatki przypominają szczenięta jej własnego gatunku. Ja siedzę i patrzę na to, uśmiecham się, bo nie mogę nie przyznać, że cała sytuacja mnie bawi. Nie przyłączam się do zabawy, nie mam zupełnie talentu do rozmowy z tą trójką...

Jak daleko jestem już od tamtych dni na Byzantium Secundus, gdy dowiedziałam się o mocy, którą obdarzył mnie Wszechstwórca (By ze mnie zadrwić? By wskazać mi drogę?). W międzyczasie stało się aż nazbyt wiele. Zdążyłam podjąć decyzję, lecz czy właściwą? Przekonałam się, że jestem groźna nie tylko dla siebie, lecz także dla innych, zaś ramiona Zakonu Eskatonicznego nie czekały na mnie aż tak otwarte, jak sobie to wyobrażałam. Liczyłam, że na Pentateuch ukierunkują moją moc i mój umysł, lecz to, co przyszło za mną przeraziło ich tak bardzo, że woleli pozbyć się mnie jak najszybciej. Ci, którzy niegdyś byli heretykami dziś ze strachu przed herezją wolą zignorować wszystko, czego badanie może zagrozić ich duszą.
Nie, nie powinnam tak myśleć. Powinnam pokładać ufność we Wszechstwórcy i sama strzec mej duszy przed wiedzą, która może przynieść jej zatracenie. Tylko czemu tak bardzo tej wiedzy pożądam? Widziałam miejsce, które można nazwać piekłem, doświadczyłam pustki braku tego, do którego kieruję moje modlitwy. Czy to mnie czegoś nauczyło?
Nie.

Lipiec – Wrzesień 5002

Przybyłam na Pentateuch. Dziwna planeta, na której nauka miesza się z religią i magią. Moja nadzieja. Sirocco. Wizje – nie, nie moje tym razem lecz Moniki, spokojnej Moniki, którą prędzej można by posądzić o bycie wielkim pluszowym zwierzęciem niż drapieżnikiem... Wizje krwi i łowów, które ją przeraziły i które w dziwny sposób zbiegły się w czasie z zabójstwami, jakich w jednej z wiosek na planecie dokonała jakaś bestia...
Wizje nie powtórzyły się. Przybyłyśmy do klasztoru i tam zostałam przyjęta w poczet nowicjuszy. Dostałam też... coś, czego nie powinnam była dostać. Księgę, którą powinno się spalić, a która przyciągnęła mnie jak magnes. Mam ją nawet teraz, tu, w drodze na Keth Kordeth. Wtedy ukrywałam ją przed wszystkimi, przed moją spowiedniczką, braćmi w zakonie. Ukrywam ją nadal i będę ukrywać... Powinnam ją spalić kiedy tylko przylecimy...
Oczywiście, mój towarzysz, mój cień wzbudził zainteresowanie. I oczywiście skończyło się to tragedią, gdy jeden z zakonników próbował wyegzorcyzmować nieczystego ducha. Początek końca mojego pobytu na planecie, tak myślę. W trybie przyśpieszonym kazano złożyć mi śluby i od tej pory zaczęto wynajdywać sposoby, bym znalazła się jak najdalej od klasztoru. Najpierw kazano mi się zająć „bestią”. Musiałam jechać do wioski, w której ją widziano i potwierdzić obawy Moniki – to Voroks, być może zdziczały, bo skąd niby miał wziąć się dziki Voroks na Pentateuch? Musiałam uspokoić wieśniaków, ale nie wiem, czy moje niezdarne próby wytłumaczenia, że towarzyszące mi stworzenie obdarzone jest duszą a co więcej – jest księdzem Sanktuarium Wieczności. Zresztą to Monika przyczyniła się do wytropienia obcego Voroksa... Dziwnym był stworzeniem, czarny bardziej jak wyrwa w przestrzeni, niż jak żywa istota, o oczach czerwonych, płonących... Przybył na planetę ze swym panem, moim rodakiem, jak zdołaliśmy wywnioskować ze znalezionych w lesie zwłok. Sam Voroks zginął od kul towarzyszących nam żołnierzy – Monika próbowała go uratować, bezskutecznie. Mnie przerażały jego czerwone oczy wpatrzone w moją twarz... Jak to jest, że niektórych rzeczy wolimy nie wiedzieć, dążąc do poznania innych, po wielokroć gorszych...?

Pozbyli się mnie wkrótce potem, wykorzystali moje wykształcenie archeologiczne i wysłali mnie na planetę, o której usłyszałam po raz pierwszy – Rimpoche. W towarzystwie trójki nowicjuszy, którzy lecą z nami i teraz, w końcu sierpnia opuściliśmy Pentateuch i we wrześniu znaleźliśmy się na nieznanym globie, którego atmosfera przestała istnieć przed tysiącami lat.
Większą część powierzchni Rimpoche pokrywa miasto – dziwny twór, w planie którego nie można dopatrzyć się żadnej regularności, chyba, że jakiejś opartej na fraktalach. Stworzone jest z dziwnego, szarego szkliwa, z którego wyrastają wielograniaste budynki. W miejscu, które podświadomie, acz wbrew logice, nazywam centralnym szkliwo ustępuje miejsca białemu kamieniowi. Pośrodku placyku stoi Kolos z Rimpoche, gargulec o twarzy przypominającej urtyjskiego Sfinksa (potwierdzenie teorii o preadamickim pochodzeniu tego słynnego monumentu?), największy z tego typu posągów, jakie znamy, większy, niż pamiętny Gargulec z Zapomnianego Miejsca.
Miejscowych archeologów bardziej, niż ruiny zajmuje jednak baza z okresu schyłku drugiej republiki. Niedługo po naszym przybyciu znaleziono zbiorowy grób ekipy bazy. Ślady zębów na połamanych kościach boleśnie świadczyły o tym, do czego byli zmuszeni odcięci od reszty wszechświata nieszczęśnicy...
Uporządkowałam część chaotycznych wiadomości zasłyszanych jeszcze od Antonia (więcej miał później powiedzieć mi hrabia Azim ibn-Jamal al-Malik, jeszcze więcej mam nadzieję dowiedzieć się na Keth Kordeth). Atmosferę planety zniszczyła najpewniej krystaliczna rasa Su’l, należąca, podobnie jak znani mi już (w pewien sposób) Atlanci oraz Oro’ymowie do Sojuszu Drapieżców. Najpewniej więc starożytni mieszkańcy Rimpoche, smukłe, czwororękie istoty, należeli do Jendości. Znaleźliśmy wiele figurek ich przedstawiających – z rękami uniesionymi, złożonymi, splecionymi na piersiach... znaleźliśmy też odlewy, lecz żadnych ciał.
W końcu wybrałam się do Kolosa. Trójka nowicjuszy, których Monika w międzyczasie zdołała uznać za swoich podopiecznych, ruszyła oczywiście z nami. Po drodze obejrzeliśmy miasto, dziwne budynki ze szczelinami w ścianach i dziwacznymi konstrukcjami, ni to bryłami, ni to meblami, z których każda była jedną molekulą, leżącymi w środku. Martwe, puste...
Kolos pokazał mi... Nie moje życie, nie moją przyszłość, nie nowe przekleństwo tym razem, za co dziękuję Wszechstwórcy – lecz przeszłość tej planety, czasy gdy tętniła życiem. Stałam tam pośrodku placu, mijana przez istoty, o których nigdy nie słyszałam – gady przywodzące na myśl urtyjskie dinozaury, humanoidalne koty, dziwne stworzenie w formie świecącej kuli z dziobem, człowieka lub Atlanta... i nade wszystko miejscowych – przechadzających się, rozmawiających głosami brzmiącymi jak dziwna pieśń... sześciu z nich siedziało w jednym z budynków, dziwny obiekt lewitował miedzy nimi, zaś szczeliny w ścianach niczym organy wtórowały ich pieśni.
A potem nadeszła zagłada.
Ile lat, ile stuleci później? Nie było już innych gatunków na planecie, tylko miejscowi, zaskoczeni nagle rozbłyskiem na niebie. Szalony wicher zdmuchujący kurz, przedmioty i kruche, martwe już ciała...
A potem nic, tylko ja wpatrzona w Kolosa.



Komentuj (2)



FORUM

[Księga gości]

WSTĘP

Postacie

Aida
Alejandro Corrinho Dulcinea
Alexander Wolverton
Andrew Hakkonen
Askar Al-Allaw
Azim
Fatima Al-Malik
Leila Al-Allaw
Manuel Trinidad Li Halan
Moebius
Seth
Varia
Vasil
Vlad Al-Allaw
Volrath "Trzy Pazury"

Hazackiego pierdoły gawędy

Matka Wojna
Wiara, nadzieja, miłość
Baronet w Zalotach

Chronologia

5003 (22.06.07)
5002 (21.08.06)
5001 (09.08.05)
5000 (29.01.05)
4999
4998
Czasy prekampanijne (10.12.05)

Kroniki Leili (27.03.05)
Listy (21.05.06)

Raporty Specjalne

Kfiatki z sesji (22.06.07)

Handouty

Download

Mapa Cesarstwa (duża)
Błogosławiony Allaw
Dar Ikony
Piękna Callista
Historia rodu Corrinho
Genealogia Alejandro Corrinho Dulcinea
Tabele GSowe

Galerie

GALERIA MATKI MONIKI
Kalendarz z Azimem na 5002
Kalendarz z Owieczką na 5002
Załoga Allawa
Prawdziwa twarz Askara
Sora Tenema LiHalan - Autoportret
Grunsh - by Monika
Prawdziwa twarz Niedzielnych
Prawdziwa twarz Drejkowych
Alejandro ręką Fatimy nakreślon
Varia i Ewa by Fatima
Askar i jego fanka by Fatima

Zaprzyjaznione blogi

GSowe

Blog Askara

RPGowe

Sekretne Zwoje Pani Noriko z rodu Isawa
Blog DeadLands by Cathia
Blog DeadLands by Ramel
Blog Rippers
Blog Maga "Rozbita Rzeczywistość"
Blog Wampirzy Yaviego

Sznureczki

Nasza strona GS
Forum Moorholda
Bufor Sathra


ownlog.com

2017
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2016
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2015
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2013
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2012
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń